Trudny temat: niepowściągliwe wymioty ciężarnych

Z czym kojarzy się ciąża? Zwłaszcza tym, którzy dzieci nie posiadają? A no z podobnym obrazkiem: kobieta wymiotuje od rana, ewentualnie mdli ją na widok jakiegoś jedzenia (na przykład dotąd ulubionego) czy cokolwiek podobnego. Wyobrażenia zazwyczaj łączy jedno: nudności. Czy to w filmach, czy to w książkach, czy to w relacjach i domniemaniach bliskich. Czasami wystarczy zatrucie pokarmowe by rodzina doszukiwała się ciąży. Bo jakże inaczej! 

Każda ciąża jest inna. To prawda, którą trzeba powtarzać do znudzenia. Nie znoszę osobiście stwierdzenia: ciąża to nie choroba. Owszem – są kobiety, które w ciąży wspinają się po górach, latają samolotem czy pracują jak dotychczas. I bardzo dobrze! Jeśli tylko samopoczucie i lekarz prowadzący, na to pozwalają – czemu by nie? Są też kobiety, które ciążę przechodzą bardzo źle. Kiepskie samopoczucie to jedno. Istnieje też szereg dolegliwości, które mogą ciężarną nękać, nawet przez całe dziewięć miesięcy! 

***

Pięć lat temu, będąc w ciąży z Małym Człowiekiem, zmagałam się z pewną rzadką przypadłością. Teraz… zmagam się z nią znowu. Jednak różnica tych pięciu lat jest spora! Bo lekarze mają nieco szersze pojęcie o niej, przynajmniej tak mi się wydaje i tak to odczuwam. Wcześniej słyszałam zazwyczaj, że jakoś muszę sobie poradzić, jakoś przetrzymać. Teraz diagnozowanie wyglądało inaczej, leczenie również jest zupełnie inne.

Będąc w końcu czwartego miesiąca ciąży z Małym Człowiekiem – w szpitalu byłam już cztery razy. Teraz (na tym samym etapie) zaliczyłam połowę tych pobytów z tego samego powodu.

Jak dowiedziałam się o ciąży pięć lat temu? Kilka dni czułam się źle, byłam przekonana o zatruciu pokarmowym – miałam na uwadze nawet jakiś konkretny posiłek w konkretnym miejscu. Wymiotowałam calutki dzień, noc, kolejny dzień. Zaczęłam słabnąć, zawroty głowy, w końcu omdlenia. Kiedy serce zaczęło do tego walić jak oszalałe niemal cały czas – trafiłam na SOR. Tam miła pani doktor stwierdziła wirus, nawodnili mnie i puścili do domu. A ja nadal czułam się tak samo. 

Kilka dni później znów SOR. Ale tym razem miałam już świadomość (gdzieś od godziny wówczas), że mogę być w ciąży. W szpitalu to potwierdzono. Uświadomiono mnie, że niektóre kobiety mają AŻ TAKIE nudności na początku ale to niedługo minie. Ciąża była zagrożona poronieniem, dostałam leki na podtrzymanie, na wymioty nic. Położne codziennie pytały tylko, ile razy wymiotowałam. Po kilku dniach wypuszczono mnie do domu. Bym wróciła tam niedługo później. 

Za każdym razem ten sam schemat: odwodnienie -> nawodnienie  -> dom.

Lekarz prowadzący uspokajał, że to trzeba przetrwać, że tak się zdarza. Wyczytałam wówczas gdzieś, że to co mnie spotkało – jest absolutną mniejszością przypadków, według Wikipedii chociażby to zaledwie 0,3-2 % ciąż. Dacie wiarę? Dwa procent! Wtedy nie wiedziałam czegoś, co uświadomiono mi teraz: niepowściągliwe wymioty w pierwszej ciąży to niemal na pewno ta sama przypadłość w każdej kolejnej. A wiecie jak się o tym dowiedziałam?

Z końcem października mieliśmy ostatnie wesele sezonu. Na nim tort i ciasta – delikatnie mówiąc – nie były najsmaczniejsze, raczej mdliły ilości różnych warstw kremów. Zmęczona kilkunastoma już godzinami pracy, zjadłam kawałek do  kawy. Następnego dnia współpracujący z nami kierowca i jego żona również narzekali na ciasto od Pary Młodej – uznałam, że to ono mi zaszkodziło. Tym razem jednak byłam w nieco innej sytuacji bo… staraliśmy się o dziecko. I wyczekiwaliśmy jakiegokolwiek znaku! Nie czekałam więc na więcej, zrobiłam test i… niespodzianka! 

Dwa dni później lekarz potwierdził, tydzień później się zaczęło. I trwa do dziś. Znów przekonuję się, że można pół dnia wymiotować po łyku wody. Znów obserwuję wagę i widzę, jak kilogramy lecą w dół. Znów z dnia na dzień osłabłam tak bardzo, że w najgorszym momencie nie mogłam utrzymać szklanki w dłoni. Znów szpital, nawadnianie, kroplówki, coraz słabsze wyniki. Wszystko podobne do tego, co przeszłam pięć lat temu. Z jedną małą różnicą.

Teraz byłam tego świadoma. Moja lekarz prowadząca nie uspokajała mnie czczym gadaniem, że trzeba to przeżyć. Zlecała szczegółowe badania, uzupełnialiśmy braki. Garściami łykam witaminę B6, która odrobinę ma wymioty wyciszać. Mam rozpisane leki, które biorę w najgorsze dni. Jestem pod stałą kontrolą specjalistów i dzięki temu – udaje nam się wspólnymi siłami unikać sytuacji kryzysowych, gdy potrzebny byłby szpital. 

Dlaczego to piszę? 

Bo ludzie są nieświadomi. Myślą, że ciąża równa się wymiotom. Że każda kobieta to musi przeżyć. Że tak było, jest i będzie. Wiele ciężarnych nie zdaje sobie sprawy nawet, że częstotliwość czy nasilenie nudności są niepokojące. Bo myślą, że tak ma być. I koniec kropka. 

Niepowściągliwe wymioty ciężarnych to coś okropnego. Obezwładniające osłabienie – bo skąd masz brać siłę, skoro od tygodni nic nie jesz, wymiotując każdy kęs, każdy łyk? Poczucie osamotnienia – bo nie można nigdzie wyjść, nie można nawet na chwilę oddalić się od łazienki. Ciągły stres i niekończące się pytania – czy dziecku niczego nie zabraknie, czy wszystko będzie w porządku, kiedy to minie? Do tego nierzadko dochodzą inne dolegliwości, czasami w połączeniu z nimi – mamy już zestaw nie do przejścia. Osobiście za najgorsze uważam to, że z dnia na dzień musiałam przestać żyć normalnie. 

Nie mogłam posprzątać w domu – bo się zataczałam z osłabienia. Nie mogłam ugotować dziecku i mężowi obiadu – bo zapach jedzenia wystarczył by spędzić kilka godzin nad toaletą. Nie mogłam wyjść na spotkanie – bo wymiotowałam. W końcu nie mogłam utrzymać ciężaru komputera na kolanach, przestałam rano zakładać soczewki kontaktowe bo moja aktywność ograniczała się do spania i wymiotowania. Ostatecznie nie wstawałam już wcale, poza toaletą. Musiałam wyłączyć się z dotychczasowego życia, chudłam w oczach a jedyne, co mnie trzymało przy resztkach sił – to każda kolejna informacja, że z Maleństwem wszystko w porządku. 

Dobry, zaufany lekarz prowadzący, odpowiednio dobrane leki i działania – mogą pomóc. Wsparcie partnera i bliskich – są nieocenione. My po prostu zrezygnowaliśmy z części codziennych spraw, które na ten czas przestały być istotne. B. ogarniał dom, Małego Człowieka a ja codziennie popołudniu starałam się wykrzesać trochę sił dla dziecięcego entuzjazmu. W kryzysie, gdy w grę wchodził szpital – pomagała rodzina. Dawaliśmy i dajemy radę. Cieszymy się z każdego kęsa, który da się utrzymać, z każdej drobnej aktywności, której się podejmuję. To jest bardzo ważne: nastawienie. Łapać te pojedyncze dobre momenty i się ich trzymać. 

Gdybym miała takiego lekarza jak dziś, takie wsparcie jak dziś i taką wiedzę – być może pięć lat temu przeszłabym to nieco lżej. Dzisiaj jestem bogatsza w doświadczenie i nigdy – absolutnie nigdy! – nie poddam w wątpliwość tego, że jakaś kobieta może być wykończona wymiotami w ciąży. Bo to się zdarza. Nieczęsto ale częściej niż nam się wydaje. I trzeba o tym mówić. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

 

Posts created 346

16 thoughts on “Trudny temat: niepowściągliwe wymioty ciężarnych

  1. Miałam tak przez trzy miesiące i mialam juz szczerze dosc rzygania po wszystkim. Nie chcialam zeby maz na to patrzyl wiec byly tez klotnie. Bardzo ciezki czas dla nas…

  2. Bardzo duzo wymiotowalam w ciazy ale nawet do glowy by mi nie przyszlo ze mozna az tak. No i gratulacje! Kiedy spodziewane malenstwo?

  3. Bardzo ważny temat. Ja ostatnio jako dietetyk kliniczny pisałam o walce z mdłościami w ciąży. Zarówno mdłości jak i wymioty są bardzo niebezpieczne, ponieważ odbierają przyszłej mamie apetyt. Tym samym mogą prowadzić do niedoborów masy ciała, a także groźnego spadku masy ciała…

    1. Dokładnie!
      Ja aktualnie pomiary wagi, badania krwi oraz kilka innych elementów – kontroluję i zapisuję na bieżąco.
      Do tej pory waga cały czas spadała, po trochę ale spadała. Na ten moment się zatrzymała, co już jest wielkim małym sukcesem.

  4. Po pierwsze Gratuluje 🙂
    Ja akurat w ciąży nie cierpiałam, na typowe ciążowe nudności, ale miewałam straszne migreny połączone właśnie z wymiotami między innymi. Ponadto nie mogłam zażywać wszystkich leków a te które mogłam mi nie pomagały, więc bywało ciężko. U mnie na szczęście, jak twierdzi również lekarz, te migreny mają podłoże hormonalne, bo zawsze pojawiały się w ciąży i znikały około 3 miesięcy po porodzie 🙂

    1. Ja jestem migrenowcem na co dzień, ciąża znów mi wszystko poprzestawiała, w zamian pojawiły się problemy z ciśnieniem, tarczycą i inne a migreny… odpukać – ustały! Na całe szczęście, dużej części “swoich” leków nie mogłabym wówczas brać.

      1. To też nie ma czego zazdrościć … najważniejsze, że już udało Ci się troszkę stanąć na nogi, i oby było już lepiej 🙂 Powodzenia

  5. Cieszę się razem z wami i kibicuję mocno od początku! Zaczęłam was czytać gdy wzieliscie pierwszy ślub i czytam cały czas. Trzymam kciuki za rozwiązanie!

  6. Mialam to samo w ciąży, nie wiem jak to przeszłam miałam depresję nie chciało mi się żyć, byłam zamknięta w pokoju przez 4 miesiące, później było trochę lepiej, ostatecznie w 8 miesiącu przestałam wymiotować. Minęło pół roku od porodu a najprawdopodobniej znów jestem w ciąży. Nie wiem jak mogliśmy być tak nieodpowiedzialni z mężem i do tego dopuścić. We wcześniejszą ciążę staraliśmy się zajść pół roku, a teraz wystarczył raz 😒 już jestem załamana bo zaczyna się tak samo jak w pierwszej ciąży. Jak ja sobie poradzę z pół rocznym dzieckiem i ciągłym wymiotowaniem jak nie miałam siły wstać, okapac się, wychodzilam tylko do lakarza lub do szpitala, kazde leki pomagały tylko na chwilę. Jestem załamana nie chce o tym myśleć .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.