Trudny temat: jaki model rodziny reprezentujecie?

Do pewnego momentu życia byłam ogarnięta w kwestiach matematyki na tyle by nieźle zdać maturę, później zwyczajnie przestały mi być potrzebne sinusy, wzory skróconego mnożenia czy cokolwiek podobnego. Są jednak równania, które w banalnie prosty sposób mogę zapisać i rozumieć. Zwłaszcza jedno, o którym chcę powiedzieć co nieco. A oto ono właśnie:

(matka + dziecko ) + ojciec < rodzice + dziecko

Nie bez powodu zapisałam je w taki a nie inny, sposób. Nigdy (absolutnie nigdy!) matka i dziecko nie powinni tworzyć odrębnego związku, dla którego jedynie dodatkiem (!) jest ojciec. O wiele ważniejsze jest by rodzice stanowili jedność, będącą w związku z dzieckiem. Zawiłe? Tylko się takie wydaje na pierwszy rzut oka. Wyjaśnienie jest (mam nadzieję) o wiele łatwiejsze, banalne wręcz. To co? Może po kolei? 

***

Przerażające bez wątpienia jest to, że zapominamy o najważniejszym. Jesteśmy nie tylko rodzicami – ale przede wszystkim ludźmi i potrzebujemy siebie nawzajem. Dzieci MOGĄ zniszczyć związek. Nie bezpośrednio one ale odstawianie partnera na boczny tor przez jednego z rodziców. Matka i dziecko nie mogą stanowić osobnego, nierozerwalnego wręcz bytu – bez ojca na równi z nimi. Ani na odwrót. Dzieci mają to do siebie, że szybko dorastają i później okazuje się, że rodzice nie mają nawet o czym ze sobą rozmawiać. Bo jedynym wspólnym tematem i łącznikiem były… dzieci. Dla swojego i partnera, zdrowia psychicznego, dla pielęgnowania związku, podtrzymywania więzi – musimy być czasem egoistami, zajmując się tylko sobą i partnerem.

Zacznijmy od początku. Kiedy dowiadujemy się o ciąży – kobieta zaczyna automatycznie być w centrum uwagi. Wszyscy chcą wiedzieć, jak się czuje, jak dowiedziała się o błogosławionym stanie, który to tydzień, jakie objawy i kiedy kolejne USG. Wymieniać można wiele, najprościej jednak ujmując: zainteresowanie otoczenia w dużej mierze dotyczy kobiety. Przykład? Przy okazji jednej z ostatnich przed porodem, rodzinnych kaw – pomiędzy ciastkiem a herbatką, rozmawiano o skurczach, rozwarciu, fałszywych alarmach i bólu kręgosłupa. Żywo dyskutowano o tym, że akcja porodowa powinna potoczyć się tak i tak, że to, że tamto. Nikt nie spytał mojego męża, kiedy planujemy naprawę samochodu, jak tam w nowej pracy, czy planuje urlop. Wszystko kręciło się wokół ciąży a co za tym idzie – wokół mnie. Banalny na pozór przykład, jakże jednak prawdziwy!

Panowie mają prawo czuć się odsunięci, mają prawo próbować zwrócić na siebie uwagę albo zwyczajnie się odsunąć, będąc na każdym kroku właśnie… odsuwani.

A później wchodzimy na jakiekolwiek forum dla przyszłych mam i czytamy o tym, że partner taki zły, taki niedobry, taki fuj! Bo nadgodziny bierze. A nikt nie pomyśli, że chce zadbać o byt rodziny, zarobić, odłożyć, cokolwiek. Bo nie interesuje się wyprawką. A nikt nie pomyśli, że ilość wszystkich drobiazgów dostępnych na rynku, jest ogromna i przeróżna na tyle, że przeciętny facet przestaje dostrzegać jakiekolwiek różnice po którejś propozycji z rzędu. Ba! Tego wszystkiego jest tak wiele, że dajemy się często wciągnąć w pułapkę #musthave i wybieramy bez opamiętania, wbrew logice, bez zahamowań. Partner wcale nie musi chcieć brać w tej histerii, udziału.

Podobnie sprawa się ma z uwagą i reagowaniem na potrzeby. Kobiety wyobrażają sobie, że mężczyzna będzie się domyślał, czego one w tej chwili pragną, czego aktualnie najbardziej potrzebują albo na co mają ochotę. Nie mówią nic, dusząc w sobie to wszystko i liczą na to, że jakimś dziwnym trafem – partnerowi stanie się jasne, co powinien zrobić. Prawda jednak jest nieco brutalniejsza. Dopóki nie będziemy głośno mówić, nikt nie zareaguje. Bo skąd ktokolwiek ma wiedzieć, że potrzebujemy masażu, gdy akurat dzisiaj bolą plecy? Bo skąd ktokolwiek ma wiedzieć, że nosimy w sobie ogromny niepokój, jeśli na zewnątrz promieniejemy szczęściem? Te i wiele innych przykładów – można mnożyć. Wniosek nasuwa się jeden:

Komunikacja to podstawa.

Nie wkręcajmy sobie i innym, że da się non stop rozumieć nawzajem… bez słów. Bo się nie da. Masz na coś ochotę? Powiedz o tym, jasno i dosadnie. Masz inne zdanie? Wyraź je, po prostu. Oczekujesz czegoś innego? Jasno to zakomunikuj. Rozmawiajcie ze sobą, zamiast o sobie ale z innymi. To tak niewiele, chociaż dla niektórych naprawdę wiele. I tutaj już trzeba jasno zaznaczyć: rozmawiajcie o sobie nawzajem, ze sobą, razem. O tym, jak minął dzień, o tym co was dzisiaj zdenerwowało a co ucieszyło. O tym wszystkim, co nosimy w sobie cały dzień – wieczorami po prostu o tym rozmawiajmy. Niech nasze życie i dialogi nie kończą się na dzieciach, pieluchach, przedstawieniach w przedszkolu i listach zakupów. Bądźmy sobą i dla siebie.

Bycie rodzicem to rola. Taka, w którą wchodzimy, zatapiamy się niekiedy bez reszty. Nie twórzmy jednak z niej jedynej właściwej drogi. Nie wpadajmy w nią na tyle głęboko, żeby zapomnieć kim jesteśmy poza tą rolą. Bo kimś przecież jesteśmy, prawda? Zakochaliśmy się w tym pasjonacie starych filmów, mającym wiele do powiedzenia i pokazania – a on pokochał dziewczynę o wielkich aspiracjach, wciąż się czegoś uczącą i szukającą nowych doświadczeń. Nie przestawajcie być ludźmi, w których się ta druga osoba, zakochała. Nie przestawajcie być sobą, po prostu. To przede wszystkim.

Związek tworzycie z partnerem czy partnerką, nie z samym dzieckiem. Szalenie smutno się patrzy na młode mamy, które z góry zakładają nieudolność taty i izolują go od dziecka, pozwalając tylko sobie na bliskość z maluchem. Nie dopuszczają partnera tym samym ani do dziecka, ani do siebie. Będąc wciąż z tym dzieckiem wręcz sklejone. Ignorują potrzeby, nie rozmawiają, nie wspierają, nie szukają wsparcia. Nic, totalne zero jakichkolwiek reakcji, inicjatyw. A później idą na takie forum i żalą się na coś, co same sobie (bardzo często!) wyrządziły.

***

Nie powinny padać w ogóle pytania: jak zmieni się związek po narodzinach dziecka? Co powinniśmy robić, żeby nic się nie zmieniło? Jak na nowo wzbudzić zainteresowanie? Jak rozpalić pożądanie? I tak dalej, i dalej. Dziecko nie powinno absolutnie nic w Waszym związku zmieniać na gorsze. Przybędzie wam obowiązków, pojawi się jakieś tam zmęczenie, nowe doświadczenia, nowe role. Ale pozostaniecie sobą, wciąż razem, z nowym członkiem rodziny, z nowymi emocjami ale… razem. 

Błędnym jest przekonanie, że kobieta ma zajmować się dzieckiem, domem a mężczyzna jedynie pracować i zasiadać na kanapie. To bardzo (bardzo!) krzywdzący stereotyp. Nie mający prawa istnieć. Wiem, że tak się utarło. Wiem, że w wielu domach tak to (niestety) wygląda. Ale wyjdźmy w końcu z tego beznadziejnego, szablonowego myślenia i nie róbmy sobie nimi krzywdy. Nie twórzmy w rodzinie podziałów, nie stawiajmy dziecka na piedestale, sami usuwając się w cień. Nie zaniedbujmy siebie samych ani siebie nawzajem. Koniec kropka. 

Zdjęcia: Lady Amarena Photography

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!

Napisane teksty 278

2 thoughts on “Trudny temat: jaki model rodziny reprezentujecie?

  1. Świetny tekst 🙂 Ale odwróćmy to w drugą stronę. Co jeśli to kobieta zostaje odstawiona na boczny tor? Rodzi się dziecko, córeczka tatusia i to Ona zostaje Jego księżniczką a żona spada na ostatnią pozycje. Nikt o tym nie mówi ale to też jest problem i kobiety nie wiedzą jak sobie z tym radzić. Mój związek się rozpadł i właśnie to był ten główny kamyczek który pociągnął za sobą całą lawinę nieprzyjemnych zdarzeń. Ja od samego początku kochałam męża i córkę jednakowo. Wiadomo, to inny rodzaj miłości ale zawsze byli na równi. A On no cóż… nie umiał chyba podzielić miłości na dwie. Z każdym miesiącem miłość do mnie topniała na rzecz miłości do córki. Jestem ciekawa ile kobiet jest w takiej sytuacji gdzie narodziny dziecka odbierają im partnera, poczucie własnej wartości, pewność siebie i uśmiech na twarzy. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: