Jest pierwsza w nocy. A właściwie już niemal druga. Leżysz od dawna, ale nie śpisz. Najpierw było kolejne wyjście z łóżka. Potem potrzeba przytulenia. Potem pytanie, które akurat teraz koniecznie musiało zostać zadane. Potem rozmowa. Potem kolejna próba zaśnięcia. Potem następna. W końcu zapadła cisza. Ta upragniona, wyczekana, niemal namacalna cisza, na którą czekasz przez calutki dzień.
Wiesz jednak, że nie potrwa długo. Masz może trzy godziny snu. Cztery, jeśli los będzie dziś wyjątkowo łaskawy. O czwartej trzydzieści słyszysz pierwszy dźwięk. O piątej dziecko jest już gotowe na nowy dzień. Ty nie. Twój organizm nie. Twój mózg nie. Twój układ nerwowy nie. Ale to nie ma znaczenia. Dzień właśnie się rozpoczął. Wstajesz. Robisz kawę. I od tej chwili nie jesteś sama ani przez sekundę.
To nie jest metafora. Nie chodzi o to, że dziecko jest gdzieś obok. Chodzi o to, że jest obok nieustannie. Kiedy robisz kawę, mówi. Kiedy przygotowujesz śniadanie, mówi. Kiedy szukasz czegoś w lodówce, mówi. Kiedy próbujesz przeczytać wiadomość, mówi. Kiedy odpowiadasz na maila, mówi. Kiedy idziesz do toalety, mówi zza drzwi. Kiedy wracasz, kontynuuje zdanie rozpoczęte kilka minut wcześniej. Nie ma pauzy. Nie ma chwili zawieszenia. Nie ma momentu, w którym Twój mózg może odpocząć od odbierania bodźców.
Ale to nie jest zwykła rozmowa. To nieustanny strumień słów, pytań, komentarzy, powtórzeń, obserwacji i skojarzeń. Jeśli akurat nie słowa, to dźwięki. Mlaskanie. Stukanie. Pstrykanie. Tupanie. Skakanie. Odgłosy wydawane przez dotykane zabawki, książeczki, przybory. Powtarzanie fragmentu piosenki. Jedno zdanie wypowiedziane dziesięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt razy. Dla dziecka może to być forma regulacji, sposób na porządkowanie świata, rozładowanie napięcia albo zwykła radość. Ale Twój układ nerwowy nie analizuje przyczyn. Odbiera jedynie kolejne bodźce. I kolejne. I kolejne.
Do tego dochodzi ruch. Nieustanny ruch. Niektóre dzieci w spektrum niemal nie zatrzymują się w ciągu dnia. Krążą po domu, podskakują, wspinają się, biegają, wirują, kołyszą się, szukają doznań sensorycznych. Nawet kiedy siedzą obok Ciebie, trudno mówić o bezruchu. Coś stuka, coś szeleści, coś się obraca, coś wydaje dźwięk. Nawet chwila względnego spokoju jest wypełniona aktywnością.
Jest jeszcze dotyk…
Jest taki rodzaj zmęczenia, o którym mówi się bardzo rzadko. Zmęczenia byciem nieustannie dotykanym. Niektóre dzieci potrzebują ogromnej ilości bliskości i kontaktu fizycznego. Nie siadają obok. Siadają na Tobie. Nie przytulają się przez chwilę. Przyklejają się całym ciałem. Wchodzą na kolana, opierają się całym ciężarem, wspinają na plecy, szukają nacisku, docisku, kontaktu. Przez wiele godzin dziennie jesteś dla nich miejscem regulacji emocji, bezpieczną przystanią, punktem odniesienia.
I choć kochasz je bardziej niż cokolwiek na świecie, po kilkunastu takich godzinach zaczynasz mieć wrażenie, że nie pamiętasz już, jak to jest mieć własną przestrzeń. Wypić kawę bez czyjejś ręki na ramieniu. Usiąść bez czyjegoś ciężaru na kolanach. Przejść przez pokój bez bycia obserwowaną. Pobyć przez chwilę tylko ze sobą.
Najtrudniejsze? Że to przeciążenie nie ma wyłącznika.
Nie możesz zamknąć drzwi do biura i wrócić później. Nie możesz wyjść na godzinę do pokoju socjalnego. Nie możesz powiedzieć swojemu układowi nerwowemu, że odpocznie jutro. Bodźce nie ustają. Płyną od świtu do późnego wieczora. Dzień po dniu. Tydzień po tygodniu. Szczególnie latem, kiedy kończy się szkoła, przedszkole, zajęcia terapeutyczne i wszystkie te miejsca, które przez część dnia przejmowały choć odrobinę odpowiedzialności.
Wakacje dla wielu ludzi kojarzą się z odpoczynkiem. Z wolniejszym tempem. Z oddechem. Dla wielu rodziców dzieci w spektrum oznaczają coś zupełnie odwrotnego. Oznaczają brak przerw. Brak rutyny. Brak chwil, w których można na moment odzyskać równowagę. Oznaczają bycie w gotowości przez kilkanaście godzin dziennie.
Pod koniec dnia zaczynasz odczuwać to nie tylko psychicznie. Głowa dosłownie szumi. Każdy kolejny dźwięk wydaje się głośniejszy niż powinien. Coraz trudniej się skupić. Coraz trudniej zebrać myśli. Coraz trudniej znaleźć w sobie cierpliwość, którą jeszcze rano miałaś. Pojawia się drażliwość, zmęczenie, czasem łzy. Nie dlatego, że wydarzyło się coś wielkiego. Raczej dlatego, że nie wydarzyło się nic. Po prostu tysiące małych bodźców przez kilkanaście godzin bez przerwy zrobiły swoje.
I wtedy bardzo często przychodzi poczucie winy.
Bo przecież dziecko nie robi nic złego. Nie krzyczy po to, żeby Cię zdenerwować. Nie wspina się na Ciebie po to, żeby odebrać Ci przestrzeń. Nie powtarza tych samych zdań po to, żeby doprowadzić Cię do granic wytrzymałości. Ono po prostu funkcjonuje w sposób, który jest dla niego naturalny. Reguluje emocje. Szuka bezpieczeństwa. Radzi sobie ze światem najlepiej, jak potrafi.
To wszystko prawda.
Ale prawdą jest również coś jeszcze, o czym często zapominamy.
Przecież rodzic też ma układ nerwowy…
Rodzic też ma granice. Rodzic też może być zmęczony. Rodzic też może być przebodźcowany. I nie ma w tym niczego złego. Można kochać swoje dziecko najmocniej na świecie i jednocześnie marzyć o ciszy. Można być wdzięcznym za jego obecność i jednocześnie tęsknić za godziną samotności. Można rozumieć wszystkie mechanizmy stojące za jego zachowaniem i jednocześnie czuć, że własny układ nerwowy jest na granicy wytrzymałości. Jedno nie wyklucza drugiego.
Rodzice dzieci w spektrum zbyt często słyszą, jak wiele powinni rozumieć, akceptować i wytrzymywać. Znacznie rzadziej ktoś pyta ich, jak oni sami się mają. Czy są wyspani. Czy mają kiedy odpocząć. Czy ktoś przejmie od nich choć na chwilę ten nieustanny strumień potrzeb, pytań, dźwięków i emocji. Czasem największym marzeniem rodzica nie jest egzotyczny urlop ani weekend w luksusowym hotelu. Bywa nim dziesięć minut absolutnej ciszy.
Takiej prawdziwej. Bez pytań. Bez wołania. Bez dźwięków. Bez dotyku. Bez konieczności reagowania. Dziesięć minut, podczas których można usłyszeć własne myśli. I myślę, że warto o tym mówić głośno. Nie po to, żeby narzekać lub kogokolwiek obwiniać. Ale po to, żeby wreszcie zauważyć, że za słowem „rodzic” również stoi człowiek. Człowiek ze swoim ciałem, emocjami, potrzebami i ograniczeniami. Człowiek, który każdego dnia daje z siebie wszystko, a czasem nawet więcej. I który również zasługuje na troskę. Nie dopiero wtedy, gdy całkowicie opadnie z sił. Nie dopiero wtedy, gdy przestanie dawać radę. Po prostu. Dlatego, że jest człowiekiem.
Jeśli czytasz ten tekst i czujesz, jak bardzo jest o Tobie, chciałabym, żebyś na chwilę przestał się z sobą spierać. Przestał tłumaczyć sobie, że inni mają trudniej. Przestał sobie wyrzucać, że powinieneś mieć więcej cierpliwości, więcej energii, więcej zasobów. Nie jesteś maszyną. Nie jesteś terapeutą na pełen etat. Nie jesteś niewyczerpywalnym źródłem spokoju, regulacji i gotowości. Jesteś człowiekiem. Człowiekiem, którego układ nerwowy każdego dnia wykonuje gigantyczną pracę.
Jeśli marzysz o ciszy, nie oznacza to, że kochasz swoje dziecko mniej
Jeśli czasem masz dość dźwięków, pytań, dotyku i nieustannej obecności, nie oznacza to, że jesteś złym rodzicem. Jeśli wieczorem zamykasz oczy i czujesz, że nie zostało w Tobie już ani odrobiny przestrzeni dla kogokolwiek, to nie jest porażka. To sygnał, że od bardzo dawna dajesz więcej, niż ktokolwiek widzi.
A więc, drogi rodzicu, jeśli właśnie jesteś krok od wakacyjnego maratonu, jeśli od lat budzisz się zmęczony i zasypiasz jeszcze bardziej zmęczony, jeśli kochasz swoje dziecko nad życie, a jednocześnie liczysz minuty do chwili ciszy – nie jesteś sam. Naprawdę nie jesteś. Po drugiej stronie ekranów, za drzwiami innych mieszkań, w domach, których nie widać na zdjęciach i Rolkach, siedzą ludzie dokładnie tacy jak Ty. Ludzie, którzy właśnie teraz piją zimną kawę, odpowiadają po raz setny na to samo pytanie, pozwalają wspinać się po sobie jak po placu zabaw i próbują znaleźć w sobie jeszcze odrobinę siły na kolejny dzień.
I może dziś nie potrzebujesz kolejnej rady. Może nie potrzebujesz listy sposobów na regulację, organizację czasu czy wakacyjne aktywności. Może dziś najbardziej potrzebujesz usłyszeć, że to, co czujesz, jest prawdziwe. Że zmęczenie nie odbiera Ci prawa do miłości. Że przeciążenie nie odbiera Ci prawa do bycia dobrym rodzicem. Że możesz kochać najmocniej na świecie i jednocześnie potrzebować chwili tylko dla siebie.
A kiedy dziś wieczorem w domu wreszcie zrobi się cicho, choćby na kilka minut, spróbuj pomyśleć o sobie z taką samą czułością, z jaką każdego dnia patrzysz na swoje dziecko. Bo Ty również zasługujesz na wyrozumiałość. Ty również zasługujesz na odpoczynek. Ty również zasługujesz na to, żeby ktoś zauważył, jak wiele niesiesz.
Nawet jeśli tym kimś, choć na chwilę, będziesz dzisiaj Ty sam.
PS Pobierz bezpłatny WYTCHNIENIOWNIK, śmiało!
