Kobieto, nie rób ze swojego faceta niedorajdy!

Ale mnie kusiło, żeby o tym napisać. Kusiło z wielu powodów. Bo – z perspektywy czasu – trudno mi uwierzyć, że sama notorycznie ten błąd popełniałam. Bo – być może – komuś otworzy to oczy i pomoże coś zmienić. Bo czasami ręce mi opadają, jak widzę różne obrazki w internetach. Różne historyjki, sytuacje i im podobne… Bo wyobraźcie sobie teraz taką sytuację: scrollujecie Facebooka, przeglądacie to czy tamto, nagle widzicie TO zdjęcie.

Filiżanka kawy na stole. Jeśli autor nie jest blogerem czy kimkolwiek podobnym – zdjęcie ‘tylko’ filiżanki może być nieco zaskakujące. Bo po co…? 😉 Ale nie o tym będzie! O podpisie zdjęcia będzie! Bo tam czytamy, że oto Szanowny Pan Mąż zrobił żonie kawę! I ona teraz całemu światu się chwali, jaki to wspaniały, domyślny i uczynny z niego człowiek! Normalnie wznieśmy go na ołtarze! Co w tym obrazku Wam nie pasuje…?

***

Pomińmy już ryzyko przeróżnego odbioru takiego zdjęcia przez znajomych wspomnianej delikwentki. Bo mogą pomyśleć chociażby, że tenże mąż to taka niedorajda, leń i egoista, że nigdy czegoś podobnego nie robi. Ale czy ta kobieta o tym pomyśli? I tak i nie. Bo w większości bowiem przypadków my – kobiety – robimy z mężczyzn takie niedorajdy właśnie. Najpierw jako matki, wychowując maminsynków, co to herbaty sobie zrobić nie potrafią a później jako partnerki i żony, które to tolerują a nawet pogłębiają, wyręczając we wszystkim niczym ta matka wcześniej. Litości! A później siadają w gronie psiapsiółek albo – najgorsza możliwa opcja – przy komputerze. I wylewają żale. Bo Mąż taki i owaki. Tego nie umie, tego nie zrobi, tego się nie domyśli. Litości – po raz drugi! Kobieto, otrząśnij się i weź w garść!

Nie żyjemy w czasach, gdzie kobieta ma leżeć i pachnieć a następnie doglądać jedynie dzieci, podczas gdy mężczyzna tylko zarabia na ich utrzymanie. Żyjemy w czasach, gdy zarówno mężczyzna jak i kobieta – mają dokładnie te same prawa. Z obowiązkami powinno być podobnie!

Wywołajmy do przysłowiowej tablicy dwa zupełnie różne przykłady. Przykład pierwszy: do trzydziestki mniej więcej mamusia podstawiała pod nos śniadanka i obiadki, prała, prasowała i jeszcze pokój sprzątała! Później delikwent zakłada rodzinę i nagle (!) okazuje się, że nie umie zadbać o siebie a co dopiero o kogoś… Przykład drugi: niby ogarnięty, niby coś tam potrafi, zaradny życiowo i szybko się uczy. Samodzielny, nie mieszka już dawno z rodzicami nawet! Zakłada rodzinę i nagle się okazuje, że z góry już zakładane jest, że on nie umie nic. Ma zarabiać a do spraw domowych się nie wtrącać. Kobiety, litości! Same pod sobą kopiecie dołki w obu przypadkach!

W pierwszym przykładzie winą wypadałoby (?) obarczać wychowanie. Bo skoro Jaśnie Pan Ja Nic Nie Umiem nigdy nie został jakkolwiek przyuczony do jakichkolwiek obowiązków domowych – jak miał czegokolwiek się nauczyć? I tutaj ważna uwaga: to, że wychowujemy chłopca – nie oznacza, że mamy trzymać go z dala od kuchni czy sprzątania. Wręcz przeciwnie! Ma wiedzieć, jak zrobić sobie bułkę na śniadanie, włączyć pralkę albo czym należy umyć podłogi. Ma wiedzieć, co i gdzie trzeba kupić, żeby zrobić obiad. Jeśli my jako rodzice nie nauczymy swoich dzieci obowiązków domowych i o dom dbania – wyrządzimy im po prostu krzywdę, wypuszczając w świat życiowe ciamajdy. Idźmy krok dalej. Taki chłopiec rósł sobie w przekonaniu, że wszystko robi się same – ewentualnie wykonywane przez Wielofunkcyjną Mamę. Później, gdy już dorósł i wystartował w dorosłym życiu, wychodzi z założenia, że ta jego Wybranka będzie robić dokładnie to samo co wcześniej robiła Wielofunkcyjna Mama. A on nadal nie będzie robił nic. Bo nie umie. I co gorsza – ta Wybranka się z tym godzi i zasuwa na dwa, trzy, pięć etatów. Bo jest i kucharką, i niańką, i sprzątaczką, i pracownicą gdzieś tam, i wieloma innymi. A on AŻ idzie do pracy i AŻ po powrocie opada na kanapę, wychodzi z kumplami, surfuje w sieci albo robi cokolwiek podobnego, nijak mającego się do domowych obowiązków.

W takim przypadku ta Wybranka powinna jak najszybciej wylać kubeł zimnej wody na tegoż Jaśnie Pana, najlepiej jeszcze przed ślubem, najlepiej jeszcze przed dziećmi. Im szybciej tym lepiej. Im prędzej on przekona się, że Wybranka nie równa się Wielofunkcyjnej Mamie, tym lepiej dla obojga.

W drugim przykładzie z kolei mamy do czynienia z rażącą wręcz niesprawiedliwością. On niby by chciał się udzielać, angażować, chwyta się za te obowiązki domowe ale jest co rusz gaszony – bo przecież ona zrobi to lepiej! Bo przecież mężczyzna na pewno nie da rady włożyć naczyń do zmywarki czy poskładać prania! Oczywiście, że nie da rady kupić pięciu bułek i masła w drodze z pracy! Oczywiście, że nie – bo ona zrobi to l e p i e j. I w ten oto sposób ten mężczyzna zostaje zepchnięty jedynie do roli pracownika gdzieś tam a od roli męża, ojca, głowy domu – jest drastycznie odsuwany.

W takim przypadku ta Wybranka powinna jak najszybciej oberwać kubłem zimnej wody. Bo może i teraz jej odpowiada rola Ale-To-Ja-Wiem-I-Umiem-Najlepiej. Bo może i fajnie jest jej nad wszystkim mieć kontrolę. Ale za jakiś czas może się okazać, że jednak by chciała by ten mąż, ojciec, partner – zrobił cokolwiek w domu. I nagle się okaże, że przecież on się nie zna, nie umie, nie podoła… Im szybciej ona przestanie na siłę robić z niego osobnika nie nadającego się dosłownie do niczego, tym lepiej dla obojga.

Oba przykłady sprowadzają nas do jednego wniosku: takie życiowe ciamajdki, nic nie potrafiące człowieczki – nie rodzą się takimi. Ktoś im “pomaga” w tym by ostatecznie takimi się stali. Nadopiekuńcze, bezkrytyczne i usłużne matki, nazbyt tolerancyjne i naiwne partnerki. Bo przecież na każdym etapie życia można zrobić zwrot w dobrą stronę, prawda? Gdyby taka matka w porę się zreflektowała i zaczęła od syna nieco wymagać? Gdyby taka partnerka stanowczo odmówiła dalszemu usługiwaniu?

Gdyby tak wziąć pod uwagę, że mężczyzna naprawdę może i potrafi? Że on też przewinie dziecko, zrobi zakupy, przygotuje śniadanie albo umyje podłogi? Że on sobie z tym wszystkim naprawdę poradzi? Gdyby wziąć pod uwagę, że mężczyzna p o w i n i e n angażować się w życie domowe i dbałość o codzienne sprawy? Bo przecież to też jego dom, jego dzieci, jego codzienność. Bo przecież powinien czuć potrzebę współdbania o to wszystko. Prawda? 

Przez dłuższy czas akceptowałam pewne przyzwyczajenia i w nich współuczestniczyłam. Robiłam śniadania, sprzątałam, przymykałam oko na niezaradność w tym czy tamtym. Przywykłam. Czasami zaśmiałam się sama do siebie z absurdów codzienności ale poza zwróceniem uwagi raz, drugi, trzeci – nie zrobiłam nic. Później, na długo już “po”, obiecałam sobie jedno. Nigdy więcej nie będę niczego podobnego tolerować. I w zasadzie już nie musiałam. Bo nagle okazało się, że zakupy może – i potrafi! – mężczyzna zrobić w drodze z pracy (pampersy wybierze, kurczaka na obiad kupi, ciasto w cukierni też!), pranie poskłada, łóżko pościeli a nawet dziecko wykąpie wieczorem. Niemożliwe!

Oboje pracujemy zawodowo. Oboje też mamy obowiązki w domu. Po moim całym dniu dzielenia uwagi na dom, pracę i Małego Człowieka – wraca z pracy B. i przejmuje wieczory. Bawią się, sprzątają pokoik, następnie kąpiel i usypianie. Ja w tym czas mogę zrobić kolację, posprzątać cokolwiek, przysiąść przed komputerem albo… wypić w spokoju herbatę. Ja zmywarkę załaduję, On wyładuje. Ja pranie rozwieszę, On poskłada. I tak dalej i dalej. Nigdy nie musiałam go o cokolwiek prosić, to naturalne odruchy. I cieszę się bardzo! Bo mam przed sobą zaangażowanego, zaradnego partnera, na którym zwyczajnie mogę polegać. Bo wiem, że On sobie zwyczajnie poradzi. I wiem, że bez zbędnego niepokoju mogę wyjść na kilka godzin czy nawet wyjechać na cały dzień a B. zajmie się i domem i Małym Człowiekiem.

I każdej kobiecie życzę by nie musiała ze zrobionej przez męża kawy robić wielkiego święta – bo powinno to być coś zupełnie zwyczajnego. Drobne gesty względem siebie nawzajem. I każdej kobiecie też życzę by miała ze strony partnera wsparcie w codziennych obowiązkach, bez proszenia o to i niepotrzebnych frustracji. Oczywiście z wzajemnością! A tak już zupełnie na koniec – zarówno prawa jak i obowiązki dzielmy na dwoje, z szacunkiem dla wysiłku obojga. Bądźmy dla siebie, ze sobą – nie obok siebie!

Napisane teksty 282

One thought on “Kobieto, nie rób ze swojego faceta niedorajdy!

  1. Klaniam sie w pas za ten tekst. Powtorze to po raz ktorys ale jak na te czasy masz naprawdę dojrzałe i piekne podejscie do zycia mimo mlodego wieku tak naprawdę bo przeciez Ty ledwie cwiercwiecze skonczone, tak?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: