Wyprawka dla noworodka: na czym warto oszczędzać a na czym nie?

I znów temat wyprawki. O tym to można mówić i mówić, prawda? A ja lubię mówić – pisać, znaczy się! – w zupełnie inny niż wszyscy, sposób. Iść pod prąd tego cholernego, wszechpanującego konsumpcjonizmu, tych trendów i #musthave dzisiejszych czasów. Lubię, no! Bo tak czuję, tak robię i gdzieś w tym wszystkim – widzę sens.

Sensu z kolei nie widzę (i pewnie takiego nie ma) w nadmiarze. O tym jednak wielu musi się dopiero przekonać, rzadko kiedy ktoś daje się namówić na minimalizm czy jakiekolwiek upraszczanie. Dlaczego? Bo dzisiaj fajniej jest MIEĆ niż BYĆ. A wiecie, kto jest mistrzem w małych wymaganiach? Kto nie potrzebuje nawet połowy tego, co nam wydaje się koniecznym? Noworodki.

Z wyprawką można poszaleć, oj można! Pytanie tylko: na ile to szaleństwo jest z myślą o dziecku a na ile zaspokaja nasze pragnienia?

***

Są takie elementy wyprawki, na których można i warto oszczędzać. Ba! Można to zrobić na wiele sposobów. Są jednak takie, na których absolutnie oszczędzać nie warto… Z prostego powodu: są rzeczy ważne i ważniejsze. Fajnie jest mieć designerskie akcesoria, fajnie jest mieć śliczne ubranka ale nie może to być kosztem bezpieczeństwa czy higieny – bo na przykład zaoszczędzimy na foteliku samochodowym czy czymś innym, równie ważnym, jeśli nie najważniejszym z wyprawkowej listy.

Na czym można (i warto) zaoszczędzić?

Ubranka. Dlaczego piszę o nich w pierwszej kolejności? Bo to ten punkt listy zakupów, w którym najłatwiej o przesadę. Ubranek niekiedy czeka na noworodka tak zawrotna ilość, że można by pół żłobka ubierać. Temat listy potrzebnych ubranek poruszałam już tutaj: Pierwsza wyprawka dla dziecka urodzonego wiosną lub latem | checklista i można tam znaleźć gotowy spis tego, co w zupełności wystarczy.

Ilość – to pierwszy wyznacznik. Nie przesadzajmy z nią! Kolejna sprawa: nie kupujmy rzeczy kompletnie niepraktycznych. Wiem, że to takie ładniusie, takie śliczniusie, takie słodkie i niepowtarzalne ALE noworodkowi tiulowe spódniczki, dżinsowe ogrodniczki czy inne podobne – nie są potrzebne. Wygoda przede wszystkim! Idźmy dalej: porównujmy ceny i szukajmy okazji. Osobiście przepadam za wielopakami. W sieciówkach można kupić np. trzy pary body w cenie dwóch, w naprawdę niezłej jakości i stosunku ceny do niej. Nie warto wyrzucać ogromnych kwot na ubranka w drogich sklepach. Owszem, można. I nikomu tego nie zabronimy. Jednak w momencie, gdy zależy nam na rozsądnej i możliwie oszczędnej wyprawce – stawiajmy na przemyślane rozwiązania.

Wyposażenie pokoiku (kącika). Łóżeczko z Ikei lub po starszym dziecku – jest jak najbardziej okej! Zwyczajna komoda również się sprawdzi, nie musi być personalizowana, z imieniem dziecka. Wiem, że przyjemnie się ogląda te wszystkie piękne zdjęcia na Instagramie, w katalogach czy na stronach producentów. To naprawdę wygląda pięknie. Bardzo często jednak niesie za sobą ogromne koszty. Na domiar złego jeszcze częściej okazuje się, że strona praktyczna zawodzi.

Przejrzałam naprawdę mnóstwo ofert i produktów – od tych skrajnie #insta po te zupełnie proste. Ba! Nawet trochę pomacałam, obejrzałam na żywo, miałam naprawdę niezłe porównanie. I wiecie co? Nawet stojąc w Ikei, pomiędzy przeróżnymi łóżeczkami, w różnych kategoriach cenowych – zadawałam sobie różne pytania. Wahałam się między totalnie prostym ale mającym “to coś”, białym – a zupełnie zwyczajnym, w kolorze jasnego drewna. To drugie miałam już przy Małym Człowieku i się sprawdziło. Cena, fakt przetestowania go już kiedyś, uniwersalny wygląd i kilka innych kwestii, zadecydowały o zakupie go. Przewijak do kompletu, totalnie prosty i uniwersalny. Później posłuży jako regalik. Niewielkie pieniądze, fajny efekt. To tylko i aż łóżeczko. Dziecko nie zauważy, nie doceni ani kiedyś nie wypomni ceny, marki czy koloru. Wierzcie lub nie. Podobnie sytuacja ma się z innymi akcesoriami w pokoiku. Są takie produkty, których jakość jest istotna (po co nam kocyk, który zniszczy się po pierwszym praniu?) ale są też takie, z których można zrezygnować zupełnie lub postawić na prostotę i dobrą cenę zarazem. Im mniej tym lepiej. Zwłaszcza w łóżeczku – tutaj to już nawet nie dla naszego portfela, co dla zdrowia i bezpieczeństwa małego człowieczka w nim.

Kosmetyki. To akurat coś, na czym można i nie można oszczędzać. Można, jeśli chodzi o ilość. Nie można, jeśli chodzi o jakość – o tym będzie kilka akapitów dalej. Teraz o ilości. Kosmetyków nie trzeba wiele (coś do mycia, krem z filtrem) na początek. Nie ma sensu obkupować się w specyfiki na dosłownie wszystko, nie jesteśmy w stanie przewidzieć potrzeb.

Później zostaniemy z szufladami pełnymi kosmetyków, których nawet nie otworzyliśmy bo były zwyczajnie niepotrzebne. Innymi słowy: pieniądze wyrzucone w błoto. A wyrzucać ich nie chcemy, prawda? 😉

Pampersy i mokre chusteczki. Zakładając, że planujemy używać pieluch jednorazowych – wystarczy szukać dobrej ceny. Cztery czy pięć złotych różnicy na paczce to (wbrew pozorom) całkiem spora oszczędność w skali miesiąca czy roku. A chusteczki? Można zupełnie z nich zrezygnować, zwłaszcza w domu. Wówczas zastąpić je wacikami nasączonymi wodą. Koszt obcinamy do minimum. Pomijając już zupełnie to, że tak jest zdrowiej. Część chusteczek ma naprawdę paskudne składy, nie powinny w ogóle mieć styczności ze skórą dziecka. Owszem, są też porządne i bezpieczne. Są nawet takie, których skład stanowi głównie woda. Kosztują swoje, można jednak poszukać najniższej ceny i je używać. Jak kto woli. Źródła oszczędności można znaleźć niemal zawsze.

Akcesoria. I tutaj znów ponownie chodzi o kwestię samej ilości. Nie ma najmniejszego sensu ani potrzeby obkupować się w akcesoria wszelkiej maści. Pięć butelek, dziesięć smoczków (w tym antykolkowe!), sterylizator, laktator, podgrzewacz, leżaczki, bujaczki, kosze, i tak dalej, i dalej. Wiem, że mając dostęp do Internetu i słabość do ulegania wpływom – można dojść do wniosku, że naprawdę wiele potrzebujemy.

Prawda jest jednak o wiele brutalniejsza: większość potrzeb wyjdzie na jaw dopiero po narodzinach dziecka. To wtedy będzie wiadomo, czy potrzebujemy laktatora – a jeśli potrzebujemy: ręcznego na sporadyczny użytek czy elektrycznego na codzienny i intensywny? To wtedy będzie wiadomo, czy maluszek używa smoczka czy też nie ma takiej opcji. Przygotujmy naprawdę minimum, ograniczmy listę wyprawkową do pewniaków a resztę – w razie potrzeby – zawsze można dokupić później. I pamiętajmy o najważniejszym: każde dziecko jest inne, każdy rodzic jest inny i każda rodzina ma zupełnie inne potrzeby. To, że coś sprawdziło się u sąsiadki – nie oznacza, że sprawdzi się również u nas.

Zabawki. Osobiście jestem przeciwna kupowaniu zabawek w ramach pierwszej wyprawki. Jestem świadoma, że niebawem będzie potrzebna mata edukacyjna, później jakieś grzechotki czy cokolwiek innego. Ale nie kupuję tego wcześniej. Nie mam pojęcia, kiedy dokładnie będą potrzebne. Nie wiem, czy nie będziemy mieć jakichś konkretnych wymagań co do nich. Nie wiem, czy ktoś nie zechce podarować nam czegoś z tych rzeczy, w prezencie. Nie umiem wybiec w przyszłość i jej przewidzieć, temat zabawek jest zbyt odległy by myśleć o nim jeszcze w ciąży. My kupiliśmy zaledwie jedną szmatkę-maskotkę kontrastową z Ikei, przy okazji zakupu mebli oraz słonika-pozytywkę. Jedno i drugie na pewno się przyda, czego jesteśmy pewni. Mogliśmy więc sobie na wcześniejszy zakup pozwolić z dużą dozą pewności siebie i swojej decyzji.

Na czym (absolutnie) nie warto oszczędzać?

Fotelik samochodowy. Uff, najcięższy i najważniejszy dla mnie temat. Skala ignorancji i niezrozumienia, z jaką się spotykam w tej materii – wciąż mnie przykro zaskakuje. Żadne nosidełko z wózka 3 w 1, żadna używka z niewiadomego źródła, żaden antymandat z marketu w ładny wzorek! Nie, nie, nie! I dla pewności jeszcze raz: NIE. Nie ma takich pieniędzy, nie ma takiej oszczędności, które można by równać z wartością życia naszego dziecka. Bo to o nie przecież chodzi.

Fotelik to nie zabawka, nie fanaberia, nie uroczy dodatek. Nie można stawiać go na równi z karuzelą do łóżeczka, wypasionym wózkiem czy stertą pięknych ubranek z dobrą metką. Nigdy tego nie róbmy, litości! Fotelik samochodowy dla noworodka musi być dopasowany do samochodu, ze sprawdzonego źródła, dostosowany dla noworodka i możliwie najlepszy (testy, kochani, testy zderzeniowe ADAC – nie mylić z atestami!). Ciąża trochę trwa, można odłożyć na fotelik a w zamian zaoszczędzić na łóżeczku, wózku czy innych pierdołach. Serio, fotelik to punkt najważniejszy wyprawkowej checklisty!

Materac do łóżeczka. Biorąc pod uwagę względy czysto higieniczne – nie powinniśmy sięgać po rozwiązanie, jakim jest zakup z drugiej ręki. Zdecydowanie lepszą opcją jest materac ze średniej półki cenowej (chociażby ikeowski za sto pięćdziesiąt złotych) niż naprawdę-super-hiper-wypasiony ale używany. Nie róbmy tego, naprawdę! Powtórzę: nie oszczędzajmy, kupując używany. Możemy zaoszczędzić, kupując nowy w rozsądnej cenie.

Kosmetyki. Nie mówię, że mamy kupować najdroższe, z możliwie najwyższej półki, takie och i takie ach! Absolutnie. Nie mówię też, żeby rzucać się od razu na emolienty, najlepiej te wyszukane i drogie przede wszystkim – bo emolienty stosować powinno się w razie potrzeby, nie profilaktycznie (“bo to noworodek przecież!”).

Mówię o rozwadze. Mamy taki dostęp do wiedzy, mamy Internet, mamy specjalistów (nie mylić z mało obiektywnymi recenzjami przypadkowych ludzi – to, że u jednego dziecka się sprawdziło, nie gwarantuje tego samego u innych). Nie jest problemem poczytać, porównać, dowiedzieć się, jaki skład powinny mieć kosmetyki dla maleństwa. Wystarczy odrobina ciekawości i zdrowego rozsądku. Później wybieramy taki kosmetyk, który jest możliwie najlepszy dla naszego dziecka. Nie kupujmy czegoś tylko dlatego, że jest w promocji. Pięć, dziesięć czy dwadzieścia złotych więcej, wydane na kosmetyki – nie zrobi różnicy, jeśli w zamian będziemy mieć pewność, że maleństwu nie zaszkodzimy. Albo chociaż tyle, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy by nie zaszkodzić.

***

Gdy pojawia się temat wyprawki – pojawia się też niezliczona ilość pytań. Jak lepiej? Jak taniej? Gdzie taniej? Co potrzebne? Co zbędne? Co warto? Czego nie warto? Nie sposób chyba przytoczyć wszystkie wątpliwości, której mogą się pojawić. Gdy spodziewamy się pierwszego dziecka – niepewność bierze górę, dobre rady otoczenia mieszają w głowach a szeroki wybór w sklepach wcale wszystkiego nie ułatwia.

Zdrowy rozsądek to podstawa. Jasne określenie potrzeb, które możemy przewidzieć i których jesteśmy pewni – wiele da. A jeszcze więcej spokój i otwartość na to, co przyniesie czas. Powodzenia!

zdjęcie tytułowe: Lady Amarena Photography

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!!

Pokoik dziecięcy - zobacz ceny
Napisane teksty 278

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: