Jakie cechy powinien mieć wedding planner?

Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania szerzej o swojej pracy zawodowej i o tym, jakie cechy powinien mieć wedding planner. Osobiście uważam, że akurat w tym temacie edukacja jest bardzo potrzebna. Trochę różne produkcje filmowe, trochę miejskie legendy – nieco zakrzywiają obraz konsultanta ślubnego. Gdybym zapytała teraz dwadzieścia przypadkowych osób o rolę wedding plannera chociaż w dniu ślubu i wesela, może dwie – góra trzy – podeszłyby do tego z entuzjazmem albo chociaż zainteresowaniem. Reszta rzuciłaby coś w stylu: niepotrzebne, fanaberie, dla bogaczy, etc. Bo tak wyglądają reakcje w większości sytuacji. 

Prawda jednak jest taka, że praca wedding plannera to o wiele bardziej złożony proces niż te pokazywane w komediach romantycznych. O specyfice tego zawodu pisałam już na swoim blogu ślubnym, odsyłam więc tam:

Komu potrzebny jest wedding planner?

Co robi wedding planner w dniu ślubu?

A jakie cechy powinien mieć wedding planner?

Absolutnie najważniejsza jest (pewnie nie zaskoczę cię tutaj, prawda?) doskonała organizacja czasu i pracy. Nie trzeba być perfekcjonistką w każdym calu od urodzenia i już jako siedmiolatka tworzyć nienaganne checklisty, odhaczane z lekkością. Organizacji można się nauczyć. Trzeba ćwiczyć, dużo ćwiczyć. Nie wszystko przychodzi od razu. Kiedyś tylko pracowałam, miałam dwa etaty. Jeden pozwalał mi się utrzymywać, drugi rozwijać. Później pracowałam i studiowałam. Następnie, pracowałam, studiowałam i wychowywałam sama dziecko. Kolejno doszedł do tego blog i kolejny etat. Jeszcze później praca, wychowanie, studia i blog – musiały pogodzić się z codziennymi treningami. Następnie dorzuciłam przygotowanie do zawodu wedding plannera.

Zauważ, że ilość obowiązków wzrastała stopniowo. Nie obudziłam się któregoś dnia z dwoma blogami, trzema markami, pracą redaktorską dla klientów, zawodem konsultanta ślubnego i dwójką dzieci na pokładzie, z perspektywą kolejnych studiów – bo moje wykształcenie wciąż będzie wymagać… dokształcania, jeśli będę chciała je wykorzystać. A będę chciała. Bo i na to mam pomysł. I to też pewnie przyjdzie stopniowo.

Jeśli dawkujemy sobie ilość obowiązków w sposób skrojony na miarę naszego temperamentu, możliwości i chęci – zdecydowanie łatwiej będzie nam wspinać się na wyżyny organizacji. Nauczymy się radzić sobie z dzienną checklistą 5 pozycji, z czasem bez problemu będzie więc to mogło być 7 pozycji, później 10. Każdy od czegoś musi kiedyś zacząć. Niech na początek będzie to na przykład: poranna rutyna. Wstawaj godzinę wcześniej i odhaczaj jedno ważne zadanie, drugie realizuj zawsze przed snem. Po jakimś czasie dołóż do tego trening trzy razy w tygodniu, o określonych porach i długości. Traktuj te wszystkie plany jak spotkania – muszą się odbyć o zaplanowanej porze i mieć określony rezultat, w postaci zrobionego czegoś tam.

Wedding planner musi doskonale organizować nie tylko swój czas i pracę ale koordynować również pracę wielu innych ludzi. Umiejętność organizacji czegoś, na co składa się mnóstwo elementów, osób, miejsc i czynników – to już naprawdę wyższa szkoła jazdy. Co nie oznacza od razu, że nie dasz sobie rady. Po prostu dobrze się przygotuj i… trenuj!

Wedding planner powinien czerpać z kreatywności.

Nie musisz być wulkanem pomysłów, który wybucha kilka razy na dobę i zalewa wszystko dookoła gorącymi falami unikalnych idei. Tak jak organizacji można się zwyczajnie nauczyć, tak w przypadku kreatywności – wystarczy znaleźć swój sposób by się inspirować. Od czego najlepiej zacząć? Przede wszystkim zbieraj inspiracje. W czasach takiego dostępu do Internetu – nie jest to trudne. Mamy Instagram, mamy Pinterest, mamy nieskończone ilości blogów i kont do obserwowania. Zapisuj i porządkuj inspiracje. Czerp z nich, wyobrażaj sobie własne i kreuj pomysły. Mając pod ręką swoje skrupulatnie gromadzone zbiory, zdecydowanie prościej będzie ci tworzyć.

Nie naśladuj bezwiednie innych. Inspiruj się, nie kopiuj. Kreatywność trzeba pobudzać. Bywa uśpiona i czasem nie zdajemy sobie nawet sprawy, ile potrafimy z siebie bezproblemowo wykrzesać.

Kreatywność jest potrzebna w tym zawodzie w bardzo wielu sytuacjach. By przywołać klientom piękną wizję, której oni sami nie potrafili wymyślić. Podsunąć niebanalne rozwiązanie czegoś zupełnie zwyczajnego. Rozwiązać niespodziewane komplikacje w jakiś twórczy sposób. Kreatywność towarzyszy tej pracy w zasadzie zawsze. Najważniejsze jednak, co mogę ci powiedzieć to: podobnie jak organizacji, kreatywności również możesz się nauczyć.

Wykorzystując swoje pokłady kreatywności, mamy szansę stworzyć silną markę. Połączenie specjalistycznej wiedzy (każdy z nas w czymś się specjalizuje, zobacz tylko jak połączyłam copywriting z zawodem wedding plannera) z doświadczeniem, znalezieniem swojej niszy i grupy odbiorców – może przynieść autentyczność przekazu. Tak naprawdę tylko od naszej kreatywności zależy, jak szeroko zakrojone będą nasze działania w tworzeniu swojej marki, zarówno biznesowej, jak i osobistej.

Organizacja i kreatywność.

To już wiesz.

Poczucie estetyki również jest mile widziane.

Dużo mówię o garderobie kapsułowej szytej na miarę swoich własnych możliwości, prawda? To temat zupełnie odrębny niż zawód wedding plannera, jednak… poniekąd związany. Klient obserwując nas w social-media, przeglądając stronę internetową – buduje jakieś wyobrażenie o nas. I teraz wyobraź sobie, że na moim Instagramie widujesz określoną koszulę czy sukienkę. I tak widujesz je na różnych zdjęciach. Kojarzysz mnie z tą szarą sukienką. Decydujesz się na spotkanie i… przychodzę w tej sukience! Twoje skojarzenia, wyobrażenia – znajdują tutaj pełne odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Zamiłowanie do pięknych detali nie musi oznaczać, że otaczasz się przepychem. Jeśli lubisz minimalizm – brawo! Niech to będzie Twój znak rozpoznawczy. Lubisz błysk i kwiaty? Świetnie, niech będzie i tak. Z czym ci się kojarzę? Zadałam ostatnio to pytanie na swoim Stories. Szarości, minimalizm, powtarzalność i… róż. Z tym wam się najczęściej kojarzę. Lubię prostotę, nie lubię nadmiaru. Widzicie wciąż te same dodatki, ubrania. I dokładnie z nimi pojawiam się w pracy, na spotkaniach, na realizacjach. Ta sama teczka, planner, sukienka czy zegarek. W stylizacjach weselnych szukam uproszczonego piękna, to moja dewiza i niemal każdy klient, który przychodzi – wskazuje mi coś z mojego portfolio, co skradło ich serce. I chcą podobnie. Nie zdarzyła mi się jeszcze realizacja ślubna z przepychem przelewającym się w każdym detalu. Przyciągam klientów podobnych do siebie.

I to jest fajne. To jest piękne! Że znajdują u mnie satysfakcję zarówno ci, którzy uwielbiają prostotę, jak i ci chcący  wielkiego przepychu. Ci pierwsi widzą efekty u moich par i chcą podobnego, ci drudzy wierzą, że ich oczekiwania również spełnię. Nie musisz dopasowywać się do jakichś konkretnych ram i wymogów. Musisz znaleźć swój własny sposób. Określić swoje własne znaki rozpoznawcze. I korzystać z nich, na co dzień – w sposób spójny i autentyczny. To, co w social-media i Internecie – przekładać na realia. Nie stosować różnorodności, która jakkolwiek zmiesza odbiorcę. 

Najlepiej byłoby odpowiedzieć sobie po prostu na pytanie: jaką markę chcę stworzyć? Jaka ma być? Jaka ja mam być? Jaka jestem i jak mogę to wykorzystać? Nie zamykać się na swoje przyzwyczajenia, czynić z nich zalety. Jakie cechy powinien mieć wedding planner? Ważna jest przede wszystkim organizacja, kreatywność i estetyka. W swoim własnym, niepowtarzalnym stylu. I to jest najważniejsze. 

PS Dwa tygodnie temu pisałam o kursie na wedding plannera, który rekomenduję: Kurs na wedding plannera w Akademii Wytwórni Ślubów. Zapraszam do lektury, podobnie jak do zapisu na newsletter, w którym będę poruszać temat zawodu konsultanta ślubnego regularnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *