Dziecko to nie kurczak! | akcja #pieCARnik

Kto mnie obserwuje na Instagramie (@mamasamapl), ten zdążył już pewnie zauważyć jedno: jestem absolutnie zafiksowana na punkcie bezpieczeństwa dzieci w podróży. Pięć lat temu, przygotowując wyprawkę dla Małego Człowieka, nie miałam nawet w połowie takiej wiedzy, jaką posiadłam później, aż do teraz. Nie jestem i nie będę specjalistą, od specjalistów jednak się wiele uczę.

Mając taki dostęp do wiedzy, jaką daje nam Internet – wystarczy odpowiednich ludzi, w odpowiedni sposób słuchać i obserwować. A później z tego odpowiednio korzystać. I naprawdę podziwiam tych, którzy mimo tego ogromu, oferowanej nam wiedzy – pozostają ignorantami. Bo wiedza to jedno. Jest jednak taki typ ludzi, do których można mówić, krzyczeć i podsuwać pod nos a oni i tak… zrobią swoje. 

***

Mój ulubiony przykład? Fejsowa grupa! Mój znienawidzony przykład? Rodzic zadaje – na pozór – mądre pytanie. Bo chce wiedzieć, bo nie musi być wszechwiedzący, bo szuka opinii. A w zamian otrzymuje szereg odpowiedzi typu: mojemu dziecku nic się tak nie stało. Ale może konkretniej?

Moje dziecko jeździ w foteliku z zestawu 3w1 i jestem bardzo zadowolona z niego. 

Jeździmy ostrożnie i tylko do przedszkola/sklepu/lekarza. Nie będę wydawać grubych tysięcy na fotelik. Używany wystarczy. 

Koleżanka mojej sąsiadki jeździ tylko taksówką i fotelika nie ma. My będziemy jeździć tylko na szczepienia, fotelika nie potrzebujemy. 

Mam świetny, nowoczesny samochód. Nic nam w nim nie grozi. Podkładka wystarczy, dziecko jeździ i tak tylko do przedszkola. 

Nie będę w ciąży zapinać pasów. Prawo mnie chroni!

Włos mi się jeży na głowie, za każdym razem, niezmiennie. Masakra, no! I te absurdalne, bezsensowne licytacje. Nie zapina pasów w ciąży, mądrością tym samym nie grzeszy ale będzie się wykłócać, że jakiś (pożal się, Boże!) dzielnicowy czy inny prawnik, powiedzieli jej że nie musi. Zapomnieli tylko wspomnieć, że w przypadku wypadku zginie i ona, i jej nienarodzone dziecko. Zawsze, absolutnie zawsze, znajdzie się podobna mądra inaczej, szerzy te swoje herezje, nakręca się swoją pseudo-nieomylnością a za nią dreptają kolejne, zostawiając kolejne komentarze. A każdy z nich to studnia bez dna… głupoty.

Serio, nie rozumiem czegoś. Ludzie wydają na wyprawki ogromne pieniądze. Kupują wózki ze złotymi skrzydełkami, szumiące pluszaki, karuzele za ogromne pieniądze zamiast przeciętnych. Torby pełne ubranek, łóżeczka personalizowane i cały szereg zbędnych pierdół. A fotelik kupują najtańszy, z drugiej ręki albo wcale. Bo przecież to tylko odbiór ze szpitala, można dzieciaka luzem w gondoli wrzucić na tylna kanapę, niech się turla od boku do boku. Niech zginie w swojej pierwszej podróży. Bo przecież tatuś taki ostrożny kierowca, samochód taki z wyższej półki. Tylko ignorancja szybująca w kosmos. Bo zapomnieli o tym, że na drodze nie są sami. Wjedzie w nich pijany idiota. I po sprawie. I tyle zostanie z tego super auta, z tego ostrożnego kierowcy, z tego że to tylko kawałeczek ze szpitala do domu. Ludzie, litości no!

I znów popłynęłam. A dzisiaj nie o fotelikach miało być. Piszę ten tekst pod wpływem krótkiej chwili, gdy usłyszałam o akcji #pieCARnik, zainicjowanej przez fundację Kocham Zapinam.

O co w tym chodzi? O głupotę, oczywiście! Gdyby nie ta głupota, skrajna lekkomyślność i nieodpowiedzialność – nie trzeba by było przeprowadzać podobnych akcji. Bo to nie jest tak, że ludzie nie mają dostępu do informacji. Ten dostęp jest, o tym wszystkim się mówiło i mówi. Co roku przed okresem letnim, media informują o tym aby pamiętać. O tym, żeby absolutnie i pod żadnym pozorem, nie zostawiać dzieci w zamkniętych autach. Wydawać by się mogło, że to takie oczywiste, prawda? A jednak nie.

Bo wymówka jest zawsze podobna.

Ja tak tylko na chwilę.

 

Ludzie, nie ma czegoś takiego jak “bezpieczna chwila”, gdy w grę wchodzi połączenie upału z zamkniętym samochodem! I naprawdę ciężko uwierzyć, że trzeba to jeszcze komukolwiek tłumaczyć… Auto, pozostawione w upale, potrafi nagrzać się wewnątrz do ponad 50 a nawet 60, stopni Celsjusza! Wyobrażacie to sobie w ogóle? Jak dla mnie jest to coś nie do pojęcia, zwłaszcza że mówimy o małej, zamkniętej powierzchni, w której nie ma ani odrobiny jakiegokolwiek przewiewu. Serio, trzeba być skończonym głupcem by nie wziąć tego pod uwagę. A co jest w tym wszystkim najgorsze?

Co roku słyszy się o takich przypadkach. Co roku jakieś dziecko jest pozostawiane w aucie. Co roku jakaś tego typu sytuacja, jest nagłaśniana. 

Mało tego. Dzieci w ten sposób UMIERAJĄ. Pamiętacie przypadek ojca, który pojechał do pracy, zapomniał że ma dziecko na pokładzie, zostawił je w aucie na cały dzień i dziecko zmarło wskutek udaru cieplnego? Owszem, przypadek może i dość skrajny. Wówczas dziecko zostało tak pozostawione na osiem godzin. Nie znaczy to jednak że potrzeba aż tyle czasu do tragedii. Bo absolutnie nie potrzeba, wystarczy już dłuższa chwila!

Nigdy, naprawdę nigdy – nie pozostawiamy dziecka w aucie. Nie idziemy “tylko” po zakupy. Nie idziemy “tylko” zapłacić za paliwo. Nie idziemy “tylko” do bankomatu. Nie oddalamy się nigdy i nigdzie, od samochodu z dzieckiem wewnątrz. Od tej reguły nie ma absolutnie żadnych wyjątków.

Dziecko w aucie zawsze dokładnie zapinamy w odpowiednio dobranym foteliku i nigdy nie zostawiamy go bez opieki w zamkniętym samochodzie.

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!!

Napisane teksty 276

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: