Baza: mała czarna sukienka

Stoisz rano przed szafą. Otwierasz drzwi. Dwie sekundy namysłu. Wyciągasz wieszak. Mała czarna. Wybór pada na nią. Wkładasz. Pięć sekund działania. Zarzucasz na nią luźny sweter, wsuwasz na stopy lordsy a do torby wrzucasz szpilki. Spędzasz dzień w pracy, wygodnie i w swoim stylu. Półformalnie, bez nadmiaru, z wdziękiem. Później lordsy wrzucasz do torby a z niej wyjmujesz szpilki. Sweter zostawiasz w samochodzie. Na randkę idziesz w małej czarnej i tych pięknych, eleganckich butach na wysokim obcasie. 

Widzisz? Cały dzień w jednej sukience. Calutki. Bo po powrocie do domu – zrzucasz buty i ta sama mała czarna może ci komfortowo towarzyszyć na kanapie, pod kocem, z gorącą herbatą albo drinkiem. Owszem, podobnie mogłoby być z taką samą ale w wersji szarej, białej czy beżowej. Uniwersalna, ponadczasowa kolorystyka zawsze odnajdzie się w wielu kompozycjach. Wygoda powinna być na pierwszym miejscu, zaraz po niej jakość. A może na równi? Tutaj akurat musisz ustalić swoje własne priorytety i się ich trzymać.

Mała czarna.

Sukienka czy kawa?

Co wolisz?

Ja wybieram sukienki. Kawa to jednak z mlekiem. 🙂

Gdybym miała chodzić tylko w jednym rodzaju ubrań – byłyby to właśnie czarne sukienki. Choć obecnie mam ledwie trzy – każdą uwielbiam na swój sposób! Niezależnie od okazji, pory roku czy dnia – mogę wybrać właśnie którąś z nich. I się sprawdzi. Zawsze. Mała czarna to odpowiedź na znakomitą większość sytuacji. Właśnie za to ją cenię. Właśnie za to jest moim ulubionym elementem, który skrywa moja szafa. I tak jest już od lat, zmieniają się tylko konkretne sukienki. Noszone wciąż. Solo. I z marynarką. Latem. I zimą. Zawsze i wszędzie.

Mała czarna to symbol elegancji, zapoczątkowany przez Coco Chanel.

W 1926 roku z absolutną premedytacją, wbrew wszelkim obowiązującym konwenansom – włożyła prostą czarną sukienkę i poszła w niej… na bal. To przełomowy moment, który zapoczątkował postrzeganie czerni właśnie jako kwintesencji elegancji. Nie do uwierzenia, prawda? Kiedyś coś absolutnie nowego i niespotykanego, dzisiaj coś zupełnie zwyczajnego. Trudno nawet wyobrazić sobie obecnie szafę bez jakichkolwiek elementów w czerni.

W czasach wielkiego kryzysu mała czarna stała się rozwiązaniem przede wszystkim nad wyraz… ekonomicznym. Elegancka do tego. Wysmuklała sylwetkę i dodawała wdzięku. Podczas II wojny światowej, między innymi z powodu reglamentacji towaru – nie wychodziła z mody, była rozwiązaniem powszechnym i niemal idealnym.

A Audrey Hepburn? Przecież to ona również uczyła nas o uniwersalnym charakterze tejże sukienki! Mała czarna jest stylowa. Nie zgodna z trendami, nie supermodna, nie na chwilę. Ponadczasowa, zadająca szyku. I tutaj warto przypomnieć znów Coco Chanel i jej słowa: moda przemija, styl pozostaje. Mała czarna jest jedną z tych propozycji ubrań, które idealnie wpisują się w te słowa.

Mała czarna nie znosi pozorów.

Co ważniejsze: czerń ukryje nasze niedoskonałości, jednak zdecydowanie odkryje mankamenty samej sukienki. Dlatego ważne jest by był to porządny materiał. Nie wchodzi w grę bylejakość, gdy mówimy o czarnej sukience. Nie ma miejsca na zmechacenia, rozciągnięcia, zagniecenia i wystające nitki. Czarna sukienka – nawet w najprostszej formie, nawet pozornie najzwyklejsza, musi być zawsze w idealnym stanie. Wtedy będzie nam wiernie służyć, przy każdej okazji.

Prawda jest taka, że o ubrania zawsze trzeba dbać. Czerń jednak zasługuje na o wiele więcej uwagi, ze względu na to jak mocno obnaża wszelkie niedociągnięcia. Pierz, susz, prasuj – zawsze zgodnie z przepisem na metkach. Przed założeniem upewnij się, że wszystko jest w porządku i zwracaj uwagę na stan stroju w ciągu dnia.

Dlaczego warto mieć w szafie czarną sukienkę?

  • Czerń (podobno) wyszczupla.
  • Nie ma chyba osoby, która wyglądałaby źle w (dobrze dobranej) czarnej sukience.
  • Na czerni nie widać zabrudzeń tak, jak na jasnych ubraniach.
  • Do czerni jest zdecydowanie łatwiej dobrać dodatki.
  • Czerń to szalenie uniwersalny kolor, od totalnie codziennych stylizacji – po te absolutnie wyjściowe.
  • Mała czarna jest… praktyczna. Vogue porównał ją nawet do Forda (tak, do samochodu!), tłumacząc to właśnie prostotą, praktycznym charakterem, przepiękną linią.

Mała czarna jest niczym niezapisana karta. Od ciebie zależy, jak ją dopełnisz. Czy zadowolisz się prostą formą i nie dodasz nic więcej? A może będziesz umiejętnie żonglować dodatkami, zmierzając w stronę wysmakowanego bogactwa detali? Możesz ją rozbudować, możesz ją uprościć. Przykład? Francuska piosenkarka Edith Piaf przez calutką swoją karierę – występowała w skromnej małej czarnej. Wychodziła z założenia, że zdecydowanie łatwiej jest wówczas skupić się odbiorcom na jej śpiewie, zamiast na wyglądzie. Ciekawe podejście. Jak widać – możliwe do zapamiętania i skojarzenia. A przecież o to chodzi, prawda? O swój własny styl, z którym nas kojarzą.

Wychodzę z założenia, że szafa kapsułowa to ziarenko. Musimy je przygarnąć i pielęgnować. Niech się rozwija w warunkach, jakie jemu tworzymy, w drobnych gestach przepełnionych dbałością niech znajduje siłę do wzrastania. Szafa kapsułowa ma być skrojona na naszą miarę i potrzeby, nigdy odwrotnie. To nie ja mam się dostosowywać do tego, co znalazło się na wieszakach. Ubrania mają wpasować się w mój styl bycia i życia, w mój komfort i zamiłowania. Pamiętaj o tym.

PS Ile czarnych sukienek masz?

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.