#zostańwdomu, zarażaj spokojem, bądź odpowiedzialny i pozostań w tym wszystkim… człowiekiem.

Miesiąc temu oglądaliśmy działki pod nasze wielkie marzenia. Finalnie jedną wybraliśmy. Miesiąc temu cieszyłam się uporządkowaną pracą ze swoją marką. W tygodniu home office. W weekendy moje kursy, finisz uczelni, spotkania z klientami i kreowanie ich marzeń. Miesiąc temu jednym z naszych problemów były spory o projekt domu, zepsuty samochód i wybór prezentów dla bliskich na zbliżające się okazje. Miesiąc temu życie toczyło się zupełnie innym, rytmicznym i przewidywalnym w jakimś stopniu tokiem. Dzisiaj tego nam brakuje. Dzisiaj mija nam trzynasty dzień pod hasłem #zostańwdomu.

#zostańwdomu oznacza odpowiedzialność.

Teoretycznie o tym wiemy. Bo wciąż nam się o tym mówi, podobne słowa widzimy i słyszymy na każdym kroku. W praktyce bywa różnie z tą odpowiedzialnością, prawda? Jesteśmy w jakimś stopniu ograniczeni, zamknięci w czterech ścianach własnego domu i naturalnym odruchem jest bunt. Afiszowanie się z tym, że mnie to nie dotyczy, że jesteśmy nietykalni, niezniszczalni, ponad to. Przecież to nic, że możemy narazić tą miłą sąsiadkę albo własną babcię. One mogą okazać się nie być ponad to. Umrą. A my będziemy mogli dalej żyć w ułudzie, że nas to nie dotyczy. Najbardziej przerażającym jednak argumentem i obrazkiem dla nas, rodziców – jest fakt, że w razie tego najgorszego, nasze dzieci będą od nas odizolowane. Nie będziemy mogli z nimi być. Osobiście sobie tego nie wyobrażam, koszmar nie do przyjęcia, nie do zaakceptowania, nie do opowiedzenia.

Dlatego jesteśmy odpowiedzialni.

Odpowiedzialni za siebie, za bliskich i za innych, nawet nieznajomych.

Owszem, być może jest nam nieco łatwiej. Przyszło nam żyć na odludziu, dookoła łąki, pola, place niedokończonych budów. Poza nami – trudno o towarzystwo. Owszem, możemy wyjść przed dom, przed działkę, na drogę i co najwyżej – minie nas jakiś samochód co jakiś czas. Od trzynastu dni nie korzystamy z poczty, przestawiłam się na paczkomaty (które teraz można obsłużyć bezdotykowo). Od trzynastu dni nie robimy codziennych zakupów w mieście. Dotąd raz B. udał się do lokalnego sklepu po zakupy. Z zachowaniem wszelkich zasad ostrożności. Od trzynastu dni nie byłam w drogerii, u kosmetyczki, nie miałam kontaktu z kurierami (zostawiają paczki pod bramą). Od trzynastu dni unikamy kontaktu z innymi ludźmi. Nasi bliscy nie przyjeżdżają na kawę, nie spotykamy się, mimo że dotąd była to norma. Przedszkole jest zamknięte, mąż pracuje zdalnie a nasza pediatra zamknęła gabinet. Wszystko jest inne, ograniczone. Większość jednak pod hasłem #zostańwdomu.

Tak naprawdę od nas samych zależy, co stanowi problem.

Bo teraz może się okazać, że nie potrzebujemy tego wszystkiego zawsze, wszędzie, mocno, na już i łatwo. Bo teraz może się okazać, że mamy o wiele większe możliwości – niż dotąd siebie o to posądzaliśmy. W zeszły weekend przypadały seminaria na uczelni. Zostało to rozwiązane w wersji online. Nie musiałam tracić czasu na dojazdy, nocleg. Spędziłam ileś godzin zamknięta w sypialni, w dresie, w swoim wygodnym fotelu i wyszłam z tego wzbogacona o podobne doświadczenia, co jadąc ileś kilometrów. Na dniach przypadałaby wizyta u kosmetyczki. Zamówiłam więc przy okazji ostatnich comiesięcznych zakupów online w aptece internetowej: plastry z woskiem do depilacji, aceton, pilnik, odżywkę do paznokci, maski do twarzy, maskę do włosów, nową rękawicę do masażu, peelingi i porządną pęsetę. Regulacja brwi, namiastka zabiegu na twarz, depilacja, zdjęcie hybrydy? Nie ma problemu, zrobię to sama. Muszę wysyłać ileś przesyłek tygodniowo. Zrezygnowałam więc z poczty, korzystam z paczkomatów. Przedszkole mamy zamknięte, otrzymujemy materiał do wykonania z dziećmi. Zawsze to robiłam, Mały Człowiek sporo choruje i wówczas zwykle dostawałam również do domu karty pracy. W końcu to moje dziecko. Dlaczego miałabym widzieć problem w nauczeniu go czegoś nowego? Szkoda byłoby nawet marnować wszystkie te długie tygodnie i nic ciekawego nie robić z nim. Mój mąż pracuje teraz w trybie zdalnym, pierwszy raz w życiu. Trzy godziny dojazdów dziennie zniknęły, popracuje w zaciszu domowym i ma więcej czasu dla nas. Nadal zarabia, nadal trzyma rękę na pulsie w firmie.

Łatwo może i nie jest.

Ale nie szukajmy na siłę problemów.

Wiem, że inni mogą mieć gorzej. Wiem, że dużo z nas musi nadal chodzić do pracy. Na straży pozostają medycy, farmaceuci, ekspedientki, kurierzy i wielu innych, których nie sposób wymienić. Wiem, że inni mogą mieć gorsze warunki. Mieszkać w bloku, gdzie korytarzami przemieszczają się dziesiątki, jeśli nie setki ludzi. Sami tak mieszkaliśmy. Wiem, że inni mogą reagować na nową sytuację zupełnie inaczej. Każdy ma inny poziom odporności na stres, skrajnie inne reakcje. Wiem też, że nakręcanie się nawzajem – prowadzi donikąd.

#zostańwdomu i zarażaj spokojem.

Na swoim Instagramie i Facebooku ani razu nie udostępniłam danych podawanych przez Ministerstwo Zdrowia chociażby. Dlaczego? Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś chce takie informacje uzyskać – sam po nie sięgnie. Nie ma najmniejszej nawet potrzeby atakować odbiorców newsami z każdej możliwej strony. Przesyt informacji nie jest niczym dobrym. Na dodatek informacji okraszanych często mocno negatywną otoczką. Nie mówię, że jest dobrze. Bo nie jest. Ale na litość boską – nie mówmy o tym całodobowo, wszędzie, wszyscy, zawsze.

Potrzebujemy normalności.

Potrzebujemy spokoju.

Potrzebujemy tego, co nam znane – w okolicznościach poniekąd nam nieznanych.

Nie udawajmy, że jest świetnie, że się spodziewaliśmy i że ogarniamy. Nie udawajmy, że z godziny na godzinę przestawiliśmy swoją codzienność i jest sielankowo. Bo nie musi być. I pewnie nie będzie. Każdy przeżywa to na swój sposób, każdy nosi ciężar innych doświadczeń i każdy postrzega problem w inny sposób. Nie wmawiajmy sobie i innym, że po epidemii posypią się rozwody. Po prostu nauczmy się ze sobą żyć, jeśli wcześniej naprawdę nie mieliśmy okazji. Nie wmawiajmy sobie i innym, że szalenie trudno jest z edukacją domową. Po prostu róbmy, co możemy. Zarażajmy dzieci spokojem, cierpliwością. Nie obarczajmy ich frustracją i złym słowem o nauczycielach. Nie wmawiajmy sobie i innym, że wszyscy przesadzają, wariują, robią źle to i tamto. Po prostu nie róbmy tego samego. Bądźmy odpowiedzialni za siebie. W spokoju róbmy swoje. Jeśli każdy będzie odpowiedzialny i spokojny – wspólnie wyciśniemy maksimum pożądanego efektu.

#zostańwdomu i pozostań człowiekiem.

Pracując z ludźmi, w branży ślubnej, której fundamentem są relacje – odczuwam mocno obecną sytuację. Śluby są odwoływane, przekładane. Są ludzie, którzy chcą obejść przepisy i robić wesela w tajemnicy (bo zaliczki). Są ludzie, którzy odwołują wesela już nawet jesienne i żądają zwrotów wszelkich wpłat od podwykonawców. Mimo że one im się zwyczajnie nie należą póki co. Tłumaczą to tym, że nie będą płacić za niezorganizowane finalnie wesela. Fora ślubne pękają od tematu koronawirusa, narzeczone prześcigają się w poradach.

A mi tak zwyczajnie smutno.

Znam sytuację z obu stron. Temat zwrotów zaliczek czy zadatków bezpośrednio mnie nie dotyczy, specyfika moich umów i systemu pracy zapewnia mi optymalny spokój o to. Na ten moment. Dochody jednak zdecydowanie topnieją w perspektywie najbliższych miesięcy. Ale moich kolegów i koleżanek z branży, dotyczy to już bardziej. I to szalenie przygnębiające, że zabiegamy o czyjąś usługę, rezerwujemy ją na dwa lata do przodu, nawiązujemy relacje i zawiązujemy nici sympatii. Później przychodzi kryzys, trach i nagle ten drugi człowiek nas nie obchodzi, chcemy tylko odzyskać pięć stówek czy tysiąc złotych, którymi zagwarantowaliśmy sobie jego współautorstwo naszego wielkiego dnia. Nie myślimy o tym, że za rok czy dwa, gdy będziemy chcieli ten ślub zorganizować ponownie – tego specjalisty na rynku już nie będzie. Bo kilkadziesiąt par odwołało lub przełożyło śluby, wbrew wszystkiemu wyegzekwowało te pieniądze i mówiąc kolokwialnie: epidemia puściła go z torbami. Na nic relacje. Na nic sympatia.

Za każdym biznesem stoją ludzie. Dlatego szalenie kibicuję lokalom, które dzielnie pracują nad dostawami pod drzwi by utrzymać się na rynku. Dlatego szalenie wspieram polskie marki odzieżowe, które noszę i uwielbiam – byście kupowali ich ubrania, pozwalając przetrwać. Dlatego uważam, że musimy szukać kompromisów. Po drugiej stronie zawsze, absolutnie zawsze – stoi człowiek.

I nam, klientom – jest trudno. I nam, przedsiębiorcom – jest trudno.

Bądźmy ludźmi.

Bądźmy dla siebie dobrzy.

#zostańwdomu i bądź sobą.

Zarażaj spokojem i odpowiedzialnością. Jeśli jesteś twórcą internetowym – rób swoje niezmiennie, odbiorcy potrzebują normalności. Po newsy sięgną gdzie indziej, zależnie od swoich potrzeb. Jeśli prowadzisz firmę – sprzedawaj dalej, rób swoje. Jeśli trzeba, zmień taktykę. Jeśli trzeba, przenieś swoją działalność do sieci, skieruj na inne tory, użyj innych narzędzi. Jeśli trzeba, zrób sobie przerwę. Ale nie rób nic wbrew sobie. Nigdy.

Zalewają nas zewsząd inspiracje, jak cieszyć się z małych rzeczy i #zostańwdomu potraktować jako bodziec do totalnego zwolnienia. Nie musisz, jeśli tego nie czujesz. Być może to właśnie ten moment, kiedy możesz i chcesz przyspieszyć. Pamiętasz? Od zawsze powtarzam: przyspieszać, gdy muszę i zwalniać, gdy chcę. Zdecyduj, który moment nadszedł właśnie teraz. Dbaj o siebie i swoich bliskich, znajdź swój sposób. Być może nasza codzienność rzeczywiście teraz się zmienia i idzie w innym kierunku. Być może czeka nas wiele zmian. 

Bądźmy w tym wszystkim spokojni i uważni.

W swoim rytmie. 

 

Plakat: moyemu.com, zdjęcia: niezastępiona Lady Amarena Photography
Napisane teksty 193

2 thoughts on “#zostańwdomu, zarażaj spokojem, bądź odpowiedzialny i pozostań w tym wszystkim… człowiekiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj też

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: