Chic and the City

Legginsy i koszula? Legginsy i kardigan? A może jednak legginsy to nie spodnie…? Nie o tym jednak dziś. Pierwotnie miała to być po prostu recenzja e-booka modowego Chic and the City, który miał wczoraj swoją premierę. Pracując i pisząc na co dzień dla szeroko pojętej branży fashion – muszę być nie tylko na bieżąco w trendach, co również w publikacjach pojawiających się w różnych miejscach.

I tak, ktoś może powiedzieć: za dużo tego, każdy coś wydaje. A tutaj wchodzę ja i mówię: nieprawda. Postawmy obok siebie cztery influencerki. Każda ma jakąś określoną grupę odbiorców – to po pierwsze. Każda ma jakiś określony styl – to po drugie. Każda ma unikalny sposób przekazywania swoich treści – to po trzecie. I gdy tak zestawimy obok siebie te cztery influencerki a następnie rozpytamy po 20 przypadkowych osób je obserwujących – nagle się okazuje, że te osoby pozostałych trzech nie znają, nie obserwują albo… nie trafia w ich styl i potrzeby. Do czego dążę? Do tego, że każdy twórca ma swoich odbiorców, którzy w pełni świadomie decydują o treściach, po które sięgają.

Jeśli budujemy swoją markę osobistą w konsekwentny sposób, pozostając spójnymi i autentycznymi w tym, co robimy – decydując się na produkt płatny, mamy sporą szansę, że ci odbiorcy będą po niego sięgać. Tyle w temacie. Wróćmy zatem do e-booka!

Opowiem Ci najpierw krótką historię.

Jakoś latem wrzuciłam na swoim Instagramie prostą monochromatyczną stylizację: czarna ołówkowa sukienka z prążkowanej dzianiny, czarne proste klapki i torebka shopper. Nisko upięty koczek, który można zobaczyć u mnie niemal codziennie. I dopisek, że pędzimy na terapię. Wtedy padło pytanie: po co się stroić? Później kilka razy o tym mówiłam, podkreślałam że to dla mnie istotne zachowywać ramy dotychczasowości. Nie wkładam swoich pięknych koszul i wysokich obcasów. Ale ukochane czarne sukienki – już tak. Nie robię makijażu codziennie, nie czuję nawet takiej potrzeby. Ale jeśli mam ochotę – robię to. Dlaczego o tym mówię?

Każda z nas ma inne możliwości.

Każda z nas ma inne potrzeby.

Każda z nas stara się wyglądać inaczej.

Gdzieś w naszej – jakże różnorodnej! – codzienności, staramy się tak dobierać swoje stylizacje, żeby przede wszystkim dobrze się w nich czuć. I tak, jak autorka pisze w swoim e-booku, nie musisz wcale mieć pełnej szafy różnych płaszczy. Jeśli jednak decydujesz się na jeden lub dwa – wybierz takie, które warto wybrać, w których będzie Ci ciepło i będzie wyglądać korzystnie. Sama mam jeden płaszcz! Kupiłam klasyczny, lekko męski fason, w szarym odcieniu – dobry skład, prosta forma. Noszę go do czarnych dżinsów i do sukienek. Do dresów i #emu z rana również! Moja aktualna codzienność to kursy na trasie szkoła-dom-przedszkole-terapia-wizyty-zakupy. Nie spotykam się z ludźmi na żywo, wszystko przeniosłam do opcji zdalnej. Okrycie wierzchnie służy mi na trasie drzwi-auto. Ale równolegle Ty możesz potrzebować ich więcej i to zupełnie naturalne! I właśnie o to tutaj chodzi – o różnorodność, o dopasowanie do siebie, o rozsądne podejście.

Można wyglądać dobrze, wydając mało!

I to jest właśnie główny przekaz, który płynie z treści Chic and the city. Czy wiesz, że kupując t-shirt – warto zwrócić uwagę na dekolt i długość rękawa? A koszule? Czy wiesz, jak wybierać koszulę by wyglądać w niej świetnie? Na co zwrócić uwagę? Jaka powinna być? W jakim kolorze?

Osobiście? Mam w szafie ubrania naprawdę świetnej jakości, w dużej mierze upolowane na wyprzedażach – w rzeczywistości jednak służące latami. Nie uważam więc w tym wypadku, aby zakup z sieciówki był czymś złym, jeśli ma służyć wielokrotnie. Mam również w szafie ubrania małych polskich marek, o składzie któremu nie można nic zarzucić, odszywane w ilościach niewielkich. Co je wszystkie łączy? Dobierane z uwagą, w skupieniu na sobie i nigdy bez większej potrzeby. E-book podsunął mi kilka rozwiązań, które już wcześniej chodziły mi po głowie ale potrzebowałam do nich odrobiny odwagi.

  • Gotowe stylizacje – zestawy, które można odwzorować (są od razu linki!).
  • Praktyczne wskazówki, jak wystylizować pozornie bazowe ubrania – z efektem #wow.
  • Odpowiedź na pytanie: kiedy skład jest ważny a kiedy można przymknąć oko?
  • Szczypta inspiracji – i o tym napiszę już niżej.

Jak to jest z tymi inspiracjami?

Bardzo często powtarzam, niezależnie od kontekstu: w inspirowaniu się – nie chodzi wcale o kopiowanie. Dostając do ręki taki e-book, którego część stylizacyjną śmiało można nazwać gotowcem – mamy do dyspozycji narzędzie. Teraz potrzebujemy świadomego wykorzystania go, aby nam posłużył. Przeglądamy swoją szafę, określamy swoje cele. Zastanawiamy się: co chcę zmienić, czego mi brakuje, czego potrzebuję? Bardzo lubię powtarzać, że z książek wyciągam coś zupełnie innego, niż mogłoby się wydawać.

A dziś? W obecnej sytuacji? Z aktualną świadomością? Z uwzględnieniem własnych potrzeb? Wyciągnęłam z tego e-booka dwie nauki dla siebie, choć jedną śmiało można nazwać postanowieniem. O czym mowa? O odwadze. Często powtarzam sobie, że to tylko „na razie” i „póki co”. Zakładam z góry, że kiedyś wrócę do swoich wyjściowych stylizacji, znów włożę ulubione szpilki i będę śmigać cała w czerni pomiędzy spotkaniem a spotkaniem. A co, jeśli nie? A co, jeśli nie będzie „lepiej”? A co, jeśli już zawsze będę wieść tryb życia zbliżony do obecnego? Te koszule i spódnice już na zawsze utkną na tych wieszakach?

Nie chcę tego. Mam w swojej szafie coś koło #3oubrań i doskonale o tym wiesz, jeśli mnie obserwujesz. Dobierane z uwagą, każde chciane i lubiane, każde dobrze na mnie wyglądające. A od jakiegoś roku utknęłam w czarnych dżinsach i sweterku, na zmianę z czarną dopasowaną sukienką. Zabrakło mi odwagi do dotychczasowości, podczas gdy teraźniejszość przestała ją przypominać na wielu polach.

I tak, wiem – to tylko ubrania. Można i tak stwierdzić, oczywiście! Warto jednak pamiętać, że to zupełnie normalne czuć się lepiej, pewniej, gdy prowadzimy spotkanie w ulubionej pięknej koszuli albo sukience. Zwłaszcza, jeśli jest to absolutnie zgodne z naszym stylem, potrzebami. 

Dajmy sobie prawo do wyborów.

I szanujmy wybory innych.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.