Czy baleriny to dobry wybór?

Nie powinnyśmy nosić butów typu baleriny, do wszystkiego.

Jeśli chcesz być traktowana poważnie – baleriny z kokardką nie pomogą. Jeśli chcesz trzymać się zasad business casual, smart casual, business professional – baleriny tu nie pasują. Baleriny pasują… dla małych dziewczynek. To taki skrót teorii, który znajdziesz w podręcznikach etykiety w biznesie.

Oczywiście: nie chcę przez to powiedzieć, że masz przestać je nosić. Albo, że coś jest z tobą nie tak. Nie, nie. Po prostu bardzo często widuję gdzieś stylizacje z balerinami i podpis typu: idealna do biura. Równie często widuję baleriny na weselach, zestawione z piękną kreacją. Po prostu nie udawajmy, że coś jest właściwe i nie dopisujmy błędnych teorii. Bardzo często organizuję śluby pod osłoną nocy, w pustej sali, w dresie i kapciach. Para Młoda i jej bliscy tego nie widzą. Często wkładam białą koszulę a „na dole” mam dresy i skarpetki, gdy rozmawiam na Zoomie. Zdarza mi się tak później wyskoczyć do sklepu. I do przychodni czasem też. Łączę niekiedy małą czarną z klapkami, trampkami i eleganckimi szpilkami.

Sama wiele razy w życiu włożyłam też baleriny.

Nie czuję się z tym źle. Bardzo trudno było mi znaleźć idealne. Nigdy nie podobały mi się żadne mocno zdobione. Wybierałam częściej jednolite. Rzadko kiedy jednak były komfortowe, niestety. Naprawdę wygodne miałam – jako ostatnie! Skórzane, czarne, nieco mocniej zabudowane, dzięki czemu stopa wygodnie w nich leżała. Kolejnych już nie kupiłam. Uświadomiłam sobie, że to po prostu buty nie dla mnie. Nie dość, że mi nie pasują do ubrań – to jeszcze wyglądają zwyczajnie średnio. Z wygodą również mają niewiele wspólnego.

Ważna informacja: baleriny obniżają rangę stroju. 

Nieco mija się z celem dbałość o strój na spotkanie biznesowe, gdy na sam finisz – miałabym włożyć baleriny. Całość stylizacji przestaje być wówczas business professional. Podobnie, gdybym włożyła sukienkę, zakładając strój smart casual – i włożyła do niej baleriny. Przykłady można mnożyć. Wniosek nasuwa się jeden: baleriny więcej szkodzą, niż pomagają w budowaniu wizerunku biznesowego, jeśli na zgodności z zasadami nam zależy.

Najczęstsze błędy w stylizacjach nieformalnych, gdy mowa o butach:

  • Lakierowane buty,
  • sportowe buty,
  • baleriny,
  • zbyt wysoki obcas,
  • buty odsłaniające palce lub pięty,
  • brak rajstop.

Sporo ich, prawda? Wydają się być takie oczywiste, jednak uświadamiasz sobie że sporo ich masz na sumieniu. Każdy ma. Gdy nie wybieram się na jakieś spotkanie – a jedynie na zakupy czy spacer, nie wkładam oczywiście rajstop latem. Zimą z kolei często wybieram czarne kryjące. Podobnie sprawa się ma z butami: oczywiście, że w upały noszę klapki i sandały. Zasady zasadami a czasami życie… życiem. Normalna rzecz!

Baleriny i ich historia.

Oczywiście, pierwowzorem balerin – były baletki. Stanowiły one fenomen przede wszystkim dlatego, że ściśle przylegały do stopy, były lekkie i subtelne. Największą popularność zdobyły w latach 40. XX wieku. Wówczas producent (Capezio), został poproszony przez amerykańską projektantkę o przygotowanie butów inspirowanych baletkami, z twardą podeszwą. W latach 50. cieszyły się one ogromną popularnością. Stały się one wówczas synonimem wolności, skromności, pewnego rodzaju swobody.

Później mamy Brigitte Bardot, czyli francuską aktorkę – zagrała wówczas w filmie „I Bóg stworzył kobietę”. Wraz z nią wystąpiły tam baleriny marki Repetto. Pójdźmy odrobinę dalej, nieco później bowiem baleriny występowały również w filmie „Zabawna buzia” z Audrey Hepburn. Tam baleriny były łączone nawet z eleganckim płaszczem.

Aktorki rozsławiały baleriny, wyprowadzając je na ulice. W latach 80. swoją cegiełkę do ich popularności – dołożyła księżna Diana. Skoro ona je nosiła – nosiły je wszystkie kobiety.

I noszą do dziś. Na rynku mamy ogromny wybór tego typu butów. Produkowane są w ilościach wręcz masowych. I tutaj powoli docieram do momentu, w którym muszę powiedzieć: mniej znaczy więcej, jakość ponad ilość. Nieodpowiednio dobrane baleriny, mogą wyrządzić sporo szkód. Jeśli podeszwa jest zbyt płaska i cienka – nie chroni przed skutkami nierównej powierzchni. Problemem jest również to, że nienaturalnie ułożona stopa – może nieść za sobą ból kolan, ścięgien, kręgosłupa. O konsekwencjach zdrowotnych noszenia balerin, można całkiem sporo źródeł poczytać. Polecam!

Podsumowując: nosić czy nie nosić?

Jeśli zależy ci na podtrzymaniu rangi stroju: nie nosić. W zamian wybierz czółenka na niskim obcasie, mokasyny, lordsy.

Jeśli ranga stroju ma drugorzędne znaczenie: nosić. Oczywiście, pod warunkiem że będą odpowiednio dobrane i nie zaszkodzisz sobie nimi!

 

6 comments

  1. KK

    Zaczynamy powoli odchodzić od sztywnych ram, narzucanych nam przez lata, od stereotypów, od określania ludzi „z góry”, a mimo to nadal próbujemy ciągnąć za sobą rzecz tak błahą, jak choćby to, że… określa nas ubiór. I w dodatku robimy to pod przykrywką dobrych manier i savoir-vivre.
    Tak wiele dorosłych uczy dzieci, że nie wolno określać kogoś przy pryzmat jego ubrań czy wyglądu, jednocześnie określając inne dorosłe osoby przez pryzmat lepiej lub gorzej dobranych butów. Bo kto to widział, żeby baleriny założyć na spotkanie o pracę? Albo trampki! Ale te trampki, baleriny czy luźny sweterek zamiast marynarki nie sprawią, że osoba, która stawia się na tą rozmowę będzie gorszym kandydatem. Nie będzie mówić mniej merytorycznie, nie będzie mieć gorszego doświadczenia. Przyjęło się tak wiele konwenansów, tak wiele zawodów „wymaga” eleganckiego ubioru – szpilek, garsonek, garniturów. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, a nadal jesteśmy tak płytcy, że określamy kogoś jako lepszego specjalistę. przez pryzmat tego, jaki garnitur założył. A źle dobrane skarpety czy swawolna koszula w kratę nie sprawi, że ktoś będzie mniej skutecznym prawnikiem. A mimo to, jeśli te konwenanse mu nie leżą i spróbuje być sobą w pracy, zostanie potraktowany gorzej. Bo się wyróżnia, bo nie pasuje do tego stanowiska, bo urąga jego powagi.
    Zrozumieliśmy tak wiele szkodliwych rzeczy, które były nam wpajane od pokoleń, a nadal pchamy się w tak durne konwenanse i zaszufladkowania ze względu na strój, styl czy zawód. W tak wielu dziedzinach zabijamy oryginalność, kreatywność, bo ktoś kiedyś stwierdził, co wypada a co nie. A kolejne pokolenia bezmyślnie to powtarzają, nie zastanawiając się w sumie dlaczego od kobiet na tak wielu stanowiskach wymaga się obcasów, a od mężczyzn garnituru. Wręcz dajemy sobie prawie do krytyki, bo ktoś na „oficjalne spotkanie” śmiał przyjść w casualowym stroju. Jak gdyby te nieco bardziej sportowe buty sprawiały, że jest mniejszym specjalistą w swojej dziedzinie. Ale przecież jest savoir-vivre! Tak nie wypada! To nie ta okazja, by tak „luźno” się ubrać. to na pewno brak szacunku do odbiorcy! A ten szacunek do odbiorcy nijak nie ujawnia się w ubraniach, a w słowach. To to jak traktujemy drugą osobę, jak z nią rozmawiamy, powinno definiować nasze postrzeganie innych. Nie zły kolor krawatu czy wysokość obcasa.
    Mówisz mnóstwo o ubiorze, o minimalizmie w garderobie. I okej, to jest naprawdę fajne, w dodatku poparte szeregiem argumentów. Ale czy cokolwiek, poza „tak nie wypada” definiuje to, żeby nie zakładać balerin z kokardek? (balerinki to nie tylko płaskie, kiepskie podeszwy – można znaleźć i takie, które maja wkładki ortopedyczne czy profilowane wnętrze). Jeśli robisz coś dobrze, nie ma znaczenia jak jesteś ubrana. Jasne, są jakieś granice – jakikolwiek by ten ubiór nie był, wypadałoby, żeby był choćby czysty. Czy naprawdę sądzisz, że pary, którym koordynujesz śluby, zapamiętają Cię przez pryzmat sukienki, którą na sobie miałaś? Czy zwracają uwagę, że kolorem ubioru wpasowałaś się w styl dekoracji? Myślę. że im bardziej zależy na osobie, która wie co robi, która będzie profesjonalistą w swoim fachu. Jeśli zapamiętają i polecą Cię, nie przez to że miałaś dobrane, eleganckie buty. Jeśli nawalisz, nikt nie będzie pamiętaj ich wysokości czy kroju.
    A przynajmniej życzę Ci, żeby nikt nigdy nie definiował Cię przez pryzmat tego, co masz na sobie.

    1. mama-sama.pl

      Zgodzę się z tym, że nie możemy oceniać ludzi po ubiorze „z góry”.
      Dzisiaj jednak odniosłam się do konkretnych źródeł i konkretnych zasad, które dla jednych są istotne, dla innych nie – o czym też wspomniałam.

      Są różni ludzie, różne relacje i różne zawody. Zdarzają się naprawdę różne sytuacje i historie! Jeśli już przywołujesz moją pracę – owszem, zdarzają mi się różne epizody. Przykład? Sukienka w kolorze przewodnim uroczystości. Moja praca została doceniona, niezależnie od tego w jakim ubraniu pracowałam przez cały okres przygotowań ale jednoznacznym życzeniem klientów był określony ubiór na finał. Zdarzają mi się również uroczystości bardzo ściśle spójne z zasadami etykiety i wówczas to też determinuje strój usługodawców. Jeśli zasady są jasne od początku i każdy może się przygotować – nie ma problemu.

      Ludzie są różni. Mają różne doświadczenia. I różne upodobania. To, że ja nie widzę problemu by włożyć trampki do garnituru i przebiec tak pół miasta spotkań – nie oznacza, że ktoś inny podziela ten pogląd. Każdy ma wybór, szanujmy go i tyle. 🙂 A zasady dobrze jest znać, nawet jeśli ktoś traktuje to jako ciekawostkę.

      Dziękuję za obszerny komentarz!

  2. Klaudia

    Oczywiście nie sposób się nie zgodzić, że obcasy zawsze wyglądają bardziej profesjonalnie i zwyczajnie polepszają wygląd sylwetki. Uważam jednak, że wybór między nimi a balerinami to kwestia bardzo indywidualna. Są osoby, które ze względów zdrowotnych nie mogą nosić butów na obcasie, są też osoby wysokie. Myślę, że kobieta mająca 188 cm wzrostu wybierając obcasy do swojej stylizacji biznesowej nie zawsze będzie odbierana pozytywnie. Nie zawsze też będzie czuła się dobrze. Uważam, że jest to ciągle duży problem naszego społeczeństwa a stwierdzenie, że bez butów na obcasie strój biznesowy jest niepełny jest bardzo dla takich osób krzywdzące.

    1. mama-sama.pl

      Ależ ja nie napisałam, że strój bez obcasów jest niepełny! Mamy mnóstwo opcji „pośrodku”. Obcasy nie są obowiązkowe, nic nie jest. To bardzo indywidualna kwestia: czy trzymamy się zasad, w jakim stopniu, w jakich okolicznościach. I najważniejsze – dopasowujmy to do swoich potrzeb i możliwości.

  3. Ola

    Znam panią doktor która nosi i nawet sprzedaje baleriny. Zebrała na Instagramie wielkie ilosci followersow więc myślę że baleriny w sukcesie nie przeszkadzają. Zgadzam sie z Tobą że kazdy jest inny ale moze warto przywołać taki przyklad odwrotny tez?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *