Ciąża zagrożona: poradnik przetrwania dla partnera

Ciąża to czas szczególny, nie tylko dla przyszłej mamy. W całym tym ekscytującym oczekiwaniu współuczestniczy również przyszły tata! I chociaż w pierwszej ciąży absolutnie nie doświadczyłam ani wspólnych wizyt u lekarza, ani szkoły rodzenia czy zwyczajnego wsparcia – wiedziałam, że teraz będzie inaczej. Inaczej, czyli lepiej. Tak jak być powinno.

Planując ciążę, nie przewidzieliśmy jednak tego, z czym przyszło nam się zetknąć. Że ciąża od początku będzie zagrożona. Że w zasadzie co chwilę będą spadać na nas jakieś problemy. Że będziemy musieli z dnia na dzień zmienić zupełnie nasze życie. No niestety – tego wszystkiego nie przewidzieliśmy.

***

Ciąża zagrożona – czy też z jakimikolwiek komplikacjami – to ogromne wyzwanie. Dla kobiety, która przechodzi to przede wszystkim bardziej dotkliwie – bo nierzadko odczuwa wszelkie fizyczne dolegliwości. Dla mężczyzny, który martwi się o swoją partnerkę i o nienarodzone dziecko – bo przejmuje ogrom stresu i obaw, którymi nie obciąża dodatkowo przyszłej mamy. Sytuacja nie jest łatwa dla żadnej strony. Dla nikogo taka nie jest, w końcu toczy się gra o wysoką stawkę, jaką jest zdrowie. A niekiedy i życie.

W sieci można znaleźć naprawdę wiele poradników dla przyszłych ojców. Jak dbać o ciężarną? Jak reagować na zmiany nastrojów, na zachcianki? Jak poruszać drażliwe tematy, jak rozmawiać? Na co zwracać uwagę, co powinno niepokoić a co jest zupełnie normalne? W zasadzie można znaleźć odpowiedzi na wiele, nurtujących przyszłego ojca, pytań.

Wciąż za mało mówi się jednak o ciążach innych niż książkowe, innych niż słodki czas beztroskiego oczekiwania, od USG do USG, od zakupu jednego elementu wyprawki do następnego. O ciążach, w których łatwiej o te negatywne, przytłaczające emocje, niż o te lekkie i radosne. Jak wówczas reagować, co robić, na co sobie pozwalać a na co absolutnie nie? Jak znaleźć złoty środek i w tym wszystkim nie zwariować?

Po pierwsze: nie zamykaj przyszłej mamy w banće!

Zapewne na każdej wizycie u lekarza prowadzącego słyszycie magiczne: proszę się nie denerwować, prawda? Ale jak tu się nie denerwować, kiedy samopoczucie kiepskie, zagrożenie poronieniem, przedwczesnym porodem czy czymś podobnym? Jak zachować spokój, gdy ważą się losy waszej maleńkiej istotki? Twoja partnerka to wie. Zna sytuację, zna fakty, jest zapewne w pełni świadoma wszystkiego. I tego nie zmienisz. Dlatego nie ma absolutnie żadnego sensu w zapewnianiu jej na każdym kroku, że jest i będzie dobrze, że najważniejszy jest spokój, że nic złego się nie dzieje. Bo się dzieje i oboje w tym jesteście.

Nie izoluj jej na siłę od problemów, nie odcinaj od przyziemnych spraw, które w Twoim mniemaniu mogą jej zaszkodzić czy zdenerwować. Zatajanie czegokolwiek nie przyniesie niczego dobrego, ona w końcu i tak się dowie – wówczas taka informacja zadziała jak bomba z opóźnionym zapłonem. Rozmawiajcie o wszystkim, otwarcie i na spokojnie. Nie uchronisz partnerki przed stresem, żebyś nie wiem jak bardzo się starał! To nie ma prawa się udać, nie pozbawisz jej zupełnie kontaktu ze światem.

Po drugie: bądź zawsze, gdy jesteś potrzebny!

Banał, prawda? Jednak czasami może się okazać, że w całym tym szaleństwie i stresie, umyka wam to, co najważniejsze. Bądź na wizytach u lekarza, jeśli tylko możesz. Zadawaj pytania, interesuj się, zgłębiaj temat i bądź aktywny. Bądź też w zwyczajnej codzienności, która nie może schodzić na dalszy plan. Absolutnie nie może! Przyszła mama potrzebuje spokoju (wiadomo!) i to ty możesz być sprawcą takiego spokoju, jeśli dobrze to rozegrasz. Roztaczaj atmosferę bezpieczeństwa, tegoż spokoju właśnie, dbaj o detale, które są niemniej istotne.

Drobne gesty – pamiętaj o nich! Przynieś filiżankę ciepłej herbaty, tak jak zawsze to robiłeś. Jeśli kobieta musi leżeć – nie zostawiaj jej samej w tej nieszczęsnej sypialni! Przyjdź, połóż się obok, poleż z nią. Przynieś laptopa, obejrzyjcie film w łóżku za dnia, bądź obok. Nie ma nic gorszego niż poczucie osamotnienia! Gdy trzeba leżeć, człowiek nie rusza się z tego przeklętego łóżka i odnosi wrażenie, że wszystko toczy się gdzieś obok, nie docierając do tego miejsca, w którym leżymy. Życie można po części przenieść w okolice tego łóżka, leżenie nie oznacza izolacji. Bądźcie w tym razem. Na tyle, na ile się da.

Po trzecie: nie bój się wiedzy!

Żyjemy w takich czasach, że tak naprawdę dostęp do wiedzy mamy nieograniczony i większość ludzi zdaje sobie z tego sprawę. No chyba, że wejdziemy na fejsbukowe grupy dla rodziców – tam przekonamy się, że wujek Google chyba gryzie, takie pytania się tam zdarzają! Zamiast sobie wygooglować prostą rzecz, ludzie pytają innych, nie zawsze bardziej uświadomionych (niestety). Nie dalej niż wczoraj widziałam pytanie, w którym jakaś kobieta chciała się dowiedzieć: po co właściwie są regularne USG? Gdyby tak bazować na odpowiedziach widocznych w komentarzach, można by uznać że to głównie naciąganie nas na kasę, lepiej wierzyć że dziecko urodzi się zdrowe a do tego przecież wiadomo, że zbyt wiele badań szkodzi dziecku. Niestety, takie dyskusje nie są niczym oderwanym od rzeczywistości, to norma w wielu miejscach w sieci.

Jeżeli jesteście w zagrożonej ciąży, rodzi się wiele pytań. W naturalnie przebiegającej tych pytań jest ogrom, komplikacje tylko je mnożą! Nie przejmuj się więc, wątpliwości to normalna sprawa. Najnormalniejsza. Postaraj się nie obciążać wszystkimi partnerki. Pytaj lekarza, czytaj, słuchaj w szkole rodzenia (jeśli do takowej będziecie uczęszczać). Na pewno pozytywnie zaskoczysz – i uspokoisz! – przyszłą mamę, wiedząc sporo o czekających was badaniach czy rozwoju dziecka w danym miesiącu ciąży. Internet nie gryzie, książki nie drapią a kto pyta – nie błądzi.

Po czwarte: akceptuj emocje, nawet te skrajne!

Może się zdarzyć, że twoja partnerka będzie przechodzić prawdziwą huśtawkę nastrojów. Od panicznego strachu – bo akurat trafiliście na Izbę przyjęć z jakimiś niepokojącymi objawami, po ekscytację i radość, gdy pojawi się nieco lepsze samopoczucie i chęć szykowania wyprawki, planowania. To wszystko jest normalne, zwłaszcza gdy dodamy do tego szalejące hormony.

Nie wyśmiewaj, nie umniejszaj, nie ignoruj – akceptuj. To szalenie ważne, żeby ona poczuła tą akceptację. Żeby nie wyrzucała sobie, że coś jest z nią nie tak – bo targają nią emocje. One same w sobie są już bardzo trudne, nie dodawaj jej kolejnych, związanych z brakiem takiej akceptacji.

Po piąte: nie musisz wyręczać, naucz się odpuszczać!

Być może przed ciążą twoja partnerka utrzymywała dom w czystości, serwowała codziennie obiad, dbała o pranie czy prasowanie. Być może miałeś w tym swój udział – bo dzieliliście się obowiązkiem. Odbierałeś dziecko z przedszkola, robiłeś zakupy czy zmywałeś naczynia. Może się okazać, że teraz – mimo jej największych chęci – większość obowiązków stanie się niemożliwa do wykonywania. I co wtedy?

Możesz przejąć je wszystkie, pełniąc podwójną rolę. Możesz też nauczyć się odpuszczać i pokazać partnerce, że to nic złego. Ba! Że to coś absolutnie normalnego w Waszej sytuacji. Bo nie musi być teraz codziennie odkurzana i myta podłoga, wystarczy raz na trzy dni. Bo nie będzie codziennie wyszukanego obiadu, wystarczy ugotować coś od razu na dwa dni. Podobnych kompromisów możecie wypracować naprawdę wiele, najważniejsza jest obopólna zgoda i akceptacja nowej rzeczywistości, w której się znaleźliście.

***

Nie chodzi o to, żebyś stał się nadczłowiekiem, który ogarnie wszystko. Bo nie w tym rzecz, serio! Akceptacja, wzajemne wsparcie i zrozumienie – są najważniejsze. Dodasz do tego trochę wiedzy, taktu i troski a zyskasz efekt, jakiego potrzebujecie oboje. Nie obiecam ci, że będzie ultrałatwo, nie zagwarantuję, że przejdziecie przez ten trudny czas bez najmniejszego spięcia czy problemu. Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć ani zapewnić.

Na pewno twoje starania będą docenione, jeśli będą szczere a ty będziesz zaangażowany. Nie ma nic gorszego niż poczucie osamotnienia czy odizolowania, dlatego zrób wszystko by twoja partnerka tak się nie poczuła! Przypominaj, że kochasz. Współuczestnicz we wszystkim. Akceptuj emocje i gorsze momenty. Ograniczaj negatywne bodźce ale jej nie odsuwaj. Wiem, że denerwujesz się tak samo i wierz lub nie: będzie tylko lepiej!

PS O swoich sposobach na przetrwanie i naszych zmaganiach, napiszemy niebawem – tymczasem częściowo dzielimy się tym na naszym Instagramie, link poniżej.

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ->  klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ->  klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ->  klik!

6 komentarzy

  1. Znalazłam cię na Instagramie z czyjegoś polecenia i jestem w szoku! Widzę że zeszły rok to rozwój kariery wedding plannera i spełnianie marzeń a ty odłożyłaś to wszystko by leżeć? Widzę że jesteś pod opieką lekarzy i to chyba prywatnie ale nie masz wrażenia że są niedouczeni? Jeśli dziecko ma być wcześniakiem to będzie nim niezależnie od tego czy biegasz po weselach czy leżysz plackiem w domu. Poczytaj sobie trochę bloga powszechnie znanej guru polskiej ginekologii i tam znajdziesz nawet osobny artykuł o tym że leżenie to żadne leczenie…. Nie będziesz później żałować tylu miesięcy bezczynności? Mi by było szkoda na zamartwianie się na zapas. Głowa do góry i korzystaj z życia!

    1. Dlaczego z góry zakładasz, że moi lekarze są niedouczeni, jeśli nawet nie wiesz o kim mowa? Generalizowanie w ten sposób do niczego dobrego nie prowadzi. Znam swoją sytuację o wiele bardziej szczegółowo niż można to wywnioskować ze zdjęcia na Instagramie, moi lekarze również ją doskonale znają i jakiekolwiek decyzje czy proces leczenia – są wynikiem tej znajomości właśnie. Znam wiele przypadków z mojego otoczenia, gdzie odpowiednio poprowadzone ileś tygodni ciąży w sytuacji zbliżonej do mojej – zaowocowało ciążą donoszoną, która jest i moim celem. Nie wyobrażam sobie, będąc w pełni świadoma swojego stanu i swoich ograniczeń, postawić teraz na karierę czy zachcianki (wszystko to można odłożyć w czasie o tych kilka miesięcy, nie ucieknie) ponad pewność, że robię wszystko co tylko mogę by ciążę donosić.

      Jestem absolutnie przeciwna diagnozowaniu w Internecie, tak jak próbujesz to zrobić w stosunku do mnie, kompletnie nie znając faktów. I równie przeciwna jestem czerpaniu informacji tylko i wyłącznie z sieci, podczas gdy każda ciężarna powinna być pod stałą opieką lekarza i to z nim wszystko konsultować, zamiast podważać zalecenia – bo przeczytała coś tam, gdzieś tam. 😉

      Pozdrawiam!

      1. Nie jestes z wykształcenia lekarzem prawda? Więc dlaczego uważasz że jedyny słuszny wybór to leżenie skoro mądrzejsi od ciebie twierdzą inaczej? Ty umiesz pisać i planować obrusy a ktoś umie ci powiedzieć że twoje leżenie nie gwarantuje ci uniknięcia wcześniactwa. Mama Ginekolog na przykład jest lepszym źródłem wiedzy medycznej niż ty po konsultacji z jakimś tam lekarzem.

        1. Ja jednak – mimo wszystko – pozostanę przy swoim “jakimś tam lekarzu” i leżeniu, które nic mi nie gwarantuje według Ciebie. Pozdrawiam!

          1. Nie wierzę że ktoś może wpaść na pomysł ryzykowania życiem dziecka na podstawie jakiejś lekarki w necie zamiast swojego lekarza zaufanego. No kufffa nie wierzę!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top