Czego nie mówić Parze Młodej?

I stało się. Rodzina i bliscy poinformowani o ślubie. Wtedy zaczynają się zazwyczaj niekończące pytania, uwagi, dobre rady, nierzadko zdumienie czy nawet pretensje. Ludzie nie zdają sobie sprawy, czego nie mówić Parze Młodej? Być może trudno w to uwierzyć – ale dokładnie tak jest.  Przygotowując się do napisania tego tekstu, chciałam poznać różne dziwne uwagi, jakie zdarza się usłyszeć przyszłym nowożeńcom. Wrzuciłam więc post w przedślubnej grupie i dziewczyny chętnie opowiadały, co je spotkało.

Czego nie mówić Parze Młodej?

Mimo że sami nie spotkaliśmy się z aż tak drastycznymi, jak niektóre z nich – to nie raz i nie dwa bywa przykro czy wzbiera w nas złość. To naturalne reakcje. Bo ludzie często nie mają za grosz taktu, naprawdę! I co gorsza – nie zauważają nawet tego! Są jednak takie stwierdzenia czy pytania, które przewijają się niemal zawsze. Coś, czego nie mówić Parze Młodej – naprawdę. To takie must have przedślubnych reakcji otoczenia. 😉

Nie za szybko?

Co w ogóle znaczy: za szybko? Czasami ludziom się wydaje, że z kimś trzeba być dziesięć albo i więcej, lat by dobrze go poznać. Nie do końca się z tym zgadzam. Bo często zdarza się, że minie lat kilkanaście i nagle okazuje się, że ktoś jest zupełnie inny niż wydawało nam się do tej pory. To zaledwie jeden z kontrargumentów dla takiego stwierdzenia.

Sama znam pary, które zaledwie kilka tygodni po rozpoczęciu znajomości, zaręczyły się i zaczęły planować ślub. Znam też takie, które po długim czasie dopiero zdecydowały się na taki krok. Są też takie, które ślubu brać w ogóle nie zamierzają. Można? Można. Podstawą powinno być szczęście, miłość, lojalność – nie tylko papierek czy impreza na sto pięćdziesiąt osób.

 A to mamy przynosić prezenty czy nie?

Pytanie wydaje się być dziwne. Jeszcze dziwniejszy wyda się zapewne kontekst. Bowiem pytanie padło na wieść, że ślub odbędzie się (tylko) cywilny a przyjęcie weselne w kameralnym gronie, jednak z całą weselną oprawą, jakby nie patrzeć. Nikt nie organizuje wesela z myślą o prezentach (chyba) ale jednak pytania tego typu kierowane do Państwa Młodych można sobie odpuścić… Ewentualnie zapytać, jaką formę prezentu preferują, jeśli nie ma o tym informacji w zaproszeniu.

Mnie taka reakcja zdziwiłaby dość mocno. I to bardzo. Bo nie wiedziałabym, co w danym momencie odpowiedzieć – by nikogo nie urazić. A przecież o urażenie kogokolwiek bardzo łatwo, gdy stąpamy po grząskim gruncie ślubnych przygotowań.Czego nie mówić Parze Młodej? Czegoś takiego na pewno.

A ile Was to kosztuje?

Ludzie tak bardzo – ale to bardzo! – lubią, uwielbiają zaglądać do czyichś portfeli. Gdy w grę wchodzi zorganizowanie ślubu i wesela, czasami ciekawość jest tak bardzo nie do opanowania, że niemal na każdym kroku są pytania do granic wścibskie. A ile za talerzyk? A ile sukienka kosztuje? A ile to? A ile tamto? Bardzo często pary nie czują potrzeby dzielić się ze wszystkimi szczegółami ślubnego budżetu. I mają do tego pełne prawo! Absolutne! Takie podejście jednak może spotkać się z uszczypliwością postronnych osób.

Często też na siłę doszukujemy się dowodu na to, że to np. rodzice finansują całe przedsięwzięcie. Wtedy nie obejdzie się bez docinek typu: mamusia i tatuś płacą, to możecie sobie wymyślać – nie to, co my płacący sami za wszystko.

Niezależnie od tego, kto płaci za imprezę – para młoda ma absolutne prawo odmówić odpowiedzi na podobne pytania. Warto uzbroić się w odrobinę taktu i kultury osobistej – i takich głupich pytań po prostu nie zadawać. Oszczędzimy tym samym nieprzyjemnych wrażeń wszystkim. 

 Jeszcze waszego ślubu nam brakowało!

Autentycznie! Naprawdę takie stwierdzenie też padło! Każdy ma jakieś problemy, każdy żyje w innej codzienności, mniej lub bardziej skomplikowanej. I każdy ma prawo pomyśleć coś podobnego. Ale niekoniecznie od razu rzucać takim tekstem, prosto w twarz szczęśliwym narzeczonym! To nic innego jak przelewanie swoich frustracji na innych.

Tyle że w tym przypadku możemy sprawić komuś nie tylko przykrość ale odebrać radość z jednego z piękniejszych dni w życiu. Tak się nie robi i robić nie powinno. Podobne przemyślenia powinny być zachowane tylko i wyłącznie dla siebie. Zawsze można ewentualnie nie przybyć na wesele i uprzedzić o tym nowożeńców. Podobnych uwag jednak nie rzucajmy! Nigdy.

 Będziecie mieć pecha! Nie wytrwacie razem!

Przesądy to wciąż pojawiający się temat, niemal w każdej dziedzinie życia. Do niedawna zmagałam się z tymi okołodzieciowymi, teraz na tapecie mamy te ślubne. Bo ślub oczywiście koniecznie trzeba wziąć w miesiącu z literką R. Bo suknię ślubną Pan Młody powinien zobaczyć dopiero podczas ceremonii. I tak dalej. Podobnych stwierdzeń można usłyszeć naprawdę niezliczone ilości. Czasami bywa to zabawne – do pewnego momentu.

Jeżeli ktoś próbuje wpływać na nasze plany i marzenia a jako argumentu używa podobnych bzdur, wmawiając że w przeciwnym razie na pewno nam się nie powiedzie – jest to po prostu złe i nie na miejscu. Z pewnością są panny młode traktujące poważnie przesądy. Jeśli jednak nie są one brane pod uwagę – nie niszczmy komuś radości z przygotowań przewidywaniem rychłego rozstania! I to na dodatek z powodu wspólnego wyboru ślubnej sukienki.

 Tak nie wypada!

Macie dzieci i chcesz włożyć welon? I białą suknię?! Tak nie wypada! Nie zaprosisz wuja Stasia i cioci Haliny? Tak nie wypada! Gdy człowiek organizuje ślub i wesele – nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – wszyscy stają się znawcami obyczajów. Wiedzą lepiej, co wypada a co nie. I za wszelką cenę starają się wpłynąć na decyzję narzeczonych, “naprowadzić” ich na tą “właściwą” drogę. Nieważne, że nieproszeni.

Niechcący można się dowiedzieć, że w zasadzie nic nie wypada. Odkryte plecy w sukni ślubnej? Trampki zamiast szpilek? Dwie świadkowe zamiast tradycyjnej wersji? I tak dalej i dalej. Nieważne, co by się wybrało lub o czym zdecydowało – znajdzie się ktoś, kto nie dość, że skrytykuje, to jeszcze będzie próbować namówić do swoich racji. Nie dajmy się zwariować! Dzisiaj coś jest oczywiste, wcześniej jednak był ktoś, kto przetarł szlaki dla kolejnych. Ktoś najpierw zaczął nosić eleganckie tuniki na wesele – zamiast klasycznych sukienek. Ktoś najpierw zaczął prosić o zdrapki – zamiast kwiatów. Ktoś najpierw zaczął mówić głośno, że bez disco-polo można się bawić do rana. To, czy będziemy szczęśliwi – wcale nie zależy od deszczu czy też słońca w ten wielki dzień. Ani tym bardziej od koloru naszej kreacji. 

Czego nie mówić Parze Młodej? Nic, czego sami nie chcielibyśmy usłyszeć.

W każdym, nawet najmniej istotnym punkcie z przedślubnej listy – możemy pójść własną, niewymuszoną drogą. Poczynając od listy gości, na pierwszym tańcu czy oczepinach, kończąc. I o to właśnie chodzi! By nie bać się na ten dzień planować wszystkiego pod siebie. Pamiętajmy, że goście nam towarzyszą ale nie dyktują warunki. Pamiętajmy, że to przede wszystkim nasz dzień i w tym wszystkim pamiętajmy jeszcze jedno, dla wielu oczywiste: nie da się dogodzić wszystkim. A dzień własnego ślubu to moment, gdy dogadzamy sobie. Koniec kropka! 

____________________________________________________________________

Piszę o ślubach.

Upraszczam skomplikowane, obalam absurdy, wyszukuję historie i współtworzę je, puszczając dalej w świat. Wedding plannerka z zawodu, blogerka z zamiłowania. Ten cykl to zaledwie namiastka tego, co mam do przekazania. Na wszelkie okołoślubne pytania i wątpliwości, odpowiedzi można znaleźć tutaj: 

slubposwojemu.pl 

Z kolei na Instagramie można podglądać śluby, eventy i sesje, zorganizowane przeze mnie osobiście. Wszystkie zdjęcia tam to tylko i wyłącznie moje realizacje, którymi dzielę się ze światem. Zapraszam serdecznie: 

slubpowaszemu

PS Zdjęcie: Lady Amarena Photography, na potrzeby #teampowaszemu <3
Napisane teksty 193

4 thoughts on “Czego nie mówić Parze Młodej?

  1. No coż na początku powiem szczerze
    W ślubne przesady to ja nie wierze.
    I dlatego dużo osób przed mym ślubem mnie stresowalo
    Bo nam się 1 lipca ślubu zachciało.
    Bo wszyscy urlopy poplanowali
    A myśmy niepoważne zaproszenia slubne wybrali.
    Do tego suknie z przyszlym mezem oglądałem
    Och gdziesz ja zdaniem ciotek rozum miałam.
    I wiecie co? Dumna ze mnie dziś jest baba
    Bo wsZystko zorganizowalam sama!
    I wszelkie rady poszły do śmieci
    Bo miałam welon dwumetrowy
    I płaczące dziecię 🙂
    I ślub był wspaniały
    I wesele chuczne było.
    Mnóstwo gości do rana się bawiło.
    I z doświadczenia mogę dziś powiedzieć
    Że najlepiej jest mieć wszystko samemu pod kontrolą a rodzina o wsZystkim od razu nie musi wiedzieć.
    Warto swego serca słuchać i samemu decydować
    Bo niestety moi mili
    Do wszystkich nie damy rady się dopasowac.

  2. Ostatnio tesciowie mocno próbują nas przekonać iż drużba czy druhna nie mogą być zaobraczkowani. My już z tym tematem udaliśmy się do księdza który powiedział: Dlaczego ma mi przeszkadzać że ktoś jest w szczęśliwym małżeństwie? A oni dalej swoje że muszą być wolni, nie mam do nich sił. To nie 40 czy 50 lat temu że się wierzylo w zabobony, a jak powiedziałam że albo ślub albo zabobony to nawet brat pm lat (33) stwierdził że to tradycja a mi ręce opadły.. Wybierzemy kogo będziemy uważać mam nadzieję że nie zrobią akcji widząc zameżne osoby w orszak za nami ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj też

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: