Jak zorganizować przyjęcie w małym mieszkaniu?

Całkiem niedawno stanęliśmy przed niełatwym zadaniem zorganizowania pierwszego rodzinnego przyjęcia, kiedy to przybyć miała rodzina z obu stron. Przewidziane trzynaście osób. Nieźle, prawda? Zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę średniej wielkości jadalnio-salon, ikeowski stół i cztery krzesła, które na co dzień w zupełności nam wystarczają. Nie pozostaje wówczas nic innego, jak zorganizować przyjęcie w małym mieszkaniu, w takich warunkach. 

Gdy do tak niewielkiego metrażu dodamy tylu ludzi, tyle jedzenia, jakieś dekoracje, jakąś przestrzeń do poruszania się. No wiecie – jakoś to trzeba by ogarnąć, żeby ludzie nie siedzieli jeden na drugim, jedzenia nie trzeba było ustawiać piętrowo a do łazienki chociażby – było jakieś przejście. 

Przyjęcie w małym mieszkaniu krok po kroku.

Dylemat był prosty: spinamy się organizacyjnie i robimy przyjęcie w domu albo zostawiamy to w gestii jakiegoś kameralnego miejsca, gdzie obsługa restauracji zadba o wszystko. Druga opcja od początku była kiepskim pomysłem. Termin imprezy niemal do końca był ruchomy, w pobliżu żadnego fajnego lokalu nie znaleźliśmy a wszyscy byli z daleka – nie chcieliśmy więc by ktoś nam się pogubił w mieście. Uważaliśmy też, że pierwsze spotkanie obu stron powinno przebiegać w możliwie najbardziej rodzinnej i naturalnej atmosferze. Padło więc na organizację tego w domu. Długo się zastanawialiśmy, jak to wszystko zorganizować by było dobrze, jak najlepiej wyszło i wszystkim się podobało. Na naszej drodze stało zaledwie kilka problemów do usunięcia. A skoro ich tak niewiele – zabraliśmy się za usuwanie!

Problem pierwszy: mało miejsca!

No nie ukrywajmy ale sali bankietowej to my w mieszkaniu nie posiadamy. Bo kto posiada? Tutaj jednak ogromnym plusem okazało się nasze uwielbienie prostoty. Bo oprócz szafek nad telewizorem, kanapy i stolika kawowego, tak naprawdę nie mamy wiele. Półki na ścianie czy obrazy raczej nam ani nie przeszkadzają, ani nie pomagają – zostawmy je więc w spokoju. Wróćmy do poszukiwań przestrzeni.

Tak naprawdę wystarczyło wsunąć stolik kawowy we wnękę pod półkami, równolegle do telewizora. A kanapę przesunąć równolegle do balkonu. W ten sposób salon i kuchni zaczęły tworzyć otwartą, niczym nie zagraconą przestrzeń. Uff! Przyjemnie pusto, niezapisana biała karta – gotowa zapisać się jako przyjemne przyjęcie w małym mieszkaniu.

Problem drugi: zbyt mały stół, zbyt mało krzeseł!

Logiczne! Przecież na co dzień nie wyprawiamy obiadów na kilkanaście osób! I chociaż fajna opcją byłby stół rozkładany (już zapisany na naszej check-liście!) – póki co posiadamy normalny, na maksymalnie sześć osób. Krzeseł posiadamy z kolei… cztery. Nawet przy wzięciu pod uwagę opcji pożyczenia kilku od przyjaciół, wciąż byłoby ich za mało.

Postawiliśmy więc na wypożyczalnię. Za duży rozkładany stół i dziewięć zwyczajnych krzeseł zapłaciliśmy około sto pięćdziesiąt złotych. Nie były to chiavari, ale nie były też ogrodowe plastiki! Odebraliśmy je w piątek, oddaliśmy w poniedziałek. Na dobrą sprawę więc mogliśmy robić imprezę trzy dni z rzędu… 😉

Problem trzeci: zbyt mało naczyń!

Na naszą małą rodzinkę sześcioosobowa zastawa, cztery półmiski, dwie patery czy dwie sałatkowe michy i dwie mniejsze – w zupełności wystarczały. Po dokładnym podliczeniu okazało się, że brakuje nam jeszcze jednej zastawy, co najmniej dwóch misek, minimum kolejnego dzbanka i kilku innych dodatków. Mieliśmy dwie opcje. Pożyczyć na weekend od przyjaciół albo dokupić i już mieć na przyszłość.

Druga opcja była akurat nieco kłopotliwa. Bo nie mielibyśmy, gdzie tego trzymać… Postanowiliśmy więc jesienią nabyć oszkloną witrynkę z półkami, na których umieścimy szkło, dodatkową zastawę czy dodatkowe filiżanki i inne, kawowo-herbaciane akcesoria. Bo niestety nasza kuchnia ma naprawdę niewiele schowków i miejsca. Już na ten moment szkło trzymamy upchnięte w szafce nad telewizorem, pomiędzy lekami a dokumentami. Postanowione więc: na ten konkretny weekend imprezowy brakujące naczynia… pożyczymy! Po prostu.

Problem czwarty: menu!

To akurat był najmniejszy problem. Przedyskutowaliśmy wszystkie możliwości, spisaliśmy listę zakupów i tyle. Tort i ciasta zamówiliśmy w pobliskiej cukierni, sama zrobiłam jedynie tartaletki z owocami. Na dzień przed imprezą wpadła do nas przyjaciółka, co by z Małym Człowiekiem nieco łatwiej te góry jedzenia się szykowało. W dzień imprezy wszystko było gotowe, wszystko smakowało a niektóre potrawy znikały z półmisków w zastraszająco szybkim tempie.

Problem nadmiaru, np. ciasta, dość łatwo zażegnaliśmy: każdy z gości na odchodne dostawał pudełko ze słodkościami do kawy po powrocie do domu. 🙂 Pozostało jedynie spakować zmywarkę ze trzy razy z rzędu, oddać naczynia, stół i krzesła. I już. Kameralne przyjęcie w małym mieszkaniu udało się!

Problem piąty: detale!

Tak naprawdę potrzebowaliśmy niewielkiego nakładu i kilku zaledwie pomysłów by wszystko wyglądało spójnie i w miarę elegancko. Dwie różne zastawy, na szczęście podobne do siebie, ułożyliśmy po prostu na zmianę. Co druga osoba miała naszą, co druga pożyczoną – dzięki temu nie było widać wyraźnej granicy między dwoma rodzajami. Jednolitego charakteru dodawały serwetki i… jednorazowe kubeczki!

Postawiliśmy na takie rozwiązanie z prostych powodów. Nie mieliśmy aż tylu takich samych szklanek. Nie chcieliśmy pożyczać innych niż nasze i na siłę kompletować. Trzynaście jednorazowych kubeczków na zimne napoje to trzynaście naczyń mniej do umycia po imprezie. Dopasowane do dodatków, takich jak serwetki czy – również jednorazowe – talerzyki do tortu, wybrane w naprawdę ładnym wzorze, stały się fajnym uzupełnieniem na stole. I tyle! Jednocześnie był to dziecięcy akcent a samo przyjęcie przecież było dla dwu i pół latka. Dlaczego by nie jednorazówki więc…?

***

Pomijając zmęczenie – bo dzień wcześniej non stop przy garach, później przy sprzątaniu, szykowaniu, ustawianiu, nakrywaniu i tak dalej – i odrobinę stresu (Czy wszystko się uda? Czy wszystkim będzie się podobać?), usłyszeliśmy tyle ciepłych słów na temat organizacji tego dnia, że przyznaję: było warto! Cieszyłam się, że rodzinie się podobała. Podejrzewam, że takich okazji będzie więcej a do każdej kolejnej będziemy lepiej przygotowań.

Dokompletujemy więc jeszcze drugą zastawę, ewentualnie naszą wymienimy też na większą i dodamy kilka innych “drugich” drobiazgów, ustawimy to na półeczki i niech czekają na kolejne przyjęcia! Bo to, że takowe będą – to raczej pewne! Nie warto przejmować się małym metrażem czy podobnymi dylematami. Warto próbować, kombinować, ułatwiać i tworzyć. Domowego przyjęcia nie zastąpi często żadna, nawet najlepsza restauracja!

PS Naprawdę – jeżeli cokolwiek może sobie czekać do przyjęcia, to warto zająć się tym wcześniej, mieć z głowy i nie martwić się później na ostatnią chwilę czymkolwiek podobnym. Możemy również zwrócić uwagę na stylizacje najbliższych, chociażby mam czy babć. Obecnie mamy spory wybór, chociażby eleganckie sukienki na wesele dla sześćdziesięciolatki nie są najmniejszym problemem. Warto jednak okazać troskę pytaniem o przygotowania.

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

 

PS Zawodowo kreuję bezstresowe przyjęcia, jeśli potrzebujesz pomocy w organizacji swojego – daj znać! 

kontakt@powaszemu.pl

Napisane teksty 193

2 thoughts on “Jak zorganizować przyjęcie w małym mieszkaniu?

  1. Sądzę, że robienie takich imprezek w domu to jednak strata czasu. Ja imprezę rodzinną ostatnią organizowałam w przeuroczym hotelu-restauracji. Byliśmy całą rodziną bardzo zadowoleni z całej uroczystości no i mieli dla nas pyszną kartę. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj też

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: