Własna marka kontra kryzys w pandemii

Własna marka to rzecz naprawdę trudna. Nieważne, co wszyscy mówią – jest trudno, bywa trudno. W różny sposób trudno. Wymaga to od nas czasu, zaangażowania, wiedzy, kreatywności. To ciągły rozwój. Świat się zmienia, klienci i odbiorcy się zmieniają. Naturalną kwestią jest odpowiedź na te zmiany. Naturalnym więc jest ciągły rozwój i ciągła praca. Dzisiaj jednak nie chcę mówić o typowym rozwoju. Kryzys w pandemii to coś, o czym jeszcze rok temu – nawet bym nie pomyślała. Ale ty również nie, prawda? 

Kryzys w pandemii dopadł większość z nas.

I nie, nie mówię tutaj tylko w imieniu branży ślubnej, do której należę. Mam znajome kosmetolożki i fryzjerki, które były pozamykane ileś miesięcy. Mam ulubione kawiarnie i restauracje, które były pozamykane ileś miesięcy. Mam wśród znajomych również wielu innych różnych przedsiębiorców, którzy byli pozamykani ileś miesięcy. Każda marka odczuwa tą sytuację na swój własny, niepowtarzalny sposób. Nad kimś wiszą kredyty, na kimś innym nie. Ktoś mógł przenieść się do online, ktoś inny nie. Jedni mogą działać na wynos, innym to się totalnie nie sprawdza. Co człowiek, co firma – to historia. W tym roku zazwyczaj, mało entuzjastyczna historia.

Jest trudno.

Wiemy to. Ty to wiesz. Ja to wiem.

Nie mamy nawet gwarancji, że będzie łatwiej.

Najważniejsze na start, co mam ci do powiedzenia: poradzisz sobie w kryzysie własnej marki dopiero w momencie, w którym poradzisz sobie z własnym, tym zupełnie osobistym kryzysem. Dopóki czujesz się kiepsko, dopóki wszystko odbierasz tylko negatywnie – nie sposób będzie dawać sobie jakkolwiek radę biznesowo. Wiem, co mówię! Zapewne przyznasz mi rację, że – nawet z logicznego punktu widzenia – szalenie trudno jest szukać dobrych rozwiązań, pozytywnych stron i motywacji do działania, gdy jesteśmy negatywnie nastawieni do życia, do codzienności. Zwyczajnie w morzu negatywów, brakuje miejsca na jakiekolwiek pozytywy. 

Negatywne informacje uderzają w nas każdego dnia. Nie ma nic złego więc w naszym poczuciu bezsilności, frustracji, smutku. Nie ma nic złego w emocjach. Potrzebujemy jednak przede wszystkim diety informacyjnej. Porządnego filtra newsów. Zwłaszcza fake newsów.

Zapamiętaj to, co teraz przeczytasz: poczucie winy jest ci w tej chwili absolutnie niepotrzebne. Rozumiem wszystko. Osobiście wiosną tego roku, miałam momenty z serii: dlaczego tego nie przewidziałam? Ale co miałam przewidzieć? Wybuch pandemii, zamrożoną branżę, lockdown, zmianę zachowań konsumentów, kryzys w pandemii? Takie zrzucanie na siebie całej winy – tylko nam przeszkadza. Stanowi balast, trudny do dźwigania z biegiem czasu. Musisz myśleć i działać w sposób jasny, nie przysłaniać sobie tego działania właśnie poczuciem winy. Idąc tym tokiem myślenia, zwróć uwagę na jeszcze jedno: poczucie winy z powodu swoich emocji. Masz do nich prawo i one absolutnie nie definiują twojej marki. Prawdopodobnie nigdy nie byliśmy (jako ludzie, jako społeczeństwo, jako przedsiębiorcy) w podobnej sytuacji. Oczywiste jest, że każdy z nas ma wyrobione już określone zdanie o tym, co się dzieje i… masz do tego prawo. Możesz wziąć za swoje stanowisko odpowiedzialność i je upubliczniać, dając znać jednocześnie klientom o tym jak postrzegasz obecne okoliczności. Możesz również zachować te wnioski dla siebie. Oczywiste jest również, że możemy być źli, wściekli wręcz. Zostaliśmy pozbawieni nierzadko (części lub całości) dochodu, postawieni pod ścianą, do tego nasze codzienne przyziemne możliwości – zostały znacznie ograniczone. Akceptuj te emocje, nie wypieraj ich, to nic złego je przeżywać. To naturalne. Nie chcę zabrzmieć jak samozwańczy coach, nie o to w tym chodzi.

Sama przeszłam trudną wiosnę, trudny rok. Ilość realizacji ślubnych, które odbyć się tego sezonu miały – zachwycała mnie przez całą zimę, doczekać się nie mogłam. Ilość realizacji ślubnych, które się odbyły – załamała nie tylko moje plany biznesowe, ale również prywatne. Nie zapominaj, że pracujesz dla zarobku. A bez tego zarobku – wiele tematów musi zostać odsunięte na drugi, czy trzeci plan. I rodzi się frustracja. Rozumiem to. Też jestem zła, zawiedziona. Dzisiaj powinnam być na innym etapie prywatnych planów, jestem na innym. Oswoiłam te emocje, pozwalam sobie na nie. To normalna rzecz.

Potrzebne są ci również kotwice normalności. Brakuje mi poczucia sprawczości. A tobie? Ostatnie miesiące to rollercoaster planów i porażek. Z dnia na dzień, z godziny na godzinę – zmiany. Nieplanowane. Niechciane. Codzienność wygląda zupełnie inaczej, niż przed pandemią. Zupełnie inaczej, niż kiedykolwiek wcześniej. To czynności i działania, które przywracają to poczucie sprawczości, pomagają świadomie, z empatią – wesprzeć się w kulminacyjnych, trudnych punktach zwrotnych.

  1. Przykład? Niemal każde ogłoszenie obostrzeń to jakiś cios właśnie w moje zawodowe plany. Każdorazowo po takich informacjach – idę pisać tekst na bloga. Informacyjny dla branży, dla Par Młodych. Ileś moich planów wtedy właśnie leży w kurzu po wybuchu, upadły zaledwie przed momentem. Ale zrobiłam minimum, które mogłam w tej chwili zrobić.
  2. Przykład następny? Home office nas obojga, maluch i nauczanie zdalne zerówki to taki mix, że czasem ręce opadały. Nim zaczynam walkę z tym chaosem – zostawiam całą trójkę przy śniadaniu, zabieram kawę i siedzę w ciszy na tarasie. Sama ze sobą.
  3. Siedem dni w tygodniu spędzam teraz w domu, pracuję w stu procentach zdalnie. Niedzielne popołudnie to dla mnie czas przygotowywania domu na nowy tydzień. Wysprzątany, kosze na pranie puste, w biurze wszystko przejrzyste i gotowe. Kojący ład w każdym, najmniejszym nawet kącie. Wtedy nie liczy się nic, tylko ja, mop, tempo, wysiłek fizyczny i efekt błysku wszędzie.
  4. Czasami jestem tak przebodźcowana wszelkimi szmerami informacyjnymi, że muszę się wyłączyć. Atakuję wówczas zakamarki, szafki i półeczki, wydobywając zapomniane niepotrzebne przydasie. Pozbycie się zbędności z otoczenia to zawsze dobra rzecz.

W końcu w jakimś stopniu – już się uspokoimy, albo chociaż znajdziemy swój sposób na to ukojenie. Wtedy możemy zacząć szukać konkretnych rozwiązań, szytych na miarę swoich potrzeb i swojej marki. I tutaj ważna uwaga: nie masz się w tym momencie biczować za brak planów awaryjnych. Stało się, już po wszystkim. Teraz wiesz, że ten plan awaryjny mieć trzeba. Stworzysz go dla aktualnej sytuacji a później będziesz mieć już zawsze na uwadze, żeby być przygotowanym na niespodziewane zwroty akcji.

Dla własnego dobra, opracuj więc awaryjne scenariusze dla siebie, nie tylko na teraz. Również na wypadek, gdyby znów coś pokrzyżowało plany. Gdzie i w jakiej roli jeszcze widzisz swoją markę? Co mogłaby dawać klientom w nowej rzeczywistości? Czy to nadal ta sama grupa docelowa, czy może już inna? Jaka forma tych działań?

Musisz mieć również świadomość możliwych dróg. Zarówno tej najbardziej optymistycznej, jak i tej zdecydowanie mniej. Nie wypieraj, nie ignoruj. Przemyśl, zanotuj, rozmawiaj z bliskimi. Jakie możliwe scenariusze, zarówno dobre, jak i złe – mogą się pojawić? Jak na nie zareagujesz, co przyniosą i co zmienią? Świadomość jest kojąca. Czyni cię przygotowanym.

Kryzys w pandemii | strategia

Do zapamiętania na dobry start:

Zrobione jest zawsze lepsze od doskonałego!

Zawsze graj kartami, które masz. Nie trać czasu na ubolewanie o braku innych.

Jako ekspert w branży ślubnej, nie będę się tutaj wymądrzać w tematach mi obcych. Skupię się nie branży ślubnej, pamiętaj jednak że to tylko inspiracja i niezależnie od branży – możesz wydobyć z niej to, co ważne dla ciebie. Być może znajdziesz jakiś mały bodziec, który przerodzi się w wielkie działania. Ślubów nie ma za wiele, równolegle przecież zajmuję się jeszcze redakcją tekstów dla branży ślubnej. Czy tutaj zauważam kryzys? Tak. Zleceń jest mniej. Firmy decydują się na niższe pakiety. Są jednak świadome tego, że za moment może podnieść się poprzeczka u konkurencji i chcą działać również u siebie. Życie z dnia na dzień przeniosło się do wersji online, dlatego to idealny moment by dopieszczać strony internetowe, blogi, social-media, gromadzić publiczność i potencjalnych klientów. Cieszę się, że ta świadomość jest. Serio, to jest ważne.

Jesteśmy zamrożeni. Co możemy robić? 

  1. Jak napisałam wyżej – zadbać teraz o nasz wizerunek i treści w Internecie.
  2. Z pozycji eksperta – edukować. Przykład? Jesteś barmanem, nie masz zleceń na imprezy – patrz: punkt 1, następnie wyrób sobie pozycję eksperta. Organizuj live’y, np. raz w tygodniu ucz nowego drinka. Zgromadź grupę odbiorców. Stwórz e-booka z autorskimi przepisami. Stwórz kurs online. Przykład kolejny? Jesteś fotografem. Reportaży ślubnych jakby mniej, kolejny sezon niepewny. Wyspecjalizuj się w domowych sesjach narzeczeńskich i lifestylowych. Stwórz e-booka dla początkujących fotografów. A może webinary?
  3. Rozszerzyć działalność. Kryzys w pandemii zmusił wiele marek do zwiększenia zakresu działalności. Fotograf może – jak wyżej – zdecydować się na nowe rodzaje sesji. Florysta może zacząć tworzyć dekoracje okazjonalne, dekoracje dla firm, flowerboxy czy kompozycje prezentowe. Wyrzucam te pomysły odruchowo, bez głębszego zastanowienia. Wierzę, że znasz swoją markę na tyle doskonale, że już masz ten najwłaściwszy pomysł.
  4. Wyciągnąć naukę. To ta mniej przyjemna część ale… potrzebna. Najprawdopodobniej kryzys w pandemii – obnażył wszystkie Twoje słabe strony. Niewłaściwą konstrukcję umów albo zbyt lekkomyślne ich nie zawieranie. Nie pobieranie zaliczek lub zadatków. Zbyt niskie stawki. Zaniedbana strona internetowa, oferta. Pomijane social-media. Brak zaangażowanej społeczności.
  5. Wstrzymać mniej pilne inwestycje. Być może nie jest to dobry moment na zamawianie góry nowiutkich ulotek i broszur, skoro nie odbywają się targi ślubne. Podobnie rzecz się ma z wszelkimi gadżetami reklamowymi. Jakiekolwiek wydatki – przemyśl dziesięć razy, nim je popełnisz.

Wierzę wciąż, że wyjdziemy z tego cało. Być może nauczymy się nowej formy działania, być może odrobinę więcej czasu i uwagi poświęcimy sferze online. Niezmiennie jednak mam nadzieję, że dane nam będzie działać na najwyższych obrotach. 

Na ten moment jestem odpowiedzialna za śluby i wesela, których losu nie jestem w stanie jakkolwiek przewidzieć. Na ten moment targają mną różne emocje, które muszę z wielką dbałością otulać w profesjonalizm i poskramiać każdego dnia. Dla dobra moich Par Młodych. Dla dobra usługodawców. Dla dobra siebie i swojego biznesu. 

Trzymajmy za siebie mocno kciuki. Niezmiennie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *