Nie mogę. Bo co sobie ludzie pomyślą?

‘No i co żeś narobił? Zobacz, jak się wszyscy na ciebie patrzą! Co oni sobie pomyślą?!’ Na przystanku stoi matka z dzieckiem. Chłopiec jadł lizaka. Lizaka upadł prosto w kałużę. Popłakał się. Matka? Jak wyżej. ‘Pomalowałaś  usta błyszczykiem? Czy ty wiesz, kto tak robi? Prostytutki. Chcesz tak wyjść z domu? Co sobie ludzie pomyślą?’ Matka kontra licealistka. Stoją w progu domu, gdy ta druga wychodzi do szkoły. ‘Nie zaprosić dzieci na ślub? Pff, co sobie ludzie pomyślą?’ Rodzice znad zaproszenia na ślub. Dzieci jedzą obiad i słuchają.

Słuchają i zapamiętują.

Że nie wypada płakać. Że nie wypada malować ust. Że nie wypada zapraszać na wesele bez dzieci. Tłumaczą to na swój własny, uproszczony sposób: zawsze (absolutnie zawsze!) bierzemy pod uwagę opinię otoczenia. Ta opinia o nas dużo świadczy, kształtuje nasz wizerunek, jest bardzo (!) ważnym wyznacznikiem. Określa, kim i jacy jesteśmy. Musimy więc się mocno starać, żeby mówiono o nas tylko dobrze. Nigdy źle. Nigdy nie narażajmy się na złą opinię. To tyle w telegraficznym skrócie. Co jest najgorsze? Że dzieci, ucząc się świata w taki sposób, nie wiedzą najważniejszego – nie da się zadowolić wszystkich. Jedyni, których jesteśmy zadowolić w stu procentach to… my sami.

Szkoda, że o tym się nam nie mówi.

Bardzo często to właśnie w dzieciństwie mamy okazję nasłuchać się tyle, że umiemy sobie później schrzanić pół życia. Bo kiedyś ktoś nam wmawiał coś, co nie jest warte funta kłaków. Bo ktoś wylewał na nas swoje frustracje i kompleksy, co my braliśmy bezkrytycznie do siebie. Jako pewnik, jako troskę, jako mądrość. Jako coś, czym to oczywiście nigdy nie było. Jako dzieci czy młodzi ludzie, nie musieliśmy tego wiedzieć. Jeśli nie spotkaliśmy na swojej drodze dorosłego, który by nam to wyjaśnił – mogliśmy nie mieć okazji poznać prawdy i zdroworozsądkowego myślenia. W dorosłym życiu mamy szansę nadrobić. Ba! Mamy szansę również naprawić. Zarówno swoje postrzeganie, jak i to kształtujące się u naszych własnych dzieci. Bo szkoda by było zepsuć je podobnie do tego, jak my zostaliśmy zepsuci.

Co ludzie sobie pomyślą? Co mama sobie pomyśli, jeśli nie przyjedziemy na obiad? Co szef sobie pomyśli, jeśli nie spełnimy jego kolejnej prośby? Co goście sobie pomyślą, jeśli na weselu nie będzie dzieci? Co pomyślą sobie znajomi, jeśli przeprowadzimy się na drugi koniec kraju? Co pomyślą sąsiedzi, jeśli kupimy nowy samochód? Co pomyślą rodzice z przedszkola, jeśli zwrócimy uwagę na kłopotliwy temat? Wymieniać można wiele. Przykłady się nie kończą. One zawsze będą. Zawsze będzie można na jednym wdechu wymienić kilkanaście nowych.

Nie pytajmy: co ludzie sobie pomyślą? To już z góry błędne zapytanie. To już absurd na samiutkim starcie. Pytajmy: co ja o tym myślę? Czy to dla mnie ważne? Czy tego właśnie chcę? Czy z tym będzie mi komfortowo? W zgodzie ze sobą?

| mama-sama.pl |

Jeśli nikt nas tego nie nauczył, musimy nauczyć się sami: jesteśmy dla siebie numerem jeden. Świetnym polem do dyskusji jest tutaj… organizacja ślubu i wesela. Na slubposwojemu.pl zawsze powtarzam, podobnie jak i powtarzam swoim klientom: to tylko i wyłącznie decyzja Pary Młodej, jak ten dzień będzie wyglądał. Nikomu nic do tego. Ta zasada idealnie sprawdza się również w każdej innej kwestii. To tylko i wyłącznie nasza decyzja, jak będziemy przeżywać swoje życie. Dopóki nie wyrządzamy tym komuś krzywdy – nikomu nic do tego. Niczyje zdanie nie powinno się liczyć. Niczyja opinia. Bo z opiniami to jest tak, że zawsze znajdą się niepochlebne. Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Słyszeliście kiedyś to stwierdzenie? Tak. Ono jest prawdziwe.

Jak skupić się na pracy, gdy dookoła chaos codzienności z dziećmi? Ten tekst to kolejny przykład na mnogość opinii. Niby nic, niby prosta sprawa: spisałam kilka (subiektywnych) tipów na przetrwanie codzienności pod tytułem mother-life-balance. A jednak coś mocno dyskusyjnego. Bo pod tekstem można było znaleźć zupełnie różne spojrzenia na temat. Zdarzały się argumenty totalnie oderwane od tematu samego tekstu, byleby wbić szpilkę, byleby skrytykować. Coś, co komentującemu – krzywdy nie wyrządza. Coś, co komentującego – totalnie nie dotyczy. Ale taki komentujący rości sobie prawo do mówienia, że ta droga jest zła, że powinnam podjąć inne decyzje, inne działania. Mam czuć, że czegoś nie wypada robić.

Idźmy dalej.

Nie wypada ubierać dziecka w czerń. To usłyszałam kiedyś, gdy Mały Człowiek – w wieku lat dwóch – przemierzał park w czarnym dresiku, w jakiś tam wzorek. Nie wypada mieszkać razem, masz dziecko. To usłyszałam, gdy po długim czasie – zdecydowaliśmy się zamieszkać we troje. Nie wypada zostawiać dzieci na weekend z mężem, żona i matka tak nie robi. To słyszę bardzo często, gdy mówię że akurat w tą sobotę pracuję a na domowym posterunku zostaje mąż. Nie wypada brać konsultanta, to rodzice muszą pomóc. Słyszą moi klienci dość często. Nie wypada iść na wesele w czarnej sukience. Można to usłyszeć na każdej uroczystości w kuluarach, gdy jakaś mała czarna się pojawi. W zasadzie nie ma tygodnia, żebym nie usłyszała: nie wypada.

Można pomyśleć, że miewamy mocno niepoprawne życie.

W oczach innych może i tak. Zawsze, gdy zdecydujemy się w jakimkolwiek stopniu, pójść pod prąd – znajdą się tacy, którzy uznają nas za tych niepoprawnych. Tacy, którzy całe życie byli uczeni o wyższości opinii innych nad naszą własną. Tacy, którzy są być może mocno nieszczęśliwi, dopasowując się do otoczenia i… teraz tą frustrację przelewają na nas, próbując unieszczęśliwić w choć podobnym stopniu. A nuż się uda? A nuż zasieją w nas ziarenko niepewności, wątpliwości? A nuż stracimy swoje przekonanie do życia w zgodzie ze sobą? I teraz ustalmy sobie jedno: iść pod prąd nie oznacza od razu bycie jakimś outsiderem. Iść pod prąd to najczęściej życie i działanie w sposób, który jest poza strefą komfortu i wyobrażeń, innych. 

Ktoś jest święcie przekonany o swojej racji o tym, że czerń zarezerwowana jest na pogrzeby. To samo słyszał w domu, od rodziców i ciotek. Nie włoży więc nigdy czarnej sukienki na wesele. Bo nie wypada. Gdy ktoś inny to zrobi – skrytykuje ten wybór. Bo przecież nie wypada. Nie zastanowi się głębiej. Nie pomyśli nawet, że czerń to elegancja. Że mała czarna to klasyka. Babcia Renia zawsze powtarzała, że czerń to to na pogrzeby. I koniec kropka. Ktoś inny żyje w przekonaniu, że nie wypada żyć bez ślubu. Bo tak mówiła mama, mówiła babcia a wszystkie siostry wzięły ślub zaraz po (szybkich) zaręczynach. Nie będzie więc zbyt długiego narzeczeństwa, mimo że to leży bardzo w jej naturze. Nie będzie mieszkania razem przed ślubem, mimo że podświadomie czuje tutaj coś dobrego. Nie będzie półśrodków. Będzie ślub. Później wspólne zamieszkanie. Wszyscy będą zadowoleni. Gorzej, jak okaże się że nie jest tak pięknie, jak być miało.

O ile w pierwszym przypadku to tylko sukienka, o tyle w drugim stawka jest już o wiele, wiele wyższa. Bo chodzi o czyjeś życie, o czyjeś losy. Dwojga ludzi minimum. Czasami nadmierne przejmowanie się opinią innych ludzi, może mocno zaburzyć nasze postrzeganie własnych potrzeb. Lądują one wtedy gdzieś niżej w hierarchii wartości, mimo że powinny być absolutnym numerem jeden. Przeżywamy życie, dopasowane do pożądanej opinii innych. A moglibyśmy przeżywać je, dla siebie i w zgodzie ze sobą. Byłoby o wiele łatwiej, prawda?

Prościej będzie nam się żyło, jeśli zrozumiemy podstawową prawdę: każdy z nas jest inny. Każdy ma swoje życie, żyje na swój sposób, nie musimy go oceniać ani my nie musimy być oceniani. Żyjmy zgodnie ze swoim systemem wartości. Dopóki nie idzie za tym czyjaś krzywda – nikomu nic do tego, nikt nie może decydować za nas, nikt nie może mówić nam: tego nie wypada. My nie możemy komuś mówić: tak nie wypada.

| mama-sama.pl |

Jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci i do pewnego momentu również za to, czego je nauczymy. W jakimś stopniu kształtujemy małych ludzi i ich postrzeganie świata. Jesteśmy wzorem – to po pierwsze. Jesteśmy nauczycielami – to po drugie. Będąc świadomymi, pewnymi swojej wartości i racji – uczymy ich podobnej pewności. Bo dzieci najlepiej się uczą poprzez naśladowanie, prawda? 🙂 Miejmy więc na uwadze zawsze to, że przy naszej nodze kroczy mały naśladowca, który kiedyś powie: mama, a co ludzie pomyślą? 

PS Nie, nie powie. To już Wasza w tym głowa!

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Napisane teksty 193

16 thoughts on “Nie mogę. Bo co sobie ludzie pomyślą?

  1. Nasze pokolenie to tylko mały fragment ludzi. Większość pokolenia wychowanego twardą ręką, to ludzie jak te ryby bez głosu, z zaburzonym poczuciem własnej wartości, wypierający własne potrzeby, marzenia i pragnienia, bo nikt tych potrzeb nie słuchał i sami nie nauczyliśmy się w siebie wsłuchiwać. Przykre to ale tego nie da się nie dostrzegac.

  2. Mnie przerażają ludzie myślący że wszyscy na nich patrzą. Przykładowo siedzimy w knajpie i kelnerzy za barem rozmawiają i się uśmiechają. A mój towarzysz na to że na sto procent śmieją się z niego…

  3. Ludzie są świecie przekonani że mogą wyrazić swoje opinie wszędzie i wszystkim. Więc nie zostawią pozytywnego komentarza gdy coś im się podoba ale będą czekać i szukać do wbicia szpili gdy nadarzy się okazja. Nie odpowiada tematyka? Nie czytaj i nie obserwuj i już. Osobiście poznałam autorkę w wielu rozmowach. Wystarczy czassami odpowiedzieć na jakąś relację wejść w rozmowę i poznać tą druga osobę. Ocena kogoś i jego życia na podstawie tekstu o czymś innym to glupota. Często wchodzę w rozmowy z tworcami internetowymi i polecam to zamiast bicia piany.

    1. Wiesz co daje mi jako takie podstawy do wyciągania wniosków? Właśnie to, że z autorką już się poznaliśmy.
      I stąd moja wnioski. Ale już niejednokrotnie było tu powtarzane, prawda? Blog jest pokazaniem tylko części życia

      1. Napisałam do Ciebie mejla, nie mam pojęcia tylko na który z używanych przez Ciebie mejli powinnam, celowałam w ten ostatni. 🙂
        Blogi to zazwyczaj ledwie ułamek życia, owszem. Jednak własne zdanie czy opinia, nie muszą być ściśle zespolone z życiem. Artykuł czy post w social-media to również ledwie ułamek tysięcy przemyśleń, których doświadczamy codziennie.

        Cieszę się, że wynikają dyskusje.
        Jeśli się znamy, wybacz ale po adresach mejlowych czy pseudonimie – nie skojarzyłam kompletnie.
        Pozdrawiam ciepło!

  4. Z jednej strony mocno podkreślasz, że nie należy się przejmować opinią innych, z drugiej tak mocno bije żal o jakieś stare sprawy. Powtarzasz w kółko te same argumenty, przytaczasz sytuację i chwile, które dotyczą ciebie (to naprawdę nie jest problem odczytać). Gdyby to była prawda, gdybys tak bardzo szła pod prąd, gdyby to tak łatwo działało, czy nie lepiej byłoby to zostawić za sobą zamiast rozgrzebywać przy okazji postów w prawie każdej tematyce?
    Domyślam się, że uznane to zostanie za hejt. Bo każde odmienne zdanie uznawane jest tutaj za hejt (nigdy, ale to nigdy nie czytałam u Ciebie czegokolwiek o krytyce skierowanej w Twoja stronę, czego nie nazwałbyś hejtem czy podcinaniem skrzydeł). Ale czy nie lepiej byłoby, zamiast się nakręcać, żyć w zgodzie z ideą, która próbujesz tu przeforsować?
    Inną rzeczą jest brak akceptacji stylu życia innych, o ile różni się od tego, który dopuszczasz dla siebie. odmienne zdanie traktujesz jako coś złego. Nie innego, złego. I mocno to podkreślasz. Choć pisząc dziś o szybkich ślubie czy zamieszkaniu razem czuć lekka hipokryzję.
    Jestem gotowa na fale komentarzy czytelniczek, które zlinczują mnie, bo śmiem się tu odzywać. Ale nie do nich kieruje te słowa, a do Cienie. Nie ma tu nienawiści, nie ma hejtu, nie ma bezpodstawnej krytyki. Jest bardziej ciekawość, po co oszukiwać sama siebie. I ja wiem “świat tutaj przedstawiony nie jest całym Twoim życiem i to tylko część Was”. Ale skoro ta mała część nie łączy się w całość, to jak bardzo chaotyczna musi być reszta?

    1. Jest łatwo odczytać – bo dość jasno napisałam, które przykłady są “moje”. 🙂

      ‘Nie wypada ubierać dziecka w czerń. To usłyszałam kiedyś, gdy Mały Człowiek – w wieku lat dwóch – przemierzał park w czarnym dresiku, w jakiś tam wzorek. Nie wypada mieszkać razem, masz dziecko. To usłyszałam, gdy po długim czasie – zdecydowaliśmy się zamieszkać we troje. Nie wypada zostawiać dzieci na weekend z mężem, żona i matka tak nie robi. To słyszę bardzo często, gdy mówię że akurat w tą sobotę pracuję a na domowym posterunku zostaje mąż. Nie wypada brać konsultanta, to rodzice muszą pomóc. Słyszą moi klienci dość często.’

      Nie mam nawet podstaw by napisać “świat tutaj przedstawiony nie jest całym moim życiem i to tylko część nas” bo tekst ten w żaden sposób nie jest związany z nami. To temat, który rzucił ktoś gdzieś, zebrałam przemyślenia i je tu spisałam. Większość teksów nie jest stricte powiązana z nami, blog nie jest dziennikiem, gdzie wszystko jest 1:1 nami. Ten tekst, jak i wiele innych – to po prostu interpretacja danego tematu, zgodna z moją opinią.

      Hejt. Nigdy nie napisałam bezpodstawnie nikomu zarzutu hejtu. Nawet w przytoczonym wyżej niedawnym tekście, gdzie dyskusja była szeroka – w komentarzach można znaleźć moje wpisy, że nie widzę tam hejtu ale zwyczajnie nie zgadzam się z czyjąś opinią tak, jak ktoś nie zgadzał się z moją. Wiem, że teraz “hejt” to częsty argument ale ja go nie używam, gdy nie ma takiej potrzeby.

      Nie napisałam też, że zawsze i wszędzie idę pod prąd. I nie napiszę. Wielokrotnie powtarzam, że grunt to równowaga i umiejętność dostosowania do siebie i sytuacji. Hipokryzja? Dlaczego? Jeśli ktoś będzie chciał szybki ślub – to go zorganizuję. Sama takowego nie wzięłam ani bym nie wzięła. Zamieszkanie razem? Uważam akurat, że jest konieczne przed ślubem. I tutaj zdania raczej nie zmienię.

      Doszukiwanie się drugiego dna za każdym razem i szukania związku z życiem codziennym, nie ma najmniejszego sensu.

      1. Nie do końca zrozumiałaś mój komentarz. Ale nie będę drążyć, może do niego kiedyś wrócisz, może pojawi się refleksja.
        Mimo to nadal uważam, że bardzo wybiórczo traktujesz świat. Każda postawa inna od Twojej jest zła, niedobra i przynosi tylko niekorzystne efekty. Dla każdej postawy szukasz wytłumaczenia w przeszłości, w relacjach z bliskimi. A uwierz mi, tak nie jest. Czasem ktoś sam sobie wykształcił takie a nie inne poglądy, pomimo otoczenia i jego wpływów można wyciągnąć wnioski (to tylko wnioski, mogę się mylić i wiem o tym) że nie miałaś większego wsparcia w swojej rodzinie. Takie argumenty silnie biją z Twoich tekstów i jest to zwyczajnie przykre. Ale nie możesz ciągle wysnuwać wniosków, że każdy tak miał. Jasne, wiele przypadków postępowań jest podświadomych, nabytych gdzieś na przestrzeni lat. Ale są i te świadome, przemyślane. Nawet jeśli dla Ciebie kontrowersyjne czy złe. Walczysz, by nie oceniać, by nie stawiać diagnoz na podstawie małej ilości danych, a mimo to oceniasz. A tak naprawdę masz rację – dopóki dana psotawa nie krzywdzi nikogo, może istnieć.
        Co do przytoczonych słów o hejcie. Na blogu jesteś bardziej wyważona. Na Instastory czasem ponoszą Cię emocje bardziej.

        1. W tekście nawet nie jest wspomniane, kto w danym przykładzie – podobne stwierdzenia wystosował. Wyciąganie więc zbyt pochopnych wniosków jest trochę… wróżeniem z fusów. Zwłaszcza że ledwie cztery są “moje”, pozostałe są powyciągane z książek, filmów i fejsbukowych grup. Gdyby każdy, absolutnie każdy tekst, opierał się na własnych doświadczeniach, z wyłączeniem przemyśleń o doświadczeniach innych – trudno byłoby o różnorodność. Nie musimy czegoś przeżyć by umieć wysnuć wnioski. A wnioski nie są od razu oceną. Nie piszę również nigdy, że KAŻDY tak ma i ZAWSZE tak jest. To przykłady, refleksje, wnioski. I zawsze wszędzie powtarzam, że każdy jest inny.

          Nigdy też nie mówię, że każda postawa inna jest zła. Są wyjątki, w których nie widzę (podobnie jak wielu) innych odpowiednich postaw, jednak są to tematy zawsze opisywane w sposób jasny. I wówczas już mowa o postawach krzywdzących, dla których akceptacji być nie powinno.

          Pozdrawiam i zachęcam do rozmowy, wystarczy napisać mejla.
          Miłego dnia!

    2. Łał! Lincz! Tak od razu? Podziwiam ludzi. To trochę jakby wyszukiwać artykuły w sieci i atakować autorów o ich treść ze stopy prywatnej. Bo np ktoś napisze artykuł o tym że niektórzy mają prawo nie chcieć mieć dzieci a prywatnie je ma. Od razu jest niewiarygoodnym? To że ktoś pisze o czymś nie znaczy od razu że pisze o sobie. Strasznie smutny jest taki odbiór. Gdybym robiła swoje i miała takie komentarze to bym chyba zwatpila w sens pisania. Nie hejtuje ani nie linczuje ale nie moglam nie napisac nic. Obserwuję cię od początku i ciesze się że nie piszesz w kółko o tym samym jak większośc i ze,trudno tu o tablicę reklamową. Doceniam!

      1. Blog to dla mnie środek do celu, nie cel sam w sobie.
        Miałam okres, w którym dużo pisałam dla reklamodawców, jednak zawsze ubierając to w swoją codzienność.
        Teraz jeszcze staranniej dobieram współprace, tylko i wyłącznie na zasadzie: co mogę polecić sama sobie, polecę i Wam.
        Dziękuję za zauważenie tego drobiazgu! <3

      2. Lincz? Serio?
        Jeśli wyrażenie własnego zdania i jakiekolwiek wyciąganie wniosków nazywane jest tutaj linczem, to tak. Może też być lincz.

  5. Często też jest tak że mamy zupełnie inne życie dla ludzi a inne dla siebie. W pracy czy w Internecie inni a dla rodziny inni. Ponieważ na zewnątrz opinia ludzi jest ważna ale dla bliskich już nie tak mocno.
    Nie wiemy o Tobie zbyt wiele tak naprawdę ale myślę że obecna mądrość i przekonania to właśnie efekt przepracowania wielu spraw. Oby więcej ludzi nad tym pracowało i brało wnioski bo przecież naprawdę w większości nasze dzieciństwa były pełne “a co ludzie powiedzą”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj też

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: