Coś edukacyjnego, coś dla śmiechu, coś do posmakowania | propozycje książkowe na lato

Tyle się słyszy o tym, że książki papierowe powoli odchodzą do lamusa, że coraz mniej się czyta, że ludzie w domach nie mają książek. Od zawsze uwielbiałam czytać a dom bez książek to dla mnie jakaś abstrakcja. Mimo że – w znacznym stopniu – praktykuję minimalizm, mimo że nie gromadzimy w nadmiarze – to są takie książki do których wracam i wracam, co jakiś czas, zależnie od potrzeb. I niezmiennie uwielbiam za to coś, co mi dają, czego uczą, co uświadamiają. Mogłabym tak wymieniać bez końca. Bo naprawdę są książki, które szanuję i ubóstwiam wręcz, co nie zmienia się z upływem lat. 

W ostatnich miesiącach miałam odrobinę więcej czasu na czytanie (czego brakowało mi od kilku lat!) i wpadały w moje ręce mniej lub bardziej ciekawe, propozycje. Niektóre zaskakiwały naprawdę pozytywnie i nie spodziewałam się w zasadzie, że aż tak przypadną mi do gustu. Inne nieco zawodziły, gdy nie spełniały oczekiwań – no ale trudno! Cztery tytuły szczególnie zwróciły moją uwagę, postanowiłam więc zebrać je w jednym miejscu – a nuż kogoś jeszcze zainteresują? 

***

SKIN BEAUTY Biblia pięknej i zdrowej skóry, Dr Anjali Mahto (Wydawnictwo Kobiece)

Urzekła mnie okładka, na pierwszy rzut oka przepiękna! Róż połączony ze złotem, twarda okładka, solidne szycie – czyż nie idealne połączenie? Wiedziałam, że jeśli ze mną zostanie, pięknie będzie wyglądać na półce. Tyle w temacie estetyki i pierwszego wrażenia. Jeśli chodzi o treść, podchodziłam do niej dość sceptycznie. Bo cóż nowego mogłabym się dowiedzieć? Mając dostęp do takiej wiedzy, jaki mamy dzisiaj – można dowiedzieć się wielu rzeczy samodzielnie. Wydawało mi się, że wszystkiego, co muszę i chcę wiedzieć – dowiaduję się od swojej kosmetolog. A jednak pewne tematy mnie zaskoczyły, na dodatek dość pozytywnie!

Wiele zagadnień było mi wcześniej znane, tutaj znalazłam jednak fachowe wytłumaczenia. Fachowe ale w prostym języku, zrozumiałym dla laików, bez wymądrzania, bez zbędnych, przytłaczających danych. Same konkrety, same proste kwestie, same nieskomplikowane wskazówki. Mnóstwo obalonych mitów (sama się zdziwiłam, ile nam się na co dzień bzdur wciska!) nieco otworzyło mi oczy, wyjaśniło pewne sprawy w naprawdę banalny sposób.

Czy warto? Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, spodziewałam się czegoś innego, mniej ciekawego. Książka zostaje ze mną, pozaznaczałam w niej co ciekawsze fragmenty, za jakiś czas wrócę ponownie by sprawdzić efekty wprowadzenia tych uwag w życie.

JAK SOBIE ODPUŚCIĆ (Nie)poradnik rodzicielski, James Breakwell (Wydawnictwo Otwarte)

Tytuł zachęcał mnie bardzo, oj bardzo! Osobiście uważam, że dystans jest niezbędny w wychowywaniu dzieci. Niezależnie od ich ilości. Bez tego byłoby naprawdę trudno i nie ma co udawać, że jest inaczej. Patrząc na okładkę książki, pierwsze co przyszło mi do głowy: dystans. Byłam przekonana, że znajdę go tutaj co niemiara. I już od pierwszych stron mogłam przekonać się, że miałam rację. Autor w zdystansowany, przepełniony humorem i ciekawymi anegdotkami, sposób – przekonuje nas, że bycie rodzicem nie oznacza wcale zaharowywania się w imię czegoś bliżej nieokreślonego. Bycie rodzicem to akceptacja, odpuszczanie (przede wszystkim sobie!) i znajdowanie w sobie pokładów zdrowego egoizmu.

Rodzice niezbędnego minimum. Pojęcie, które pojawia się w książce regularnie. Na pierwszy rzut oka może intryguje, w praktyce jednak oznacza nic innego jak wyluzowane, szczęśliwe, szalone na swój sposób, rodzicielstwo. Takie, które powinniśmy w dużym stopniu praktykować i – co najważniejsze – wcale się tego nie wstydzić. Tylko tyle i aż tyle. Więcej nie zdradzę, jeśli chcecie przeczytać fragment książki, poniżej link:

http://bit.ly/Jak-sobie-odpuścić-nieporadnik

Czy warto? Myślę, że w chwilach jakiegokolwiek zwątpienia w roli rodzica – warto sięgnąć po tą książkę. Pośmiać się, poszukać tego potrzebnego dystansu, inspiracji. Po prostu… wyluzować. 🙂

KALAFIOR TO KRÓL 70 przepisów, które tego dowodzą, Leanne Kitchen (Wydawnictwo Buchmann)

Uwielbiam owoce i warzywa we wszelkiej postaci. Od zawsze. Kiedy wpadła mi więc w ręce książka z przepisami na dania z… kalafiora, niemal od razu ją przejrzałam. Z czystej ciekawości, a co! Piękne, apetyczne zdjęcia zachęcały do bliższego zapoznania z treścią. Przepisy podzielono na kategorie, dzięki czemu jest przejrzyście i prosto. Można szukać, zaczytywać się i zainspirować. Przepisy pochodzą z całego świata, dlatego niektóre listy składników mogą zaskoczyć swoją niedostępnością – w większości jednak nie powinno być problemu z przygotowaniem.

Jeśli mam być szczera – urzeka mnie wnętrze. Piękne zdjęcia, prostota szaty graficznej, przejrzysty układ, przyjemnie się czyta i ogląda! Faktem jest, że rzadko mam w rękach książki kucharskie. Korzystam ze sprawdzonych przepisów, ewentualnie szukam czegoś w Internecie. Poza książkami z supermarketu, które można było otrzymać po nazbieraniu jakichś tam naklejek za zakupy  – nie mieliśmy dotąd (chyba) innych kucharskich w domu.

Czy warto? Jeśli lubicie warzywa albo nie macie na nie pomysłów – warto zajrzeć. Jeśli chcecie zaskoczyć bliskich niecodziennym podaniem, zupełnie codziennego kalafiora – warto zajrzeć.

Praktyczny kurs języka francuskiego, Beata Pawlikowska (Wydawnictwo Edipresse)

Po co mi ta książka? Czy znam francuski? Nie. Czy chcę poznać? Nie wiem. Po co więc ta książka? Właśnie po to, żeby się o tym przekonać: czy chcę i nauczę się tego języka? Na ten moment znam dwa języki obce, kiedyś miałam też podejście do trzeciego, nieudane – nie polubiliśmy się ani trochę. O francuskim właśnie myślałam już kilka razy. Teraz mam szansę sprawdzić, jak bardzo trafne były te myśli? Co dla mnie ważne? Nauczyć się mówienia i rozumienia. Niekoniecznie sztywnych formułek, niekoniecznie niezliczonych zasad gramatyki. Mówić, słuchać, reagować w tym języku.

W książce bardzo odpowiada mi metoda nauki. Banalnie prosta w odbiorze, intuicyjna, niewymagająca wielkiego nakładu czasu i pracy. Płyta to integralna część kursu, w zasadzie jego najważniejsza część. Chwila dziennie, trochę powtórzeń, osłuchania, powtarzania i… nowe zwroty same wchodzą do głowy! Jakie efekty? Zadowalające. Zbyt wcześnie jednak by mówić o jakichkolwiek postępach, na to potrzeba zdecydowanie dłuższej, systematycznej nauki, która (mam nadzieję) przede mną. Trzymajcie kciuki!

Czy warto? Moim zdaniem tak. Nauka jest uporządkowana, intuicyjna, banalnie prosta i naprawdę przyjemna. Kwestia samodyscypliny, regularnych ćwiczeń i słuchania. Fajna metoda, satysfakcjonujące efekty. Czego chcieć więcej?

***

Ugotuję coś z kalafiora, nauczę się podstaw (chociaż!) francuskiego podczas leżakowania na tarasie z Maleństwem. Poczytałam o tajemnicach skóry, wyluzowałam się odrobinę przy zabawnym poradniku dla rodziców. Cztery książki, cztery różne tematy, cztery różne klimaty. Każda na swój sposób interesująca, każda wnosząca coś nowego. I to jest najlepsze w czytaniu. Dzisiaj mogę z Beatą Pawlikowską uczyć się nowego języka, jutro mogę poznawać składniki potrzebne dla zdrowej skóry. Za tydzień temat może być jeszcze inny, za pół roku być może będzie to kolejny język albo kolejne przepisy. 

W naszym domu nigdy nie zabraknie książek. Nigdy nie przestaniemy czytać naszym dzieciom, będziemy zaszczepiać w nich miłość do samodzielnego czytania, do sięgania po wartościowe (dla nich) tytuły, do poznawania świata na kolejnych stronach. Sami też nie przestaniemy czytać. Nic innego nie rozwija tak bardzo, nic innego nie daje takich możliwości. Może banalne – ale prawdziwe!

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!!

Posts created 346

One thought on “Coś edukacyjnego, coś dla śmiechu, coś do posmakowania | propozycje książkowe na lato

  1. Mam Skin beauty i czeka na czytanie. Okładka rzeczywiście piękna i cudownie wygląda na półce. Jak małe dzieło sztuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.