Składy ubrań | Instagram vs rzeczywistość

Pamiętam ten moment, gdy 8 lat temu stawiałam swoje pierwsze kroki tutaj. Z szafą pełną sieciówkowych pozostałości po życiu sprzed ciąży. Poliestrowe koszule, marynarki, sukienki. Doskonałej w swojej prostej elegancji. Piękne. Ulubione. Było tego dużo, naprawdę dużo. Gdy zaczęłam proces oczyszczania szafy i życia – zadawałam sobie każdorazowo pytanie: czy naprawdę tego potrzebuję, czy naprawdę będę to nosić?

Tak właśnie raczkowało #30ubrań i w ten sposób moja szafa niemal opustoszała. Filtrowałam zawartość wieszaków pod kątem dopasowania rozmiaru, trafności kolorów, czytałam składy ubrań ale w tej materii – dopiero zaczynałam poszerzać swoją wiedzę. Podobnych treści nie było wtedy tak wiele, jak dziś. Teraz bywają momenty, że miewam wątpliwości – wydaje mi się, że chwilę temu już to konkretne konto oglądałam, podczas gdy to już kolejne, łudząco podobne.

 

Składy ubrań dziś są tematem wiodącym… wszędzie!

 

  • „Ponadczasowe” to bardzo modne ostatnio określenie. Co właściwie oznacza? Wyższość ponad przemijającymi trendami, owszem. Czy jeśli marynarka, którą z uporem nosisz piąty sezon z rzędu – mająca w składzie 50% poliestru – nie jest już ponadczasowa? I w drugą stronę – czy jeśli kupię dziś cygaretki z sieciówki, zamiast z małej polskiej marki – będę ofiarą fast fashion? Biorąc pod uwagę fakt, że będą mi służyć kilka sezonów, nie rzucę ich po jednym założeniu w kąt? Nie chodzi o to by teraz kupować jedwab, wełnę, bawełnę w ilościach ogromnych.

 

  • Nie każdego stać na jakość. Umówmy się: jeśli na jednej szali masz wełniany płaszcz niszowej marki za 1500 zł a na drugiej szali – płaszcz z 70% wełny z sieciówki za połowę tej ceny, na czym opierasz swój wybór? Oczywiście, że na swoich możliwościach finansowych. I zwróćmy znów uwagę na aspekt ilości! Co innego sytuacja, w której kupujesz płaszcz z sieciówki i jest to Twój jedyny płaszcz na ten sezon – albo i dwa, trzy. Co innego jednak, gdy kupujesz co tydzień kolejny i po chwili masz całą szafę tylko płaszczy.

 

  • Nie zawsze jakość pobije ilość. W zasadzie znów warto przypomnieć to, o czym często mówię zresztą sama: jeśli masz kupić pięć sukienek miernej jakości – kup dwie porządne. I to jest jeden scenariusz. A co, jeśli nie stać Cię na te pięć sukienek? Wiadomo, że kupisz jedną z sieciówki. I to też jest w porządku. Bo na miarę Ciebie i Twoich możliwości.

 

  • Styl nie oznacza metek. Nie musisz wcale kupować wszystkiego z absolutnie najwyższej półki, żeby zachwycać stylem. Cygaretki wyhaczone na Zalando, wełniany sweterek z wyprzedaży w sieciówce, torebka od polskiej projektantki ale w rozsądnej cenie, płaszcz noszony kolejny sezon – doskonale znam, praktykuję! Dla przykładu: dłuższy czas miałam na oku świetne spodnie na Zalando, doskonały skład, nie potrzebowałam akurat kolejnych, nie kupowałam. Obniżka ich ceny zeszła się czasowo z moją zmianą rozmiaru, zamówiłam. Są świetne. Zagraniczna sieciówka, świetny skład, kosztowały 150 złotych w ramach promocji, noszę je z przyjemnością. To aktualnie jedyne cygaretki, które mam w użyciu. Przykład kolejny: płaszcz. Zimowy posiadam właśnie z sieciówki, już trzeci sezon. 81 % wełny. Co roku oddawany do pralni. Nosi się świetnie. Kupiony na wyprzedaży. W tym roku rozważam drugi: czarny. Raczej właśnie w sezonie wyprzedażowym.

 

  • Inspiracja to nie kopiowanie. To nie tak, że obserwując kogoś w social-mediach, musimy posłusznie kupować składowe każdej stylizacji. Owszem, inspirujemy się! Sama się często inspiruję. Sama zapisuję sobie różne konkretne ubrania, detale, pomysły. Ważne jednak, żeby każdy wybór był absolutnie zgodny z nami.

 

  • Każdy z nas jest inny. Osobiście podziwiam te z was, które świetnie odnajdują się w poszukiwaniu perełek z drugiej ręki. Sama regularnie daję drugie życie swoim ubraniom, których już nie noszę i dzięki temu utrzymuję wciąż niewielką ale dopasowaną garderobę. Ale z kolei jestem świetna w wyprzedażach! Przykład? Nigdy jeszcze nie kupiłam nic w Massimo Dutti w pełnej cenie, zawsze intensywnie szperam w wyprzedażowych ofertach, znajdując tam jakąś perełkę. I tutaj znów: każdy z nas jest inny. Na poprzedniej wyprzedaży upolowałam zachwycającą koszulę, na wcześniejszej świetną narzutkę. Mam też w szafie ubrania małych polskich marek, mam również jakieś sieciówkowe. Co je łączy? Wszystkie są do mnie dopasowane. Wszystkie lubię nosić. I wszystkie naprawdę noszę, nie trzymam na wieszakach rzeczy zbędnych.

 

Odobserwuj. Po prostu!

Jeśli czujesz, że obserwowanie kogoś – sprawia, że spada Twoje poczucie własnej wartości, odczuwasz poczucie winy lub starasz się dążyć do nieosiągalnych ideałów, po prostu przestań obserwować. Składy ubrań i edukacja na ten temat? Wspaniale, że Instagram nam to umożliwia. Cudownie, że mamy też możliwość wyboru i sięgania po składy z najwyższej półki, które otulają nas jakością i komfortem. Pamiętajmy jednak, że czyjeś wybory to zawsze jakaś historia. Za wyborem płaszcza na zimę – może czaić się zarówno lekkość decyzji, jak i ogromne dylematy.

Każda z nas jest dziś w jakimś miejscu.

Dziś mam w szafie około dwudziestu wieszaków, jedną półkę i jedną szufladę. Sieciówki. Polskie marki. Wełna. Bawełna. Domieszka poliestru też gdzieś tam się znajdzie. Czuję się doskonale, zawsze wiem co na siebie włożyć. Ale mam też znajome, które mają garderoby wielkości mojej sypialni i znajdziesz tam detale od projektantów, które zestawiają z setami sieciówkowymi. Obserwuję konta minimalistyczne i mówiące o jakości. Obserwuję też takie, które bazują na propozycjach z sieciówek. Równowaga! Nigdy nie kopiuję 1:1. Każdą inspirację przekładam na własne możliwości i estetykę.

Zabrzmi być może banalnie. Zabrzmi być może górnolotnie. Ale – tak zwyczajnie – bądźmy sobą, po prostu sobą. Myślmy samodzielnie. Dbajmy o swój komfort, estetykę. Nie kopiujmy. Inspirujmy się. Analizujmy składy ubrań i wybierajmy zgodnie ze swoim gustem, możliwościami, potrzebami. Nie popadajmy w skrajności. Nie atakujmy wyborów innych. Pokazujmy możliwości. Korzystajmy z inspiracji. Inspirujmy. W swoim stylu!

 

Ubrania mają to do siebie, że się przede wszystkim zużywają.

Nawet te z najwyższej półki, nawet te najdokładniej dobierane. Nie da się, po prostu się nie da – dobrać ubrań raz na zawsze i te określone zasoby używać non stop, bez żadnych wymian w międzyczasie. Jak najbardziej jednak da się (dość ogólnikowo ale jednak!) określić, czego tak naprawdę potrzebujemy i co wchodzi w zakres naszych upodobań. Stąd już naprawdę prosta droga do wyrobienia w sobie nawyku dokonywania właściwych wyborów.

Nie musimy ściśle trzymać się jakichkolwiek zasad i schematów. Warto szukać swojej własnej drogi. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.