#zostańwdomu Jak poradzić sobie w czterech ścianach?

Mamy noc z 12 na 13 marca 2020 roku. Ten tekst nie był planowany w najmniejszym nawet stopniu. Dzisiejszy dzień wyglądał inaczej, niż można było przewidzieć jakiś czas temu. Od tygodnia siedzę w domu z dwójką dzieci. Są chore, ogarniam więc świat z nimi przy nodze. Mam w tym wprawę. Zdarza nam się to regularnie, co kilka tygodni. Pięć lat temu byłam absolutnie ze wszystkim sama. Ale miałam też o jedno dziecko mniej. Teraz od świtu do popołudnia walczę sama, próbując godzić dom i dzieci, z minimum pracy. Popołudniu pojawia się wsparcie w postaci Dziadków, wieczorem wraca mąż. Wtedy mogę wyjść do sklepu, do kosmetyczki, gdziekolwiek, po cokolwiek. Dwa tygodnie w domu to pikuś, gdy mogę w pewnym momencie każdego dnia, mieć chwilę na oddech poza domem. Nawet jeśli oznacza kupno śledzi na jutrzejszy obiad.

Aktualnie możemy rozróżnić wśród ludzi, również (a może głównie?) w social-media, dwa zupełnie skrajne fronty. Z jednej strony wykupowanie ze sklepów wszystkiego, co wpadnie w ręce. Z drugiej tworzenie memów i heheszkowanie. Potrzebujemy spokoju. Potrzebujemy tego czasu w domu, we własnych czterech ścianach – o którym tyle się mówi, o który tyle się nas przecież prosi. Nie będę rozpisywać się na temat całej sytuacji, gdyż przemyślenia na ten temat publikuję w miarę na bieżąco na swoim Instagramie: @mamasamapl Zdecydowanie jestem za odpowiedzialnością. Za siebie i najbliższych, za społeczeństwo. Mamy takie a nie inne czasy, takie a nie inne możliwości. Zamykając się w domu, wciąż mamy okno na świat. Social-media, telewizję, Netflixa i wiele innych udogodnień. Mamy wciąż zakupy online, dostawy i telefony. Mamy wiele. Po prostu to szanujmy i dajmy też coś od siebie.

#zostańwdomu to odpowiedzialność.

Powtarzane jest to niemal wszędzie i przez wszystkich a sam hashtag #zostańwdomu zatacza coraz szersze kręgi. I dobrze! Siła social-media, o której niedawno pisałam – ma szansę się teraz wykazać, zrobić coś naprawdę dobrego. Każdy, kto nie musi wychodzić, niech siedzi w domu. Banalnie prosta sprawa. Koniec kropka. Zróbmy trochę większe zakupy (nie mylić z wykupowaniem połowy sklepu), odwołajmy wszelkie mało istotne spotkania i terminy. Mam tutaj na myśli robienie brwi czy rzęs, fryzjera, siłownię, lekcje tańca oraz wszelkie inne, podobne im aktywności. Nie rzucam słów na wiatr, sama odwołałam najbliższą wizytę u kosmetyczki (przy okazji i tak obowiązkowych wówczas zakupów, kupiłam zestaw do depilacji woskiem, kilka masek, peeling i kilka detali, które w domowym zaciszu mogą zastępować mi takowe wizyty przez dłuższy czas) oraz przesunęłam wszelkie spotkania z klientami, w tryb zdalny. Odwołałam również weekendowe ładowanie baterii i robienie zdjęć na zapas, z Martą (znaną Wam jako Lady Amarena Photography). Być może będę musiała niebawem przeprosić się z aparatem i ponownie bazować na swojej twórczości w tym zakresie.

Placówki oświatowe są zamknięte, z tego tytułu należy nam się zasiłek opiekuńczy – dla jednego rodzica, niezależnie od ilości dzieci. Jest on po to, żeby z tymi dziećmi być w domu. Nie puszczać do klubików (tak, są miejsca próbujące nieodpowiedzialnie zarobić na sytuacji). Nie podrzucać do Dziadków (bo ich narażamy!). Nie pozwalać starszym dzieciom na samowolne wypady do miasta, na przesiadywanie w galeriach handlowych. Nie gromadzić się na osiedlowych placach zabaw ani w kawiarniach dla rodziców z dziećmi. To są tak oczywiste zalecenia w dniu dzisiejszym, że nie będę tego szerzej tłumaczyć, odsyłam do rzetelnych źródeł, do śledzenia informacji (ale rozsądnie, nadmiar nie jest dobry!).

#zostańwdomu Jak wykorzystać ten czas?

Na początek ustalmy jedno: najważniejsze to zachować spokój, odpoczywać, regularnie i dobrze jeść. Nie przeciążajmy się zbyt wieloma emocjami i nie forsujmy się nagle milionem różnych spraw do ogarnięcia na teraz, zaraz, już, natychmiast. Lubię powtarzać, że gdy trzeba – warto przyspieszać. Jednak gdy jest taka możliwość, niemniej warto zwalniać. I to jest ten moment, kiedy jedni mogą zdecydowanie przyspieszyć z zaległymi sprawami a inni – przytłoczeni tempem dotychczasowej codzienności – zdecydowanie zwolnić. Jak w wielu innych aspektach – tutaj również musimy znaleźć swoją właściwą drogę, skrojoną na miarę naszych potrzeb i możliwości. Co możemy więc robić, będąc w domu?

  • Nadrobić zaległości książkowe i serialowe. Niby banał. Każdy z nas jednak ma jakąś chciejlistę w tej materii. To ta wersja mocno chilloutowa, zwłaszcza dla osób bezdzietnych, które mają obowiązków codzienno-domowych, zdecydowanie mniej. Leżenie całe dni z książką w łóżku, przerywane posiłkiem czy ćwiczeniami – to naprawdę fajny scenariusz na regenerację.
  • Przetestować kosmetyki i zadbać o siebie. Kolejny niby banał. W praktyce jednak może się okazać, że mamy ileś tam różności kupionych do spróbowania. A nigdy wcześniej ich ostatecznie nie wypróbowaliśmy. To również dobry moment na wprowadzenie nawyku, który chodził nam po głowie wcześniej. Dwa tygodnie to idealna ilość czasu by dany nawyk stał się małą rutyną. Szczotkowanie na sucho? A może wklepywanie zapomnianego kremu pod oczy? Wszystko zależy od nas.
  • Dobrze jeść. Tak, tak, dokładnie. Obecna sytuacja nie oznacza, że mamy wykupić makaron z okolicznych marketów i przez cały ten czas, jeść go codziennie. Z tym samym. Przemyślmy zakupy, kupmy to, co długoterminowe ale niekoniecznie skrajnie niezdrowe i bylejakie. Pełnoziarnisty makaron, mięso i warzywa wrzućmy do zamrażarki. Kiszonki. Pieczywo chrupkie. Konfitury, gorzka czekolada, prawdziwy miód, jakaś fajna mąka – może upieczemy ciasto marchewkowe albo tartę, którą obiecujemy sobie od roku? Osobiście mam dużą zamrażarkę a w niej sezonowe owoce i warzywa, trochę ryb, mięsa, nawet babcine gołąbki się znajdą. W słoikach przetwory, jakieś kiszonki. Dokupiłam trochę produktów suchych, które normalnie jemy, trochę dobrych słodyczy (gorzka czekolada chociażby, batoniki z muesli bez cukru), suszonych owoców, mleko, soki tłoczone o dłuższym terminie przydatności, masło. Zakupy i jakieś tam zapasy – dostosujmy do siebie i swoich upodobań, nie kupujmy na siłę, za tłumem, tego nieszczęsnego makaronu i słoikowych sosów. Nie chcemy przecież jeść to na okrągło. Mamy dwie ręce, mamy głowę, umiemy myśleć, mamy Internet. Mając w domu kilka podstawowych składników, możemy codziennie zaskakiwać domowników. Z głową.
  • Uczyć się czegoś nowego. I znów pozornie banał. Ale na pewno jest coś, co leży odłogiem jakiś czas. Język obcy? Zaległe rozdziały pracy dyplomowej? W przypadku dzieci: nauka czytania, liczenia? U nas będą pisane kolejne rozdziały, fakt. Na ten moment i tak porządek akademicki stoi pod znakiem zapytania, chcę jednak wykorzystać odwołane zajęcia i seminaria, żeby mocno nadrobić proces tworzenia. Mamy w domu przedszkolaka, mamy sterty książeczek z zagadkami, literkami, cyferkami i tak dalej – będziemy doskonalić już nabyte umiejętności i podnosić kolejne. Robimy to zawsze, gdy przymusowo siedzimy w domu. Dzięki temu Mały Człowiek, mimo nieobecności w przedszkolu, niezmiennie idzie do przodu i umie coraz więcej.
  • Spędzać czas rodzinnie. Tutaj zwłaszcza w przypadku rodzin z dziećmi. Na co dzień praca, żłobki, przedszkola, zajęcia dodatkowe i mnóstwo innych punktów dnia. Teraz całe dnie mamy dla siebie. Współdzielmy obowiązki, możemy przedszkolakom wydzielać jakieś zadania (np. wręczyć ściereczkę, niech pościera kurze chociażby), grać w planszówki, tworzyć kreatywne dzieła (Internet kopalnią inspiracji!), układać puzzle, czytać książki, mądrze oglądać bajki (mądrze = razem z dziećmi, w końcu mamy teraz na to czas). O zajęciach z dziećmi – napiszę osobno.
  • Generalne porządki. Przekopanie się przez najbardziej niedostępne, schowki w domu. Odgrzebanie najbardziej zapomnianych pudeł i pojemniczków. Odgruzowanie tych miejsc, obok których na co dzień przemykamy – odwracając wzrok. Możemy zrobić porządek w swoim otoczeniu, na który zwykle brakło czasu. Bez wyrzutów sumienia segregować, wyrzucać, reorganizować i zmieniać. To również dobry moment na mobilizację i wystawienie na sprzedaż rzeczy, które na to czekały. Zrobić zdjęcia, opisy, wrzucić ogłoszenia na portale sprzedażowe. Obserwuję tego typu grupy i widzę, że ogłoszeń jest zdecydowanie więcej od kilku dni. Zainteresowanych przy okazji również.
  • Mały remont. I tak, mówię poważnie. Już kilka osób zadeklarowało podobne plany. A to pomalowanie sypialni, a to wymiana oświetlenia w garażu. Położenie tapety, która czeka w schowku od miesiąca. Powieszenie obrazów. Możemy dopieścić nasz dom, dla którego nie mieliśmy zbyt wiele czasu w dotychczasowej codzienności. Bazujmy jednak na dostępnych możliwościach i środkach, nie urządzajmy sobie rundki po sklepach, ewentualnie zamówmy zakupy online z bezpieczną dostawą pod drzwi.
  • Ćwiczenia. Wyznaję zasadę, że kilkanaście dni, dwa czy trzy tygodnie – w zupełności wystarczą by wprowadzić jakiś nawyk w naszą codzienność. Codzienna chwila treningu może być takim dobrym początkiem. Internet pęka w szwach, gdy mowa o filmach z instruktażem, wyzwaniach czy motywacji. Tak naprawdę wystarczy znaleźć kanał trenera, którego energia i sposoby są zgodne z naszymi upodobaniami i możliwościami.
  • Wszystko, co zaległe. Zdarza się, że pracując w systemie home office – mamy sterty niedokończonych lub do zrobienia, spraw. To jest dobry moment, żeby się nad tym pochylić. To dobry moment by doszlifować coś niedoskonałego, dokończyć coś dawno rozpoczętego.

#zostańwdomu O czym powinniśmy pamiętać?

Dzisiaj mówimy o dwóch tygodniach. Być może to wystarczy, być może będzie to odrobinę dłuższy okres. Dzisiaj jest nam nieswojo – bo normalnym jest strach przed nieznanym. Każdy na ten strach reaguje inaczej. I to jest absolutnie normalne. Co robić? Jak reagować? Przede wszystkim: najgorsze, co możemy zrobić – to stałe śledzenie informacji. Osobiście wyznaczyłam sobie chwilę rano na kontrolę sytuacji i chwilę wieczorem, w toku dnia nie oglądam telewizji, nie zaglądam w internety, nie śledzę. Życie toczy się normalnie. Z tym wyjątkiem, że w domu. Z tym wyjątkiem, że jesteśmy w tym domu w komplecie. Tryb dnia nieco się zmienił, teraz współdzielony na wszystkich domowników. Obowiązków jest mniej ale i są dzielone na większą ilość osób. Spędzamy czas razem, żyjemy z pozoru normalnie.

#zostańwdomu Żyjemy w świecie nowoczesnych technologii. Z rodziną i znajomymi mamy stały kontakt online, wiele zawodów może być wykonywanych zdalnie, wiele biznesów może być tak prowadzonych. Możemy zamawiać online. Co miesiąc zamawiam córce miesięczne zapasy. Aktualnie mam w domu odrobinę większe ALE widząc, że nasza apteka przedłużyła znacznie czas realizacji zamówienia, zamówiłam już od razu kolejną partię. Wiem, za ile dni do mnie dotrze. Wiem też, że aktualne zasoby w domu, zaspokoją jej potrzeby na dłuższy czas. Podobnie jest ze spożywką, chemią, kosmetykami. Zazwyczaj mamy jakiś tam nieduży zapas, teraz został lekko powiększony, skrupulatnie zaplanowany i przeliczony. Jesteśmy spokojni. Nie musimy wychodzić przez kilka tygodni. To jest powód do spokoju. I takie powody do spokoju, znajdujcie.

Zarażajmy tym spokojem. Naszych bliskich, naszych odbiorców (gdy mowa o twórcach internetowych). Zachowujmy się odpowiedzialnie. Za nas samych, za naszych najbliższych, sąsiadów, klientów. Nie nakręcajmy spirali nikomu niepotrzebnej, paniki. Będzie dobrze. O tym doskonale pisze Andrzej Tucholski w tekście Jak zachować spokój? i do niego odsyłam po worki pełne spokoju. Dla ulgi każdego. Na swoim Instagramie i tutaj na blogu – cykliczne teksty i aktywności, będę publikować bez zmian. Potrzebujemy normalności i spokoju. Potrzebujemy poczytać o ubraniach, o jakimś przepisie albo tipach. Potrzebujemy motywacji do fajnych działań i rutyny, do której przywykliśmy. Potrzebujemy tego, co nam doskonale zna. 

Napisane teksty 193

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj też

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: