Jak zyskać przestrzeń wokół siebie?

Prosty, czysty, elementarny, bez zbędnych dodatków. W skrócie tak właśnie określić można styl, jakim jest minimalizm we wnętrzach. Pozbywamy się wszystkiego co zbędne i wprowadzam przestrzeń, w której od razu robi się jaśniej. Okazuje się, że mniej znaczy więcej. Dlaczego? Bo im mniej szaf, szafek, szafeczek a co za tym idzie – schowków mamy, tym łatwiej kontrolować ilość skrywanych w nich rzeczy.

Proste? Proste! Stawiamy na jakość a nie ilość, idąc krok dalej – wybieramy niewiele mebli, wystarczająco pojemnych ale nie tworzymy z nich czegoś na kształt schowków bez dna, w których znaleźć można dosłownie wszystko, zarówno potrzebne jak i zupełnie zbędne… Równowaga przede wszystkim!

***

Jeszcze całkiem niedawno ( bo chociażby w czasie, gdy nasi rodzice urządzali swoje cztery kąty ) powszechne były potężne meblościanki, składające się z niezliczonej ilości półek, szuflad, szybek, witrynek, i tak dalej i dalej. Zajmowały zazwyczaj szerokość calusieńkiej ściany, sięgały prawie że do samego sufitu i były centralnym elementem każdego pomieszczenia w domu. Były też zarazem prawdziwym królestwem wszelkich Przydasiów. Bo mogły pomieścić wiele, nikt więc nie przejmował się jakoś szczególnie tym, ile przedmiotów w otchłaniach tych meblościanek jest zupełnie niepotrzebne. Obecnie meblościanki – przynajmniej takie jak opisane wyżej – spotykamy trochę rzadziej, nie zmienia to jednak faktu że zdarzają się nadal. Ale nie o nich miało być – tylko w zamian o praktycznych, zajmujących niewiele miejsca i będących zarazem doskonałym schowkiem tego, co potrzebne, mebelkach. Dlaczego to dość istotne…?

Nasz dom powinien być miejscem, do którego chętnie wracamy. Takim, w którym możemy odpocząć, zrelaksować się, poczuć się swobodnie i dobrze. Takim, w którym czujemy się swobodnie. Takim, który nas cieszy i przywodzi na myśl tylko najlepsze wspomnienia. Nasz dom powinien być miejscem, które istnieje dla nas. Nie dla zadowalania innych. Nie dla możliwości pochwalenia się przed innymi. Nie dla obnoszenia się zasobami swojego portfela. Nasz dom wcale n i e  m u s i pokazywać gościom, ile zarabiamy i na co nas stać. Nasz dom wcale nie musi przypominać magazynu przedmiotów modnych i drogich bo “tak trzeba” i “tak wypada”, skoro pracujemy i mamy znajomych, którzy chętnie nasze zdobycze podziwiają. Nie, wcale nie musi. Nasz dom to nasze schronienie i musimy zrobić wszystko by czuć się w nim jak najlepiej, nie robiąc przy tym nic wbrew sobie!

Ograniczanie ilości czy wielkości mebli daje nam przede wszystkim p r z e s t r z e ń. O wiele lepiej czujemy się we wnętrzu, w którym jest dużo miejsca niż w takim, gdzie każdy centymetr podłogi jest czymś zastawiony. A gdy w domu są dzieci – o wiele łatwiejsze jest życie, gdy tego miejsca mamy po prostu o tyle więcej, o ile tylko się da. Tutaj z kolei pojawia się myśl: ale przy dzieciach trudno jest mieć mniej rzeczy, jeszcze trudniej mieć porządek! Nic bardziej mylnego. Dzieci absolutnie nie stoją na przeszkodzie temu by mieć w domu niewiele. Tak naprawdę nic nie jest taką przeszkodą, wszystko zależy od naszego podejścia…

Męczy nas ciągłe podlewanie kwiatów i pilnowanie tego? Oddajmy więc nasze doniczki komuś, kto będzie pielęgnował je z radością. Drażni nas kurz zbierający się na bibelotach i konieczność ciągłego ścierania go? Pozbądźmy się ich! To samo z dywanami, których odkurzanie i pranie jest dla nas katorgą. To samo z bieżnikami, serweteczkami czy firankami, których nie znosimy ale mimo to leżą to tu, to tam i dekorują nasz dom. Wyrzućmy bez wyrzutów sumienia.

Dlaczego? Bo powodują tylko złe emocje, nic nie wnoszą, nic dobrego nie możemy o nich powiedzieć. Po co więc nam one? Nie ze wszystkim da się tak łatwo załatwić sprawę. Bo idąc tym tokiem myślenia – można by wyrzucić mopa, odkurzacz czy zmywarkę, jeśli nie przepadamy za obowiązkami, które niosą. A nie o to przecież nam chodzi, prawda? Odzyskajmy więc przestrzeń we własnym domu! Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić – wydawałoby się. W rzeczywistości jednak nie jest to aż takie trudne. Gdy już pozbyliśmy się wszystkich bibelotów, przydasiów i zbędności ( Tworzymy przestrzeń wokół siebie! ), przychodzi moment zastanowienia się nad meblami. Bo nagle półki jakby opustoszały, wszelkie schowki przestały być tak wypchane i można rozważyć prostą kwestię: czy nadal potrzebujemy tyle mebli…?

A jak to było u nas? Tak jak pisałam wcześniej, wszystko przebiegało stopniowo, dojrzewaliśmy do zmian i wprowadzania ich w codzienność. Po pozbyciu się wszystkiego, co nam niepotrzebnie zalegało – wnętrza mebli rzeczywiście jakby zaczęły wiać pustkami. Na ten moment wystarczy nam szafa w zabudowie w przedpokoju na narzędzia, buty, odkurzacz, płaszcze czy podobne rzeczy i druga taka sama – na ubrania całej trójki i pościel. W salonie komoda pod telewizor, obok niewielka bieliźniarka do kompletu. W pokoju Małego Człowieka ikeowski Kallax z ośmioma półkami, na czterech wkładoszuflady, duża skrzynka i jeden tekstylny kosz. To tyle, jeśli chodzi o przechowywanie. Mieścimy w tym wszystko, co posiadamy, nic w zasadzie nie stoi “na wierzchu”. Dzięki temu w domu panuje funkcjonalna prostota i łatwiej utrzymać porządek.

Z czasem zamieniliśmy też dość duży stolik kawowy na o wiele mniejszy, piękniejszy i bardziej pasujący do naszego stylu. Zajmuje na podłodze 1/5 tego miejsca, które zajmował jego poprzednik. Aktualnie zrezygnowaliśmy też ze sporego regału na książki na rzecz wiszących półek ściennych. Nasza biblioteczka skurczyła się do zdecydowanie mniejszych niż wcześniej rozmiarów i takie rozwiązanie wydawało się być w tej sytuacji najrozsądniejszym. W pokoju Małego Człowieka z kolei zrezygnowaliśmy sporo czasu temu z długich zasłon, które stały się niepraktyczne, teraz wiszą krótkie, sięgające ledwie parapetu. Wcześniej kilka tekstylnych koszy, maty, wiaderka, pojemniki i komoda, teraz zaledwie pojemny regał z szufladami i spora skrzynka na kółkach, do tego tylko jeden kosz. I mimo że zabawek jemu tak naprawdę niewiele ubyło, pokoik zyskał mnóstwo przestrzeni, cały środek jest puściutki, gotów zawsze na dzikie harce a wszystkie skarby mają swoje miejsce, schludnie poukrywane.

Można? Można. Wystarczy pomyśleć. Zastanowić się nad tym, co chcemy osiągnąć. Jeżeli zagracony dom nie budzi w nas pozytywnych emocji – zacznijmy od wyeliminowania wszystkiego, co zbędne. Gruntowny przegląd wszystkich zakamarków i Wielkie Wyrzucanie. Później ograniczenie mebli do tylu, ile jest nam potrzebne i przede wszystkim – ile nas zadowala, cieszy i w żaden sposób nie przygnębia, denerwuje czy ogranicza.

***

Nagle może się okazać, że nie potrzebowaliśmy czterech regałów pełnych książek i pozostał nam zaledwie jeden, zapełniony do połowy więc i można go wymienić na mniejszy. To właśnie książki często są składowane w domach bez większego zastanowienia. Dlaczego? Bo przyjęło się – nie wiedzieć, czemu – że im więcej książek w domu tym lepiej o nas świadczy, o naszym poziomie inteligencji czy kultury.

Nic bardziej mylnego! Nie ma sensu, nawet najmniejszego, trzymać w domu tych pozycji, które ani nam się nie przydadzą więcej, ani nam się nie spodobały ani nawet nie mamy zamiaru ich kiedykolwiek czytać. Podobnie jest z wieloma innymi kategoriami rzeczy. Nie warto przechowywać ich wbrew sobie. Po prostu. Warto mieć w domu przestrzeń. Dla siebie i naszych bliskich. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top