Jedno z najbardziej stresujących wydarzeń w życiu?

Kiedyś przeczytałam gdzieś, że jednym z najbardziej stresujących momentów w życiu są przeprowadzki. Najczęściej te do absolutnie nowego miejsca. Wiecie, coś na zasadzie: przeprowadzamy się z dobrze znanego nam miasta do innego, odległego, większego, nowego. Z samymi przeprowadzkami jest zawsze dużo problemów – mniejszych, większych, rozwiązywalnych i nierozwiązywalnych. Różnie bywa.

Półtora roku temu sami powzięliśmy podobną decyzję i zmieniliśmy miasto zamieszkania, niedużo dalej bo dwieście kilometrów, stres jednak był. Odnajdowaliśmy się w zupełnie nowej rzeczywistości, uczyliśmy się nowego otoczenia i potoczyło się to wszystko w sposób niezwykle naturalny, w zasadzie bez większych trudności. Na szczęście! Bo przecież mogło być inaczej, prawda? 

***

Gdy przenosiliśmy się z Poznania do Wrocławia, zaangażowaliśmy niemal pół rodziny! Babcia pilnowała Małego Człowieka, Dziadek, brat, siostra z narzeczonym z kolei – pomagali przy przeprowadzce. Trzy auta, pięć osób, pół dnia i proces zakończył się pomyślnie. Wcześniej oczywiście w asyście przeprowadzkowych kartonów, przez kilka dni pakowaliśmy we dwoje cały nasz dobytek, rozkręcaliśmy meble i robiliśmy mnóstwo innych, niezbędnych wówczas, rzeczy. Niezmiennie jestem zdania, że o wiele szybciej idzie rozpakowywanie tego całego rozgardiaszu niż sensowne jego zapakowanie. Zdecydowanie!

Przeprowadzamy się średnio co rok – umowy najmu zazwyczaj mamy na 12 miesięcy.

Nasze pierwsze mieszkanie we Wrocławiu okazało się nie być warte swojej ceny, rozejrzeliśmy się więc po czasie za nowym i zmieniliśmy na tańsze ale… o wiele lepsze. Okazało się być to jedną z lepszych decyzji! Już teraz jesteśmy pewni, że o ile zmiana mieszkania wchodzi w grę – o tyle zmiana otoczenia już nie, chcemy pozostać w tej inwestycji, w tym osiedlu. Mieszka nam się cudownie, znaleźliśmy na długi czas swoje miejsce na ziemi. 

Ale… umowa powoli się kończy! I co wtedy? Stanęliśmy przed takimi zmianami w życiu, że potrzebować będziemy trochę więcej miejsca. Pracując z domu, nadal nie mam biura. Kanapa, stół jadalniany, różnie – ale nigdy na swoim, wyznaczonym miejscu. Nie mamy sypialni bo mamy rozkładany narożnik w salonie. Wymieniać można by wiele, decyzja w zasadzie zapadła, pozostały niezbyt odległe już przecież, poszukiwania i przeprowadzka. Czym będzie się różnić od poprzednich? 

Na ten moment nie mogę dźwigać, schylać się, wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, nie mam za wiele sił nawet – wyszło tak, że akurat teraz i w najbliższym czasie nie zapowiada się, żeby to uległo zmianie.

Na pewno tym razem będzie to bardzo krótkodystansowy proces – bo w obrębie ulicy, maksymalnie kilku. Nie zmienia to faktu, że przeniesienie kartonów i mebli będzie konieczne. Niezbędna będzie zapewne czyjaś pomoc i życzliwe ręce, każda para wówczas na wagę złota! 🙂 Firma przeprowadzkowa okazałaby się raczej zbędna, można by jednak pomyśleć o innym rozwiązaniu, które wyczytałam całkiem niedawno.

Na przykład jakiś tani transport mebli ułatwiłby tutaj sprawę, prawda? 

Bo wszelkie kartony i małe gabaryty możemy załadować w naszego kombiaczka, zrobi się kilka kursów i po sprawie. A co z tymi znacznie większymi gabarytami? Tutaj pojawiają się dwie opcje. Albo rozkręcamy wszystko na małe elementy i przewozimy w tej formie – czyli tracimy mnóstwo czasu i energii na demontaż a później ponowny montaż. Albo po prostu ogarniamy jakiś transport tych dla tych dużych przedmiotów. I tutaj też jest kilka opcji!

Możemy zamówić kompleksową usługę, czyli przyjadą, zabezpieczą, załadują, zawiozą, rozładują, wniosą. Możemy całą tą otoczką zająć się sami a zlecić sam transport z punktu A do punktu B. Możemy kombinować tak naprawdę do woli a usługę dopasowaną do naszych potrzeb raczej na pewno znajdziemy na Giełdzie Furgonetki, gdzie tego typu zlecenia na transport mebli są tam na porządku dziennym.

Na takiej kompleksowej ofercie raczej nie będzie nam zależeć, znając życie i mojego męża Ja Zrobię To Sam – potrzebny byłby jedynie transport, którego nam akurat brakuje, nasze auto ma jednak jakieś ograniczenia. Wówczas od razu będzie łatwiej, wszystko będzie można bezproblemowo przewieźć i tym samym przeprowadzka przebiegnie bez większych problemów.

Decyzja o mieszkaniu na wynajmie ma swoje plusy (bo odkładanie na dom) ale ma też swoje minusy (zależność od osób trzecich). Nigdy nie wiadomo, czy umowa zostanie przedłużona, czy mieszkanie spełni oczekiwania – bo właściciel mógł coś przemilczeć chociażby. Takich niewiadomych zawsze jest sporo, dodajmy do tego czynnik ludzki i czasami można się zawieść. Póki co jesteśmy zadowoleni, to już nasze (przed)ostatnie chyba plany przeprowadzkowe a doczekanie się czegoś swojego, czegoś absolutnie własnego – jest warte tej ceny. 

***

Warto mieć swoje cele i konsekwentnie do nich dążyć, krok po kroku. Odhaczać malutkie punkciki, prowadzące do finalnego efektu, na którym nam zależy. A już na pewno warto sobie ułatwiać i pomagać – jeśli tylko jest taka możliwość. A przeprowadzka? Nie taka zła, jak ją malują! Dobry plan to podstawa, później wystarczy go zrealizować i przeprowadzkę zakończyć bezstresowo. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

One Response

  1. Przeprowadzki nie są łatwe ale zazwyczaj to zmiana na dobre. Wyczekuje, kiedy nadejdzie wasza już do swoich czterech kątów.:))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top