Święta bez stresu i szaleństwa – można? Można!

Święta zbliżają się wielkimi krokami, dekoracje świąteczne można spotkać już dosłownie wszędzie. W galeriach, w restauracjach, kawiarniach, na ulicach, w szkołach i przedszkolach. Wszędzie, no! Są choinki, są światełka, są półki uginające się od zestawów prezentowych. I tak gdzieś od… miesiąca. 😉

W sieci znajdziemy niezliczoną ilość poradników, jak uporać się z porządkami, jakie potrawy przygotować, czego nie może zabraknąć na naszym stole, czego absolutnie nie kupować pod choinkę dla bliskich. Rok temu sama popełniłam kilka tekstów przedświątecznych, m.in. o tym, jak rozdzielić wszystko to, co jest do zrobienia – żeby przed samymi już Świętami mieć spokój i w tym spokoju się do nich przygotować. 

***

U nas Świętami powiało w ten weekend, gdy w salonie stanęła choinka, ubierana przez Małego Człowieka w asyście Dziadków i B. Kilka dni wcześniej produkowaliśmy pierniczki do zawiezienia na Blogowigilię, z której to z kolei przywieźliśmy własnoręcznie przystrojoną gwiazdę betlejemską. Pojawiły się również białe drewniane renifery, obwieszone światełkami, które otrzymaliśmy w prezencie. A w szafce czekają już świąteczne podtalerze, serwetki, świece i kilka innych detali. Bo i te Święta spędzimy razem, tylko we troje, w domowym zaciszu. Nasze drugie wspólne. 

Nie umyłam okien. I nie umyję. Nie pojedziemy na gigantyczne zakupy spożywcze, zamówimy cotygodniowe przez Internet, dodamy tylko to, co potrzebne do świątecznych potraw.

Rok temu chciałam, żeby wszystko było tak, jak być powinno. W końcu to nasze pierwsze święta we troje. Później zastanawiałam się, co to właściwie znaczy: tak jak być powinno? Wiecie, co to oznacza naprawdę? Trzymanie się tradycji wyniesionych z domu. Nieważne, czy nam się podobają – czy też nie. Trzymanie się tradycji uznawanych w społeczeństwie za oczywiste. Nieważne, czy nam się podobają – czy też nie. Po prostu tak wypada, tak trzeba i tak się robi. Trochę smutne – zwłaszcza jeśli nie sprawia nam to przyjemności, stając się jedynie realizacją czyichś wyobrażeń czy wręcz… wymagań.

Nawet nie zauważamy, kiedy Święta staja się tylko i wyłącznie listą zadań do odhaczenia, niekończącą się lista obowiązków, często nieprzyjemnych.

A gdyby tak… rzucić to wszystko i spędzić Święta po swojemu, bez presji, bez chaosu przygotowań ponad siły? Bez ciągłego poczucia, że o czymś się zapomniało, że tyle jeszcze jest do zrobienia? Jak to osiągnąć? Otóż wystarczy NIE robić pięciu prostych rzeczy. A oto one:

Po pierwsze ➡ nie podążaj ślepo za trendami!

Wiem, że w czasach Instagrama i Pinterestu trudno nie zachwycać się pięknymi zdjęciami, które kradną serca, gdziekolwiek byśmy się nie obejrzeli. Świąteczne dekoracje, kompozycje na zdjęciach czy inspiracje prezentowe. Wszędzie, dosłownie wszędzie. Patrzymy, widzimy i… chcemy tak samo. To dość naturalny odruch.

Nie zapominajmy jednak o istotnych kwestiach. Nie musimy mieć identycznie! Możemy się zainspirować, złapać fajny pomysł ale nikt nas do tego nie zmusza. Nie musimy mieć idealnych, białych choinek z tylko i wyłącznie drewnianymi, skandynawskimi, ozdobami. Nie musimy mieć stołu nakrytego niczym w iluśgwiazdkowej restauracji. Naprawdę nie musimy dążyć do tego wszystkiego!

W takim domu gdziekolwiek nie siądziesz, gdzie tylko nie spojrzysz – atakuje Cię ta zawrotna ilość ozdóbek, dodatków, drobiażdżków i akcentów. Czujemy się jak w sklepie. Później lądują one wszystkie w jakimś pudle, w kolejnym roku kupuje się masę nowych a stare przechodzą w zapomnienie albo – co gorsza – ilość zeszłorocznych jedynie powiększa się o nowe nabytki… Obrastamy w te wszystkie bibeloty. A przecież nie w ilości dekoracji tkwi istota Świąt, prawda?

Po drugie ➡ nie przesadzaj z zakupami! 

Temat rzeka. Niby tylko dwa dni Świąt, niby króciutki czas. A ilość zakupów robionych w okresie je poprzedzającym – – przekracza najśmielsze oczekiwania. Ze sklepowych koszyków produkty się wręcz wysypują, kupujemy za dużo, o wiele za dużo! Wydajemy duże ilości pieniędzy, później marnujemy ogromne ilości jedzenia bo nie jesteśmy w stanie wszystkiego przejeść.

Odpuść sobie. Zrób zakupy z listą. Kup tylko to, co naprawdę potrzebne. Nie wrzucaj do koszyka wszystkiego, co wpadnie w oko. Nie zostawiaj zakupów na ostatnią chwilę. Jeśli masz taką możliwość – zamów je przez internet, nie stracisz czasu i energii na włóczenie się po hipermarkecie. Wszystko dostaniesz pod drzwi.

Po trzecie ➡ przygotuj tylko to, co lubisz! 

Kto pamięta wigilijne dania, których szczerze nie znosiliście? Ale stały na stole, trzeba było spróbować, babcie, ciotki i matki wmuszały kolejne porcje. Osobiście nigdy nie przepadałam za uszkami, pierogów z grzybami i kapustą wręcz nie znosiłam. Ryba, śledziki, wszystko co z makiem – mogłabym jeść tonami! Bardzo podobnie jest z B. Na dodatek On nawet do barszczu nie pała jakąś wielką miłością. Barszczu i pierogów więc u nas po prostu… nie będzie!

A gdyby tak własnie… nie stawiać na stół dwunastu potraw, które narzuca tradycja? Gdyby tak przygotować tylko to, co lubimy? Tylko to, co naprawdę z chęcią zjemy w Święta? O wiele łatwiej i przyjemniej, prawda? Polecam takie rozwiązanie każdemu! U nas w tym roku będzie tylko to, co lubimy we trójkę. Mam pewność, że wszystko będzie zjedzone ze smakiem, każdy będzie zadowolony a ja nie narobię się przy garach nad czymś, co później się zmarnuje albo będzie dojadane na zasadzie “bo trzeba zjeść”. Nie, nie, nie!

Po czwarte ➡ nie przesadzaj z prezentami!

O tym pisałam całkiem niedawno osobny tekst: Rodzicu, o tym pamiętaj przed Gwiazdką! Bo przez cały rok trzymamy fason, stosujemy nasze rodzicielskie zasady, a w tym właśnie okołogrudniowym czasie wszyscy zewsząd naciskają: ale to Gwiazdka, nie psuj dzieciństwa dziecku! Gdzieś w tym wszystkim zapominamy, że istotą Świąt nie są tylko i wyłącznie prezenty. Zapominamy też, że zupełnie nieświadomie możemy sami sobie zgotować problemy. Bo dziecko zostanie przyzwyczajone do gigantycznych prezentów pod choinką, na dodatek w dużej ilości i nie zrozumie ich braku lub mniejszej ilości, jeśli kiedyś – na przykłd – przyjdzie gorszy rok i na podarki będzie można wydać zdecydowanie mniej. 

Nie uczmy dzieci materialnego podejścia do życia, nie pokazujmy że ludzi ocenia się po wartości otrzymanego od nich prezentu. Warto uczyć radości z niewielkich gestów i prezentów. Warto zwracać uwagę na to, że czas Świąt to czas spędzany z rodziną, niekoniecznie z nowo otrzymanymi gadżetami. I ta zasada odnosi się do wszystkich, nie tylko do najmłodszych członków rodziny. Prezenty powinny cieszyć, być gestem z serca. Nie kupujmy czegoś tylko po to, żeby dać innym do zrozumienia: stać mnie na to. Kupujmy je po to, żeby wywołać uśmiech. 🙂

Po piąte ➡ ciesz się czasem spędzonym z bliskimi! 

Ostatnie i najważniejsze. Odłóżmy na bok komputery, tablety, smartfony. Wyłączmy Facebooka i Instagram. Nie ustawiajmy talerzy pod zdjęcia do opublikowania. Nie scrollujmy aktualności przy świątecznym stole. Obejrzyjmy coś razem, pójdźmy na spacer, na sanki – jeśli tylko pogoda pozwoli. Posiedźmy przy stole, spijając niespiesznie kawę. Ułóżmy niezliczoną ilość wież z klocków z naszymi dziećmi.

Bądźmy razem, wykorzystajmy każdą godzinę tego wolnego, świątecznego czasu. Podładujmy baterie, ciesząc się obecnością najbliższych. Nie przejmujmy się tym, czy sukienka pasuje do choinki albo krawat do narzuty na sofie. Nie przejmujmy się tym, czy dodatkowy kawałek sernika pójdzie w biodra czy gdziekolwiek indziej. Porzućmy pozory i wymagania, które terroryzują nas każdego dnia. Rodzinne Święta to nie #instafotki. Naprawdę!

***

Rodzinne Święta to trzylatek roznoszący po domu brokat z choinkowych ozdób, które musi pomacać przynajmniej raz na godzinę. To poplamiony lekko obrus, nieidealne kosteczki ciast na talerzu i sałatka, która nie jest ani idealna do zdjęć, ani fit, ani bezglutenowa – ale tak zwyczajnie, po prostu… smaczna. To choinka mieniąca się światełkami i obwieszona papierowymi ozdobami, przyniesionymi z przedszkola. Bombkami skumulowanymi tylko na dole bo wyżej dziecko nie dosięgnęło. To właśnie takie detale, takie sytuacje – tworzą wspomnienia.

Nie wspomnimy kiedyś ustawiania wszystkiego idealnie, niczym na wystawę. Nie wspomnimy kiedyś powstrzymywania bliskich przed pierwszym kęsem – bo najpierw zdjęcie! Żyjmy, świętujmy, cieszmy się i odpuśćmy sobie cały ten przedświąteczny stres. Ułatwiajmy, odpuszczajmy i twórzmy je po swojemu, dla siebie i swoich rodzin. 

Wesołych Świąt, kochani!

Napisane teksty 276

8 thoughts on “Święta bez stresu i szaleństwa – można? Można!

  1. Amen. Nic dodac nic ujac. U nas juz ktorys raz z rzedu jest po naszemu. Moj tata mi chyba rok temu powiedzial ze wspolczuje mojemu mezowi takiej zony. Chyba ze nie robotna jestem i nie latam z jezorem na brodzie. Szkoda gadac ….. Ja sie podpisuje pod tym wpisem obiema rekami 🙂

  2. Naprawdę mamy kiepskie czasy skoro ludzie nie rozumieją rąk prostych rzeczy. I tacy ludzie jak np. Wy jesteście skrajna mniejszościa przebijajaca się wśród tych wszystkich idących z prądem.

  3. Niestety społeczeństwo zapomniało, co oznaczają rodzinne święta. Dzisiaj to przekłada się na ilość prezentów i selfie przy choince.

  4. Hm. Hm. Hm. Przyznam że czytałam tekst kilka razy i niestety stwierdzam u siebie wszystkie negatywne zjawiska. Nie wiem czy uda mi sie zupełnie to zmienić ale mam nadzieję na chociaż nieduży zwrot na lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: