Mówisz o sukcesach – chwalisz się! Mówisz o problemach – narzekasz!

na zdjęciu laptop, notatnik i kubek z napisem: nadzieja

To zdanie działa jak niewidzialna granica. Przebiega dokładnie tam, gdzie kończy się Twoja gotowość do mówienia prawdy o sobie. Zanim coś powiesz, zatrzymujesz się na moment. Ważysz słowa. Sprawdzasz emocje. Zastanawiasz się, czy to już za dużo, czy jeszcze wolno, czy ktoś nie poczuje się gorzej, czy nie zostaniesz źle odebrana. I bardzo często dochodzisz do wniosku, że bezpieczniej będzie zamilknąć albo powiedzieć mniej, niż naprawdę czujesz.

Bo z jednej strony wiesz, że masz prawo do radości, dumy, satysfakcji. Z drugiej – gdzieś głęboko siedzisz w przekonaniu, że okazywanie tego może być odebrane jako chwalenie się. Jakby Twoje sukcesy automatycznie odbierały coś innym. Jakbyś musiała za nie przepraszać, tłumaczyć się z nich albo je umniejszać, żeby nie zaburzyć delikatnej równowagi.

A kiedy jest Ci trudno, mechanizm działa w drugą stronę. Zaczynasz się pilnować, żeby nie narzekać. Żeby nie wyjść na słabą, roszczeniową, niewdzięczną. Przecież sama tego chciałaś. Przecież inni mają gorzej. Przecież powinnaś dawać radę. I tak uczysz się radzić sobie sama, nawet wtedy, gdy bardzo potrzebujesz, żeby ktoś Cię po prostu usłyszał.

Gdy radość trzeba tłumaczyć, a smutek ukrywać…

Wiele z nas dorastało w przekonaniu, że emocje są czymś, co należy kontrolować. Nie po to, żeby było nam lżej, ale po to, żeby było wygodniej innym. Radość powinna być skromna, stonowana, najlepiej opatrzona komentarzem, że to nic takiego. Smutek powinien być cichy, szybki, najlepiej niewidoczny. A już szczególnie wtedy, gdy jesteś kobietą i matką.

Bo od Ciebie oczekuje się, że będziesz ogarniać. Że będziesz wdzięczna. Że dasz radę, nawet jeśli ledwo stoisz na nogach. Że nie będziesz robić problemu z własnych emocji. W tej ciągłej uważności na innych – bardzo łatwo zapomnieć, że Ty też jesteś człowiekiem. Że masz swoje granice, potrzeby i momenty, w których zwyczajnie nie wystarcza sił.

Tylko że emocje nie znikają, kiedy ich nie wypowiadamy. One zostają w ciele, w napięciu, w zmęczeniu, w poczuciu winy. Zamieniają się w myśl, że coś z Tobą jest nie tak, skoro wszyscy inni wydają się radzić sobie lepiej. A przecież bardzo często radzą sobie dokładnie tak samo – tylko o tym nie mówią.

Sukces to nie pycha. Trudność to nie porażka.

Mówienie o sukcesach nie musi być chwaleniem się. Może być uznaniem drogi, którą przeszłaś. Drogi, na której były wątpliwości, lęk, rezygnacja i powroty. Może być zatrzymaniem się na chwilę i powiedzeniem: „to było dla mnie ważne”. Bez porównywania się, bez udowadniania czegokolwiek, bez potrzeby bycia lepszą od innych. Twoja radość nie odbiera nikomu miejsca, ani jego radości.

Tak samo mówienie o problemach nie musi być narzekaniem. Może być aktem odwagi i troski o siebie. Nazwaniem tego, co trudne, zanim stanie się nie do uniesienia. Może być zaproszeniem do bliskości, a nie obciążeniem. Czasem wypowiedzenie na głos „jest mi ciężko” to pierwszy krok do tego, żeby naprawdę się sobą zaopiekować.

Cisza ma swoją cenę. Kiedy nie mówisz o tym, co dobre, odbierasz sobie prawo do radości i dumy. Kiedy nie mówisz o tym, co trudne, odbierasz sobie prawo do wsparcia. A potem zaczynasz porównywać się z innymi na podstawie urywków ich życia. Z uśmiechów, z osiągnięć, z krótkich komunikatów bez kontekstu. I bardzo łatwo uwierzyć, że tylko Tobie jest trudno, tylko Ty masz chaos w głowie, tylko Ty nie spełniasz oczekiwań.

Potrzebujemy więcej słuchania, mniej ocen

Coraz częściej myślę, że problemem nie jest to, że ludzie mówią za dużo o sobie. Problemem jest to, że zbyt szybko oceniamy to, co słyszymy. Zamiast ciekawości pojawia się etykieta: chwali się, narzeka, przesadza, dramatyzuje. A przecież za każdym zdaniem stoi człowiek z konkretną historią, emocją i momentem życia.

Uczmy się mówić. O tym, co się udało, bez umniejszania i bez lęku, że kogoś to zaboli. Uczmy się też mówić o tym, co nas przerasta, bez poczucia winy i bez przekonania, że powinniśmy być silniejsi. Uczmy się słuchać innych tak, żeby nie poprawiać ich uczuć i nie decydować, czy mają prawo tak się czuć. Bo życie nie jest ani konkursem na sukcesy, ani rankingiem na największe trudności.

Marzy mi się świat, w którym można mówić prawdziwie. W którym radość nie musi być przyciszana, a trud nie musi być ukrywany. W którym rozmowa nie jest ani autoprezentacją, ani skargą, tylko spotkaniem. Może wtedy byłoby nam trochę lżej. Może trochę bliżej siebie. Może trochę bardziej naprawdę.

I tego właśnie bardzo Ci życzę!

Masz prawo mówić o wszystkim, co jest Twoje.

Bez przepraszania.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *