Wychowanie bez stresu czy bez przemocy?

Ostatnio przeprowadziłam ciekawe doświadczenie. Przy okazji rozmów z różnymi osobami, zarówno znajomymi, jak i dopiero co poznawanymi (np. na różnych eventach) – poruszałam kwestię tzw. bezstresowego wychowania. W różny sposób zahaczałam o ten – jak się później okazało – zapalny punkt i zazwyczaj słyszałam coś łudząco podobnego do zasłyszanych już wcześniej, opinii. Bo z czym kojarzy się bezstresowe wychowanie, jak się okazuje? Z wrzeszczącym bachorkiem, leżącym gdzieś tam na podłodze w markecie i domagającym się batona czy też zabawki. Serio! I wierzcie lub nie ale “bachorek” to jedno z łagodniejszych określeń, jakie padły ze strony różnych osób, gdy o tym rozmawialiśmy.

To na swój sposób okropne, że mamy takie skojarzenia. Jeszcze gorszych możemy się nasłuchać, gdy zabrniemy w temat nieco głębiej. Bo dowiemy się, że skoro ktoś wobec dzieci klapsów nie stosuje – wychowuje je bezstresowo i bez żadnych zasad. Albo że skoro dzieci rzucają się na podłogę w sklepie – widocznie nie doświadczają tych (jakże potrzebnych przecież!) klapsów. Dowiemy się też, że dyscyplina oznacza przemoc. Dowiemy się również, że dzieci trzeba tresować a nie wychowywać bo to małe, wredne paskudy, które w s z y s t k o, absolutnie wszystko – robią nam na złość. Każde negatywne zachowanie dziecka jest przecież tylko po to! By nam – rodzicom – zrobić na złość. Paranoja, prawda? Najgorsze chyba jest to, że podobnych bzdur można się nasłuchać, naczytać i naoglądać na własne oczy. Wystarczy wejść na forum dla rodziców. Wystarczy usiąść na ławce na placu zabaw i porozmawiać z innymi rodzicami. Albo chociaż posłuchać rozmów innych. Wystarczy poobserwować reakcje ludzi na jakiekolwiek negatywne zachowania nie swojego dziecka. I tak dalej i dalej.

Smutne. Naprawdę smutne. Mylenie wychowania bezstresowego z wychowaniem bez przemocy. Sprowadzania dyscypliny tylko i wyłącznie do klapsa. Przekonanie, że dzieci są złe a ich zachowania mają nam tylko to udowadniać. To wszystko jest s t r a s z n e.

Czy jest tak naprawdę wychowanie bezstresowe i skąd się wzięło? Sama idea pojawiła się w krajach skandynawskich kilkadziesiąt lat temu. W Polsce z kolei – pod koniec lat 90. Czym właściwie była? Zakładała stawianie dziecku skrajnie minimalnych wymagań co do właściwego zachowania i unikanie wszelkich kar. W praktyce oznaczało to nic innego jak brak ustalonych zasad a przede wszystkim granic pomiędzy tym, co wolno a czego nie wolno. Co niesie taki model wychowania? Dzieci wyrastają na egoistów, do tego niezaradnych i interesownych. Warto? Nie warto!

Rodzice bardzo często w sytuacjach trudnych (dziecko leżące na podłodze w sklepie chociażby) powołują się na to, że oni nic na to nie poradzą bo wychowują je bezstresowo i tak być powinno. Okej! Ale dlaczego nie widzą, ile zła wyrządzają tym modelem wychowania – nikomu innemu ale własnym dzieciom? Bo przecież rodzice powinni dawać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, które można zyskać poprzez zachowanie równowagi pomiędzy dyscypliną a miłością rodzicielską. Dziecko powinno być wychowywane w taki sposób by wiedziało, co jest dobre a co złe, co wolno a czego nie. By uczyło się odpowiedzialności za własne czyny i zachowanie. A to wszystko nie ma prawa się udać, jeśli rodzice do tego nie dążą.

Wychowanie bezstresowe to między innymi unikanie wszelkich kar, również cielesnych. I tutaj bardzo ważna kwestia: żaden model wychowania nie powinien przewidywać bicia dzieci. To, że nie stosujemy klapsów nie oznacza, że od razu wychowujemy dziecko bezstresowo. Wychowanie bez przemocy nie równa się wychowaniu bezstresowemu, koniec kropka!

Co więc zamiast wychowania bezstresowego? Przede wszystkim wychowanie bez przemocy, zarówno fizycznej jak i tej psychicznej. To akurat powinno być oczywiste. I jest, prawda…? Idźmy więc dalej. Jasne zasady i równie jasno wytyczone granice oraz określone konsekwencje ich przekroczenia. Może i brzmi poważnie, w praktyce jednak jest banalnie proste, na przykład: nie wolno rzucać zabawkami bo je zniszczymy a wtedy je stracimy. Dziecko mimo to zniszczy jakąś zabawkę, nie dostaje więc od razu kolejnej, ponosi więc konsekwencje zniszczenia mimo uwag rodzica by tego nie robiło. Kolejny przykład: wchodzimy do sklepu tylko po konkretne rzeczy, nie kupujemy nic spoza listy. Dziecko jest przygotowane na to, że nie otrzyma dziś nic, czego nie zaplanowaliśmy. Jeżeli mimo to domaga się zakupu czegoś – musi pogodzić się z odmową skoro było o naszych planach zakupów uprzedzone. Podobne przykłady można mnożyć. Zasada jednak jest dość prosta. Wyznaczamy granicę, określamy konsekwencje jej przekroczenie a później je egzekwujemy. Konsekwentnie, cierpliwie ale z szacunkiem i uwagą dla dziecka oraz jego emocji.

Zaraz obok wychowania bezstresowego stoi zupełnie odwrotny model rodzicielstwa bo oparty na karach cielesnych. Dlaczego zaraz obok? Bo oba te modele są zwyczajnie złe, oba niosą tylko negatywne skutki i oba powinny być absolutnie zakazane! Wychowywanie dziecka na zasadzie kar czy wymagania posłuszeństwa, opartego jedynie na całkowitej uległości wobec rodziców – pozbawia je poczucia własnej wartości.

Dlaczego często mylimy wychowanie bezstresowe z wychowaniem bez przemocy? Bo wydaje nam się, że dziecko można nauczyć czegokolwiek jedynie daleko posuniętą dyscypliną albo wcale. Nic bardziej mylnego! Kary cielesne nie są skuteczną metodą wychowawczą. Ba! To żadna metoda wychowawcza! Jedyne, co w ten sposób rodzic pokazuje sobie i dziecku to bezradność wobec sytuacji. W ten sposób rozładowuje własne negatywne emocje i nic więcej. A przecież karanie dziecka w ten sposób ma bezpośredni i bardzo negatywny wpływ na rozwój dziecięcej psychiki!

Krzycząc na dziecko – powodujemy, że ono będzie chciało nas przekrzyczeć.

Zamiast wytykać dziecku, co zrobiło niewłaściwie – pokazujmy, jak powinno postępować. Kiedy brzdąc uderzy brata czy kolegę w piaskownicy a my z uporem maniaka będziemy powtarzać: nie bij, nie wolno! – całą jego uwagę skupimy na pojęciu tegoż bicia. W zamian powinniśmy się skupić na tym, co p o w i n n o robić, wtedy jego uwagę skupiamy na właściwym zachowaniu. A przecież o to nam chodzi, prawda? Idźmy dalej. Mówmy, tłumaczmy i rozmawiajmy – a przy tym wszystkim dawajmy dziecku dobry przykład. Bo przecież mali ludzie to genialni naśladowcy! Mamy więc ogromną szansę, że maluch będzie powtarzał to, co robią dorośli. Zadbajmy więc o to by był to właściwy wzorzec. Doceniajmy starania i nagradzajmy dziecko, kiedy to możliwe. Dziecko dostrzeże, że warto postępować właściwie skoro jest to zauważane i chwalone przez rodziców.

I pamiętajmy: przemoc rodzi przemoc. Z kolei brak jakichkolwiek zasad i wytyczonych granic – nie prowadzi do niczego dobrego. Będąc rodzicami – mamy w obowiązku poprowadzić dziecko przez proces wychowania w taki sposób by rosło z poczuciu własnej wartości i tego, co jest dobre a co złe. 

Napisane teksty 282

2 thoughts on “Wychowanie bez stresu czy bez przemocy?

  1. Wielu ludzi nie powinno mieć dzieci. Wielu ludzi też nie powinno się odzywać na temat wychowania skoro nie mają o tym pojęcia. A Was szanuję bardzo za każdy Wasz tekst ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: