O wsparciu. | Spotkania Świadomych Blogerek

Ostatnio miałam okazję sporo posłuchać i sporo przemyśleć, w temacie… wsparcia. Przyznam, że na moment zwątpiłam – po publikacji tekstu Jak skupić się na pracy, gdy dookoła chaos codzienności z dziećmi? Tam wsparcie jakiekolwiek ze strony bliskich, zostało nazwane podporządkowaniem się ich pod moje zachcianki. Tyle w dużym uproszczeniu. Na szczęście w międzyczasie wzięłam udział w Spotkaniu Świadomych Blogerek, miałam okazję odbyć wiele inspirujących rozmów, pewne tematy sobie przepracować i wrócić do domu spokojniejsza, pewniejsza, jeszcze bardziej umocniona w swoich decyzjach.

Bo wiecie, jak to jest? Człowiek pewne rzeczy wie, z czegoś zdaje sobie sprawę, coś rozumie. Ale dopiero spotkanie z pewnymi ludźmi, odwiedzenie pewnych miejsc i obserwowanie pewnych sytuacji – dają namacalny dowód na słuszność tego, co miało się w głowie wcześniej. Pojechałam, napatrzyłam się na Izę i jej krąg wsparcia, wysłuchałam inspirujących rozmów i… powstał ten tekst! 

Wsparcie to fundament, na którym budujemy pewność swoich wyborów.

Podział obowiązków nie jest definicją wsparcia. To, że Ty zmywasz naczynia a mąż wynosi śmieci – nie jest wspieraniem się. To normalna sprawa. Wspólny dom, wspólne dzieci, więc i obowiązki wspólne. Tutaj zaczynają się trudne pytania i trudne odpowiedzi. Tutaj trzeba myśleć w kategoriach granic i zasad, jakie panują w każdym związku, w każdym domu. Pewne kwestie są jednak absolutnie oczywiste.

Jeśli oboje pracujecie, oboje też prowadzicie dom, macie dzieci – codzienne zmagania są Waszym wspólnym interesem, gracie do jednej bramki. Nie ma czegoś takiego jak “mąż pomaga mi przy dzieciach”. Nie. On nie pomaga. On się zajmuje swoimi własnymi dziećmi, w swoim własnym domu. Łaski nie robi. Serio, serio. Ba! On nawet żadnej łaski nie robi, że te zakupy ogarnie, że coś tam posprząta czy dziecko ze żłobka odbierze. To, jak dzielicie się obowiązkami i czym kto się zajmuje – to absolutnie indywidualna sprawa. Pamiętajcie tylko, że obowiązki te należą do Was obojga.

Sztafeta obowiązków może być wsparciem logistycznym.

Nie musi być wsparcie psychicznym, duchowym.

I to jest ważne rozgraniczenie.

Na nic zdadzą się Wasze podziały obowiązków. Na nic Wasze starania, żeby wszystko świetnie grało. Na nic to wszystko, jeśli zabraknie wsparcia. Bo co z tego, że ten mąż Ci te zakupy przywiezie – skoro nigdy nie spyta, jak Ci minął dzień? Skoro widzi, że się z czymś miotasz ale tak zwyczajnie go to nie interesuje? Skoro trzyma się swoich obowiązków i ani odrobinę ich nie przekroczy, widząc ile na głowie masz Ty? Przykład? Proszę bardzo, przykład! Macie ustalenia, że wieczory ma dla siebie, mecz, film, coś tam. Ty masz akurat deadline w swojej pracy (bo na przykład pracujesz podobnie jak ja, jesteś freelancerem i praca z domu często rozlewa się na całą dobę). I kiedy walczysz z dzieckiem/dziećmi, pracą, swoimi przyziemnymi obowiązkami, nie masz czasu zjeść ani nic zrobić ponad najpilniejsze – czujesz się bezsilna i opuszczona. Bo on siedzi na tej swojej kanapie, ogląda ten film i jakby Cię nie widział. Poprosisz o reakcję, uzyskasz w zamian lekceważenie, ewentualnie bylejakość.

To nie jest wsparcie.

Gdy przemawiają ważni ludzie, albo ci odnoszący jakiś sukces – często dziękują swoim bliskim. Fajnie jest mieć ich wsparcie, prawda? Ale tutaj też łatwo o pozory. Fajnie się mówi: my wspieramy! A później okazuje się, że do wsparcia to nie tędy droga. Bo nigdy nikt nie zapyta, jak Ci idzie. A na Twoje słowa o czymś, co dla Ciebie ważne – następuje zmiana tematu. Bo pozostajesz kimś niezauważonym. Pytają Cię o dzieci, kiedy przyjedziecie, czy wnuki pamiętają o nich, i tak dalej. Wszystko i wszyscy są ważni, tylko nie Ty. Bo troszczysz się, pytasz, poświęcasz czas i uwagę ale tak naprawdę… Ciebie nie wspiera nikt.

W czasach mediów społecznościowych doskonale można to dostrzec! Rodzina, przyjaciele, bliscy, znajomi – wiedzą o naszej działalności, firmie, przedsięwzięciu, blogu czy czymkolwiek innym, na czym nam zależy. Obserwują (albo i nie obserwują nawet, zaglądają jedynie z ciekawości – nieważne, że codziennie) ale… nie angażują się. Przeglądają zdjęcia, posty, podpatrują Stories ale nie zostawią reakcji, komentarza, NIC. Nie kosztowałoby ich to kompletnie nic. Jednak takie serduszko czy lajk – to znak, że Wam kibicują, że są, że wspierają. To również dodatkowa siła sprawcza. Bo ktoś z ich znajomych, może taką reakcję zobaczyć a o Waszej ofercie pojęcia nie miał. Może się więc pojawić nowy klient czy odbiorca. Dzięki temu kliknięciu. Czemuś, co ten ktoś ma zupełnie za darmo…

Podglądanie z ciekawości nie jest wsparciem.

Idźmy dalej. Myśleliście kiedyś, jak wygląda wsparcie w danej branży? Oczywiście każda charakteryzuje się zupełnie innymi realiami, prawda jednak jest nieco brutalna: trudno o bezinteresowne wsparcie. Jakiś czas temu popełniłam z koleżanką z branży ślubnej, tekst na ten temat: #girlpower w branży ślubnej – wszystko, co trzeba wiedzieć o wsparciu w kobiecym biznesie | okiem wedding plannerki i w nim zawarłyśmy sporo wątpliwości i uwag. Teoretycznie w temacie naszej branży, w praktyce dotyczących wielu innych. Bo tyle się mówi chociażby o #girlpower, prawda jednak często mija się z tą wielką, mityczną wręcz, energią.

Mało który większy (zasięgowo lub pod kątem ilości followersów) bloger, udostępni coś tego mniejszego blogera. Bo nie ma w tym interesu. Większego, owszem – udostępni. Bo pokłada w tym nadzieję, że ten większy o nim wspomni i przyprowadzi nowych obserwujących. Brutalna prawda. Przejechałam się na tym już kilka razy. Osobiście rzadko kiedy zastanawiam się nad zasięgami osoby, której post czy coś tam, udostępniam. Na moim Stories w zasadzie nie ma dnia bez kogoś. A to czyjś mem, a to czyjaś zbiórka, a to czyjeś zdjęcie z ważnym przesłaniem pod nim. Nauczyłam się również pilnować, żeby tym inspirującym albo zwyczajnie mi bliskim – zawsze zostawić serduszko i komentarz, wejść w dyskusję z innymi komentującymi. Dla mnie to pięć sekund na komentarz, dla twórcy – zasięg i odzew. Wracając do przykładu: kiedyś pewna duża blogerka zaczęła dużo mówić o hejcie. Okej, wielu teraz o tym mówi. Jednak ona zadawała w Stories pytania, na które odpowiedzi zawarłam wcześniej w swoim artykule. Podesłałam linka, zagaiłam. Odczytała, nie odpisała. Po jakimś czasie znów poruszyła temat. Znów zagaiłam, zalinkowałam. Znów odczytała i… nic. Odpuściłam. Innym razem zależało mi by pewien tekst dotarł jak najdalej, zatoczył jak najszerszy krąg. Napisałam do kilku większych twórców, których znam, regularnie komentuję i udostępniam. Z drobną prośbą udostępnienia w Stories, skoro mają opcję #swipeup. Do dzisiaj udostępnienia nie było. Żadnego z tych czterech próśb.

Ciężko zdobywać świat w pojedynkę.

To myśl, która towarzyszy mi od Spotkania Świadomych Blogerek. Podczas panelu dyskusyjnego, miałam okazję posłuchać bardzo merytorycznej dyskusji czterech kobiet: Katarzyny Bednarskiej z malcolection.pl, Agnieszki Sowy-Wlazły (ze sleepyowl.eu), Agnieszki Świtały (Sofa Art) oraz Katarzyny Dolak-Mazurek (Miłosne prawo jazdy). W temacie samych prelegentek – szlafrok i małą czarną, mam już wybrane, książka jest na chciejliście a krzesło do biura na kiedyś, upatrzone. 🙂

Tak jak napisałam wyżej – podczas dyskusji padło stwierdzenie: ciężko zdobywać świat w pojedynkę. Bo przy prowadzeniu marki jednoosobowej, szalenie ważne jest wsparcie bliskich. Jeśli mielibyśmy być ze wszystkim sami, rosłaby jedynie frustracja. A to już zdecydowanie ta gorsza droga. Zdecydowanie nie ta, którą chcielibyśmy podążać tak naprawdę. Wierzcie lub nie. O wielkiej wadze kręgu wsparcia, przekonuję się na każdym kroku. Wiele jestem w stanie udźwignąć sama, czasami jednak potrzebuję opieki nad dziećmi, przeniesienia gigantycznych paczek czy słów: robisz to dobrze.

Nie musimy dźwigać na swoich barkach całego świata. Proszenie o pomoc jest czymś absolutnie świadomym.

Wybaczajmy sobie własne błędy, zadawajmy dużo pytań i udzielajmy odpowiedzi. Szczerze dzielmy się wiedzą (tutaj zapraszam przy okazji do #markowaniedziela, czyli mojego nowego projektu), doradzajmy, inspirujmy siebie i innych. Kobieta sukcesu nie równa się bogactwu materialnemu. Kobieta sukcesu to ta, która umie czerpać i dawać, która jest świadoma i pewna siebie. A ta pewność siebie wywodzi się ze wsparcia, którego potrafi szukać. 

Zdjęcia: Lady Amarena Photography

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

PS Spotkania Świadomych Blogerek to najbardziej wartościowe wydarzenie tego typu. Nie umywa się do wielkich festiwali czy vipowskich warsztatów. Kameralnie, inspirująco, w mocno przemyślanym składzie. Moje małe wielkie marzenie (jedno z niewielu okołoblogowych) to prelekcja właśnie tam. Nigdzie indziej nie cieszyłaby tak mocno. A już niebawem pełna relacja z wydarzenia! Bo jest to temat zbyt obszerny by wyczerpać za jednym razem.

Napisane teksty 193

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj też

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: