Prezent na 29. urodziny | Moja wishlista

Swego czasu napisałam tutaj tekst z moją wishlistą urodzinową, z wiadomych przyczyn już go tutaj nie ma. Było to dwa lata temu i na ten moment w zasadzie wszystko z tej listy, sobie sprawiłam. I – co ważniejsze – były to typy w większości trafione, wszystko sprawdza się bez zarzutu. Wychodzę z założenia, że marzeniom warto dawać datę ważności i zamiast czekać na samoistne spełnienie, zwyczajnie je realizować we własnym zakresie. Podobnie sprawa ma się z rzeczami typowo materialnymi. Postanowiłam więc zebrać w listę to, co ucieszyłoby mnie jako prezent na 29. urodziny. 

Nie lubię gromadzić, nie znoszę nadmiaru. Jeśli czegoś chcę, na coś się uprę – zwykle mam już z góry ustaloną rolę dla tego czegoś. Jestem cierpliwa i umiem czekać. Mając konkretny cel, jestem gotowa na niego chociażby odkładać czy wyczekiwać okazji do sprezentowania sobie. 

Prezent na 29. urodziny można sobie przecież wybrać.

Tak, jak na każdą inną okazję. Co chciałabym mieć lub planuję w niedługim czasie sobie sprawić? I co jednocześnie odnajdzie się w roli, jaką jest prezent urodzinowy od siebie dla siebie? Ba! Osobiście nie miałabym nic przeciw takim podarkom od kogokolwiek. Trafiony, wymarzony prezent to zawsze frajda. Dlatego od zawsze powtarzam: komunikujmy jasno swoje potrzeby i pragnienia. Łatwiej będzie, serio. A co sama chciałabym dostać w prezencie, co jednocześnie jest na mojej tegorocznej checkliście do odhaczenia? Co mam w planach zrealizować do kolejnych urodzin?

  1. Mata do ćwiczeń. Na swoim Instagramie niemal codziennie pokazuję, jak ćwiczę z Olą Żelazo. I dotąd robię to na mocno prowizorycznej macie. Miała być na chwilę, nie lubię inwestować w świeże nawyki. Zakładam, że trzeba w coś mocno się wdrożyć i wtedy możemy o takich wydatkach mówić. Za mną wiele długich miesięcy regularnych wieczornych treningów, aktualnie pracuję nad swoim zaciszem biurowym, w którym również będę od teraz ćwiczyć. Nowa mata jest więc pierwszym prezentem dla siebie, który przychodzi mi bez namysłu do głowy.
  2. Porządne beżowe szpilki. Uff, #30ubrań i budowa garderoby kapsułowej w końcu wyszły na prostą, nie mam w szafie ani jednego zbędnego ubrania. Teraz zabieram się za buty i aktualnie pozbyłam się wszystkich par szpilek, żadne nie były skrojone na miarę moich potrzeb i oczekiwań. Dlatego aktualnie poszukuję klasycznych beżowych oraz czarnych szpilek. Porządne szpilki to coś, co mieć trzeba. Osobiście uważam, że te dwie pary w zupełności wystarczą jako baza.
  3. Duża torebka. Mam shopper bag z sieciówki. Totalnie mnie nie zadowala. Jej wady mogłabym wymieniać bez końca. W końcu znalazłam swój ideał, w postaci czarnej Duszy z Pastelier. Polska marka, uniwersalny kolor, elegancja i klasa sama w sobie. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i czekam na dogodny moment, gdy trafi w moje ręce.
  4. Sukienka Manifiq. Na mojej liście ubrań do uzupełnienia mam trzy pozycje od nich. Markę obserwuję od dawna, każda kolejna kolekcja zachwyca. Co ciekawsze – mimo kolejnych nowości, moje trzy typy pozostają wciąż identyczne. Pozwala mi to sądzić, że wybrałam idealnie, skoro zdania nie zmieniam i po prostu przekonać się na własnej skórze, czy się ze sobą zgramy. Mam dobre przeczucie!
  5. Kardigan Tyszert. To druga marka odzieżowa, którą mam na swojej liście do sprawdzenia, z mocno skonkretyzowanymi typami, niezmiennymi z biegiem czasu. Jednym z dwóch jest właśnie czarny kardigan, widzę go jako zamiennik marynarki, uniwersalny do bólu i kobiecy bez granic. Do noszenia niemal bez przerwy, pewnie nie skończyłoby się na jednym kolorze, gdyby jakość zachwyciła.
  6. Biurko. Ale przyziemna rzecz! Prawda jednak jest taka, że dotąd moje domowe biuro ogranicza się do kąta w sypialni bez biurka, stołu w kuchni albo w salonie. Aktualnie jesteśmy w trakcie remontu i przearanżowania sypialni, pokoju Małego Człowieka i (taaaadaaaam!) mojego mini-biura, wygospodarowanego w totalnie nieoczywistym miejscu. Meble dobrane tutaj, później mają służyć po części w mojej pracowni, po części w jadalni. Być może nielogiczne. Wszystko jednak spina klamra dębu, bieli oraz antracytu. Wszystko mam znalezione i zaplanowane, idealne biurko to absolutna podstawa.
  7. Wygodne (i piękne!) krzesło. Oczywiście, że do tegoż biurka. Dębowe nogi, szare siedzisko. To wstępny plan, jestem jednak otwarta na inne opcje, jeśli coś szczególnie mnie oczaruje. Póki co szukam.
  8. Robot odkurzający. Długo się przed tym rozwiązaniem broniłam. Jeszcze dłużej się nad nim zastanawiałam. Research z kolei to już never ending story. Ale w końcu (chyba) wybraliśmy i niebawem nowy asystent będzie przemieszczał się głównie po parterze i wspomagał zachowanie porządku na dłużej.
  9. Becoming. Moja historia M. Obama. Tyle razy już ta książka gdzieś mi się przewinęła przed oczami, że z każdym kolejnym razem chcę jej bardziej. Mam jednak swoją złotą zasadę, że kolejną partię książek kupuję po przeczytaniu poprzedniej. Więc jeszcze chwilę pozostanie na wishliście.
  10. Modoterapia, czyli po co ci tyle ubrań? A. Samecka. Jak wyżej. Książkę mam na swojej liście do przeczytania, czeka w kolejce do kupienia i lektury. To jedna z tych, które jeszcze przed otwarciem – budzi pozytywne emocje. Mam nadzieję, że się nie mylę i niebawem się o tym przekonam.

Dziesięć punktów. Każdy przemyślany. Żaden nie należy do kategorii: odstawię na półkę, niech będzie pamiątką. To nie tutaj. To nie tak. Bez wyjątku, punkt po punkcie – każda wymieniona propozycja to strzał w dziesiątkę. Jeśli mamy tak mocno skonkretyzowane małe, duże czy nawet największe marzenia, warto je zwyczajnie realizować. Może nie być łatwo, może braknąć konsekwencji ale satysfakcja jest ogromna: sprawić sobie prezent idealny. Od siebie dla… siebie. Pamiętam, jak te dwa lata temu wymieniłam tutaj między innymi zegarek, fotel uszak czy kilka tytułów książek. Dzisiaj siedzę na tym fotelu niemal codziennie, zegarek dostałam w prezencie od męża tamtego roku a część książek od przyjaciół, również wtedy. Tamten tekst stał się dla nich niemałą podpowiedzią.

I wnioskiem: pozwalajmy bliskim na wiedzę o tym, co nas uszczęśliwi.

To pomaga. Tak zwyczajnie, tak banalnie czasem. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *