Co zrobię zupełnie inaczej przy drugim dziecku?

Mówi się, że pierwsze dziecko i oczekiwanie na nie to zupełnie inna sytuacja niż drugie i kolejne. Dlaczego…? Powodów zapewne można wymienić naprawdę wiele. Po próbie generalnej, jaką było bez wątpienia pierwsze dziecko – mamy o wiele więcej wiedzy, umiejętności a przede wszystkim odwagi i… dystansu. Takiego doświadczenia nie da nam żadna półka pełna podręczników ani nieskończona nawet ilość godzin w szkole rodzenia. Po prostu swoje trzeba przeżyć, wypróbować, przetestować, ileś błędów popełnić i na nich się możliwie najwięcej nauczyć.

Gdyby tak zebrać wszystkie doświadczenia z okresu ciąży czy dotychczasowego procesu wychowywania Małego Człowieka, mogłabym bez problemu wymienić, czego absolutnie i pod żadnym pozorem nie powtórzę, nie zrobię albo wręcz przeciwnie – właśnie zrobię, przy kolejnym dziecku. Postanowiłam się tymi przemyśleniami z Wami podzielić.

***

Szkoła rodzenia. Z zaangażowaniem, regularnie i z uwagą. Tego mi wcześniej zabrakło. Bo zabrakło chęci drugiej strony. Teraz żałuję – mogłam pójść sama. Na pewno tego błędu nie powtórzę. Mimo że przy kolejnym dziecku mamy jako taką świadomość tego, co nas czeka – będę chciała na zajęcia chodzić, na nowo przygotować się do wszystkiego, tak jak byłby to pierwszy raz. Może wtedy cała trauma zniknie albo chociaż odrobinę się zmniejszy…? To z pewnością cenny czas i wiedza, których trudno szukać w czysto teoretycznych artykułach czy poradnikach.

Brzuszkowe zdjęcia. Tego żałuję bardzo! A dokładniej to faktu, że ich nie posiadam. Jedno pstryknięte w lustrze by pokazać przyjaciołom z daleka pierwsze zaokrąglenia brzuszka i drugie – zrobione podczas urlopu, ot szybka fotka na plaży. Żadnych uroczych zdjęć, które stanowiłyby pamiątkę z tego okresu oczekiwania. Nie mówię może o sesji u fotografa od razu, wystarczyłoby kilka zdjęć, zrobionych po prostu w domu czy gdziekolwiek. Na pamiątkę do rodzinnego albumu. Tego na pewno nie odpuszczę! Oj nie nie!

Wyprawka. Czekając na małego człowieka, wyprawkę kompletować tak już naprawdę intensywnie zaczęłam w lipcu, podczas gdy termin był na przełom września i października. Wtedy to w zasadzie w ciągu tygodnia nazamawiałam ubranek i tak dalej, wyprałam, wyprasowałam i spoczęły w komodzie. W naszej wyprawce znalazły się i kocyki i rożki i masa innych rzeczy. Rożki bardzo szybko na stałe zamieszkały w szufladzie, podobnie jak pościele. Najlepiej sprawdzały się kocyki. Grubsze do przykrywania, cienkie do owijania w kokonik. Podobnie ubranka. Bodziaki i śpioszki nie mogły się równać nawet najbardziej wyszukanym kreacjom. Przy drugim dziecku będę bardziej świadoma w trakcie zakupów, wiedząc już doskonale, co naprawdę się przydaje a co spocznie w otchłaniach szafek przez swoją zbyteczność.

Karmienie. Temat rzeka. Nie dane mi było spróbować przygody z KP. Panie położne w szpitalu swoje wsparcie ograniczyły do stwierdzenia, że takiej możliwości nie widzą i nie będzie, Mały Człowiek dostał flaszeczkę i tyle w temacie. Czy żałuję, że tak się stało? Mam zdrowe, szczęśliwe dziecko i to jest najważniejsze. Żałuję trochę, że strasznie to przeżywałam, czułam się gorsza, do niczego, winna i w ogóle. Nie powtórzę tego błędu na pewno. Nic na siłę, nic wbrew sobie i maluszkowi, nic dla innych – tylko dla nas. Bez wyrzutów sumienia, łez i oceniania swojego macierzyństwa przez pryzmat podawanej dziecku butelki z mieszanką.

Odwiedziny po narodzinach. I tutaj zdecydowane n i e. Nie wyobrażam sobie przyjmować tabunów gości w szpitalu czy nawet po powrocie do domu. To czas na oswojenie się z maluchem, odpoczynek i nacieszenie się sobą w rodzinnym gronie. Nie będę mieć żadnych skrupułów by odmawiać wizyt w pierwszych dniach po porodzie. Najmniejszych nawet nie będę mieć!

Nie będę czuć się winna, gdy maluch płacze. Każdy płacz, każde zakwilenie i od razu włącza się poczucie winy. Może za ciepło? Może za zimno? Może głodne? Może to? Może tamto? I wyrzuty do samej siebie galopują sobie w najlepsze. Taka ze mnie zła matka, skoro moje dziecko płacze! I od razu wydaje się, że mam na plecach spojrzenia przechodniów, gdy maleństwo kwili w wózku. I od razy wydaje się, że robię jemu jakąś krzywdę, nie wiedząc o co małej istotce chodzi. Błędne koło. Teraz już to wiem. Spokojna mama to spokojne dziecko, bez nerwów, bez stresu! Spokojnie!

Nie będę prasować wszystkich ubranek. To już jakiś totalny absurd. Przynajmniej teraz, z perspektywy czasu. Przez długie miesiące prasowałam każdy, nawet najmniejszy element garderoby czy pościeli Malutkiego. Od prześcieradeł, przez koszulki po skarpetki i śliniaczki. Z czasem zrozumiałam, że trochę bez sensu jest takie stanie przy desce kilka godzin by wyprasować masę rzeczy, które następnego dnia wylądują w koszu na brudy. I proces zacznie się od nowa. Teraz już wiem, że ta czynność w dużej mierze jest zbędna. O ile przy noworodku – okej, o tyle później to zwyczajna strata czasu i energii.

Będę przymykać oko i ucho na “dobre rady”. Przez naprawdę długi czas wieloma uwagami czy niby-radami się przejmowałam, serio. Ciągle ktoś chciał wbić szpilę. A to dziecko nie powinno być karmione butelką. A to powinno mieć grubszą / większą / inną czapeczkę. A to powinno być ubrane bardziej kolorowo – nie tylko w szarości i granat. A to to. A to tamto. Zawsze coś, zawsze ktoś. Niesamowite, ile złotych rad potrafią wciskać nam ludzie, zazwyczaj nie mający w ogóle pojęcia o tym, o czym próbują pouczać nas. Na przyszłość będę już całkowicie świadoma tego, że na podobne docinki czy nachalne wciskanie swojego zdania – mam reagować z dystansem. Bo tylko to pozwoli przeżyć ten czas w absolutnym spokoju i poczuciu spełnienia, bez frustracji czy niepewności wnoszonej przez kogoś nieproszonego.

Nie będę zbierać wszystkiego bez wyjątku po maluszku. To jest dopiero istne szaleństwo! Pamiętam pierwszy rok życia Małego Mężczyzny. Co kilka tygodni selekcja jego garderoby, odkładanie za małych. Następnie pranie, prasowanie (?!) i pakowanie w małe paczuszki, które następnie skrupulatnie odkładane były do szafy. Gdy takich paczuszek zebrało się kilka – były wywożone do Dziadków i upychane w przygotowane przeze mnie na to miejsce. Obok paczuszek z ubrankami trafiły za małe kocyki, pościele, baldachim do łóżeczka, bujaczek, chodzik i pierdyliard innych rzeczy. Miejsca zaczęło to zajmować coraz więcej, zbieranina zaczęła osiągać ogromne rozmiary a do mnie zaczął przemawiać zdrowy rozsądek – po co zbierasz wszystko w tak bezkrytyczny sposób…?! Nie znalazłam czasu na selekcję dotychczas zebranych rzeczy, postanowiłam jednak zmienić proces segregowania bieżących. Zaczęłam odkładać tylko te szczególnie zadbane lub mające jakąś wartość sentymentalną. Reszta – won! Te, które mogą jeszcze posłużyć – oddaję, niech komuś się przydadzą. Bez wyrzutów sumienia. Pewne rzeczy warto zostawić na pamiątkę czy kolejnym potomkom – jednak, nie oszukujmy się ale gdy przyjdzie nam do tego: znajdzie się mnóstwo o wiele lepszych i ciekawszych rzeczy, które trafią do wyprawki a o tamtych odłożonych szybko zapomnimy. Inny dobry sposób? Spieniężać to, co już zbędne i drobne zyski z tego wrzucać do skarbonki, przeznaczonej na coś dla naszego malucha. Jak kto woli. Zbierać wszystkiego na pewno już nie będę, skoro udało mi się z tego zrezygnować – na szczęście!

***

Bycie rodzicem to ogromne wyzwanie i jak każde inne – pozwala nam popełniać błędy, uczyć się na nich i ich później nie powtarzać. Pierwsze dziecko to sprawdzian naszych umiejętności, próba cierpliwości i tak naprawdę okazja do zadania sobie ważnego pytania: czy chcemy mieć kolejne? A te kolejne niech będą swoistym treningiem nabytych przy pierwszym umiejętności. Najważniejsze to nie popełniać wciąż tych samych błędów, z każdym kolejnym dniem nabierać pewności siebie w roli rodzica, znaleźć w sobie siłę i dystans a pewnymi sprawami… po prostu przestać się przejmować. Wtedy wszystko pójdzie z górki!

Co dodalibyście do tej listy…? 🙂

5 komentarzy

  1. Wszystko idealnie napisałaś, chyba nic więcej nie dodałabym. Sama niedawno nad tym wszystkim rozmyślałam i już na zapas zafundowałam sobie pewne sprawy, na które pozwolę przy następnym bąblu. Przy pierwszym dziecku dla nas jest to wszystko nowe i chcemy jak najlepiej. Obyśmy kiedyś posłuchały się tych punktów. Pozdrawiam!;-)

  2. Czytam i czytam i cóż.. jestem z siebie dumna 🙂

    Na szkołę rodzenia chodziłam- ale wcześniej byłam już na tyle przygotowana, że zadawałam położnym pytania po co np. wciskają wszystkim emolium… I dlaczego właśnie tak mało mówią o karmieniu piersią?
    Ubranka chociaż były w ilości sporej- top głównie bodziaki, wymyślne były głównie z prezentów.
    Sesja brzuszkowa zaliczona <3
    Odwiedziny już w ciąży zapowiedziałam że w szpitalu ma nikogo nie być i pierwsze dni w domu też, będę chciała odpocząć.
    Do karmienia też przygotowałam się już w ciąży, tak samo jak do rozszerzania diety więc nic mnie nie zaskakiwało. Kurs pierwszej pomocy zaliczony wiele lat temu. Pościel kupiona czysto do ozdoby 😀 I świętego spokoju babci 🙂

    No i moje dziecko nie ma chodzika. XXX
    Już w ciąży zapowiedziałam że jeśli ktoś taki kupi, to mu włożę na głowę i razem wyrzucę z domu 🙂

Pozostaw odpowiedź Dagmara Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top