Ułatwienia dostępu

Autentyczność to granice?

Od długiego już czasu – trzymałam ten tekst w blogowych szkicach. Od długiego już czasu – dopisywałam kolejne akapity. Od długiego już czasu… powinnam to opublikować. Do rzeczy więc! Mamy aktualnie modę na autentyczność. Bardzo dużo się o niej mówi. Jeszcze więcej się jej pokazuje. I tutaj mamy pierwszy zgrzyt – bo dzisiaj pokazujemy dosłownie wszystko. Autentyczność to autentyczność, niekoniecznie jednak przekraczanie coraz dalszych granic. 

Autentyczności nie jesteśmy w stanie zaplanować. Musimy ją z siebie wydobyć albo… po prostu dawać od siebie, naturalnie i bez zastanowienia.

Granice to niemal konieczność.

W tym akapicie – będę mówić o sobie i swoich odczuciach. Uprzedzam więc: nie musisz się zgadzać ALE z ogromną przyjemnością poznam twoje zdanie, zapraszam więc do dyskusji w komentarzach. Osobiście przestaję obserwować te osoby, które przekraczają granice – będące dla mnie absolutnie nie do przekroczenia. Jakie to granice?

  • Pokazywanie dzieci i członków rodziny – w intymnych, kompromitujących lub z innych powodów niewłaściwych, sytuacjach. Jest to dla mnie nie do przyjęcia. Nie mamy najmniejszego nawet prawa by… szastać czyimś wizerunkiem w sieci. To moja zasada numer jeden.
  • Nagrywanie Stories za kierownicą. Nie ma tutaj dla mnie miejsca na tłumaczenia: ale ja się skupiam! A teraz jeszcze coś – przykład. Taki twórca daje fatalny przykład. Niezależnie od ilości obserwujących – może wpływać na błędne decyzje.
  • Nagrywanie Stories pod wpływem alkoholu. Tutaj to już w ogóle bez komentarza.
  • Dezinformacja. Wychodzę z założenia, że jesteśmy odpowiedzialni za tworzone treści. Nie ma więc tutaj miejsca na jakiekolwiek niesprawdzone informacje. Nigdy nie obserwuję tych, którzy rozpowszechniają #fakenewsy lub im przyklaskują.
  • Przypadkowy dobór współprac. Nie mam nic przeciwko współpracom, jeśli przyjemnie się je ogląda. Uwielbiam obserwować u twórców kampanie, które idealnie do nich pasują, tworzą przemyślaną i spójną historię, są szczere i zwyczajnie interesujące. Odrzuca mnie zwłaszcza od tych influencerów, którzy reklamują wszystko jak leci, bardzo często niemal jedna po drugiej… konkurencyjne sobie marki.
  • Brak szacunku dla obserwujących. Tutaj można by napisać książkę! Albo i dwie. Często jest tak, że trafiamy na potężne konto, z ogromną ilością obserwujących, zasięgu, współprac i aktywności. A w odpowiedziach do komentarzy tych obserwujących – brak szacunku. W mówieniu o własnych obserwujących – brak szacunku. W tworzeniu contentu – brak szacunku. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której twórca nie szanuje swojej publiczności. Nie wystarczy przyciągnąć – warto jeszcze zatrzymać przy sobie, otoczyć fajnymi emocjami i historią.

Nie obserwuję również tych, którzy kupują obserwujących (tak, to widać). Ani tych, którzy kopiują innych. To tak w absolutnym skrócie. Nie mam wyrzutów sumienia, klikając przestań obserwować. Warto wyrobić w sobie poczucie, że konsumpcja nietrafionych treści – odbiera nam czas i energię, które moglibyśmy przeznaczyć na coś lepszego dla nas.

Wróćmy do granic i autentyczności.

Dlaczego to łączę? Dlatego, że bardzo często nadinterpretujemy. Autentyczność bardzo często przybiera formę ekshibicjonizmu, pokazywania dosłownie wszystkiego i wszędzie. Ledwie otworzy oczy – nagrywa. Śniadanie z rodziną – nagrywa. Drogę do pracy – nagrywa. W pracy – nagrywa. Rozumiesz? Nagrywa wszystko.

Wyobraź sobie tylko: idziesz do kogoś na urodziny. A tam, zamiast dobrej zabawy i towarzystwa – jesteś wciąż nagrywana. Bo ta osoba (albo gorzej – ktoś z gości!) całą imprezę nagrywa, bez przerwy.

Szczerze? Wyszłabym. I mówię to ja: osoba jednak obecna w Internecie, na swoich zasadach ale obecna. A co z tymi, którzy tej obecności nie chcą wcale? To szalenie trudne tematy. Z jednej strony łatwo powiedzieć: ja bym wyszła. Z drugiej strony: co w sytuacji, gdy podobne zachowanie staje się codziennością? Jak reagować na wrzucanie do Internetu całego życia kogoś, kto jest nam bliski? Jak się zachowywać? Wyznaczyć granice i walczyć o ich respektowanie, komunikować każdą próbę przekroczenia. Do skutku.

Granice.

Jasne i nieprzesuwalne.

Nie nagrywaj mnie, gdy jem.

Nie nagrywaj naszych spotkań.

Nie nagrywaj moich dzieci.

Moim zdaniem? Granice są potrzebne by zachować autentyczność. Autentyczność zarazem – nie powinna iść w parze z ekshibicjonizmem. Tworząc w Internecie, stawiajmy na spójność i autentyczność. Tworząc w Internecie, budujmy swój wizerunek – bez uszczerbku na wizerunku naszych bliskich. Tak naprawdę nikt z nas nie wie, gdzie będzie za X lat i jak obecne działania – na te przyszłe realia wpłyną. Przeczytałam ostatnio gdzieś, że lepiej powiedzieć i pokazać mniej – niż żałować tych kilku kafelek relacji za dużo. Totalnie się z tym zgadzam!

Znacie mój szary fotel i wiecie że stał w sypialni a teraz w biurze. Nie macie pojęcia, czy wchodząc po schodach – ta sypialnia jest po lewej, prawej, na wprost czy gdzieś jeszcze indziej. Wiecie, że mam dwoje dzieci. Ale ich nie znacie, nie widujecie, nie wiecie z jakiego przedszkola i zajęć dodatkowych korzystamy, w jakim szpitalu bywamy ani lekarzy jakiej specjalizacji potrzebujemy. Nie znacie tablic rejestracyjnych naszych samochodów ani nazwy miasta, w którym mieszkamy. Mogłabym wymieniać bez końca ALE sedno jest jedno: tworzę treści w sposób spójny ze swoimi wartościami i potrzebami, bez odkrywania wszystkich kart o sobie. Nieważne, czy znacie układ mojego domu, czy też nie – moje treści nadal niosą to samo.

Autentyczność się klika.

Od jakiegoś czasu – bardzo! Szukamy jej u twórców, twórcy próbują znaleźć na nią swój sposób. Ostatnio pisałam, że Instagram to trochę taki home staging – w ujęciu codziennymTutaj staramy się zainteresować odbiorców – czyli również potencjalnych nabywców. Albo zostaną z nami dalej i będą obserwować, albo sobie pójdą i poszukają nowej instagramowej lokalizacji. I teraz ustalmy sobie coś, żebym miała pewność że to wybrzmiało wystarczająco mocno: Instagram to kreacja i to normalne. Powstał dla pięknych zdjęć i inspiracji. Dzisiaj wiemy, że znajdziemy tam również treści i wartości. Nadal jednak są to kadry, które tworzą feed a ten feed tworzy naszą wizytówkę. 

Chcemy pokazać się z tej najlepszej strony. Bez Instagrama również to robimy!

Gdy kogoś zapraszasz – zawsze choćby minimalnie ogarniasz dom. Kawę też podasz gorącą i w estetycznym kubku, prawda? Nie demonizujmy social-media przez pryzmat tych, którzy wykorzystują je niewłaściwie lub kreują niewłaściwe wzorce. Wystarczy obserwować ludzi, którzy są bliscy naszym wartościom i powodują pozytywne emocje, zamiast tych najgorszych. 

Instagram to wybór.

To wolność.

Wybieraj więc dokładnie tych, którzy mają ci tam towarzyszyć.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *