Netflix: Sprzątaczka | Cienie samodzielnego macierzyństwa

2021 miał być rokiem odradzania się, niczym Feniks z popiołów. Rokiem nowych startów, wielkich sukcesów, relacji i śmiałych kroków. Druga połowa roku – uderzyła niespodziewanym scenariuszem, który wmaszerował pewnym krokiem w moją codzienność, zamaszystym ruchem zrzucając z życiowego biurka – wszystkie skrupulatnie układane góry marzeń, planów i zobowiązań.

Co wtedy?

Jak reagować?

Jak działać?

Jak się odnaleźć?

Czasami musimy po prostu pobyć sami. Niby razem, jednak osobno – każdy z partnerów musi przegryźć nową sytuację, na swój sposób. By być gotowymi do wspólnego działania. Poczytać. Pooglądać. Odespać. Popatrzeć w sufit. Cokolwiek. Takim właśnie sposobem – zregenerować się minimalnie, przed dalszą wspólną walką. Mając wspólny cel.

Obejrzałam więc cały sezon nowego serialu.

Przyszedł taki dzień, gdy nie widziałam dla siebie sposobu. Od kilku tygodni już – nie było w zasadzie mowy o pracy popołudniami, siadałam dopiero w nocy, nawarstwiały się zaległości w pracy. Nawet pranie czekała w nieskończoność, nim wydostało się z suszarki. Pojawił się weekend, który mogłam wykorzystać maksymalnie. Siedziałam dwa dni pod rząd – w każdy od szóstej rano do drugiej, trzeciej w nocy. Odhaczyłam może z połowę tego, co powinnam. Dalej byłam w tyle, biczowałam się za niską produktywność. Miałam wciąż z tyłu głowy wszystkie bieżące problemy, skupiałam się maksymalnie na pracy ale wzrok wędrował na różową teczkę z dokumentami, na planner z przepełnionym emocjami tygodniem, na niepewność i wątpliwości – w postaci umów, wniosków, opinii, wyników.

Spasowałam.

Odpaliłam Netflixa. Sprawdziłam dziesiątkę najchętniej oglądanych tego dnia. Sprzątaczka. Ekstra! Będzie lekko. Popatrzę na piękne domy, będzie jakaś historia, pewnie sympatyczna bohaterka. Zjem kanapkę nie w biegu, zrobię gorącą kawę, sięgnę po słuchawki, wcisnę się w fotel. Zniknę. W końcu to mój dzień. Dzień resetu.

Jakże się pomyliłam!

Sprzątaczka.

Serial wyciskający łzy. Ściskający za gardło. Wzbudzający gniew. Przywodzący ogrom bezsilności. Serial, który oglądasz na ciągłym wdechu, układasz w głowie scenariusze, kreujesz możliwości a to, co na ekranie – i tak zaskoczy Cię gigantycznym ciężarem. Nie byłam na to przygotowana. Mogę nawet stwierdzić śmiało, że tamtego dnia – nie tego potrzebowałam, nie takiego dodatkowego ładunku emocji.

Alex i Maddy. Maddy i Alex. Mama i córka. Jest też tata, partner – przemocowiec, alkoholik. Przemoc psychiczna i ekonomiczna, wszystko to na oczach dziecka. Czy trzeba dodawać tutaj coś więcej?

Uciekają. Nie mają dokąd pójść. Śpią w samochodzie. Trafiają do schroniska dla ofiar przemocy. Walka o dziecko w sądzie. Rozbity samochód. Brak kogokolwiek do pomocy, jakiejkolwiek. Nowa praca. Noc na podłodze przystani promowej, z córką na rękach i odkurzaczem tuż obok – widok rozdzierający serce. Mogłabym tutaj wymieniać i wymieniać sceny, momenty, zdarzenia, emocje. Mimo formuły mini-serialu i niewielkiej ilości odcinków – mamy tutaj tego ogrom. Naprawdę ogrom.

  • Ile razy można upaść?
  • Ile razy można zaczynać od nowa?
  • Jak zaczynać od nowa, nie mając nic?
  • Jak odejść od przemocowca?
  • Jak nie wrócić do przemocowca?
  • Czy determinacja wystarczy, żeby przetrwać?
  • Skąd brać siłę, gdy mamy już jej deficyt?

Te i wiele innych pytań – doskonale podsumowuje nam to, co niesie serial. Samodzielne macierzyństwo to stan, w którym wydawać by się mogło: można góry przenosić. Niestety, bardzo często tylko w teorii. Niestety, kulisy bywają skrajnie trudne, w każdym wymiarze. Wieczory, gdy nie masz z kim zamienić słowa. Poranki, gdy absolutnie wszystko – jest na Twojej głowie. Popołudnia, gdy nie wiesz sama: chwytać żelazko, mop, kończyć projekt, nadzorować odrabianie lekcji czy może coś jeszcze innego?

Czy polecam ten serial?

Nie dla wysoko wrażliwych. Nie dla samodzielnych mam, które jeszcze nie przepracowały swoich lęków. Kto powinien obejrzeć? Może te osoby, które boją się uciec od przemocy? Może każdy, kto nie zdaje sobie sprawy z rozmiaru takich problemów? Zdecydowanie, nie jest to jednak lekka propozycja, do obejrzenia w tle. Wymaga skupienia, emocji i refleksji. Warto mieć to na uwadze, nim przyciśniemy symbol odtwarzania. Sprzątaczka nie jest serialem o sprzątaniu.

Jest serialem o walce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *