Znajdź swój kawałek Internetu i go uwielbiaj, po prostu!

Wyobraźcie sobie, że kupiliście dom. Zbliża się moment parapetówki. Wysprzątaliście każdy kąt na błysk. Poustawialiście piękne kwiaty i świece. Zarzuciliście najlepsza narzutę na sofę i najpiękniejszy obrus na stół. Każde nakrycie zostało przygotowane z ogromnym zaangażowaniem. Tak elegancko, jak tylko potraficie. W kuchni spędziliście dwa dni. Gotując, piekąc, smażąc i krojąc. Bez końca. W końcu nadeszła godzina zera. Wystrojeni, przygotowani – czekacie na gości. Przybywają. Wpuszczacie ich do swojego małego wielkiego świata. I… zaczyna się.

Nie mogliście zrobić tego inaczej?

Nie mogliście wybrać innego domu? Biała elewacja byłaby lepsza! Taras też kiepski – drewniany jest bardziej trendy! Drzwi jakieś takie toporne, nie pasują do reszty, my byśmy w życiu takich nie wybrali! A ten dywan? O matko, gdzieście go wygrzebali? Stół nakryty jakoś tak inaczej, kto to słyszał o obrączkach na serwetki, już tak nie przesadzajcie z tym poziomem! Za kogo wy się uważacie, że niby lepsi, że jacyś ponad nami niby? A to jedzenie? Lepiej w Mc Donaldzie byśmy zjedli, pff! I ta zastawa, to nie wesele, żeby tak szpanować…

Powiewa absurdem?

No właśnie.

A przecież tak robimy.

Teraz wyobraźcie sobie galerię handlową. Sklep z garniturami. Wchodzicie. Chodzicie, kręcicie nosem na wieszaki. Co to za sklep, że nie ma dresów?! No ludzie, litości! Chcę kupić dres do chodzenia po domu, chcę go mieć, mają więc mi go dać, teraz, zaraz, natychmiast! I takie też żądanie słyszy pan, który sprzedaje w owym sklepie. Komunikuje nam, że to sklep z garniturami – dresów brak. Można je znaleźć dwa sklepy dalej. Ale kurczę… my chcemy w tym sklepie, tej marki ale dresy! Przyszliśmy, zrobiliśmy im łaskę przybyciem – więc powinni dostosować się do naszych wymagań i upodobań, co nie?

Powiewa absurdem?

No właśnie.

A przecież tak robimy.

Przychodzimy do kogoś i żądamy by dostosował się do nas.

Dokładnie to robimy w social-media. Przychodzimy na czyjś profil wnętrzarski i dziwimy się, że twórca nie pokazuje rodziny. Przychodzimy na profil #instamatki i dziwimy się, że poza zdjęciami rodziny – nic nie ma. Przychodzimy na profil ślubny i dziwimy się, że same panny młode. Przykłady można mnożyć, wniosek nasuwa się sam: wymagamy od twórców treści, których… nie tworzą.

A sprawa jest banalnie prosta! Na wzór sytuacji ze sklepem. Wchodząc do sklepu z garniturami – oczywiste jest, że twórca marki ma nam do zaoferowania garnitur, ewentualnie koszulę i krawat. Wchodząc na bloga podróżniczego – oczywiste jest, że twórca zabierze nas wirtualnie w swoje odbyte podróże. Gdy o tym się czyta, wydaje się być absolutnie normalne.

Zazwyczaj jednak jest nieco inaczej.

Albo to się szczególnie nasiliło, albo ja jestem bardziej wyczulona, albo więcej się zaczęło o tym mówić. Bo od jakiegoś czasu – często spotykam u obserwowanych twórców apele w stylu: tworzę content X, nie wymagaj ode mnie contentu Y. Chciałoby się powiedzieć: przecież nikomu raczej nie trzeba tego tłumaczyć. Nic bardziej mylnego jednak!

Trzeba mówić, powtarzać, tłumaczyć, wyjaśniać. Jasno stawiać sytuację: piszę, mówię o tym, pokazuję to i tamto, nie szukajcie czegoś innego w moich kanałach – idźcie szukać tego tam, gdzie to znajdziecie.

Piszecie do mnie: pokaż dzieci! A ja co jakiś czas piszę i przypominam: jestem przeciwna wrzucaniu dzieci do sieci. Piszecie do mnie: zmień nazwę, nie jesteś już sama! A ja co jakiś czas piszę i przypominam: nazwa zostaje, nie oznacza samotności, oznacza samodzielność we wszystkim (a to się przecież nie zmieniło, bycie mężatką nie oznacza niesamodzielności z automatu). Piszecie do mnie: wrzucasz swoje zdjęcia na kanał ślubny, czemu nie tutaj? A ja co jakiś czas piszę i przypominam: to dwie zupełnie różne grupy odbiorców, tutaj nie czuję potrzeby się pokazywać, w sferze biznesowej – nie ma innej opcji. Piszecie do mnie: za dużo pracy, nie pokazuj jej tyle! A ja co jakiś czas piszę i przypominam: moja praca to moja pasja, której kulisami chcę się dzielić – nudzi Cię to? Po prostu idź poszukać czegoś bardziej interesującego.

 

Serio, nie ogarniam ludzi, którzy obserwują, nie skomentują, nie polajkują, nie zareagują jakkolwiek – ale gdy pojawia się szansa wbić szpilkę, wybiegają przed szereg jako pierwsi. Wrzucasz ileś zdjęć. I cisza. Wrzucisz zdjęcie z potarganymi włosami i zaraz szpileczka, że niedbale. Wrzucisz zdjęcie w lekko wygniecionej koszuli i już – szpileczka. Wrzucisz relację z Mc Donalda i już szpileczka, że fast foody. To nic, że pijesz kawę. To nic, że mógłbyś wsuwać BigMaca a to i tak nadal twój wybór, twoja sprawa. Nadal jesteś tylko człowiekiem i będąc nawet najbardziej #fit, możesz wciągnąć burgera. Nadal jesteś tylko człowiekiem i będąc nawet najbardziej poukładaną ogarniaczką na świecie – możesz dzisiaj śmigać w joggersach i włosach wiatrem czesanych. Serio, możesz.

I dopóki nie wrzucasz w swoje kanały czegoś, co przekracza granice dobrego smaku (bo po co?) – jesteś normalnym twórcą. I dopóki przekazujesz treści, które ktoś czyta, których ktoś słucha i które wnoszą coś w czyjeś życie – jesteś wpływowym (mniej lub bardziej) twórcą. I dopóki tworzysz swój kanał po swojemu, bez krzywdy dla innych – masz prawo tym kanałem zarządzać według swoich zasad.

Jestem absolutnie przeciwna hejtowi. Jestem jak najbardziej za tym, żeby hejterów tępić bez skrupułów. Tych prawdziwych hejterów, oczywiście.

Dobra rada, konstruktywna krytyka czy zwyczajny hejt? Jak odróżniać? Co stosować? Na co nie pozwalać?

Jeśli decydujemy się na upublicznianie większości swojego życia w mediach społecznościowych, udostępnianie wizerunku swojego i swojej rodziny, kreowanie go w jakiś sposób – bądźmy gotowi na dyskusje i pytania, nie reagujmy na głupie zaczepki, ignorujmy wścibstwo a na hejt stanowczo reagujmy. To my tworzymy Internet i im więcej świadomości i empatii w niego wlejemy, im mniej granic przekroczymy – tym lepiej będzie się wszystkim żyło, korzystało i współistniało w tym światku.

I zdania nie zmienię.

Więc, z łaski swojej – nie przychodź na czyjś profil z żądaniami. Nie rość sobie prawa do decydowania o tym, jakie treści ma ktoś tworzyć. Nie szukaj gdzieś contentu, który nie ma tam racji bytu. Znajdź sobie miejsce, w którym będziesz mógł czytać, słuchać, oglądać dokładnie to, czego potrzebujesz. Znajdź sobie miejsce, które Cię naprawdę interesuje. Znajdź sobie miejsce, które będziesz traktował z szacunkiem i wdziękiem. Takie, w którym przyjemność sprawi Ci współtworzenie mniejszej lub większej, społeczności. 

To tak, jak ze sklepami. Omijaj te nielubiane miejsca, nie wchodź do nich tylko po to, żeby pomarudzić i psuć krem komuś, kto nie jest w stanie zaoferować Ci nic więcej. 

Zdjęcia: Lady Amarena Photography

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Napisane teksty 276

2 thoughts on “Znajdź swój kawałek Internetu i go uwielbiaj, po prostu!

  1. Masz racje, szkoda na to wszystko patrzeć! 😞
    Ja ostatnio mam styczność z takim zachowaniem .. osoba ta, potrafi skrytykować mój wygląd, patrząc mi prosto w oczy.
    Internet mogę wyłączyć, jestem sama – a tak? Złość, smutek, wielkie emocje targają mną od środka..
    Nie wiem co się z tymi ludźmi dzieje 🤷😟😟

  2. Świetny tekst ! Ja dodam tylko do tego roszczenia samych blogerów między sobą. Jestem osobą która zna się na kosmetykach i nie boi się mówić co jest dobre a co złe przez co marki zamiast z tego korzystać i poprawiać swoje produkty we współpracy ze mną szukają pseudobeauty blogerów którzy za kasę zareklamują zły produkt bo liczy się tylko kasa, a ja jestem hejtowana.

    To że nie pokazujesz dzieci bardzo szanuję bo mam wrażenie że 90% rodziców świadomie mniej pub bardziej ale wykorzystuje dzieci w celach reklamowych. Tu ładne ubranko, tu zabaweczka a tam pokoik. Wystarczy spojrzeć na jedną dość znaną blogerkę która korzysta ze swoich dzieci jak z modeli a dodatkowo usilnie chce ukryć ten fakt. Nienawidzę takich ludzi i po prostu odlajkowałam. I tak polecam zrobić z każdym kto nie jest adekwatny do naszych przekonań. Za to wspierajmy osoby które tworzą to na czym nam zależy ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: