Bieliźniany top | Me Complete

Bieliźniany top towarzyszy mi od zeszłej zimy. O ironio losu, akurat w tą niewdzięczną porę roku pojawił się w mojej szafie i musiał odrobinę poczekać na swoje premierowe wyjście. Od razu jednak wiedziałam, że będę go nosić i nosić. Elegancja i kobiecość zamknięte w ponadczasowej czerni. Prostota wkomponowana w niebanalną koronkę. 

Mój wybór padł na Sex in the city z mecomplete.pl – kwintesencja bieliźnianego topu idealnego. Tak naprawdę nie znalazłam żadnego innego, który w minimalnym choćby stopniu – by mnie zachwycał. A w przypadku topu akurat na tym mi zależało. Na niebanalności i klasie, ujętych w kobiecy urok. 

Ponadczasowy charakter i szyk czerni.

Za co go uwielbiam? Po pierwsze: regulowane ramiączka. Mogę swobodnie decydować o głębokości dekoltu i długości topu. Po drugie: naprawdę spory dekolt na plecach. Ogromna zaleta! Latem mogę zarzucić na niego marynarkę i dzięki niewielkiej ilości materiału na plecach – nie tworzy mi się pod tą marynarką dodatkowa warstwa. Po trzecie: niewymuszona koronka. Jest jej niewiele. Jest subtelna. Wzór, szerokość i dopasowanie do dekoltu – idealnie zgrywają się z prostą elegancją całości. Po czwarte: materiał i jakość wykonania. Cupro i wiskoza. Lejący się, delikatny, przewiewny, nienachalnie połyskujący.

Zimą włożyłam go do sesji zdjęciowej. Sam top, bez bielizny, na wierzch gruby szary kardigan. Zdarzało mi się wkładać go nawet… pod białą koszulę. Brzmi niecodziennie, jednak efekt jest naprawdę oryginalny – zwłaszcza gdy pozostawisz odpięte dwa górne guziki koszuli i koronka nie pozostaje niezauważoną tutaj. Idźmy dalej! Zdarzało mi się kilka razy zestawić go z bordową plisowaną spódnicą i czarną klasyczną marynarką. Tutaj marynarka niekiedy była zastępowana kardiganem. Do spódnicy bywały lordsy, szpilki, botki. Lubię go za to, że zawsze pasuje. Naprawdę zawsze. I zadaje szyku. Nawet zwykłym dżinsom.

Bieliźniany top to idealna baza.

Odkryłam w końcu jego możliwie najlepsze zastosowanie: baza na co dzień. W ciepłe dni uwielbiam go pod marynarkę. Z czarnymi dżinsami i balerinami. Ze spódnicą i cieniutkim swetrem. W zasadzie w każdej możliwej stylizacji. Nawet najzwyklejszy zestaw – zyskuje na efekcie finalnym, gdy t-shirt lub koszulę, zastąpimy właśnie takim topem.

 

Na co warto zwrócić szczególną uwagę?

  • Regulowane ramiączka. To naprawdę istotna kwestia. Regulacja umożliwia dostosowanie poniekąd fasonu topu do swoich potrzeb i każdej sytuacji.
  • Tkanina i jakość wykonania. Nie ma tutaj miejsca na żadne sztuczne materiały. Na rynku są ogromne ilości poliestrowych bieliźnianych topów. Zachwycają ceną i różnorodnością wzorów. Brakuje im jednak wówczas najważniejszego – twojego komfortu. A od komfortu wszystko się zaczyna.
  • Kolor. Jeśli chcesz go nosić często, warto żeby pasował do jakiejś części pozostałych ubrań i świetnie komponował się ze stylem życia. Nie ma sensu inwestować w coś, co nie odpowiada nam kolorystyką.
  • Fason. Osobiście wychodzę z założenia, że najkorzystniej wygląda krój w literę A. Lekko rozszerzony ku dołowi, delikatnie opięty (albo i niekoniecznie) na linii biustu.
  • Długość. Nie ma chyba nic gorszego od zbyt krótkich bluzek! W przypadku topu również ma zastosowanie dokładnie ta zasada. Lepiej by był o centymetr czy dwa dłuższy – niż o tyle samo za krótki.

Wyobraź sobie, że wychodzisz na spotkanie a zaraz po nim – biegniesz na randkę z mężem. Dwadzieścia siedem stopni na zewnątrz, piękny dzień i minimum szans na przebranie się między tymi dwoma punktami dnia. Otwierasz szafę, wyjmujesz czarny bieliźniany top na ramiączkach, dokładasz do tego jasne spodnie i jasną marynarkę. Na spotkanie wybierasz mokasyny, później szybko zrzucasz je i wkładasz sandałki na obcasie. Marynarkę zdejmujesz. I już. Jesteś gotowa.

Cenię sobie uniwersalny charakter tej formy.

I to będę powtarzać po stokroć – trudno o drugie takie ubranie, z którym można zrobić tak wiele, w tak różny sposób. Odwróćmy sytuację. Wyobraź sobie, że mówimy o białym gładkim topie na ramiączkach. Idealny na upały pod marynarkę. Idealny w pojedynkę, zestawiony z jakimkolwiek dołem. Będzie pasować zawsze. Absolutnie zawsze. Wróćmy znów do tego konkretnego: wąski ale dość głęboki dekolt, ubrany w piękną koronkę. Sprawia wrażenie elegancji, gdy trzeba i zmysłowości, gdy tego chcesz.

Podsumowując: dlaczego warto mieć bieliźniany top? 

  • Bez wątpienia jest kobiecy i wdzięczny. Koronka, lekki połysk, odkryte plecy. Uwielbiam go w wersji wieczorowej: z bordową spódnicą midi i czarnymi sandałkami na szpilce.
  • Jest absolutnie basicowy. Z czarnymi spodniami i szarą marynarką – świetnie sprawdza się w wersji półformalnej. Jak widać na zdjęciu.
  • Jest całoroczny. Latem solo, zimą pod sweter (kilkanaście postów wcześniej i taka wersja się pojawiła tutaj). ⠀

Jak wybrać taki top? Na co zwrócić uwagę?

  • Regulowane ramiączka, dzięki czemu regulujemy też dekolt (a to wbrew pozorom bardzo ważne!).
  • Jakość wykonania. Absolutnie nie poliester! No chyba, że lubicie owijać się w plastik.
  • Pasujący do przynajmniej 3 innych ubrań z naszej szafy. Ta zasada sprawdza się zawsze.
  • Kolor jak najbardziej uniwersalny. Czerń, biel, beże. Coś, co sprawdza się konkretnie w naszej szafie. To indywidualna kwestia.

Aktualnie szukam jeszcze jednego topu. Minimalistycznego, w bieli, bez żadnych dodatkowych elementów (nawet bez koronki, jak jest tutaj). Świetnej jakości, na regulowanych ramiączkach, również o kroju trapezowym, lekko rozszerzany ku dołowi. Takiego idealnego pod marynarkę i do szortów też. Takiego, który sprawdzi się przez całe lato i również po nim.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *