Mamy dziś modę na skrajności?

Bądź zwyczajna. I bądź wystarczająca. Bądź naturalna. I bądź zadbana. Bądź sobą. I używaj filtrów. Bądź świadoma. I miej swoje zdanie. Bądź zmęczona. I pracuj ciężko. Bądź niezwykła w swojej zwyczajności. Bądź wartościowa. Bądź inna niż wszyscy. Bądź podobna. 

Nigdy jednak nie wrzucaj innych do szufladek.

Nigdy nie wrzucaj siebie do szufladek.

Nigdy nikogo nie szkaluj.

Nigdy nie prowokuj do hejtu.

Nigdy nie hejtuj.

Mówimy: każdy ma prawo do własnych emocji, każdy ma prawo do własnych opinii. Mówimy: nikt nie zasługuje na hejt. Mówimy: nigdy nie będziesz sama. Mówimy: akceptacja. Mówimy tak wiele. A później okazuje się, że tylko mówimy. Bo już w rzeczywistości… skaczemy sobie nawzajem do gardeł. Bo ktoś coś powiedział. Bo coś odebraliśmy właśnie tak – podczas gdy ktoś inny odebrał to inaczej. Bo ktoś ma inne zdanie. Bo ktoś myśli inaczej. A ktoś myśli podobnie, jednak jest inny niż my. I tak dalej. Zawsze coś.

Tak piszę dziś na swoim Instagramie.

Oczywiście: nie bez powodu.

Nie znoszę słowa celebrytka, napiszę więc Agnieszka (na Insta @agakaczor) – napisała post. Instagram jak wiadomo – ma określoną ilość znaków w poście do wykorzystania. Nie wyobrażasz sobie nawet, ile razy ważę każde słowo by się zmieścić z przemyśleniami! Nie wyobrażasz sobie pewnie też, jak często dochodzi do błędnych interpretacji zamiarów autora. Nie będę dziś mówić o samej treści posta, samym przesłaniu – bowiem moje osobiste przemyślenia, nie mają tutaj znaczenia.

Dodam tylko zupełnie od siebie, że… jestem kobietą zwyczajną. Dzisiaj siedzę w basicowym kombinezonie i wielkim swetrze, pisząc ten tekst. Od prawie dwóch tygodni nie robiłam makijażu. I teraz w drugą stronę: zawsze mam zrobiony staranny manicure, co miesiąc chodzę na pielęgnację włosów i lubię nosić sukienki. Skąd te różnice? Bo dziś nie potrzebowałam i nie chciałam – włożyć sukienki. Bo lubię być zadbana. Ale nie lubię makijażu w domu. I w zasadzie… tyle w temacie. Ty możesz nie zwracać uwagi na manicure a wręcz przeciwnie: codziennie robić makijaż. I tyle w temacie. Najważniejsze? Działać w zgodzie z własnymi wyborami. W zgodzie ze sobą. Z szacunkiem dla naszej różnorodności. Akceptując wybory swoje i innych. Przecież każda z nas ma wybór. Ja wybieram #milkypink na paznokciach ale nie neguję tego, że ktoś wybiera inaczej. Ty też tego nie rób. Akceptujmy siebie i innych.

Co nauczyło mnie (po raz kolejny) dzisiejsze instagramowe zajście?

Nie umiemy dyskutować.

Nie umiemy pytać.

Post Agnieszki wywołał burzę. Trudno nie zauważyć, od kilku godzin – znakomita większość influencerów kolejno zabiera głos. Lubię mówić o odpowiedzialności społecznej twórców internetowych. I teraz chciałabym zwrócić uwagę na pewien aspekt tej sytuacji, który jest mocno pomijany. Fala komentarzy to bardzo zero-jedynkowe reakcje. Tutaj nie ma miejsca na dyskusję. Tutaj nie ma miejsca na cokolwiek. Jest hejt. Personalnie. Nikt nie mówi o treści posta a bezpośrednio o autorce. A na to nie powinno już być zgody.

Nie akceptujemy siebie.

Gdyby było inaczej – przeszłybyśmy nad podobnym postem, wzruszyły ramionami z myślą To nie o mnie i poklikały sobie dalej. Osobiście wychodzę z założenia, że każdy jest na swój sposób wyjątkowy. Nie byłam o tym przekonana zawsze, długo się tego uczyłam. I doskonale rozumiem, jak taka nauka może wyglądać. Jeśli jednak z jakichś powodów – nie akceptujemy siebie, swoich wyborów, swojego wyglądu i swoich reakcji, dlaczego zakładamy że inni mają tak samo? Dostęp do Internetu – daje nam wolność, owszem. Ale daje nam również możliwość powtarzania czyichś przekonań. Przeczytamy gdzieś: co za idiotka, co ona wie, co ona wypisuje, nic nie osiągnęła, niech się schowa i… powtarzamy dalej. Bez głębszego zastanowienia: czy na pewno tak myślisz? Czy to na pewno TWOJE zdanie? Czy po prostu powtarzasz zdanie kogoś, kto wydawać by się mogło, że ma zawsze rację?

I teraz, żeby była jasność: bardzo uważnie słucham, czytam, obserwuję.

Unikam ludzi, haseł i informacji, które godzą w mój spokój.

Jestem zbyt wrażliwa – by czytać każdą internetową burzę.

Jednak wierzę w ludzi.

I wierzę, że z natury są dobrzy. Dlatego prędzej wytłumaczę sobie, że ktoś niefortunnie ubrał w słowa swoje myśli – niż fakt, że ktoś obrzuca kogoś błotem bez opamiętania. Podobnie jest w tej sytuacji. Chciałabym wierzyć, że Agnieszka nie miała na myśli nawet ułamka tego, co jej się zarzuca. Chciałabym wierzyć, że jej post został nadinterpretowany. Chciałabym wierzyć, że fakt jej zasięgów oraz zasięgów ludzi, którzy zaczęli się wypowiadać – rozpędził machinę, która nie powinna w ogóle zaistnieć. I ta machina teraz pędzi, wsiadają do niej kolejni ludzie. Dopóki ma paliwo – będzie pędzić. Paliwem tej machiny jest m.in. hejt.

Każdy z nas się potyka.

Każdy z nas miewa gorsze dni.

Każdy z nas popełnia błędy.

Ale – uwaga! – nikt nie zasługuje na personalny hejt. Jeśli zawalę coś w swojej pracy albo strzelę jakąś głupotę na Instagramie, nikt nie ma prawa wjeżdżać z personalnymi przytykami. Idźmy dalej. Jeśli ktoś na co dzień mówi o tym, że ma prawo do własnego zdania, jego profil to jego sprawa i w ogóle – nie powinien biec na czyjś profil i… pisać, że ta osoba nie ma prawa wyrażać własnego zdania! Można wyrazić swoje zdanie – z szacunkiem, zrozumieniem, bez obrażania drugiej osoby.

Bywam zmęczona.

Wtedy Wam o tym mówię na Stories albo nie mówię nic, znikam i skupiam się na tym. Bywam zapracowana. Widzicie to. Bywam też w pełnym makijażu, na pełnych obrotach, skupiona na celu. Cenię sobie określone wartości i się ich trzymam. Lubię określone elementy codzienności i o nie dbam. Czytam określone książki. Idę określoną ścieżką rozwoju. Po określone cele. Wciąż jednak… to tylko ja. Życie ma wiele barw, wiele odsłon, wiele możliwych scenariuszy. Nie istnieje jedna właściwa definicja piękna, brzydoty, rozwoju, wartości.

To, że moja definicja jest inna niż Twoja i się z nią nie zgadzam – nie daje mi przyzwolenia na to, żeby hejtować. Może mi się nie podobać Twoja definicja, fryzura, zawód czy umiejętności. Nie mogę jednak oceniać Ciebie. Dyskusja powinna kończyć się na przedmiocie tej dyskusji, nigdy nie powinna jednak iść dalej, w stronę człowieka. Koniec kropka. 

PS I jeszcze jedno, tak już zupełnie dziś od serca: nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Rozejrzyj się. Widzisz je? No właśnie. To też nie jest dobre.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *