A może będziesz… toksycznym rodzicem?

Temat trudny już na starcie. Spodziewając się dziecka, już od początku chcemy być możliwie najlepszymi rodzicami a maleństwo wychować jak najwspanialej. Gdzieś w tym wszystkim jednak czasami dorośli się gubią i wychowanie zaczyna przybierać toksyczny wydźwięk. I ten toksyczny charakter wcale nie musi oznaczać alkoholizmu czy innych, zupełnie oczywistych, patologii. Dzieci przekonywane są o tym, że nie nadają się kompletnie do niczego, nie są w stanie poradzić sobie w życiu, są ograniczane, poniżane, podcina im się na każdym kroku skrzydła. Można wymieniać tak bez końca – toksyczność relacji rodziców i dzieci może przejawiać się w naprawdę różny sposób, nie zawsze jednak oczywisty i widoczny na pierwszy rzut oka.

Nadopiekuńczość

Nie bez powodu wymieniona jako pierwsza. Bardzo często, jeśli nie w większości przypadków – postrzegana jest jako coś absolutnie pozytywnego, przejaw rodzicielskiej miłości i troski. Pomija się fakt, że można kochać za bardzo a chęć sprawowania kontroli za wszelką cenę to zwyczajna przemoc ale z dopowiedzianą do niej ładnie brzmiącą ideologią.

Co robi taki rodzic? Niemal całą swoją energię poświęca dziecku czy dzieciom. Odwozi, przywozi. Ze szkoły, do szkoły, na pierdyliard zajęć dodatkowych. Odrabia z dziećmi zawsze lekcje, przygotowuje je na zajęcia, występy, teatrzyki, etc. Za wszelką cenę ciągnie dziecko w stronę sukcesu, który gdzieś tam sobie zaplanował. Nie widzi, że maluch postrzega to trochę inaczej. Że wlecze się za rodzicem na kolejny konkurs czy przesłuchanie tylko dlatego, że nie chce sprawiać rodzicom przykrości. Smutna prawda.

Kim staje się takie dziecko? Akceptowane ze wszystkimi swoimi wadami, błędami a przy tym zalewane wręcz miłością. Nieważne, czy ma pięć, dwadzieścia, czy czterdzieści pięć lat – dla rodziców pozostaje dzieckiem i wciąż jest tak traktowane, w niekończący się sposób przez nich usprawiedliwiane a do tego wszystkiego – niezmiennie wyręczane. Nic nie potrafi zrobić samo a nawet jeśli już próbuje, dochodzi do wniosku, że rodzice i tak zrobią to lepiej. Przykład? Mężczyzna, powiedzmy lat trzydzieści. Mama poda śniadanie, on się naje, odejdzie od stołu, mama posprząta. Włoży wypraną i wyprasowaną przez mamę koszulę, pojedzie gdzieś autem ojca. Nie pracuje bo jakoś nie może znaleźć pracy, nawet jeśli znajduje to nie na długo. Nie planuje się wyprowadzić bo rodzice utrzymują go w przekonaniu, ze to jego dom, jego miejsce, z nimi. Po co miałby wynajmować coś w tym samym mieście skoro może mieszkać tu, gdzie o niego dbają…? I tak dalej i dalej.

Poczucie winy

Rodzic nieustannie się “poświęca” a dziecko nieustannie wpędzane jest w poczucie winy. Mało tego! Jakikolwiek sprzeciw z jego strony kończy się tym, że nazywane jest niewdzięcznym. Bo przecież rodzice tyle jemu dali, tyle poświęcili, mogli tyle zrobić dla siebie a zrobili dla dziecka! Przecież nikt nie chce czyjegoś poświęcenia, zwłaszcza własnych rodziców! Jeżeli np. matka zupełnie świadomie decyduje się, że zostanie z dzieckiem w domu przez rok czy dwa – mamy do czynienia z jej wyborem, nie poświęceniem, które miałaby prawo później dziecku wypominać.

Co robi taki rodzic? Obarcza dziecko własnymi frustracjami, obwinia za swoje niespełnienie. Stara się kontrolować i podporządkować sobie je, stosując szantaż emocjonalny, np. “To ja dla Ciebie zrobiłam obiad zamiast odpocząć a Ty teraz sobie wychodzisz do kolegi?”.

Kim staje się takie dziecko? Człowiekiem z nieustannym poczuciem winy i złości. Wciąż rozerwanym pomiędzy tym właśnie poczuciem winy a chęcią normalnego, własnego życia, w którym nie musi tego odczuwać za każdym razem, gdy podejmuje jakąkolwiek decyzję.

Przyjaciele od serca

Co robi taki rodzic? Rodzic stara się “trzymać” z dzieckiem, ma z nim sekrety przed drugim rodzicem, stara się trzymać dziecko po swojej stronie. Traktuje je jak przyjaciela, powiernika, zwierza się niemal ze wszystkiego, co dziecko może zwyczajnie przerastać. Nie widzi też problemu w tym by nastolatkowi podsunąć piwo czy papierosa, przecież chce go traktować “na równi”.

Kim staje się takie dziecko? Przede wszystkim takie zachowanie rodziców powoduje u dziecka ogromny mętlik w głowie. Bo przecież przyjaciół znajdzie czy dobierze sobie samodzielnie, nie potrzebuje by rodzic stawał się takim przyjacielem na siłę. Potrzebuje w zamian by rodzic był odpowiedzialny, stabilny, potrafił poprowadzić dziecko właściwymi ścieżkami, wyznaczać granice i zasady. A w takiej relacji tego brakuje i dziecko tych właściwych zasad nie zna, samo musi sobie jakieś nakreślać, co gorsza – jakiekolwiek, czerpiąc wzorce z niekoniecznie dobrych źródeł.

Bierność i posłuszeństwo

Rodzic usługujący, wyręczający, spełniający każdą zachciankę dziecka. To jedna z tych skrajności, które są widoczne w każdej, nawet najmniej istotnej sytuacji. I co gorsza – ta bierność jest obecna niemal bez przerwy, niemal w każdej sferze życia danej rodziny.

Co robi taki rodzic? Przede wszystkim nie ma pojęcia, w jaki sposób i jakie ustalać zasady. Toleruje absolutnie każde zachowanie dziecka, pozwala się jemu wręcz terroryzować, wymuszać na sobie różne decyzje i zachowania. Dziecko rozkazuje, rodzic wykonuje. Brzmi może brutalnie. Ale to się zwyczajnie zdarza. Nierzadko zdarza.

Kim staje się takie dziecko? Przede wszystkim nie zna konsekwencji, nie ma wpojonych żadnych zasad. Rodzice nie potrafili ich ustalić ani respektować. Jest nauczone, że każda jego zachcianka m u s i być spełniona. Teraz nie zaraz, najlepiej a nie byle jak. To mały terrorysta, wymuszający dosłownie wszystko a w życiu dorosłym – człowiek bez najmniejszych skrupułów, z poczuciem: należy mi się dosłownie wszystko. 

Obecni fizycznie, nieobecni duchem

Niby cały dzień z dzieckiem ale tak naprawdę to zajmowanie się nim ich męczy, zajmuje się wszystkim dookoła ale nie dzieckiem. Tak naprawdę jest to tylko fizyczna obecność, o psychicznej nie można nawet mówić. Rodzic jest pogrążony w swoim świecie, w którym dziecko tylko jemu przeszkadza ale wstydzi się przyznać do tego nawet sam przed sobą.

Co robi taki rodzic? Zajmuje się wszystkim ale nie dzieckiem. Sprząta, ogląda seriale, przesiaduje na Facebooku czy bez końca rozmawia przez telefon. Zbywa dziecko domagające się uwagi, ignoruje je. Nie czuje potrzeby zabawy z nim, rozmowy czy okazania nim zainteresowania. Wypełnia tylko obowiązki typu karmienie, ubieranie czy cokolwiek podobnego, bez zaangażowania w coś więcej.

Kim staje się takie dziecko? Ma poczucie, że jest nieważne, niekochane. Z czasem przestaje domagać się tej uwagi, przytulenia czy wspólnej zabawy bo dochodzi do wniosku, że jemu się to zwyczajnie nie należy.

***

Toksyczna relacja na linii rodzic-dziecko może przybierać mnóstwo jeszcze innych form, w większości jednak to nic innego jak manipulacja czy szantaż emocjonalny, nazywając rzeczy po imieniu – przemoc psychiczna. Musimy jednak zapamiętać: dziecko nie jest naszą własnością, nie jest również zabawką, którą możemy się bawić, gdy mamy ochotę i odkładać na półkę, gdy tej ochoty brakuje.

Napisane teksty 282

One thought on “A może będziesz… toksycznym rodzicem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: