Bądź fajną mamą, nie madką!

Też Wam się wydaje, że dookoła wręcz nadużywa się słowa “madka”? Od kiedy weszło w użycie – pojawia się niemal wszędzie, bardzo często bezzasadnie. Trochę za bardzo generalizujemy, trochę za mocno akcentujemy. Ale jest też druga strona medalu. Wynoszenie macierzyństwa na ołtarze, traktowanie jako jedynej słusznej opcji i umniejszanie wszystkich tych, które matkami nie są – również jest zwyczajnie niepojęte. 

Bo gdyby tak opierać wnioski, tylko i wyłącznie na tym, co można znaleźć w sieci – moglibyśmy pomyśleć, że nie ma nic pomiędzy wspomnianą “madką” (roszczeniową, niekulturalną, traktującą swoje dziecko jak ósmy cud świata i traktująca je jako przepustkę do wszystkiego) a “mamą 24/7”, która traktuje macierzyństwo jako jedyny właściwy styl życia, nie widząc świata poza własnym dzieckiem. 

Na szczęście jest całkiem sporo fajnych mam.

Takich, które dzieci wychowują a nie hodują. Takich, które na dzieci decydują się w pełni świadomie i nie obarczają odpowiedzialnością za ich wychowanie czy utrzymanie, wszystkich – oprócz siebie. Takich, które nie zostawiają po sobie i swoich pociechach, syfu (za przeproszeniem) – gdziekolwiek by się nie pojawiły. Takich, które nie uważają, że wszystko im się należy tylko dlatego, że są matkami.

To mamy, które wiedzą, że macierzyństwo NIE JEST jedynym słusznym wyborem kobiety. Szanują KAŻDY wybór. Nieważne, czy ktoś decyduje się na rodzinę wielodzietną, czy na brak dzieci. Fajne mamy doskonale wiedzą, że każdy ma prawo do decyzji i potrafią te decyzje zwyczajnie… szanować. Nie próbują na siłę wciskać swoich racji, jakoby bycie matką definiowało wartość kobiety. Bo oczywiście wiedzą, że tak nie jest.

Nie traktują siebie, kobiet – jedynie jako inukbatora. Wiedzą, że kobieta ma uczucia, jest istotą żyjącą, czującą, myślącą. Nie tylko matką, również kobietą. Wiedzą, jak ważna jest dbałość o swoje samopoczucie i nie usłyszymy od nich za każdym razem, że one są przecież mało ważne – bo są matkami. Nigdy nie trzeba im wyjaśniać, dlaczego muszą myśleć o sobie i swoich potrzebach. One po prostu doskonale zdają sobie sprawę, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko.

Nie odzierajmy matek z godności.

Nie wkraczajmy w intymne obszary. I tutaj po raz kolejny powtórzę: nie wrzucajmy do sieci porodu, noworodka, zdjęć ze szpitala, zdjęć na nocniku, zdjęć jakkolwiek upokarzających dzieci lub nas – rodziców. Nie kreujmy sami  swojego wizerunku bezmózgich rodziców, dla których żadne grancie przyzwoitości i intymności nie istnieją. Bo w większości przypadków rodzice sami sobie zapracowują na wizerunek “madek” czy “tatełów”. Ktoś przecież to zapoczątkował, ktoś pierwszy zrobił z siebie głupka do tego stopnia, że zaczęto zwracać uwagę na pozostałych wyznawców tego typu bezmyślnych praktyk.

Macierzyństwo to nie praca. Nie ma stanowiska takiego, jak “mama 24/7”. Macierzyństwo to wybór. Owszem, wiąże się z obowiązkami ALE musimy zdawać sobie sprawy z odpowiedzialności i powinności, jakie nas czekają. Praca to z zasady zajęcie, za które przysługuje nam wynagrodzenie. Więc teoretycznie macierzyństwu bliżej do wolontariatu niż do jakiejkolwiek pracy. Ale nadal nie do końca, prawda? Nie wpisujmy sobie więc wszędzie roli pełnoetatowej matki. I nie, przyszłego pracodawcy nie zainteresuje usprawiedliwienie, że siedziałyście dziesięć lat w domu z dziećmi i dzięki temu nabrałyście umiejętności organizacji. Bo to też nie o to chodzi, absolutnie.

Matki pracujące zawodowo mają takie same obowiązki w domu, jak te niepracujące.

Nie zapominajmy o tym. Jak mnie takie podejście zawsze irytuje! Mamy niepracujące w kółko prześcigają się w tym, jakie to nieumyte podłogi i szczęśliwe dzieci, mają. Jak to namęczyć się muszą bo obiad trzeba ugotować a dziecko przy nodze. I w kółko tylko: zdecydowałam się nie wracać do pracy, żeby zadbać o dzieci i dom. Kochane, pomijacie w tym wciąż jeden istotny fakt: matki pracujące zawodowo również gotują, piorą, sprzątają, ogarniają dom, dzieci i całkowicie przyziemne sprawy. Oprócz obowiązków w pracy – są też obowiązki w domu, i one to współogarniają!

Ojcowie też. Bo to też rodzice. W normalnym, pełnym, zdrowym związku – rodzicielskie i domowe obowiązki to sztafeta, wspólne działanie. Nie ma czegoś takiego jak pomoc. Nikt nikomu tu nie pomaga – bo zobowiązania macie oboje takie same. I nie powtarzajcie wciąż stereotypu, jaka to matka MUSI byc umęczona, zarobiona, ciągle zajęta. Jak to do toalety sama nie pójdzie, włosów przez tydzień nie myje i dojada resztki po dzieciach bo nie ma czasu zrobić kanapki. Litości! Kwestia priorytetów. Jeśli dzielicie obowiązki między sobą, odłożycie na bok Fejsbuczka i wyłączycie telewizor – może się okazać, że i kąpiel da się wziąć w spokoju, i dom ogarnięty – nie kosztem snu czy wizyty w toalecie solo. Nie zawsze da się zrobić wszystko ale w większości przypadków da się zrobić… wiele.

Idźmy dalej. Nie umniejszajmy osiągnieć zawodowych, naukowych, sportowych kobiet tylko dlatego, że nie są matkami. Nie wmawiajmy sobie i innym, ze tylko przez wzgląd na macierzyństwo – my nic podobnego nie osiągniemy ALE i tak jesteśmy lepsze, dzieci są większym osiągnięciem, jakikolwiek sukces liczy się przecież bardziej w roli matki. Bardzo często widzę komentarze typu: gdyby była matką, nie miałaby na to czasu! Ale dlaczego? Czy wypowiadająca podobne słowa, matka – chociaż spróbowała coś zrobić? Nauczyć się czegoś, zadbać o formę, wygląd czy znaleźć nową pracę? Nie. Bo łatwiej jest powiedzieć: jestem matką, nie mam na to czasu. Pamiętajmy tylko w tym wszystkim o najważniejszym: jesteśmy wzorem dla naszych dzieci. Czy na pewno chcemy uczyć je życiowej niezaradności, cierpiętnictwa i zawiści?

Nie skupiajmy się na madkach.

One były, są i niestety ale będą. Skupiajmy się na mamach. Na tych fajnych, które pamiętają o tym, że są kobietami, że mają prawo do gorszych momentów, że mają prawo mieć ochotę wystrzelić się w kosmos. Że potrafią dbać o swoje dzieci, świadomie je wychowywać ale zdają sobie sprawę z tego, że macierzyństwo to harówa a dzieci bywają trudne. I nie chodzi o to by stać z boku i obarczać oglądaniem tych trudów, otoczenie. Chodzi o to by umieć się starać i odpuszczać, przyspieszać i zwalniać, dawać radę i nie dawać rady.

Nie stygmatyzujmy, nie nazywajmy “madką” każdej kobiety, która posiada dzieci. Nie doszukujmy się na siłę cech madkizmu. Pamiętajmy, że w danym momencie widzimy tylko marny ułamek całej codzienności, być może taki właśnie gorszy dzień, gorszą chwilę. Jako ludzie i jako rodzice – jesteśmy absolutnie różni. Nie oceniajmy zanadto, nie wysnuwajmy zbyt szybko krzywdzących wniosków, nie wywyższajmy się ze złośliwym przekąsem.

Róbmy swoje. Rozwijajmy się. Uczmy rezygnować i walczyć, odpoczywać i harować, pić ciepłą kawę i spać, gdy dziecko śpi. Bądźmy sobą. Nie strzelajmy roszczeniowymi żądaniami na prawo i lewo, sprzątajmy po sobie, nie zabierajmy dzieci tam, gdzie dzieci zabierać się nie powinno i pamiętajmy, że nasze pociechy są ważne dla nas ale dla innych już wcale nie muszą być. Pogódźmy się z tym, że kupka córeczki czy bezzębny uśmiech synka – innych mogą mało obchodzić, w zasadzie wcale. 

Bądźmy fajnymi rodzicami.

Z dystansem.

Ze świadomością.

Z poczuciem własnej wartości.

Zdjęcia: Lady Amarena Photography

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

 

Napisane teksty 281

3 thoughts on “Bądź fajną mamą, nie madką!

  1. Osobiście nie znoszę ludzi, którzy powtarzają, że matka która siedzi w domu z dziećmi nic nie robi. Nie prawda. Tak jak sama określiłaś, macierzyństwo jest kwestią pewnych wyrzeczeń. Bądźmy fajnymi rodzicami oraz świadomymi, normalnymi ludźmi.

  2. Wierze, że każda mama ( nie lubie określenia matka) nawet ta stereotypowa w gruncie rzeczy chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Jednym to wychodzi lepiej innym gorzej. Ważne zebysmy znalazly czas na chwile refleksji, czy to jaką jestem mamą jest dobre dla mnie i mojego dziecka. Ja sama też miałam etap cierpientnicy pokrzywdzonej przez los, narzekającej na wszystko. Troche czasu upłynęło zanim zrozumiałam, że to źle działa na mnie, na moje otoczenie i na moje dziecko. Wszystkim mama i sobie również życzę równowagi w zyciu i rodzicielstwie. Każda z nas musi sama dojść do tego jak byc najlepsza mama dla swoich dzieci.

  3. Bycie fajną mamą, a nawet powiedziałabym mamuśką w dzisiejszych czasach jest mega trudne. Zaglądając chociażby na sam IG mamy mnóstwo słodko-pierdzących zdjęć dziecięcych pokoików, z idealnie ubranymi dziećmi, z uśmiechniętą i wystylizowaną matką. A jak to ktoś mądry kiedyś powiedział to “życie nie jest bajką” i takie obrazki zdarzają się raczej od święta niż w realu na co dzień.
    Dodatkowo wydaje mi się, że to zaburza trochę obraz matki dla młodych kobiet, które dopiero spodziewają się dziecka. Wszystko wygląda tak słodko, bezproblemowo, a później następuje zderzenie z rzeczywistością i prawdziwy baby blues, zahaczony niekiedy o depresję itp.
    Za to na drugiej szali mamy madki, którym się wszystko należy itp. Tutaj to chyba nie ma co komentować, bo zawsze powinien wygrywać zdrowy rozsądek 😉
    Ważne, abyśmy my kobiety były dla siebie zawsze większym lub mniejszym, ale wsparciem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: