Manicure do porodu, pedicure w połogu. Absurd czy normalka?

Dbamy o siebie na co dzień. Dokładnie dobieramy kosmetyki, odbywamy wizyty u fryzjera czy kosmetyczki, zawsze zrobiony manicure, zawsze wyregulowane brwi, zawsze promienna (w miarę możliwości) cera. To dla nas coś tak oczywistego, że nie zastanawiamy się nad tym bliżej, po prostu… o siebie dbamy. Naturalnie, odruchowo, w sposób nam doskonale znany. Kto to zna, rączka w górę! Bo przecież dbałość o siebie, swoje samopoczucie i kondycję – to podstawa dobrych relacji z bliskimi.

Wyobraźcie sobie, że w momencie zajścia w ciążę – jeszcze jakoś tam o siebie dbamy, zaangażowanie jednak sukcesywnie spada, zanikając już zupełnie po narodzinach dziecka. Wtedy nie ma już mowy o jakimkolwiek skupieniu na kolorze paznokci czy ułożonych włosach, nawet do głowy nam to nie przychodzi, a gdzież by tam! Dziecko na pierwszym miejscu, rodzina najważniejsza, nie jakieś tam odrosty. 

***

Drugi akapit nieco zakrawa na absurd, prawda? Jednak nierzadko słyszy się głośno brzmiące, odezwy oburzenia – gdy tylko świeżo upieczona mama, wybierze się do fryzjera, kosmetyczki, na masaż czy cokolwiek podobnego, dla siebie. A przecież niewyobrażalnym byłoby, gdyby nagle, z dnia na dzień, kobieta przestała o siebie tak po prostu, dbać. I to tylko dlatego, że została mamą! Tak, dokładnie – TYLKO. Bo to tak naprawdę żaden powód, absolutnie żaden czynnik zmuszający do zaprzestania podobnym zwyczajom.

Jeśli ktoś przed ciążą o siebie dba – naturalnie (!) będzie robić to dalej.

Koniec kropka. I nie nam, absolutnie, to oceniać. Równo podcięte końcówki włosów, zadbane dłonie i stopy, wydepilowana skóra – to nie przestępstwo, to nie zaniedbywanie dziecka. To świadomość siebie, swojego ciała, swoich potrzeb. Przede wszystkim potrzeb. Bo dbanie o siebie, folgowanie sobie, sprawianie małych przyjemności, są tak samo ważne jak jedzenie, picie, sen czy kontakt z ludźmi. Sprowadzenie siebie do jednego wymiaru, jakim jest rola matki, spowoduje jedynie że same sobie odbierzemy prawo do bycia kimś poza tym: kobietą, pracownikiem, szefem, kimkolwiek. A przecież czerpanie satysfakcji i radości z tych innych aspektów życia – pomaga nam skutecznie naładować baterie i być w gotowości na kolejne, coraz to nowsze wyzwania macierzyństwa.

W obecnych czasach bardzo dobrze sprzedaje się złudzenia. Zewsząd słyszymy, że możemy absolutnie wszystko. Wciąż tylko zapomina się o tym, że to wszystko, nie oznacza nic innego jak umiejętność wyboru. A chcąc wybierać, musimy przede wszystkim umieć tracić. Tyle piszę i mówię o odpuszczaniu, o tym że czasami warto odpuścić coś – w zamian dla czegoś istotniejszego w danym momencie. I zawsze będę to powtarzać! Uczmy się, że warto coś wykreślić, żeby w zamian coś dopisać. Po prostu. Wracając do tematu: że opłaca się umyć podłogę jutro zamiast dziś, w zamian idąc właśnie dziś zrobić ten nieszczęsny pedicure. Poczuć się zdecydowanie lepiej a te wspomniane podłogi umyć jutro, z większą energią, z podładowanym akumulatorem po godzinie dla siebie w dniu dzisiejszym.

Nie powiem, że możesz mieć absolutnie wszystko. Teoretycznie może to i możliwe. Zatrudnić ludzi dosłownie do wszystkiego, samej oddając się przyjemnościom niemal bez przerwy. W każdej godzinie każdej doby, mieć dom wypucowany na błysk – bo ktoś to zrobił. Absolutnie zawsze mieć na stole dwudaniowy obiad – bo ktoś go nam ugotuje. Nie martwić się o kreatywne zabawy z dziećmi – bo ktoś je za nas zorganizuje. Nie przejmować niczym przyziemnym – bo każdy obowiązek oddelegowany we właściwe ręce. Zakładając jednak, że nie wszystko da się oddelegować, nie zawsze jest taka możliwość – warto pamiętać o sobie. Niezmiennie.

Rzućcie pytaniem o manicure do porodu, wśród ciężarnych. Na pewno nie uzyskacie konkretnej odpowiedzi co do wytycznych medycznych. W zamian obrzucą Was zamiennie: albo swoimi paznokciami (brawo za dbałość!) albo pretensjami, jak to tak myśleć o czymś tak przyziemnym w zderzeniu z czynem nadludzkim, jakim jest wydanie na świat dziecka? Znajdą się i takie, co będą zapewniać, że ostatnie o czym myślały to swoje dłonie, poród był absolutnie najważniejszy. Oczywiście mówię to nieco z przymrużeniem oka. Ale tylko odrobinę. Bo jest w tym całkiem sporo prawdy. Nie wierzycie? Zadajcie takie pytanie. Gdziekolwiek, gdzie mnóstwo mamuś.

W wielu szpitalach są przeciwni pomalowanym paznokciom, to fakt. Rozmawiałam o tym ze swoją położną i lekarzem, usłyszałam jedynie: poród trudno przewidzieć, możesz nie chcieć mieć wówczas hybrydy, zaczniesz rodzić dwa tygodnie wcześniej i myślisz, że nie będą ratować ciebie lub dziecka przez kolor lakieru? Wydaje się być logiczne, zwłaszcza że większość porodów przebiega w sposób, podczas którego nie trzeba kontrolować zabarwienia paznokci.

Załóżmy też, że ciąża przebiega bezproblemowo, możemy normalnie funkcjonować, wychodzić, i tak dalej. Nie mamy więc żadnych przeciwwskazań medycznych, gotowe wyruszać gdziekolwiek chcemy i jak często chcemy, w granicach zdrowego rozsądku oczywiście. Korzystajmy więc z tego! Nie narzucajmy sobie ograniczeń tylko dlatego, że ktoś od nas tego wymaga ani dlatego, że czegoś (pozornie) nie wypada. Osobiście jestem wielką przeciwniczką sformułowania nie wypada. Bo wiecie – nie wypada to nago chodzić po ulicy, zabijać też nie wypada i palić papierosów przy dzieciach nie wypada. Zrobić coś dla siebie, zadbać o swój komfort psychiczny i fizyczny, być zdrowym egoistą – wypada, jak najbardziej wypada! Dlatego nie powinniśmy mieć najmniejszych nawet, wątpliwości i robić swoje, po prostu.

***

Matka to przede wszystkim człowiek. Ma prawo do zmęczenia, frustracji, łez. Ma prawo pragnąć godziny (albo pięciu!) w ciszy i spokoju. Ma prawo chcieć by ktoś docenił jej urodę, podał kawę prosto do łóżka, nie tylko raz do roku. Ma prawo marzyć i te marzenia z mniejszą lub większą determinacją, spełniać. Nigdy nie przestanę powtarzać: szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. Sporo czasu potrzebowałam by wziąć te słowa sobie do serca. Lepiej późno niż wcale. 

Jeżeli więc przyszła mama nie widzi nic nadzwyczajnego w zadbaniu o siebie również na okoliczność porodu – otoczenie tym bardziej nie powinno odnajdywać w tym nic niestosownego. Jeżeli tydzień czy dwa po narodzinach dziecka, chce wyjść gdziekolwiek dla siebie (nieważne czy sama, czy z maluchem) i jest to dla niej naturalne – nie doszukujmy się w tym czegoś nagannego. Bo to wszystko nie jest ani w jakikolwiek sposób niestosowne, ani nie zasługuje na jakąś naganę. To absolutnie naturalne potrzeby, absolutnie zwyczajne ich zaspokajanie. Czegoż tutaj więcej się na siłę doszukiwać? 

Z komentarzami typu: co z ciebie za matka?!, kojarzą mi się szalenie nieszczęśliwe osoby. Takie, które nie doświadczając czegokolwiek podobnego, muszą na siłę skrytykować to u kogoś innego, wpędzić w poczucie winy. Tylko po to, żeby ta druga osoba gorzej się poczuła, mniej zadowolona z życia i tego, co robi. Żeby nie była szczęśliwsza od tego, kto podobnym komentarzem rzuca. Zazdrość? Nie wiem. Zawiść? Nie mam pojęcia. Jedno jest pewne: takie reakcje nie są niczym właściwym, niczym fajnym, niczym zwyczajnie miłym. Zanim coś podobnego powiemy, zastanówmy się piętnaście razy, o co nam właściwie w tych pseudopretensjach chodzi? Czy mamy jakąkolwiek podstawę, jakieś prawo, żeby w ten sposób kogoś oceniać? 

No właśnie.

Nie mamy. 

Koniec kropka. 

 

Zdjęcia: Lady Amarena Photography

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!

Napisane teksty 282

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: