3 meble do salonu, które go odmienią

Pisałam już o sypialni i o tym, co może ją zupełnie odmienić. Dziś przejdziemy do salonu. Innymi słowy: do miejsca, które uwielbiam, serca naszego domu a jednocześnie jest najmniej zaopiekowane. Bo zaraz stuknie nam tutaj rok a pewne tematy są wciąż… odsuwane. Każdy salon to jakaś baza. Stan, w którym go zastaliśmy, wykończyliśmy czy wynajęliśmy – jakkolwiek by nie było, tak pewnych elementów nie pominiemy. Są okna, są drzwi, metraż określony tez jest. I na tym płótnie – tworzymy dzieła! Dobieramy meble detale do salonu, które potrafią odmienić go niekiedy nie do poznania. Dziś omówię trzy: narożnik, komodę, dywan. Dlaczego te trzy? Bo łączą funkcjonalność i – jeśli się postaramy – współtworzą niepowtarzalny styl. 

Dywan

Och, dywany i wykładziny dywanowe to absolutnie obowiązkowy detal w salonie! Moim zdaniem, rzecz jasna. Wszyscy się dziwili: dwoje dzieci, okruszki i dywan? Puchaty, milutki dywan? Ale że dywan przy kanapie? Tak, dokładnie! I tutaj mała tajemnica! W naszym domu wielką rolę odgrywają reguły. Po pierwsze: jakoś pomagają ogarniać rzeczywistość. Po drugie: dla dzieci w spektrum autyzmu – zasady, rutyna to bezpieczeństwo i pewnego rodzaju spokój, na którym wszyscy zyskujemy. Naczelna zasada salonowa brzmi zatem: jemy tylko i wyłącznie przy stole. Nie mamy nawet stolika kawowego, każdy posiłek to wspólne zasiadanie do stołu, każdy ma swoje krzesło, swoje miejsce i to właśnie taka nasza mała posiłkowa rutyna.

Wróćmy do dywanu! Wiesz, my już mieliśmy dywan. Absolutnie piękny. Wypatrywany, oglądany. Później trafiła się promocja i… decyzja zapadła od razu. Beżowy w piękny złoty wzór. Uwielbiałam na niego patrzeć. W naszej stonowanej stylistyce całego wnętrza – stanowił doskonały, jakże wyrazisty akcent. Zbyt wyrazisty. Dywan bardzo szybko stał się przedmiotem fiksacji naszego ASa, musieliśmy pozbyć się go bardzo szybko, wylądował na grupie sprzedażowej i zachwyca teraz kogoś innego. Przykro, tak. Dziś już wiem, że mogę mieć puszysty, milutki dywan ale koniecznie jednolity. Taki, jakie mamy w pokojach dzieci. Szare, jednolite, duże i grube, przyjemne. Można się po nich turlać, leżeć i czytać książki. Można tak wiele. Ale nie wzbudzają niezdrowych reakcji. Bezpieczne są.

Tak, wciąż mówimy o dywanie. A dywan w salonie? Nasz salon to okna na calutką ścianę, dyskretne szyny sufitowe i białe zwiewne firany do samej podłogi, po bokach szare zaciemniające zasłony. Na samym środku stoi welurowy różowy narożnik, przed nim lampa podłogowa, komoda a tuż nad nią – dwa obrazy na ścianie. I już. To wszystko. Nie mamy stoliczków, puf, doniczek, dodatków. Właśnie dywan ma wypełnić to pomieszczenie, to on ma szansę współtworzyć z narożnikiem – główną rolę tutaj. I wiesz co…? To na nim pewnie będę sporo pracować. Są takie dni że najlepiej mi się pisze na podłodze. Deski to jednak nie to samo, co milutki dywan. Zdecydowanie nie to samo.

Narożnik

Oczywiście, nie wszędzie sprawdzą się akurat małe narożniki 200×120 cm. Latami mieliśmy tylko sofę, niekiedy zaledwie 2-osobową! Potrzebujemy miejsca przede wszystkim, żeby takowy wybrać. Osobiście zdecydowałam się na narożnik z prostego powodu: część wypoczynkowa miała składać się tylko z niego i z komody pod telewizor. Miało być przestronnie i komfortowo jednocześnie. Ni mniej, ni więcej. Ba! Obszerny narożnik dźwiga również rolę dodatkową – oddziela część wypoczynkową od biurowej, za nim znajduje się moje redakcyjne królestwo i tam wstęp mają już tylko wybrani, czyli… wszyscy. Dlaczego to właśnie narożnik? Można się wygodnie rozsiąść, nie ogranicza nas brak miejsca a odpowiedni dobór koloru – potrafi nieco narzucić styl wnętrza, bez nazbyt wielu dodatków.

Nasz salon docelowo miał być trochę w stylu #hamptons, trochę minimalistyczny – dwa przeciwieństwa poniekąd, dasz wiarę? Głęboki odcień różowego weluru na narożniku, szarości w zasłonach i dywanie – stanowić miały bazę. Bazę dla wszechobecnej bieli (ściany, meble), złotych detali (gałki, lampy, ramki) i potężnej ilości światła, wpadającej z wielkich okien. O tym opowiem już innym razem! Podsumowując? Odpowiednio dobrany narożnik – potrafi całkowicie odmienić nasz salon. Intensywny, zwracający uwagę kolor – wówczas przypada jemu główna rola. Stonowany, dopasowany do całej reszty – wówczas jest częścią spójnej całości.

Komoda

Tak, wiem – królują wszędzie szafki RTV. Niskie, delikatne, ładne. Osobiście jednak jestem wielką fanką zastępowania takiej szafki – komodą. Po pierwsze: pojemna. Po drugie: można wybrać naprawdę piękną, dopasować do naszego wnętrza i stworzyć spójną estetykę całości. U nas wybór komody nie odbył się praktycznie wcale. Mieliśmy taką białą, sieciówkowy klasyk. Służyła Szefowej, gdy była niemowlakiem. Ubranka, pampersy, i tak dalej. Szuflady więc były wypełnione organizerami, idealna baza pod uporządkowanie niezliczonej ilości rzeczy! Wymieniłam gałki na delikatniejsze, w złotym odcieniu. Obok komody stanęła lampa z detalami w złotym kolorze. Nad komodą wiszą znane już, posiadane od dawna – obrazy. I to w zupełności wystarczyło, żeby ta ściana salonu, sąsiadująca z wielkim oknem i subtelnymi zasłonami – jednocześnie pełniła rolę funkcjonalną i estetyczną. Komoda o głębokości 50 cm jest idealnej wielkości, ani za duża, ani za mała. Absolutnie nie przeszkadza, nie ogranicza przemieszczania się czy sprzątania. Dzięki temu, że większość mebli mamy „na nóżkach” – odkurzacz wszędzie wjeżdża bez problemu, mopem też wszędzie da się podłogi umyć. Znaczne ułatwienie! Nic nie trzeba przesuwać, odsuwać, podnosić.

Jak urządzać salon?

W zgodzie ze swoimi potrzebami. Każdy dom, każda rodzina, każdy człowiek – to zupełnie inne potrzeby. Dlatego przed jakąkolwiek decyzją aranżacyjną czy zakupową – warto zadać sobie kilka ważnych pytań:

  • Czego naprawdę potrzebuję?
  • Czy spełnia to moje oczekiwania?
  • Czy realizuje moje potrzeby?
  • Czy podoba mi się, patrzę na to z przyjemnością?
  • Czy pasuje do reszty wnętrza?

Powodzenia!

 

PS Artykuł powstał we współpracy z

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.