Wyprawka dla noworodka: jaka pościel?

Kiedy przygotować wszytko dla dziecka? Bardzo często zadawane pytanie, prawda? Co chwilę gdzieś mi się pokazują posty typu: jestem w 26 tygodniu ciąży, czy to nie za wcześnie by kompletować wyprawkę? Albo zdjęcia łóżeczek wystylizowanych tak, jakby dziecko już się urodziło a tu dopiero… 30 tydzień. I stoi to tak, kurzy się, i nic więcej. Kiedy więc właściwie jest ten dobry moment ciąży, kiedy warto wszystko przygotować? 

A no nie ma takiego. Bo w zasadzie w ciąży możemy komodę ubrankami zapełnić, łóżeczko złożyć, materiał z zapachu nowości przewietrzyć ale… nie powinniśmy ubierać łóżeczka w pościel, przewijaka w pokrowiec, wózka w prześcieradełko.

Dlaczego? Bo tak będzie najlepiej.

Najlepszym rozwiązaniem jest przygotować prześcieradełka, rożek czy otulacz – i gdy tylko dziecko się urodzi, tuż przed powrotem ze szpitala, ktoś to założy. Naprawdę im mniej kurzu się nazbiera na wszystkim, tym lepiej. Nie ma chyba co do tego żadnych wątpliwości, prawda? Zachowajmy powściągliwość w wyprawkowym szaleństwie i postawmy na zdrowy rozsądek. Puste łóżeczko, pościel w szufladzie, tyle w temacie. 

Oczywiście wszystko, co kupimy – trzeba wyprać. O tym chyba nikomu nie trzeba przypominać? Osobiście przepieram nawet nowe rzeczy dla nas, dorosłych. Dla dzieci to z kolei już absolutna konieczność. W temacie prasowania, jestem dość sceptycznie nastawiona do szaleństwa prasowania dosłownie wszystkiego, najlepiej z dwóch stron. Owszem, poprasowałam wyprawkę podczas przygotowań i jeszcze te ubranka prasuję. Bez przesady jednak, ot po prostu – co by wygniecione nie były.

Idźmy dalej. Dbając o bezpieczeństwo dziecka i nasz portfel – nie popadajmy w przesadę i nadmiar. Noworodek potrzebuje naprawdę niewiele. Na palcach jednej ręki można policzyć, co dziecku do spania jest potrzebne.

Prześcieradło. W sumie to dwa – no maksymalnie trzy – na zmianę. Podkład pod prześcieradło nieprzemakalny. I coś do spania. Śpiworek, rożek, otulacz – COŚ, w czym maluch będzie spał. Noworodkowi nie jest potrzebna kołderka, podusia, tona ochraniaczy i maskotek. Puste łóżeczko i coś, w czym otulony będzie spał.

U nas sprawdza się rożek i otulacz. Zamiennie albo… razem.

Odkrycie otulacza Kokonik to jedna z fajniejszych rzeczy, jaka nam się w tej wyprawkowej przygodzie – przytrafiła. Przyznam szczerze, że już wcześniej znałam to rozwiązanie, przy Małym Człowieku jednak nie używałam, w zamian owijając ciasno cienkim kocykiem. Jakoś dawało radę, jakoś działało. Teraz zadanie jest o wiele prostsze!

Układam w łóżeczku rozpięty Kokonik. Noszę, bujam i usypiam małą H. w pobliżu a gdy tylko uśnie i śpi już na tyle mocno, że mogę podjąć próbę – odkładam do łóżeczka. Zapinam Kokonik i… już! Tak było latem. Teraz, gdy noce są stopniowo coraz chłodniejsze, pod Kokonik podkładam również rożek. I wówczas w zapiętym Kokoniku, owinięta dodatkowo rożkiem –  śpi sobie spokojnie.

Przyznam, że po narodzinach Małego Człowieka – niewiele wiedziałam o spowijaniu. Ot, intuicyjnie to robiłam, działało i już. Bez głębszego zastanawiania nad tym, jak to się fachowo nazywa. Teraz wiadomo o tym zdecydowanie więcej, wystarczy zajrzeć do internetów i już wszystko wiemy, łącznie z ogromnym wyborem wszelkich otulaczy, kokonów i innych wynalazków.

Spotkałam się z opiniami specjalistów, że spowijanie ani nie zwiększa, ani nie zmniejsza, ryzyko tzw. śmierci łóżeczkowej. Warto jednak mieć na uwadze, że zaczyna się robić nieco ryzykowanie, gdy spowinięte dziecko przewróci się z plecków na brzuszek. Dlatego w momencie, gdy maluch posiądzie taką umiejętność – ze spowijania należałoby zrezygnować. Dla bezpieczeństwa przede wszystkim!

A co z jakością? Nasz Kokonik był już tyle razy prany, że nie sposób to zliczyć. I wciąż nie stracił kształtu, materiał w żaden sposób nie zmienił koloru ani faktury. Podobnie suwak – zapinany i odpinany codziennie po kilka razy, dotąd nawet się nie zacina. Osobiście uważam, że jedno użycie nie może się równać porządnemu sprawdzeniu jakości. Trzeba korzystać z czegoś regularnie, do oporu, maksymalnie i wtedy można cokolwiek na ten temat powiedzieć.

Zajmuje niewiele miejsca.

Kolejna zaleta. Mogę poskładać w kosteczkę, włożyć w kieszeń wózka i zawsze mieć Kokonik przy sobie. Wrzucić w torbę przy jakimkolwiek wyjściu z domu. Ani to ciężkie, ani gabaryt zbyt wielki. A przecież wyjeżdżając z dzieckiem, nie raz i nie dwa – zabiera się o wiele większe drobiazgi, nie ma najmniejszego problemu więc z dopakowaniem małej kosteczki materiału. Zwłaszcza gdy ta wspomniana kosteczka – ma zagwarantować lepszy standard snu nocą, prawda?

Wracając do tematu – noworodek otulony, w pustym łóżeczku – nie potrzebuje w zasadzie niczego więcej. Kilkudniowe maleństwo nie musi być obłożone pluszakami, nie potrzebuje jeszcze nawet żadnej karuzeli ani podobnych gadżetów.

Będę powtarzać (w zasadzie bez końca, do znudzenia), że najfajniejsze, najlepsze i najbezpieczniejsze dla naszych dzieci – są te totalnie nieinstagramowe, niemodne i być może mało ciekawe. Ale najmądrzejsza decyzja to właśnie porządny materac, prześcieradełko na gumeczkę a do tego otulacz lub różek, ewentualnie śpiworek. Nic dodać, nic ująć. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Napisane teksty 276

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: