Najpiękniejsze chwile, niezapomniane momenty – jak o nie dbać?

Zachłysnęliśmy się dostępnością. Nasze pokolenie pamięta przecież jeszcze czasy bez smartfonów, bez Internetu, bez niekończącej się ilości gigabajtów. Pamiętamy czasy, gdy mieliśmy trzydzieści sześć klatek w aparacie na kliszę i musieliśmy z całych wakacji wybrać tylko tyle ujęć, żeby tej kliszy nie zmarnować. Nie mogliśmy doczekać się później wywoływania tych fotek, czekając na efekty pstrykania – bo przecież podglądu w aparatach nie było, nikt nie widział od razu owoców swojego wysiłku. Kto pamięta, no kto? 

Bo nasze dzieci to nam chyba nie uwierzą w podobne historie. Wychowywane w dobie smartfonów, którymi można narobić ogromne (w porównaniu do aparatów tamtych czasów) ilości zdjęć. Przyzwyczajone, że wystarczy dobra karta pamięci i możemy gromadzić niewyobrażalne ilości danych. Oswojone z technologią, która powolutku zaczyna nie mieć granic. A my z niej korzystamy, coraz pewniej, coraz intensywniej, coraz mniej przemyślanie, prawda? 

***

Gdy pojawiły się smartfony i social-media, zaczęliśmy robić niewyobrażalne ilości zdjęć, wszystkiego, zawsze i dosłownie wszędzie. Zdjęcie śniadanie. Piętnaście różnych ujęć. Zdjęcie w przymierzalni. Każdego przymierzanego ubrania. Zdjęcie z podróży. Na każdym postoju, każdej kawy ze stacji benzynowej, każdego detalu. Znacie to?

Nie jedz, najpierw zdjęcie!

Niby to taki żart, niby trochę sarkazm ale trochę prawdy w tym jest. Sama przez moment uległam temu urokowi. Ładna pianka na kawie? Zdjęcie. Stylizacja na dany dzień? Przed wyjściem koniecznie zdjęcie w lustrze. Wakacje? Obowiązkowo kilkadziesiąt zdjęć z pobytu. Przykłady można wymieniać i wymieniać, bez końca niemal.

Do czego dążę? A no do tego, moi drodzy, że takie zawrotne ilości zdjęć – często nie mają wartości. Czy za 15 lat docenimy setkę różnych zdjęć kawiarnianych deserów albo kaw? Nie. Co innego, gdyby to były włoskie lody podczas pierwszego wyjazdu tamże. Co innego, gdyby to była pierwsza kawa we własnym domu. Co innego więc, gdyby to były zdjęcia naznaczone jakimiś emocjami, wspomnieniami, ważnymi (do zapamiętania) momentami. Takie fotografie, nawet za niebywale długi czas, dalej będą nieść ten sam ładunek emocji, co przyniosła sama ta sytuacja. Idźmy dalej. Czy jesteśmy w stanie wywołać wszystkie zdjęcia, jakie robimy i wkleić do albumu? Albo umieścić w fotoksiążkach? O jakich ilościach mówimy? Setkach, tysiącach, dziesiątkach tysięcy? Kto jest w stanie obracać takimi ilościami papierowych zdjęć? No właśnie… Ciężka sprawa.

Do podobnych wniosków doszłam jakiś rok temu, gdy wymieniałam telefon i ze starego musiałam zgrać wszystkie dane na dysk zewnętrzny, ewentualnie do nowego smartfona. Byłam szczerze zdziwiona ilością zdjęć, które wówczas usunęłam. Bez mrugnięcia okiem w zasadzie, bez najmniejszego żalu. Nie były mi absolutnie do niczego potrzebne, nigdy więcej nie miały być już do niczego użyte ani wspomniane jakkolwiek. Skąd więc się wzięły w pamięci? Z bezmyślności, z sięgania po smartfona w zasadzie bez potrzeby, bez sensu.

Niedługo później dość drastycznie wyczyściłam swoje konto na Instagramie, usuwając praktycznie większość zdjęć. Wszystkie mało ostre, wszystkie zbyt ubrane w filtry, każde zrobione na siłę – byleby coś wrzucić. Ucząc się działań na Instagramie, słyszałam wszędzie, że trzeba wrzucać, ciągle, regularnie, dużo, mocno, wciąż. Więc tak robiłam, codziennie robiłam te zdjęcia, nierzadko na siłę, niekiedy nawet bez pomysłu, ot po prostu. Z perspektywy czasu widzę, że to było zwyczajnie… męczące. A zdjęcia, które wówczas powstały – teraz nawet nie znajdują miejsca w moich albumach. Bo czego miałyby tam szukać?

Coraz częściej się mówi o wartościowym contencie na Instagramie. Oprócz zdjęcia i hashtagów, szukamy też ciekawych treści, wiedzy, inspiracji, historii. Sama w końcu się ogarnęłam i zaczęłam traktować konto tam jako uzupełnienie bloga – niemniej obfite w treść, będące nie tylko zdjęciami, których nie można zobaczyć na blogu ale i tekstami. Krótszymi, unikalnymi – bo na blogu ich nie ma. Czy zauważyłam zmiany po tym zwrocie? Zdecydowanie, zwłaszcza w Waszych reakcjach na konkretne tematy. Czy warto było? Warto! Zwłaszcza, że osobiście też lubię – oprócz ładnego zdjęcia – poczytać to i owo.

Jak zatrzymać wspomnienia najpiękniejszych momentów?

Mamy w domu taką skrzyneczkę od Marty z Lady Amarena Photography, którą dostaliśmy po ślubie. W niej trzymam pendrive’y ze zdjęciami. Dodatkowo na dyskach zewnętrznych mam kopie wszystkich folderów. Tyle w temacie przechowywania danych. To na przyszłość, do kopiowania, wykorzystywania i wywoływania. A osobiście to jestem wielką fanką fotoksiążek, wszelkiej maści! Co jakiś czas tworzymy kolejną, z kolejnego okresu naszego życia, ze szczególnych okazji i tych zupełnie zwyczajnie.

Minus fotoksiążek, będący jednocześnie absolutnym plusem? Jakość ponad ilość. Taka fotoksiążka ma przecież ograniczoną ilość stron zazwyczaj, na każdej stronie mamy określoną ilość zdjęć. Owszem, możemy się postarać upchnąć ich tam jak najwięcej ale nie oszukujmy się – mimo wszystko trzeba dokonać wyboru. Gdy w grę wchodzi na przykład fotoksiążka dla dziecka, która kiedyś ma się stać prezentem dla niego, nie umieścimy tam przecież kilkudziesięciu ujęć tej samej sytuacji. Bo po co?

***

Kolekcjonujmy wspomnienia, uwieczniajmy je, wracajmy do nich i je pielęgnujmy. Nie pozwólmy najważniejszym chwilom, pełnym emocji – odejść w zapomnienie. Nigdy! Wspomnienia, do których można wracać to naprawdę świetna sprawa. A skoro takie możliwości obecnie mamy, powtórzę po raz kolejny: warto z nich korzystać. Chwytajmy chwilę, łapmy każdy moment, zapamiętujmy go ale nie zapominajmy tez o tym, żeby je jakkolwiek przechowywać, chociażby dla kolejnych pokoleń. 

Świat idzie do przodu, ale papierowa pamiątka zawsze będzie niosła o wiele więcej emocji niż folder w wersji elektronicznej. Wierzcie lub nie! 🙂 I nic nie zastąpi takiego ładunku emocji, jakie potrafi przynieść na nowo odkryty album ze zdjęciami, zakopany gdzieś w czeluściach domowych pieleszy. 

Wywołujecie zdjęcia? Wolicie tradycyjne albumy, fotoksiążki czy trzymanie zdjęć w chmurze?

Tekst powstał we współpracy z cewe.pl.

 

Zdjęcia: Lady Amarena Photography

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!

Napisane teksty 282

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: