Szanujący się przemocowiec wie, jak trzeba bić…

Przemoc domowa kojarzy nam się z sąsiadką, która nawet w pochmurny dzień wkłada ciemne okulary by zakryć siniaki na twarzy. Przemoc domowa kojarzy nam się z szeroko rozumianą patologią, najczęściej z alkoholizmem w tle. Przemoc domowa kojarzy nam się z krzykami za ścianą, awanturami, hałasem.

To stereotypowe skojarzenia, bardzo często powielane w filmach czy serialach. W jakimś stopniu tak oczywiste, że niemal automatycznie przychodzą na myśl, gdy mowa o przemocy. A przecież to nie tak. A przecież przemocy najczęściej nie widać. Bo najczęściej rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami, o czym pisałam już tutaj:

Trudny temat: te drzwi są zawsze zamknięte

***

Przemocowiec zazwyczaj doskonale wie, co robi. Zdaje sobie sprawę z wagi swoich słów, gdy wbija nimi kolejne sztylety w swoją ofiarę. Zdaje sobie sprawę z bólu, jaki zadaje kolejnymi wymierzonymi razami. Zdaje sobie też sprawę, że nie pozostawia śladów lub będą one niewidoczne. Po prostu. Bo potrafi krzywdzić w taki sposób, żeby nikt nie zauważył efektów.

Dzisiaj postanowiłam napisać o czymś, o czym – w takich detalach – nie wiedzieli nawet najbliżsi. Ku przestrodze dla innych. 

Od prawie pięciu lat cierpię na bóle głowy. Nie byle jakie, nie zwyczajne. To nie jest ból, przy którym wezmę dwa ibupromy i pół godziny później pobiegnę dalej. Obezwładniające, z szeregiem innych objawów, czasami zabierają mi pół dnia, czasami dzień, ostatnio bywa że i trzy dni pod rząd. Do tej pory tłumaczyłam wszystkim krótko: jestem migrenowcem. I sprawa załatwiona, każdy to rozumie, nawet ten nie znający problemu.

W międzyczasie chodziłam do internisty, neurologa, laryngologa, psychologa, psychiatry. Zrobiłam szereg badań, próbowałam różnych leków na receptę, znosząc różne skutki uboczne. W końcu, gdy pogodziłam się z diagnozą i przestałam szarpać się z tym, żeby ją obalić, żeby znaleźć wyjście, żeby móc pozbyć się problemu – nauczyłam się z tym żyć. Wiedziałam, jak reagować, miałam rozpisane leki na epizody bólowe, zdawałam sobie sprawę z tego, co może je nasilać. Teraz zaszłam w ciążę, musiałam porzucić dotychczasowe leczenie, uczę się tymczasowo życia z tym bólem bo dostępne w moim stanie, leki – zwyczajnie nie działają.

Czasami cierpię całą noc, czasem dwie doby. Czasami tylko kilka godzin. Leżę w zaciemnionej sypialni, półsiedząc ze skrzyżowanymi nogami, pod brzuchem mam wielką ciążową poduszkę a głowę wciskam w kolejną, przykrywając gorącym ręcznikiem. Ból rozsadza mi czaszkę, nie jestem w stanie mówić, myśleć, wstawać, jeść, n i c.

Pięć lat temu również leżałam w chwilach obezwładniającego bólu. Również w ciąży. Zazwyczaj na podłodze, zazwyczaj w przedpokoju, na zimnych płytkach. To nie była migrena. Nie brałam żadnych leków. Od pewnego momentu nie leciały nawet łzy, z każdym kolejnym razem uodparniałam się, zamykałam, modliłam się tylko o to by Malutkiemu nic się nie stało, najważniejsze było chronić brzuch.

Chronić przed kopniakami. Tymi w plecy i w głowę.

Chronić przed upadkiem. Tym od kolejnych popchnięć.

Chronić przed wszystkim. Przed wszystkim tym, co się działo.

Nie mam i nigdy nie miałam, migren. W ciąży i połogu byłam bita. Mówię to teraz, po pięciu latach. Mówię to wprost, prostymi słowami, być może zbyt obrazowo. Mówię to po to, żeby pokazać jedno: przemoc pozostawia zawsze jakiś ślad. Nie tylko ten w psychice, bardzo często również czysto fizyczny.

Nie mam i nigdy nie miałam, migren. Obrywałam otwartą dłonią w głowę. Z czasem pięściami. Z czasem doszły do tego kopniaki, wymierzane w plecy i głowę. Czasami pozostawał jakiś siniak na rękach lub nogach – od upadku przy popychaniu.

Ale to można było łatwo wytłumaczyć. Jak wszystko.

W ciąży i po porodzie miałam anemię. Każdy bez zająknięcia łykał bajkę z serii: zasłabła, uderzyła się, nic wielkiego. Wiecie co? Kilka tygodni po porodzie byłam na zdjęciu szwów, posiniaczone nogi zainteresowały położną. A ja powtórzyłam bajkę o zasłabnięciu. Sama wierzyłam w to, co wypowiadam na głos. Zaledwie dwa tygodnie później byłam już wolna, razem z moim maleńkim synkiem – w o l n a!

Po ostatnim pobiciu, po upokarzającej obdukcji, po kilku dniach bez ciosów, z czasem po tygodniach bez bicia – ten fizyczny ból nie mijał. Nie miałam wtedy czasu, głowy ani pieniędzy na to, żeby chodzić po lekarzach. Łykałam przeciwbólowe, tłumaczyłam to zmęczeniem, stresem, gojeniem się po wcześniejszych epizodach. Z czasem przyszła pierwsza wizyta u lekarza. I machina ruszyła. Cierpliwie odhaczałam kolejne gabinety i jeszcze bardziej cierpliwie próbowałam wszystkiego.

Mam dwadzieścia osiem lat, na jedno ucho nie słyszę nawet w połowie tak dobrze, jak na drugie i do końca życia prawdopodobnie czekają mnie epizody pourazowych bólów głowy. Ukruszony ząb dentysta naprawi, siniaki się zagoją, opuchlizna zejdzie. Ale takich konsekwencji nie da się wymazać, nie znikną z dnia na dzień. Trzeba nauczyć się z tym żyć.

Choć minęło tyle czasu, choć przepracowałam to wszystko, choć w pewnym stopniu czuję się uleczona i wolna – czasami w ataku takiego bólu przypominam sobie ten moment, gdy leżałam na podłodze w przedpokoju. Bo być może, gdybym uwolniła się od tej sytuacji ileś tygodni wcześniej – uniknęłabym aż takich skutków. Tego nie wiem, nikt tego nie wie. Ale nie można tego wykluczyć, prawda?

Nie powinno być w społeczeństwie przyzwolenia na przemoc. Sytuacje, w których rodzina i najbliższe otoczenie są w pełni świadomymi (!) przemocy w danym domu – nie mają racji bytu. Niewyobrażalnym jest być biernym, pozwalać na to by syn tłukł do nieprzytomności partnerkę i przymykać oko. Niewyobrażalnym jest spać spokojnie ze świadomością, że niebawem przyjdzie na świat wnuk lub wnuczka, którego matka jest maltretowana i to przez nasze dziecko! To wszystko jest tak absurdalne, że brakuje słów.

Wyobraźcie sobie mimo to, że tak naprawdę podobnych sytuacji są tysiące, każda rodzina to inny scenariusz przemocy, to inny typ oprawcy, to inna historia. Wszystkie je łączy ból nie do wyrażenia.

Przemocowiec nie uderzy w twarz w towarzystwie – on zanotuje w pamięci jakiś (w jego mniemaniu) występek partnerki, który przypomni jej później. I ukarze. Już za drzwiami ich domu. Za zamkniętymi drzwiami. Przemocowiec przepięknie ubierze w słowa obelgę w stronę partnerki, nikt nawet nie zauważy jej znaczenia. Subtelnie poniży, wyśmieje, umniejszy – że niby się droczy, że niby taki dowcipny, że niby taki zabawny.Dopiero w domu obelgi są już dosłowne, nie przebiera w słowach, wyzwiskom i poniżeniom nie ma końca. Za zamkniętymi drzwiami.

Pamiętajmy o tym: przemoc nigdy nie jest widoczna gołym okiem. A jeśli widzimy jej symptomy i nie reagujemy – możemy przybić piątkę z przemocowcem. Bo jesteśmy tacy sami, jak on.

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ->  klik!

Napisane teksty 283

6 thoughts on “Szanujący się przemocowiec wie, jak trzeba bić…

  1. Szacun za to że umiałaś odejść dla dobra swojego i dziecka. Wiele kobiet woli takiego partnera i ojca niż żadnego i tak tkwią.

  2. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że udało Ci się uwolnić od tego typa. Pamiętam jak bardzo ciężko było Ci na początku, lata temu, kiedy zaczęłaś pisać bloga i podziwiam Twoją siłę oraz to, jaką drogę przeszłaś. Mam nadzieję, że z czasem te sytuacje w Twojej pamięci będą blednąć, a miłość jaką dostaniesz od świata pozwoli Ci chociaż trochę zapomnieć. Trzymam kciuki za Was!

  3. Znam to, teraz jestem już tu gdzie Ty. 5 lat mija. Wspieram Cię z serca i dbaj o siebie i dzieci. Jeszcze bedzie Wam cudownie. Zobaczysz. Wiem to.
    Przytulam ciepło<3

  4. Dziekuje Ci za ten tekst. Ostatnie zdanie bardzo wazne. To prawda trzeba uswiadamiac i otwierac oczy. Ale nie tylko ogolnie spoleczenstwu, ALE pruede wszystkim dziewczetom i kobietom- od dziecka musza wiedziec ze mezczyzna ktory bije lub stosuje jakakolwiek przemoc nie skonczy na jednym razie i jest mezczyzna, ktorego sie zostawia. Jestem corka takiego osobnika- wyzsze wyksztalcenie, kasa i zero uzywek. Za to przemoc psychiczna, seksualna i fizyczna. Ja jako niepelnoletnia nie moglam sie ot tak uwolnic. Dopiero na studiach, a zaraz po wyjechalam zagranice. On nie ma moich danych kontaktowych, nie wie gdzue przebywam. A ja zlamalam stereotyp i mam partnera zdrowego, normalnego. Ale zawsze szokowaly mnie partnerki tzw ojca, mimo bicia odchodzily dopiero po paru miesiacach lub latach. Ostatnia i najbardziej bita urodzila mu 3 dzieci. Kazda z nich miala problem z pewnoscia siebie, stawianiem granic i odroznieniem psychopaty od mezczyzny. Ostatnia pochodzila z rozwiedzionej rodziny, gdzie ojciec zdradzal i prawdopodobnie bil. Tak wiec niestety wiele z nas powiela wzorce albo po prostu nie wierzy w siebie, nie ma poczucia wlasnej wartosci i nie wie ze sama lub z dzieckiem da sobie doskonale rade. Nie rozumiem jak po pierwszym pobiciu mozna zostac z taka osoba, ale zal mi kobiet ktore tak robia. Szczegolnie jesli podswiadomie wybieraja osobnika podobnego do przemocowego ojca.

Pozostaw odpowiedź Dawid W. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: