Blog powstał… 5 lat temu. Tak, dokładnie. 13 stycznia 2015 roku pojawił się tutaj pierwszy tekst, którego w tym momencie nie sposób przeczytać – w maju 2020 serwery zawiodły i całość dotychczasowych treści, została zaprzepaszczona. Ci najwierniejsi czytelnicy jednak doskonale tamten tekst pamiętają. Samodzielna mama, z niespełna trzymiesięcznym dzieckiem u boku. Zaczynałam od nowa. Tak, jak przyszło mi zaczynać jeszcze niejednokrotnie, w różny sposób, na różnych płaszczyznach. Zaczynać od nowa warto umieć. I ja się tego nauczyłam, o czym niejednokrotnie pisałam tutaj.

Przeskakując nieco w czasie, od tego 13 stycznia 2015 – wskoczmy już do maja 2020. I tutaj mamy już mamę dwójki dzieci, kilka miesięcy temu dołączyła do nas córka. Mąż inżynier na etacie i ja: freelencer copywriter dla (nie tylko) branży ślubnej i wedding planner w jednej osobie. To trzymiesięczne wówczas niemowlę, aktualnie jest rezolutnym, przepełnionym energią i kreatywnością przedszkolakiem. Porzuciliśmy życie w mieście, osiedliśmy na wielkopolskiej wsi i to tutaj jest nasze miejsce na ziemi.

Kreuję piękne śluby, projektuję teksty i uczę się wciąż czegoś nowego.

Certyfikowany wedding planner, absolwentka gdyńskiej Wytwórni Ślubów.  Właścicielka powaszemu.pl, redaktor slubposwojemu.pl oraz portali ślubnych, twórczyni oficjalnego hashtagu #robimyniemożliwe oraz #róbmyrazemniemożliwe – bo niemożliwe dla mnie nie istnieje. Autorka e-booków ślubnych, prowadząca warsztaty przedślubne dla narzeczonych, konsultant ślubny dla biznesu. Piszę o ślubach. Robię śluby. Upraszczam skomplikowane, obalam absurdy, wyszukuję historie i współtworzę je, puszczając dalej w świat.

Uwielbiam piękno detali. I minimalizm. Udowadniam, że to się absolutnie nie wyklucza. Kilka lat temu zakochałam się w #capsulewardrobe i tworzę ją na swoją miarę (cykl #30ubrań), nie mieszcząc się w szablonach – ale inspirując się nimi, w sposób zgodny z moimi potrzebami. Kocham książki. Mam niekończące się listy takich do przeczytania i skrupulatnie je kupuję, po przeczytaniu zostawiając na półce tylko te najbardziej wartościowe. Prezentuję je w cyklu #markowaniedziela na Instagramie, zwracając uwagę na ciekawe tytuły w rozmaitej tematyce: głównie garderoby kapsułowej, tworzenia własnej marki, minimalizmu, copywritingu.

Mother-life balance to coś, co odkryłam gdzieś w drodze między rolą samodzielnej matki a własną marką. I ze zdziwieniem stwierdziłam, że stosuję to od dawna, nazywając zupełnie inaczej. Bo wiesz: ja po prostu zwalniam, gdy tego mocno potrzebuję a wciskam pedał gazu i przyspieszam, gdy muszę. Nauczyłam się tak godzić wychowanie dzieci, pracę, dom, własne pasje, czas dla męża i dla samej siebie – że żadna z tych ról nie pozostaje zaniedbana. Każda ma swój czas, są jasne granice ale nic nie jest zepchnięte na boczny tor, gdy potrzebuje uwagi. Nauczyłam się nie mieć wyrzutów sumienia (mało kto potrafi tak z charakteru, większość musi się nauczyć). Nauczyłam się doceniać siebie. I nieważne, czy chodzi o ogranie obiadów na cały tydzień za pięć dyszek, czy spektakularną ilość odsłon jednego tekstu na blogu. Nauczyłam się być z siebie dumna, dbać o swój spokój i bez żalu rezygnować z tego, co mi ciężarem. Nie tłumaczę się z gorszych dni, upadków, wątpliwości i błędów. Wyciągam z tego wszystkiego naukę i czasami się nią tutaj dzielę.

Nie jestem (i nigdy nie będę) blogerką na pełen etat. 

Blog to dla mnie bardzo ważny element codzienności. Między innymi dlatego zdecydowałam się go odbudować po gigantycznej awarii i utracie wszystkich tekstów. Nie byłabym w stanie przejść nad tym obojętnie i zostawić z dnia dzień. Mam już swój system pracy tutaj, swoją rutynę. Dzielę się tymi spostrzeżeniami, które nadają się do publikacji i inspiruję tym, co nie godzi w naszą prywatność. Już na starcie pięć lat temu jasno postawiłam sobie granice i dzielnie ich nie przekraczam. Nie wiążę przyszłości tylko i wyłącznie z blogowaniem, uwielbiam swoją pracę (jedną i drugą!) i mam tak wiele pomysłów i planów, że nie miałabym serca tego zostawić. Na sam blog mam mocno skonkretyzowany scenariusz działania na najbliższy czas i zapewniam Was, że jest nieoczywisty i spójny z moim wizerunkiem zarazem. Szczegóły? Z pewnością zauważycie.

I jeszcze jedno.

Uwielbiam kawę.

Wypij ze mną wirtualnie, rozgość się i podyskutujmy. 🙂