Pasy w ciąży – zapinasz? | fakty i mity

Kiedy człowiekowi wydaje się, że nic już nas nie zdziwi – okazuje się wówczas, jak bardzo byliśmy w błędzie. Wydawać by się mogło, że żyjemy w czasach, w których dostęp do wiedzy mamy w zasadzie nieograniczony. A jednak jest cała rzesza ludzi opornych na jakąkolwiek wiedzę, nawet tą podsuwaną pod nos.

Bez zbyt długich wstępów – poruszę dzisiaj temat, który kłuje mnie w oczy od jakiegoś czasu. Byłam w pełni świadoma problemu, zdawałam sobie doskonale sprawę z nieświadomości i zwyczajnej ignorancji wielu. Dopóki jednak nie zaszłam w obecną ciążę, nie byłam chyba aż tak blisko tego tematu. Bo bezpośrednio mnie nie dotykał, bo nie czytałam na co dzień dyskusji na ten temat, które mimo że powinny być dość sensowne i jednokierunkowe – nigdy nimi nie są.

***

Całkiem niedawno na naszym Instagramie wrzuciłam zdjęcie. Przyznam szczerze, że w ostatnich miesiącach jeżdżę samochodem sporadycznie, głównie na badania i do lekarzy. Nasz samochód stoi aktualnie roztrzaskany pod domem, czekamy na rozprawę sądową – pirat drogowy wjechał w nas z dużą prędkością. Napisałam pod wspomnianym zdjęciem:

W lutym mieliśmy wypadek. 🚘 Jechaliśmy we dwoje, rozpędzony samochód wjechał w nas, wgniatając cały tył praktycznie do środka. To już wiecie. A teraz kilka faktów: ✅ Miałam zapięty pas. W drugim trymestrze ciąży. Wiem, wiem – nie jest to wymagane i mandatu bym nie dostała za ten brak. Ale czy siłę uderzenia w trakcie wypadku zmniejszy fakt, że #jestemwciąży? Czy nie wylecę przez przednią szybę tylko ze względu na brzuszek? Nie. Skutki wypadku nie zmniejszą się bo jestem uprzywilejowana. ⛔

To taki absolutny skrót tego, co każda ciężarna powinna mieć na uwadze absolutnie ZAWSZE. Tyle w teorii. W praktyce to już bywa zupełnie różnie. Prosty eksperyment? Wchodzimy na jakiekolwiek rodzicielskie forum, jakąkolwiek grupę na Facebooku czy też zadajemy pytanie pod postem na Insta: Czy zapinasz pasy w ciąży?

Wachlarz odpowiedzi, jakie można przeczytać pod takim pytaniem – jest skrajnie szeroki! Są jednak takie argumenty i stwierdzenia, które powtarzają się najczęściej. Obalmy je więc, tutaj, teraz, zaraz!

Prawo zezwala na jeżdżenie bez pasów. Jestem w ciąży = nie muszę zapinać.

Art. 39 ustawy o ruchu drogowym | Obowiązek korzystania z pasów bezpieczeństwa:

[…] 2.Obowiązek korzystania z pasów bezpieczeństwa nie dotyczy:
1)osoby mającej zaświadczenie lekarskie o przeciwwskazaniu do używania pasów bezpieczeństwa;
2)kobiety o widocznej ciąży; […]

I tutaj niechętnie się zgadzam, w jednej kwestii w sumie tylko – nie dostaniemy mandatu, nie mając zapiętych pasów w ciąży. Tylko tyle zapewnia nam kodeks drogowy. Jeśli dla kogoś to wystarczający argument – smutno mi, szalenie smutno! Dlaczego? Bo jeśli ktoś patrzy na to w podobnych kategoriach, oznacza to tylko jedno. Bardzo nisko wycenia życie swoje i swojego dziecka. Bo mówimy tutaj o dwóch istnieniach. Matce i dziecku. Możemy zabić dziecko. Możemy zabić siebie – przy odrobinie szczęścia lekarze utrzymają nas w stanie śpiączki (w miarę możliwości) i dziecko się urodzi, nie pozna jednak nigdy matki. Możemy też zabić oboje. A to wszystko porównywane do kwoty mandatu? Masakra. Serio, masakra. Trzeba być naprawdę ograniczonym, żeby na argument o życiu własnym i dziecka, odpowiadać kontrargumentem o jakimś tam mandacie.

Nie jeżdżę w dalekie trasy, poruszam się tylko po mieście, jeżdżę ostrożnie. Nic mi nie grozi.

Nie trzeba jeździć w dalekie trasy, żeby spotkało nas coś złego! Przytoczony wyżej wypadek spotkał nas w małej mieścinie, w niedzielę, na totalnie prostej drodze – rozpędzony młody kierowca pojawił się za nami nie wiadomo skąd, zamiast wyprzedzić – po prostu w nas uderzył, miażdżąc tył samochodu. Mamy więc pełen pakiet argumentów z tytułu wyżej: mąż jechał ostrożnie, jechaliśmy środkiem miasta, wyskoczyliśmy tylko po Pepsi na stację benzynową bo mnie mdliło. Na szczęście nic nam się nie stało, oboje mieliśmy zapięte pasy. Patrząc na samochód – można by pomyśleć, że skutki były o wiele bardziej opłakane.

A teraz zastanówmy się: co by było, gdybyśmy tych pasów nie mieli? Które z nas wyleciałoby przez przednią szybę? A może oboje? Co stałoby się z Maleństwem? Byłam wówczas w dwudziestym tygodniu ciąży, brzuszek dosłownie minimalny, pasy zapięte w prawidłowy sposób, czyli: pas biodrowy przeciągamy POD brzuchem, na kościach miednicy a pas ramieniowy przeciągamy między piersiami, z boku brzucha.

Statystycznie najwięcej wypadków wydarza się w pobliżu domu. W każdym wypadku zazwyczaj ktoś jest tym winnym, oczywiście – nie musimy to być my. Dlatego sam fakt, że jeździmy przepisowo i ostrożnie, absolutnie nie chroni nas w stu procentach. Bo znajdzie się ktoś mniej ostrożny, mniej trzeźwy, mniej doświadczony, zwyczajnie głupszy. Pamiętajmy o tym zawsze!

Pasy są niewygodne, przeszkadzają mi, uciskają brzuszek.

Ten argument jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Brzuch ciążowy brzuchowi ciążowemu nierówny – jedna będzie mieć malutką piłeczkę (jak ja chociażby – nikt mi nie wierzy, że za chwilę rodzę) a inna będzie mieć o wiele większy, do tego jakieś dodatkowe kilogramy i pas może rzeczywiście w pewnym momencie zacząć przeszkadzać.

ŻADNYM rozwiązaniem jest zapinanie pasa w sposób nieprawidłowy. Na wszelkich forach możemy znaleźć instrukcje, jak to najlepiej zapiąć pasy na samym fotelu – zanim jeszcze usiądziemy. Następnie przeciągamy tylko część naramienną. I już! Taki prosty sposób na wyrządzenie sobie krzywdy w sytuacji jakiegokolwiek wypadku. Zwłaszcza w ostatnich miesiącach ciąży środek ciężkości przesuwa się o wiele niżej, w stronę brzuszka. Wówczas w przypadku nawet nagłego hamowania – kobieta wysunie się spod pasa i uderzy – czy to w kierownicę, czy to w cokolwiek innego.

Jeśli prawidłowy sposób zapinania pasów (przytoczony powyżej oraz pokazany na grafice) powoduje dyskomfort – mamy jeszcze rozwiązanie, jakim są adaptery do pasów. Na rynku jest ich trochę, nie trzeba nawet kupować – w wielu miejscach istnieje możliwość wypożyczenia. Wówczas mamy i komfort, i bezpieczeństwo. I żadnych wymówek!

Pasy mogą zaszkodzić dziecku.

Nieprawidłowo zapięte – owszem.

Prawidłowo zapięte – nie zaszkodzą.

Adapter do pasów – nie zaszkodzi.

Niezapięte pasy – mogą zabić.

Twój wybór. Świadomość już masz.

***

Nie wiem, jakim ignorantem trzeba być by w czasach, gdy świadomość jest tak wysoka a dostęp do wiedzy tak powszechny – bagatelizować bezpieczeństwo swoje i swoich dzieci, również tych nienarodzonych. Swoją głupotą można zabić siebie, dziecko w brzuchu a później dziecko już narodzone – bo foteliki to kolejny temat rzeka, kolejne pisane historie skrajnej nieodpowiedzialności.

Ludzie, litości! Decydujesz się na dziecko? To chociaż spróbuj wziąć za nie odpowiedzialność! Żadna ilość pięknej wyprawki nie zwróci jemu życia ani sprawności, jeśli w zamian narazisz je na wypadek i skutki nie zapinania pasów! Żadna limuzyna wśród wózków nie zwróci jemu życia ani sprawności, jeśli w zamian kupisz zwyczajny antymandat zamiast fotelika! Żadna ilość gadżetów nie zwróci jemu rodziców, jeśli wylecicie przez przednią szybę samochodu, kończąc jako mało efektowna mozaika na jezdni.

Jesteście rodzicami. Będziecie rodzicami. Bądźcie do cholery, tak zwyczajnie, tak po prostu – odpowiedzialni!

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!!

2 komentarze

  1. Zapinam choć z brzuchem niewygodnie. Czekam teraz na przesyłkę z adapterem. Przykra prawda choć kocham moje Maleństwo, to moje życie jest ważniejsze, gdyż mam drugie dziecko na świecie i ono potrzebuje mnie.

  2. A moim zdaniem to selekcja naturalna. Co głupsi wyginą na własne życzenie. Szkoda tylko niewinnych dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top