Jak przestać odkładać na później?

Czasami dostaję pytania, zwłaszcza w odpowiedzi na Stories na Instagramie: jak ty to robisz, że robisz tak wiele? Nie uważam bym robiła wiele. Każdy z nas dostaje do wykorzystania takiej samej długości dobę. To od ciebie zależy, jak ją wykorzystasz. Nie było dla mnie najważniejsze nauczyć się, jak tą dobę planować. Absolutnie przełomową okazała się praktyka: jak przestać odkładać na później to, co dla mnie ważne? 

Zawsze powtarzam, że lubię wszystko ręcznie notować. Również pomysły i cele. Przyszedł taki moment w moim życiu, że przestałam akceptować fakt tylko ich zapisywania. Chciałam ich realizacji. Chciałam procesu, który prowadziłby do tych wymarzonych efektów, nie do ich planowania. Wtedy okazało się, że po prostu… niepotrzebnie wszystko odkładam na później. Bo kto powiedział, że nie mogę robić małych kroków teraz – zamiast czekać na wielkie działania kiedyś? 

Jak przestać odkładać na później?

Na początek warto znaleźć powód, dla którego tak chętnie wszystko odkładasz. Być może twoją uwagę odwracają drobne przyjemności, którymi wolisz się zająć. Być może wątpisz w swoje możliwości. Być może perspektywa porażki skutecznie odstrasza. A może po prostu nie do końca wiesz: od czego zacząć?

U mnie było to trochę… wszystkiego. Z jednej strony miałam te cele bardzo konkretne ale wyrzucałam sobie wciąż za małe kompetencje lub możliwości. Mówiłam: jak Mała pójdzie do przedszkola albo jak wybudujemy dom albo jak już będę miała swoje biuro. Absurd, prawda? Zwłaszcza w czasach (i w zawodzie), gdy home office to absolutna norma i większość rzeczy mogę ogarniać z kanapy. Z drugiej strony wydawało mi się, że efekty nie będą tak szybkie jak bym chciała. No i te rozpraszacze. One też były nie bez znaczenia.

Co więc zrobiłam?

Zaczęłam eliminować wymówki i rozpraszacze: 

  1. Moim priorytetem stało się wygospodarowanie miejsca, w którym w każdej chwili mogę przysiąść i zrobić to, co mam do zrobienia. Nie chciałam czekać na nowe biurko, na malowanie, na nowy regał czy wygodny fotel. Stolik i fotel w niedostępnym dla dzieci pomieszczeniu. Tymczasowe biuro. Wchodzę, siadam i pracuję, wszystko na mnie czeka.
  2. Przestałam pracować w salonie. Zapalone świece, przygaszone światła, Netflix w tle i… spadki skupienia. Owszem, przyjemna otoczka dla pracy. Wybitnie jednak rozpraszająca. Siadam w swoim odizolowanym miejscu, pracuję a do salonu idę na przerwę.
  3. Nie zabieram ze sobą telefonu, zostawiam go na półce przed drzwiami. Jeśli jest mi potrzebny – odkładam zaraz po.
  4. Na Instagramie i Facebooku mam ustawiony dzienny limit korzystania, w obu przypadkach to pół godziny. Razem godzina dziennie. Idealnie na wszystkie potrzebne czynności, na błądzenie po omacku – czasu już nie wystarczy.
  5. Nie jem w trakcie pracy. Jeśli wiem, że będę głodna – szykuję sobie kawę i jedzenie najpierw, żeby nie przerywać na wędrówki do kuchni.
  6. Mam wylogowane poczty w czasie pracy. Jeśli w danej chwili się tym nie zajmuję – zamykam skrzynki, żeby mnie nie rozpraszały.
  7. Na stole roboczym mam tylko komputer, dodatkowy monitor, piękną podkładkę i myszkę, ewentualnie kawę i tylko ten materiał, który dotyczy tematu aktualnie przerabianego. Wszelkie oczekujące materiały, książki, plannery – mam za plecami, poza zasięgiem wzroku.

Zmieniłam strategię wyznaczania celów i planowania: 

  1. Każdy nowy pomysł – zapisuję w formie krótkiej checklisty i wykonuję pierwszy krok… od razu. Przykład? Chcę przeczytać 3 książki pewnego autora. Nie zapisuję ich gdzieś tam ku pamięci. Zamawiam, kładę w zasięgu wzroku dwie z nich a jedną zaczynam czytać od razu. Przykład kolejny? Chcę poszerzyć wiedzę w zakresie jednej z moich umiejętności. Wyszukuję odpowiedni kurs, szkolenie czy podręcznik – i zaczynam od razu. Drobnymi krokami, na które realnie pozwala czas ale nie czekam z decyzją na lepsze czasy. Wiem, że każdy moment jest dobry.
  2. Wyznaczam sobie konkretny termin realizacji. Tak samo jak z każdym klientem – ustalam termin, gdy otrzyma materiał, tak robię to sama ze sobą. Zapisuję sobie w plannerze, np. deadline – seria artykułów o X. I mając na uwadze ten realny termin, dążę do tego by się wyrobić i cel osiągnąć. Wówczas działania dostosowuję już do swoich aktualnych potrzeb i możliwości.
  3. Nagradzam się. Nie zawsze i nie za każdym razem. Nie z przesadą. Ale po każdym większym wyzwaniu – funduję sobie na przykład dwa dni offline albo umawiam fryzjera akurat dzień po wyznaczonym terminie finiszu. Głowa odpoczywa od intensywnej pracy, zmiana otoczenia na te dwie godziny również robi swoje.

Jak przestać odkładać na później?

Nie zamiatać piaskownicy.

Mam do napisania bardzo ważny tekst. Minęła szesnasta, moja kolej pójścia do pracy. Mam w perspektywie dwie godziny na wyciśnięcie maksimum słów na klawiaturze, nim pójdę na kolację i kąpiele dzieci. Robię kawę. Szesnasta trzydzieści. Idę, zamykam pokój, włączam komputery. Otwieram planner. O matko! Paczkę miałam spakować. Idę po karton, przy okazji ogarniam schowek, co za szaleństwo: te pudełka w takim nieładzie! Paczka w końcu spakowana. O, nowe książki! No tak, jutro zacznę czytać pierwszą. Jaka ta okładka piękna! O, Instagram. O, trzynaście wiadomości! Odpiszę.

O. Za. Kwadrans. Osiemnasta. Za kwadrans osiemnasta.

Muszę wracać na dół.

Nie zrobiłam nawet kawałka tego, co zrobić miałam. To ten pesymistyczny scenariusz. Co by było, gdyby się powtarzał? Nic. Nic by nie było. Nie byłoby zrobione. Nie byłoby postępów, nie byłoby klientów, nic. Doskonale zdaję sobie sprawę, że w czasie pracy – muszę pracować. Gdybym sobie odpuszczała, płaciłabym srogą karę w postaci… własnego stresu. Dlaczego mam się denerwować, że coś na mnie czeka? Dlaczego sama mam to sobie fundować? Wychodzę z założenia, że moja praca wymaga spokoju, przemyślenia, sprzyjających warunków – zamiast nerwowej atmosfery. Koniec kropka.

Jak przestać odkładać na później? Natychmiast.

Jeśli możesz coś zrobić w mniej niż dwie minuty, zrób to od razu.

(David Allen)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *