Oznaczanie współprac: reakcje

I… mamy to! Pojawiły się oficjalne rekomendacje UOKiK dotyczące oznaczania reklam w social-media. I teraz mała przypominajka! To nie jest tak, że nagle powstało jakieś prawo, które pociągnęło za sobą jakieś rekomendacje. Oznaczanie współprac nie jest tak naprawdę nowym tematem. Obowiązuje od lat!

Przypominam więc swój tekst, który powstał w maju 2021: 

Dlaczego współpraca musi być oznaczona? 

Nie będę więc powtarzać tego, co napisałam wówczas. Na swoim drugim profilu instagramowym podsumowałam w skrócie aktualne rekomendacje – zapraszam! A dziś chciałabym porozmawiać o czymś, co można by rzec że było do przewidzenia – a jednak mimo wszystko trochę dziwi. Oznaczanie współprac miało miejsce już dużo wcześniej – to fakt. Jeśli ktoś nie chciał, nie czuł potrzeby, w pełni świadomie unikał tego obowiązku – to po prostu to robił. I wszyscy sobie z tym żyliśmy.

To w dużej mierze decyzja odbiorców.

Obserwujesz kogoś, kto notorycznie promuje różne produkty, usługi, rzuca kodami rabatowymi bądź linkami afiliacyjnymi ale absolutnie nigdy nie powie wprost, że to współpraca? Obserwując wciąż – dajesz na to przyzwolenie, przecież nikt do obserwacji Cię nie zmusza. I w drugą stronę! Obserwujesz kogoś, dla kogo oznaczanie współprac jest czymś normalnym i zawsze wiesz, że to materiał sponsorowany? Jest więc transparentnym twórcą, który – jakkolwiek to zabrzmi – nie kryje się z czerpaniem jakiegoś tam zysku z pracy i zaangażowania w social-mediach.

A teraz ustalmy sobie najważniejsze: to praca, jak każda inna! I jak w każdej innej: są lepsi, są gorsi, są bardziej zaangażowani, są mniej, są ci kreatywni i ci zwyczajnie nudni. Osobiście? Uwielbiam oglądać dobrze zrobione współprace! 

Usiądź przed telewizorem. Włącz jakikolwiek kanał i poczekaj na blok reklamowy. Ja mam zwykle dość po 2-3. Schematyczne. Nienaturalne. Czasami żenujące. Irytująco infantylne. Och, wymieniać można naprawdę wiele!

Z kolei w social-mediach możemy spotkać tak doskonałe scenariusze i wykonanie reklam, że naprawdę… czapki z głów! Dlaczego więc czymś dla nas naturalnym jest mało interesująca reklama szamponu w telewizji ale dobrze zrobiona kreatywna reklama szamponu w social-mediach już nie? Dlatego, że ktoś, kogo obserwujemy i z kim się utożsamiamy – otrzymał za to przelew? Przecież za ten telewizyjny niewypał – ktoś również otrzymał wynagrodzenie. Praca. Praca, jak każda inna.

OK, to już mamy ustalone. Idźmy dalej!

Od kilku dni obserwuję ciekawe zjawisko. Obserwowaliśmy X ludzi, akceptowaliśmy ich wybory co do promowanych marek czy produktów. Dlaczego teraz nagle szukamy współprac wszędzie, nawet – albo zwłaszcza – tam, gdzie ich nie ma?

Przykład: ktoś wrzuca stylizację. Podpisuje każdy element – bo mając konto z 50 tys. obserwujących, skrzynka odbiorcza byłaby zasypana wiadomościami o spodnie, o torebkę, o okulary. Dziś zamiast tych pytań – otrzymuje inne:

Czy to współpraca?

I teraz najlepsze! Gdy ten konkretny profil przejrzymy bardzo dokładnie, widzimy jasne oznaczanie współprac. Zawsze. Skąd więc pomysł, że nagle w tym poście tego zabrakło? Oznaczanie produktów bądź usług, które sami opłaciliśmy – to ułatwienie, które pozwala uniknąć pytań.

Mając konto z 4 tys. obserwujących – otrzymywałam je bardzo często. Skąd ta sukienka? A ten kubeczek? Staram się więc już zawsze podpisywać. To teraz wyobraźmy sobie ilość zapytań, gdy tych obserwujących jest kilkanaście razy więcej!

Współprace miewam sporadycznie, zawsze podpisane. Od zawsze powtarzam, że nie chcę żyć z bloga, z social-media również. To dla mnie dodatek, miejsce spotkań, inspiracji, dyskusji. Ale z ogromną przyjemnością obserwuję tych, którzy z tego żyją i robią to z maksymalnym zaangażowaniem i kreatywnością, na pełen etat albo i więcej. Powstawanie takiej reklamy – to często ogrom pracy przed, w trakcie i po. To sprostanie wymaganiom klienta. To ubranie tego wszystkiego w swój własny unikalny styl.

Wniosek?

Obserwujmy tych, których twórczość nam się podoba. Nie przesiadujmy na czyimś profilu tylko po to, żeby wyczekać moment i zaatakować: czy to współpraca? Ostatnio spotkałam się u kogoś z komentarzem:

Nawet fajnie wyszło, chociaż to współpraca.

Współpraca współpracy nierówna. To już napisałam wyżej. Jest jeszcze jeden aspekt, który warto omówić: bardzo często bywa tak, że dany materiał i tak by powstał, z własnej inicjatywy – bo influencer produkt zna, używa, naprawdę poleca. I to nie jest też tak, że dziś przychodzi paczka a wieczorem wjeżdża na profil dopracowany film, na blog rzetelny artykuł i kodzik rabatowy. Nie. To praca, która jest procesem twórczym. Składa się z etapów, często trzeba zaangażować kogoś jeszcze: filmowca, fotografa, wynająć jakieś miejsce bądź znaleźć idealny plener.

Owszem, jak wszędzie: i tu zdarzają się – wcale nie tak rzadko – treści bylejakie. Rano paczka, popołudniu recenzja i kod rabatowy codziennie przez dwa tygodnie. Jednak to od nas zależy, czy oczekujemy rzetelności i ją wspieramy swoją obserwacją. Możemy przecież po prostu sobie pójść, poświęcając czas na innego twórcę, który nas zachwyci swoimi pomysłami i wartościami.

Oznaczenie nie powinno wpływać na decyzje zakupowe.

Z tym również się spotkałam niejednokrotnie!

Nie kupię z jej linka, jeszcze na tym zarobi. 

Wygląda fajnie ale to współpraca, nie kupię. 

Oooo poleca od siebie, biorę!

Osobiście nie zwracam większej uwagi na to, czy polecajka jest w ramach współpracy, czy też bez niej. Obserwuję tylko te konta, które lubię i które darzę jakimś minimum zaufania. Nie ma więc tutaj miejsca na takie dylematy. Coś mi się autentycznie spodoba – po prostu się na to zdecyduję. Bo mi się spodobało. Nieważne, jaki hashtag temu towarzyszył. I polecam zastanowić się nad tym samym. Dlaczego czyjeś polecenie jest dla nas istotne? Dlatego, że do nas pasuje, podoba się, odpowiada na nasze potrzeby? Czy dlatego, że mamy pewność braku współpracy i tego, że influencer na tym nie zarobi?

Przykład? Kilka miesięcy temu jedna z influencerek polecała białe spodnie z sieciówki. Fajny skład, fajny krój, fajna cena. Kupiłam. Bo mi się podobały. Bo potrzebowałam. Widać je na moich zdjęciach na Instagramie. Kupiłam je sama, pokazałam stylizacje bo wyszły moim zdaniem fajnie. Pasiasty sweterek czy beżowy kardigan – kupiłam sama. Ale też są podpisane! Część postów to współpraca z marką butów i wówczas są podpisywane. I tutaj znów mała ciekawostka. Często jest tak, że współpraca to jedno – ale influencerowi tak się coś spodoba, że później sam kupuje kolejne już produkty danej marki. 

Oznaczanie współprac ma wspierać transparentność.

Jeśli ktoś tego notorycznie nie robi – może nie warto obserwować? A jeśli obserwujemy kogoś dlatego, że jest wiarygodny i rzetelny – może nie warto doszukiwać się czegoś, czego nie ma? Jeśli produkt dobrany jest z głową a działania poprowadzone w spójności z wizerunkiem influencera – wszystko jest na swoim miejscuTutaj od razu warto zaznaczyć, że nikt nas nie zmusza do oglądania, reakcji czy komentowania. To trochę jak telewizja. Nie odpowiada Ci kanał i to, co na nim widzisz? Przełączasz. I po problemie!

Dlatego zawsze powtarzam: obserwujmy tylko tych, których obserwacja sprawia nam przyjemność i jest absolutnie spójna z naszymi wartościami, które są dla nas ważne. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.