Ułatwienia dostępu

Czytając dziecku, uczymy je świata | Recenzja serii „Ekipa z klasą”

Kiedy zostajemy rodzicami, bardzo szybko zaczynamy szukać odpowiedzi na wielkie pytania. Jak wychować dobre dziecko? Jak nauczyć je szacunku do innych? Jak pokazać, że warto być uprzejmym, empatycznym, uważnym? A przecież ogromna część odpowiedzi kryje się w czymś niezwykle prostym. W codziennym czytaniu. Książki pozwalają rozmawiać, zanim problemy staną się prawdziwym doświadczeniem dziecka.

Czytanie jest jedną z najpiękniejszych form wspólnego bycia. Nie ma w nim pośpiechu. Jest rodzic, dziecko i historia, która otwiera drzwi do rozmowy. I te rozmowy mają szansę zostać z dziećmi na zdecydowanie dłużej.

 

Książki są pierwszym miejscem, w którym dziecko poznaje ludzi

Mówi się, że czytanie rozwija słownictwo. I oczywiście to prawda. Każda przeczytana historia wzbogaca język, wyobraźnię, koncentrację i pamięć. Mam jednak czasami wrażenie, że robimy książkom ogromną krzywdę, sprowadzając je wyłącznie do nauki czytania czy rozwoju mowy. Przecież dobre książki robią coś znacznie ważniejszego!  Uczą rozumieć świat.

Dzięki nim dziecko po raz pierwszy spotyka bohatera, który czuje złość. Kogoś, kto się pomylił. Kto nie wiedział, jak się zachować, poczuł się zawstydzony albo wykluczony. Rozmowa o emocjach nie musi być wówczas nudnym przydługim wykładem. Staje się wciągającą, zachwycającą opowieścią.

A dzieci zazwyczaj uwielbiają opowieści, czyż nie…? 

 

Dlaczego tak polubiłam serię „Ekipa z klasą”?

Pierwsze dwie książeczki kupiłam rok temu. Z szacunku dla autorki, której wszystkie książki mam na półce i żadnej z nich – nie oddam, zgodnie z moją zasadą, że te najbardziej wartościowe zostają w naszym domu. A  seria dla dzieci? Szukam podobnych książek od zawsze. Takich, które nie moralizują, nie zawstydzają, a przy tym nie budują świata podzielonego na „grzeczne” i „niegrzeczne” dzieci.

Kilka tygodni temu autorka podarowała mi dwa najnowsze tytuły – Ekipa z klasą na urodzinach oraz Ekipa z klasą przy stole. I przy tej okazji – znów utwierdziłam się w przekonaniu, że właśnie takie książki lubię najbardziej. Nie mówią dziecku: tak należy. One w zamian pokazują:

Zobacz. Tak może wyglądać ta sytuacja.

To ogromna różnica. Etykieta nie jest zbiorem zasad. Jest uważnością na drugiego człowieka. Słowo „etykieta” wielu osobom kojarzy się z czymś sztywnym. Z listą zasad i z wiedzą o tym, który widelec leży po której stronie talerza. A przecież prawdziwa kultura osobista zaczyna się znacznie wcześniej: od zauważenia drugiego człowieka. Od tego, że nie przerywam. Że czekam na swoją kolej. Nie wyśmiewam. Pamiętam o gospodarzu urodzin. Potrafię powiedzieć „dziękuję”. To naprawdę nie są drobiazgi – śmiało można stwierdzić, że to fundament relacji.

Dlatego tak bardzo podoba mi się pomysł, by o tych wszystkich sytuacjach rozmawiać z dziećmi właśnie poprzez książki. Nie wtedy, gdy już wydarzy się coś trudnego – tylko dużo wcześniej. Spokojnie. Bez presji. Bez zawstydzania.

 

Rodzicielstwo to nieustanne przygotowywanie dziecka do świata

Jako mama dwójki dzieci bardzo często widzę dwie różne perspektywy. Jedno z moich dzieci odbiera świat neurotypowo. Drugie jest w spektrum autyzmu. I choć każde z nich uczy się zupełnie inaczej, jedno pozostaje tutaj wspólne. Oboje potrzebują bezpiecznej przestrzeni do poznawania świata. Do zadawania pytań, popełniania błędów, oswajania nowych sytuacji.

Dla wielu dzieci przyjęcie urodzinowe jest po prostu urodzinami, podczas gdy dla innych może być ogromnym wydarzeniem. Pełnym nowych zasad, emocji, bodźców i niepewności. Podobnie jest ze wspólnym posiłkiem. Dla dorosłych to codzienność – dla dziecka kolejna lekcja życia społecznego. A książeczki z tej serii pomagają dzieciom przećwiczyć rzeczywistość, zanim ta wydarzy się naprawdę.

Miewasz czasem wrażenie, że wychowanie – zupełnie niepotrzebnie – kojarzy nam się głównie z reagowaniem…?  Poprawianiem. Tłumaczeniem. Interweniowaniem. Zapominamy czasem, że najwięcej dzieje się wtedy, gdy absolutnie nic złego się nie wydarzyło. Wieczorem. Na kanapie. Pod kocem. Przy tej jednej przeczytanej historii.

I to właśnie wtedy dziecko buduje swój wewnętrzny kompas. Głęboko wierzę, że te spokojne rozmowy dziś – sprawiają, że później, już w prawdziwym życiu, łatwiej zauważyć drugiego człowieka. Łatwiej powiedzieć „przepraszam”, poczekać, zaprosić do zabawy dziecko, które stoi z boku. Wierzę też, że właśnie o to chodzi w wychowaniu. By nasze dzieci rozumiały ludzi.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *