Wyzwanie z cateringiem dietetycznym: podsumowanie pierwszego tygodnia!

Tydzień temu napisałam tutaj, że podejmuję kolejne – tym razem o wiele dłuższe, wyzwanie z cateringiem dietetycznym. Pięć posiłków dziennie, w regularnych odstępach. Żadnego nocnego podjadania, żadnych nadprogramowych przekąsek i żadnego pomijania posiłku. Wyzwanie ma mi pomóc złapać przede wszystkim regularność posiłków i pozbyć się podjadania późnym wieczorem czy w nocy – bo to dwa najpoważniejsze póki co, problemy. Ale gdzieś pomiędzy tym wszystkim, tak naprawdę jest c o ś jeszcze. I pewnie nie spodziewacie się, co to takiego…

Pierwsze tygodnie czy nawet miesiące po narodzinach Małego Człowieka, podobnie zresztą jak okres ciąży – były po prostu ciężkie. Potrzebowałam później trochę czasu by się otrząsnąć, by zorganizować nam codzienność i ostatnie o czym myślałam to forma. Przyszedł pewnego dnia przełomowy moment i zaczęłam trenować, ćwiczyć w domu i podnosić poprzeczkę coraz wyżej. Dla rozładowania stresu, dla odepchnięcia chociaż na moment każdego dnia, myśli o pierdyliardzie rzeczy naraz.

Dla poprawienia formy, która według mnie była po prostu średnia. Wprowadziłam w swoją, naszą codzienność prosty trening a zarazem wyzwanie dla mnie, jakim były przysiady każdego dnia i to każdego kolejnego w większej ilości. Kilka miesięcy temu dodałam do niego brzuszki. Był czas, że co rano biegałam z wózkiem i Małym Człowiekiem po parku. To wszystko pomogło mi poprawić formę, nieco wysmuklić jeszcze ciało, znaleźć sposób na odreagowywanie trudów codzienności. Do czasu, gdy wszystko się skończyło. Nagle, z dnia na dzień, bez uprzedzenia. Bo nie mogłam już biegać, nie mogłam trenować, musiałam zrobić przerwę.

Kilkanaście tygodni, kilka miesięcy a dla mnie ogromny cios – bo wydawało mi się, że przez ten czas tak strasznie wiele się zmieniło. Oczywiście na gorsze. Mimo że nadal mieściłam się w swój rozmiar – doszukiwałam się jakichś boczków, jakiegoś cellulitu, jakichś dodatkowych centymetrów tu czy tam. Zimowe długie wieczory, późne kolacje, grubsza warstwa ubrań i zaczęłam czuć się c i ę ż k o.

Pokochałam na nowo swoją ukochaną bluzkę Aktówkę o trapezowym kroju – bo ukrywała moje rzekome centymetry. Pokochałam przyciemnione wieczorne światło, gdy B. wracał z pracy. Przy wiosennym czyszczeniu garderoby pozbyłam się większości obcisłych, zbyt obcisłych według mnie, ubrań. Plusem jest to, że pozostały tylko te, w których po prostu czułam i nadal czuję się dobrze. Minusem jest to, że nie doceniałam samej siebie. Wydawało mi się, że jestem ociężała – bo nie robię n i c ponad codzienny spacer z Małym Człowiekiem albo zawiezienie go do żłobka i odbiór z niego. Wydawało mi się całkiem sporo rzeczy, które nie miały miejsca tak naprawdę. Bo okazało się, że nie przytyłam, nie stałam się w żaden sposób “większa” przez ten okres przerwy w aktywnościach. Potrzebowałam w zasadzie dwóch rzeczy by się o tym przekonać: zapewnienia o tym i zmiany nawyków.

Z początkiem roku odrzuciliśmy wszelkie fast-foody a później sklepowe słodycze. To była wielka zmiana! Poza chwilami, gdy mieliśmy na coś zakazanego ochotę – poszło łatwo. I idzie dalej, kolejne dni, kolejne tygodnie i miesiące. Dlatego, gdy niedawno rozpoczęłam wyzwanie z fit-catering.pl, byłam tak zdeterminowana i pozytywnie nastawiona, że wręcz podekscytowana! Bo wiedziałam, że taka zmiana, jakim jest wyzwanie trzymania się diety pudełkowej – da mi naprawdę wiele. Więcej niż można by się spodziewać. I wcale się nie myliłam!

Z góry uprzedzam, że nigdy nie będziemy jakimiś zagorzałymi fit-freakami. Dbamy o to, co jemy. Staramy się by nie było to tzw. śmieciowe jedzenie, zerkamy w składy i ograniczamy cukier czy wszelkie ulepszacze – na tyle, na ile to możliwe. Ale raz na ileś miesięcy bez wyrzutów sumienia zdarza się pizza, przy weekendzie zdarza się domowe ciasto, niekoniecznie #fit i niekoniecznie #sugarfree. Jednak mimo wszystko czułam do niedawna niedosyt. Wydawało mi się, że jest kiepsko. Ze mną. Z moją formą. Z moim ciałem. Tak jak napisałam wyżej: czułam się ciężko.

***

Pierwszy dzień z cateringiem dietetycznym zaczął się wyzwaniem. Bowiem w sobotę dostarczono torby na dwa dni, czyli na sobotę i niedzielę a my z samego rana akurat wyjeżdżaliśmy. Pudełka już od początku więc mogły sprawdzić się w podróży. A w kolejnych dniach sprawdzały się już zarówno w domu, jak i popołudniami w pracy. Odpowiednio zapakowane – wystarczyło zabierać je wszędzie tam, gdzie zmierzałam. I tyle w temacie.

***

Po tygodniu diety opartej tylko na cateringu od fit-catering.pl, postanowiłam stworzyć coś na kształt rankingu i wybrać pięć najlepszych dań z całych trzydziestu pięciu posiłków tego tygodnia. Zdecydowanie ułatwiły mi to wydruki menu, dorzucane do każdej torby każdego dnia. Wystarczyło po prostu codziennie zakreślać to, co szczególnie pyszne a pod koniec – wybrać najlepszych z najlepszych. 😉 Nic trudniejszego!

Pora więc ogłosić pyszności pierwszego tygodnia, które szczególnie skradły moje serducho!

miejsce 5 ➡ Buraczane brownie z malinami i truskawkami.

miejsce 4 ➡ Tropikalne smoothie z ananasem i mango na mleczku kokosowym.

miejsce 3 ➡ Bananowe pancakesy z twarożkiem i kiwi.

miejsce 2 ➡ Omlet ze szparagami i pomidorkami koktajalowymi.

i…

miejsce 1 ➡➡➡ Dorsz w sosie z zielonego pieprzu z kuskusem ziołowym!

***

Łatwo zauważyć, że ranking zdominowały owoce. Nie ukrywam, że za owocami we wszelkiej postaci wręcz przepadam. Uwielbiam i mogłabym jeść na każdy posiłek dnia! A podawane w takiej formie, jak chociażby te wymienione wyżej to miód na moje serce. A raczej żołądek! 🙂 W końcu (!) dzięki temu przekonałam się też do mleczka kokosowego i kuskusu. W końcu – bo prób wcześniej było kilka, zwykle kończyły się niepowodzeniem. Być może po prostu w nieodpowiedni sposób je sobie wcześniej serwowałam…

Nie zmienia to jednak faktu, że po pierwszym tygodniu z cateringiem dietetycznym byłam bardziej niż zadowolona, pięć posiłków dziennie odhaczane skrupulatnie poprzez kolejne puste pudełka lądujące w koszu na śmieci. Z każdym kolejnym posiłkiem byłam i nadal jestem z siebie coraz bardziej dumna. Bo wiem, że każdy taki w pełni zrealizowany (pod kątem zjedzenia pięciu pudełek o odpowiednich porach) dzień to kolejny mały kroczek ku świetnym zmianom, na których tak bardzo mi zależało! 

PS A gdyby ktoś chciał powalczyć razem ze mną, na hasło: mamasama, otrzymacie 10 % zniżki na wybraną dietę w fit-catering.pl! ? 

Napisane teksty 282

3 thoughts on “Wyzwanie z cateringiem dietetycznym: podsumowanie pierwszego tygodnia!

  1. W mieście łatwiej podjąć takie wyzwanie, wydaje mi się. Ja mam warzywa ze swojego ogrodu to korzystam. Ale kusząco wygląda 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: