NETFLIX Seriale do kawy, do poduszki, dla relaksu i refleksji

Żyjemy intensywnie. Żyjemy w rytmie slow. Żyjemy po naszemu. Niby skrajności, możliwe jednak do pogodzenia. Miksujemy wychowanie dzieci z pracą dla kogoś i pracą na siebie. Przeskakujemy od wyznaczania celów – do spełniania marzeń. Przez tydzień pędzimy szybko i unikamy rozpraszaczy – by później mocno wcisnąć hamulec. Moglibyśmy żyć bez telewizji, używając telewizora jedynie jako odtwarzacza. Moglibyśmy żyć i bez telewizora. Są przecież różne opcje. Chociażby Netflix, chociażby seriale. Każdy ma wybór, prawda? 

Netflixa mamy już od kilku miesięcy, prawda jednak jest nieco okrutna: oglądamy sporadycznie. Razem prawie wcale. Osobiście czasami włączam za dnia, w tle. Ale to też niezbyt często. Coś tam zdążyłam już  jednak wyhaczyć w gąszczu innych. Coś tam nawet zdążyłam polubić. Czasami towarzyszy mi więc któryś z poniższych tytułów, gdy krzątam się po domu albo łapię moment dla siebie. Bo przypominać chyba nie muszę: momenty dla siebie są ważne. Najpierw aplikujemy równowagę i odpoczynek sobie, później możemy ogarniać świat. Jak w samolocie – najpierw maska dla siebie, później dla bliskich. Jasne? No oczywiście, że jasne. 🙂 

PS Wystarczy kliknąć w każdy tytuł.

Szefowa

Na podstawie książki. Czyli pierwszy plus (w moim odczuciu). Na podstawie książki, która jest oparta na faktach. Czyli kolejny plus (nadal w moim odczuciu). Sophie traci pracę (niezbyt ją satysfakcjonującą, zresztą), postanawia rozkręcić coś swojego. Z malutkiego internetowego sklepiku, zaczyna rosnąć w siłę i z dnia na dzień – staje się własną szefową. I nie tylko dla siebie. Rozwija się w zawrotnym, iście amerykańskim tempie. Tyle w skrócie. Polubiłam jej bezpośredni charakter. Szanuję za każde powstanie po upadku. Doceniam każdą wylaną łzę. Serio, lubię ją. Lubię Sophie. Mam nadzieję na drugi sezon. Netflix nie zawsze wciąga, seriale nie zawsze wciągają. Tutaj się udało.

Polecam zwłaszcza tym, którzy są na swoim – lub pracować na własny rachunek, by chcieli. Również tym, którzy mają szereg wątpliwości przed takim krokiem. Zwłaszcza tym, którzy dopiero zaczynają i wszystko idzie zupełnie inaczej niż zapewniały wyobrażenia. I tym, którzy szukają motywacji do działania. Tym, którzy mają kryzys twórczy i nie wiedzą, co dalej. Każdemu, kto potrzebuje przekonania: dasz radę. Bo tutaj zobaczymy bolesne upadki i iście spektakularne wzloty. Wzruszymy się, zmobilizujemy, uwierzymy. A to wszystko podane w arcylekkiej otoczce.

Pracujące mamy

Trafiłam przypadkiem, tytuł mnie zachęcił, pomyślałam: może znajdę tam kogoś podobnego? Cztery bohaterki, zupełnie różne. W zasadzie w każdej z nich, potrafię znaleźć ułamek swojego odbicia. Niby to tylko Netflix, niby tylko serial. Ale serio – można się momentami utożsamić z którąś z nich. Pamiętacie mój tekst Jak skupić się na pracy, gdy dookoła chaos codzienności z dziećmi? No to właśnie ten serial serwuje nam podobne rozwiązania, możemy obserwować zupełnie podobne dylematy, sztafety i kryzysy.

Oczywiście nie będę spoilerować i rzucać przykładami, gdyby ktoś chciał jednak obejrzeć – polecam z czystym sumieniem! Nie tylko mamom, nie tylko pracującym. Serial bawi, wzrusza, skłania do myślenia i motywuje. Każdy znajdzie tutaj coś innego, każdy jednak – coś absolutnie dla siebie. Niezależnie od sytuacji życiowej.

The letdown

Nie wyszukiwałam, nie szperałam, nie planowałam. Ot, wyskoczyło mi jako propozycja – po obejrzeniu Pracujących mam. Co mogę powiedzieć w takim absolutnym skrócie? Ten jest jeszcze bardziej prawdziwy. Momentami tak bardzo, że aż nie do uwierzenia. Początek? Audrey ma dziecko. Malutkie, wymagające dziecko. Kilkumiesięczne niemowlę. Dołącza do grupy wsparcia dla rodziców. I w zasadzie… tak to się wszystko zaczyna. Mamy tutaj szeroki przekrój różnych typów rodziców, zupełnie różnych trosk i potrzeb. Szczery (do bólu!) zarys postaci współczesnego ojca, współczesnej matki. W sumie zwłaszcza matki.

Przyznam szczerze, że niby oglądałam kątem oka, niby w tle. Kilka razy jednak dość mocno zastanowiłam się nad sytuacją, dylematem, problemami bohaterów. Mimo pozornie lekkiego i przyjemnego przyodzienia, daje czasami porządnie do myślenia. Nie jest płytki, absolutnie. Nie jest tak lekki, jak jego sposób podania. Zwiastun może nieść zupełnie inne wrażenie niż – na przykład – obejrzenie pierwszego odcinka. Polecam sprawdzić na sobie!

You

Tutaj zupełnie odwrotnie wyglądało pierwsze zetknięcie z tytułem. Tyle razy gdzieś przemknął mi zwiastun tego filmu, tyle razy już o nim słyszałam i czytałam. Nie do policzenia! Obejrzałam w końcu niespełna dwa odcinki i… zapomniałam o nim. Wróciłam do niego niedługo później. Szukałyśmy czegoś do pooglądania. I jakoś tak wyszło, że przez kilka dni – oglądany był w każdej wolnej chwili. Do herbaty, do sprzątania, dla zabicia czasu. Ot tak, od odcinka do odcinka. I obejrzane tym sposobem oba sezony. Oglądanie w towarzystwie, pozwala na dyskusje i wymianę spostrzeżeń. Chyba nieco zaskoczę ale… ubawiłyśmy się momentami naprawdę szczerze.

Pomijając wszystkie niepokojące wątki, jest tutaj naprawdę sporo niedociągnięć. W zderzeniu w pozorną powagą danej sytuacji – każda kolejna wpadka powoduje zwyczajną śmieszność. Serial ma mega potencjał. Serio. Mamy tutaj świetne studium tego, jak nazbyt duża wylewność w mediach społecznościowych – może obrócić się przeciwko nam. Mamy tutaj przykład poważnych zaburzeń. Mamy tutaj wiele trudnych tematów i niewypowiedzianych pytań. I naprawdę wielka szkoda, że nie zostało to wykorzystane tak, jak mogłoby.

Przyjaciele z uniwerku

Odkryty przypadkiem. Trochę jak Plotkara, tyle że w wersji: dla dorosłych. Kojarzeni już skądś tam, aktorzy. Całkiem przyjemne widoczki, fajny poziom życia, luksusowe marki i kolorowe drinki. Przyjaźnie, konflikty, problemy i małe wielkie radości. Życie. Po prostu życie. Denerwujemy się z bohaterami w chwilach trudów, cieszymy z ich upragnionych sukcesów, kibicujemy w boju codzienności. Serial idealny w zasadzie dla każdego – bo każdy znajdzie w nim coś w sam raz dla siebie. 

Włączyłam bez przekonania, akurat w dniach kryzysu, gdy tylko nosiłam, nosiłam i nosiłam Małą Szefową. Wyciszyłam i zerkałam raz po raz. Oburzałam się na pewne oczywistości, wzruszałam przy dobrych wieściach i trzymałam kciuki za bohaterów, gdy tego “potrzebowali”. Mimo że ogląda się naprawdę szybko i przyjemnie, momentów emocjonalnych zdarza się naprawdę sporo. Do oglądania we dwoje – idealny na wieczorne dyskusje przy kieliszku wina. Do oglądania solo – idealny do porannej kawy i garści przemyśleń. Również polecam.

5 różnych tytułów, 5 różnych tematów.

Każdy tytuł coś wnosi, każdy – z jakichś przyczyn – jest wart chociaż minimum uwagi. Każdy z nim charakteryzuje się również czymś, co dla mnie jest dość istotne: nie trzeba oglądać ich w ciągłości, w krótkim czasie. Można robić przerwy i ze spokojem wracać. Są jak znajomi, z którymi spotykamy się co jakiś czas i za każdym razem reagujemy podobnie. W jakimś stopniu przewidywalni, nie bez umiejętności zaskakiwania jednak.

Przyjemne spotkania. Seriale na Netflixie. Przyjemne spotkania z serialem na Netflixie. Ot, nic wielkiego. W rzeczywistości jednak każdy potrzebuje czasami relaksu. Nie zawsze mamy możliwość wyskoczyć gdzieś na cały dzień czy chociaż kilka godzin. Czasami mamy pół godziny drzemki dziecka. Najbliżej wówczas bywa kanapa, pilot, Netflix i serial. Przyziemnie, zwyczajnie, po prostu. 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Napisane teksty 193

One thought on “NETFLIX Seriale do kawy, do poduszki, dla relaksu i refleksji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj też

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: