Prostota i ograniczanie: minimalizm

W poprzednim wpisie czytaliście: >> Wczorajszy tekst Równowaga to podstawa: o odpuszczaniu (sobie) to pierwszy z trzech, które napisałam z okazji Nowego Roku. Dlaczego? Bo odpuszczanie sobie, udany związek i… coś jeszcze (o czym będzie kolejny tekst) to takie fajne, zgrane trio mogące zdziałać naprawdę wiele. << To wspomniane “coś jeszcze” to m i n i m a l i z m. Warto mieć dystans do wielu kwestii, również do posiadania. Minimalizm to właśnie poniekąd taki dystans. Służy on zarówno nam, naszym domom czy relacjom z innymi. Minimalizm wnosi w życie naprawdę wiele mimo że właśnie o to by wszystkiego było niewiele, chodzi. O niewiele rzeczy, które zajmują niewiele miejsca. O niewiele spraw, które zabierają niewiele uwagi. O niewiele relacji, które zabierają niewiele energii. Podsumowując: minimalizm to idea prostoty i ograniczania tego, co zbędne.

Wyobraź sobie, że żyjesz w świecie, w którym czujesz się lekko a widoki dookoła sprawiają Ci przyjemność. Nic nie powoduje, że czujesz się ociężale czy nieswojo. Nie ma nic, co by Cię drażniło. Wszystko ma swoje miejsce, doskonale wiesz, gdzie szukać konkretnych przedmiotów. Otacza Cię ład, harmonia i przestrzeń. Kuszące, prawda? Najlepsze w tym wszystkim jest to, że każdy z nas jest zaledwie o krok od takiego efektu. Zapytacie, jak to możliwe…? Wystarczyłoby wyeliminować pewne nawyki i nabrać dystansu do posiadania. Nie musimy mieć wszystkiego, co zewsząd próbuje nam się wciskać!

Kupujemy o wiele za dużo i o wiele za często, gromadzimy o wiele za dużo przedmiotów dookoła siebie. Wymieniamy telewizory na te o kilka cali większe, co sezon dokupujemy do garderoby dziesiątki szmatek na wyprzedażach, popychając drzwi szafy kolanem, byleby się jakoś domknęły. Z każdych zakupów przynosimy bibeloty ustawiane na półeczkach, w witrynkach i szafeczkach. Na nich zbiera się kurz, którego nie mamy czasu albo ochoty ścierać. Są przedmioty, które rzeczywiście warto w jakimś stopniu gromadzić. Większość jednak – wierzcie lub nie – jest nam absolutnie zbędna. Naprawdę!

Na ułamek sekundy zamknij oczy, rozluźnij się a później je otwórz i rozejrzyj się dookoła siebie. Pamiętaj: wszystko w Twoim otoczeniu powinno ze sobą współgrać. A teraz wychwyć wszystko to, co nie pasuje do reszty. I to, co powoduje, że czujesz się gorzej. I to, co Ci się nie podoba. I to, co niesie przykre wspomnienia. Widzisz te przedmioty? Tą limonkową kurtkę w szafie pełnej szarości, którą kupiłaś bo była modna a nie włożyłaś nigdy? Ten zestaw figurek, kupiony w markecie – bo były tanie i na pozór przydatne. Stertę zabawek dziecka, która leży usypana na środku salonu, Twój brzdąc zwyczajnie nie zwraca na nią uwagi bo te zabawki nie są przez niego używane? Kilkanaście wypalonych już świec – ale przecież “mają takie ładne wzorki”? Wymieniać mogłabym tak przez kilkadziesiąt akapitów. Każdy z nas miał lub ma w domu pierdyliard takich przydasiów. Które pozornie mają się na coś przydać, kiedyś – czyli nigdy. A my je sobie gromadzimy, nie wiedząc czemu. I jak? Widzisz to wszystko dookoła siebie? I co zrobisz z tym uczuciem, które mówi Ci, że one tutaj zwyczajnie nie pasują…?

Im mniej tym więcej. Im mniej mamy rzeczy tym więcej mamy miejsca, tym przestronniejsze wydaje się być wnętrze. Porządek łatwiej utrzymać bo musimy dbać o ład mniejszej ilości przedmiotów. Mamy więcej czasu – chociażby stojąc rano przed szafą. Mając niewielką, dobrze skomponowaną garderobę, łatwiej nam wybrać strój każdego dnia i nie tracimy cennych minut na przeglądanie zawartości szafy od nowego każdego ranka. Mniejsza ilość wszystkiego dookoła nas ułatwia nam codzienne życie. Po prostu.

Mała tajemnica: jak już zaczniesz wyrzucać, trudno będzie się powstrzymać! Może to i nie do pomyślenia ale tak naprawdę jest. Pamiętam moment, gdy minimalizm zaczął mnie przekonywać, kusić, intrygować – na tyle, że któregoś dnia zaczęłam eliminowanie kolejnych drobiazgów, które nie wnosiły w nasze życie nic ponad sterty kurzu, który na nich osiadał. Zaczęło się od takich właśnie nic nie znaczących bibelotów. Później pozbyłam się wszystkiego, co mi się już na pewno nie przyda. W ten sposób wyprowadziły się od nas wszelkie Przydasie. Całkiem niedawno zmianami zaatakowałam garderobę i tutaj dopiero zaczęła się zabawa. Wcześniej wydawało mi się, że mam tak naprawdę niewiele rzeczy a tu nagle dotarła do mnie brutalna prawda: mam ich nadal z a  w i e l e!

Minimalizm może stać się stylem życia i wcale nie oznacza to, że musimy mieć w salonie zaledwie kanapę, w kuchni dwie szklanki i dwa talerze a w szafach kompletne pustki. Nie nie nie! To nie tak, że musisz mieć minimum z tego, co jest potrzebne na co dzień. To nie tak, że masz nie mieć dosłownie nic. Masz upraszczać swoje życie i swoją codzienność najbardziej jak tylko się da. Wszystko powinno mieć swoje miejsce. Wszystko powinno mieć swoje przeznaczenie. Nie powinno być dookoła nas rzeczy, które nie służą nikomu ani niczemu. Nie powinniśmy się otaczać byle czym a w zamian tylko tym, co jest dla nas naprawdę ważne. Nie “być może za kilka lat się przyda”. Powinniśmy też nauczyć się odróżniać to, co potrzebne od tego, co zbędne i nie kupować bez zastanowienia. Zaczniemy oszczędzać więcej czasu, miejsca i pieniędzy. Zaczniemy żyć bez poczucia duszenia się w nadmiarze wszystkiego, co nas otacza. Być może wtedy zaczniemy dostrzegać to, co dla nas naprawdę ważne.

Napisane teksty 276

3 thoughts on “Prostota i ograniczanie: minimalizm

  1. No nie wiem. Przywiązanie do masy różnych rzeczy bierze górę ale rozsądek podpowiada żeby się Tobą zainspirować i wprowadzić trochę tego minimalizmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: