O co nie pytać w mamusiowych grupach na Facebooku?

Grup dla młodych mam, dla rodziców, dla kobiet oczekujących dziecka, starających się o dziecko i wszelkich podobnych – na Facebooku możemy znaleźć niepojęte ilości. Naprawdę! Bo są i lokalne, są też nieco większe, znajdziemy takie ogromne i zupełnie malutkie. Dla każdego coś ciekawego, można by rzec. A co w tych grupach?

Tutaj to już bywa absolutnie różnie. Niekończąca się historia, że tak powiem. 😉 Z założenia takie grupy mają dawać wsparcie (kto, jak nie my – matki, możemy się zjednoczyć we wspólnej doli?), inspirować – bo zawsze można coś u kogoś podpatrzeć, zachęcać do dyskusji i wymiany doświadczeń. W praktyce niestety często zamieniają się w kopalnię mitów, co gorsza – uparcie powielanych, kłótni bez powodu i oceniania się nawzajem, bez znajomości podstawowych faktów.

***

Jedno jest pewne – o czym wiele osób niestety zapomina: są takie kwestie, są takie pytania, których w podobnych miejscach absolutnie nie powinniśmy zadawać! Dlaczego? Bo szukanie odpowiedzi w Internecie, zamiast u specjalisty, może być zwyczajnie niebezpieczne. Poniżej przytoczę sporo takich przykładów, gdzie konsultacja lekarza powinna być natychmiastowym działaniem a zamiast tego czas jest marnowany na dyskusje w sieci.

Każdy organizm jest inny. To po pierwsze. Po drugiej stronie monitora najczęściej nie siedzą specjaliści, tylko inne matki. A u nich dany objaw czy sytuacja mogły oznaczać coś zupełnie innego i inaczej się zakończyć, mogły nie doświadczyć tego w ogóle a w odpowiedzi zbagatelizować problem, ewentualnie powtórzyć jakiś zasłyszany mit. To po drugie. Każdy niepokojący w ciąży objaw wymaga wizyty u lekarza lub na IP, lepiej dmuchać na zimne niż później żałować opieszałości w działaniu. To po trzecie. Każde dziecko jest inne, matki na forum nie postawią diagnozy na podstawie zdjęcia lub krótkiego opisu – jeśli dziecku coś dolega, niech oceni to lekarz. To po czwarte. Nikt nie jest nieomylny. Ja na przykład w pierwszej ciąży nie wiedziałam wielu rzeczy, teraz jestem ich w pełni świadoma i szczęśliwa, że ktoś mnie czegoś nauczył, uświadomił. Popełniamy błędy ALE pozwólmy bardziej świadomym doradzić w czymś, o czym być może pojęcia nie mamy. Nie musi być tak, że zagryzamy się w komentarzach. To po piąte.

A teraz przejdźmy do tego, o co absolutnie nie pytać na Facebooku, w zamian podejmując od razu konkretne działania:

Czy rodzę?

Rano widziałam coś takiego różowego jakby na wkładce, teraz wydaje mi się że mam skurcze. Czy to już? Jechać do szpitala? Dodam, że 35 tc.

Takie posty widuję nad wyraz często. Albo podobne, tyle że hipotetyczne – po czym kobieta pozna, że zacznie rodzić? Po to chodzimy regularnie na wizyty do lekarza prowadzącego, żeby rozwiewać wszelkie wątpliwości. Lekarz odpowie na pytania, wytłumaczy, uspokoi. Jeśli są jakieś objawy (coś różowego i skurcze z przykładu) to bierzemy torbę i… jedziemy! Jako osoba zupełnie obca, znająca autorkę postu tylko z tych kilku wklepanych słów, nie widząc nawet sytuacji opisywanej – nie jestem wróżką, żeby zgadywać, czy ona już rodzi. U jednej kobiety dokładnie tak mógł się poród zaczynać, u kogoś innego absolutnie nie. Ta pierwsza odpowie więc, że tamta na pewno rodzi a ta druga rzuci, że nie, absolutnie nie, niech siedzi w domu.

Jestem w 29 tygodniu ciąży. Siedziałam na kanapie i gdy wstałam, okazało się że została mokra plama. Myślicie, że się posiusiałam czy to wody? Nie za wcześnie?

To już zwyczajnie niebezpieczne. Zbyt wcześnie na poród, jeśli to odeszły wody! A sytuacja analogiczna do poprzedniej – nikt z drugiej strony ekranu nie jest w stanie stwierdzić, czy to wody, czy to mocz. A w komentarzach wiele historii o tym, jak zdarza się popuścić i to nic wielkiego… Co by było, gdyby to jednak były wody i taka ciężarna nie pojechała na IP a ileś godzin później zaczęła już rodzić na przykład? Albo chodziła tak bez wód? Strach pomyśleć…

Brać czy nie brać?

Wydaje mi się, że mam infekcję. Koleżanka brała maść X i środek Y, jej pomogły. Używałyście, polecacie?

Najgorsze, co można zrobić – pytać o leczenie czegoś (jeszcze nawet nie zdiagnozowanego!) w Internecie. Zaraz posypią się nazwy przeróżnych specyfików, sposoby leczenia, porady i uwagi, które bazować będą tylko i wyłącznie na konkretnych, indywidualnych przypadkach. Co ważniejsze: żaden, absolutnie żaden z nich, nie musi być taki sam jak ten z zadanego pytania… Tyle się mówi o tym, żeby nie brać żadnych leków w ciąży bez konsultacji z lekarzem, tyle się o tym wszędzie powtarza a i tak znajdą się przypadki – i to częste – leczenia na własną rękę. Bo ktoś w Internecie tak poradził. A takie samoleczenie do niczego dobrego nie prowadzi.

Lekarz kazał brać lek X Y razy dziennie. Myślicie, że to wystarczy? A może lepiej brać więcej? Ile tego leku wy bierzecie?

To chyba gorsze niż wyżej opisane, samoleczenie. Bo każdy organizm jest inny, każdy przypadek jest inny. To, że lekarz zaleca określoną dawkę leku, w określonych ilościach dziennie – oznacza, że tyle dokładnie jest potrzebne. Przykład? Mam ciążową niedoczynność tarczycy, biorę pewien lek od 7 tygodnia ciąży. W międzyczasie dawka była już zmieniana, zależnie od wyników badań i potrzeb. Gdybym zapytała teraz gdzieś na forum o lek na niedoczynność – nie dość, że przeczytałabym o zupełnie różnych dawkach, to jeszcze pewnie o różnych lekach. 😉 I co? Miałabym rzucić swój leczenia i zacząć wzorować się na czyimś, kompletnie nie popartym potrzebami mojego organizmu? Absurd.

Dobre mam wyniki?

Te wyniki są dobre czy nie za bardzo?

I zdjęcie wyników badań laboratoryjnych na przykład. Oczywiście z pełnymi danymi osobowymi zazwyczaj (to już pominę milczeniem). Najlepsze w tym wszystkim zazwyczaj jest to, że na tychże wynikach czarno na białym są wypisane normy. Ba! Niekiedy nawet zaznaczone jest, które z wyników są w którąś stronę nieprawidłowe. Wystarczy przeczytać ze zrozumieniem, nie wrzucać od razu do sieci. Taka analiza na Facebooku nie zastąpi wizyty u lekarza. Komentujące zazwyczaj przytaczają swoje wyniki dla porównania, co w sumie… nic nie wnosi do samego pytania. A tak naprawdę wystarczy wpisać w Google, jeśli już tak bardzo chcemy zgłębić temat, na przykład: hemoglobina norma w ciąży. I znajdziemy fachowe informacje, wystarczy poszukać i poczytać.

Mam cukrzycę czy nie mam?

Nie ma dnia by ktoś nie przedstawił swoich wyników z badania krzywej cukrowej, z pytaniem o cukrzycę właśnie. Tutaj też wystarczyłoby sobie wygooglować normy albo zapytać przy badaniu, ile wynoszą. Oczywista jest konsultacja lekarza po otrzymaniu takich wyników, sami nie możemy diagnozować ani decydować o tym, co jest właściwe a co takim nie jest.

Co wam się bardziej podoba?

Antoś czy Franek? Które imię lepsze dla chłopca?

Wybór imienia dla dziecka poprzez głosowanie w komentarzach przez obcych nam totalnie, ludzi – to naprawdę kwintesencja obecnych czasów, gdzie niemal całe życie przenosimy do sieci. Wybór imienia dla potomka jest na tyle osobistą sprawą, że absurdalnym wręcz wydaje się być pozostawianie tej decyzji obcym ludziom, których zdanie zazwyczaj jest uzasadnione jakimiś osobistymi pobudkami… Nikomu innemu – tylko wam, rodzicom! – to imię nie ma się podobać! To tylko i wyłącznie wasza decyzja, wasze emocje, wasza sprawa. Powiecie później dziecku, że ma takie a nie inne imię bo… nieznani wam ludzie w internecie je doradzili?

Co sądzicie o białym wózku? A o czarnym? Strasznie nam się podobają ale bliskim już niekoniecznie. Brać taki?

Niemal analogicznie do sytuacji z imieniem – to Wasz wybór. Można spytać o to, jak wózek się sprawdza ten konkretny? O to, czy dany aspekt techniczny jest dokładnie taki, jak obiecuje producent? O to, czy dodatkowe akcesoria są warte swojej ceny? Ale nie ma najmniejszego nawet sensu pytać o to, czy coś jest ładne, czy jakiś kolor jest fajny, czy taki wzór się podoba? Bo każdy ma swoje zdanie. Ile komentarzy, ile odpowiedzi – tyle tych różnych zdań, można przeczytać. Nikt nie zdecyduje za was, to przede wszystkim wam określony wybór ma przypaść do gustu i zwyczajnie się podobać.

***

Połowa pytań, które pojawiają się w podobnych grupach – powinna zostać skierowana do lekarza, do położnej, ewentualnie do farmaceuty. Nie mają racji bytu – bo nikt nie jest w stanie trafnie ocenić sytuacji, której nie zna. Nie można też wzorować się na innych, podczas gdy każdy ma inne potrzeby i problemy. Nie można absolutnie stawiać rad z Internetu ponad zdanie specjalisty, który czuwa nad naszym i dziecka, zdrowiem.

To zwyczajnie niebezpieczne. Czasami wystarczy wykonać telefon do lekarza prowadzącego i rozwiać wątpliwości, zadać nurtujące nas pytania na wizycie. Jeśli jakieś objawy nas niepokoją – jechać to skonsultować. Ale nie czekać aż internetowe (nie)znajome poklepią nas wirtualnie po plecach, mówiąc że im nic nie było po takim bólu/plamieniu/skurczach. Co, jeśli Ty jesteś innym przypadkiem i stanie się coś, czego nikt w komentarzu nie przewidział…?

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ->  klik!

6 komentarzy

  1. Te wszystkie wyniki badań i zdjęcia usg wrzucane na grupy to na siłę szukanie jakiejś atencji chyba. Tak samo zdjęcia wózków, łóżeczek i wyprawek. Festiwal przechwalania się który nie ma nic wspólnego z szukaniem porady.

  2. Hej:) miło że wspomniałaś że wiele z tych pytań można kierować do farmaceuty – ja jako mama aptekarka odpowiem na wszystkie pytania na temat leków, wiem kiedy skierować pacjentkę do lekarza a nawet mogę pogadać o kolorze wózka jak nie będzie kolejki. Pozdrawiam 🙂

  3. O ile pytania o wyniki badań, krwawienie, wody czy inne takie są faktycznie głupie, o tyle zupełnie nie rozumiem “czepiania się” pytań o imię czy kolor kocyka albo wzór na wózku. Może ktoś napisze, że biały za często się brodził i da Nam do myślenia. Może komuś podoba się Franek&Antoś, to czemu nie spytać innych co myślą? Dlaczego niby mielibyśmy, nie porównywać gustów i dostawać opinii? przecież i tak zdecydujemy sami, a nawet jeśli większość komentarzy zdecyduje za Nas to zupełnie nic złego się niestanie. Nikt nie zada takiego pytania, wiedząc już co chce.

  4. Przecież te grupy to siedlisko największej głupoty jaka może być. Raz przez chwilę byłam, to się tylko przeraziłam jaki ogrom tych kobiet jest całkowicie nieogarnięta…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top