Rodzicielstwo to ograniczenia? A może jednak cenne doświadczenia…?

Bardzo modne stało się ostatnimi czasy wśród młodych rodziców afiszowanie z tym, że dziecko czy też dzieci, absolutnie ich nie ograniczają. W najmniejszym nawet stopniu. Ani trochę. Ani odrobinkę! Ba! Ich życie nie uległo żadnej, najdrobniejszej nawet zmianie. Fajnie, naprawdę fajnie. Podziwiam, nie zazdroszczę. Sama doskonale wiem, że przy odrobinie szczęścia i dobrej logistyce, z mniejszymi lub większymi trudnościami – ale jednak! – da się pogodzić wychowywanie dziecka z pracą, studiami, blogiem i jeszcze kilkoma innymi rzeczami. Niekiedy bywa bardzo trudno. Przychodzą chwile zwątpienia, przychodzą momenty słabości. Naprawdę zdarza się i tak, że wątpię w sens tego chaotycznego pędu. Ale warto. Naprawdę warto. Bo satysfakcja jest ogromna. I świadomość bycia w pewnym sensie niepokonanym.

***

Jeśli chodzi o rzeczy przyziemne typu godzenie pracy z wychowaniem dziecka, często mówimy  niekoniecznie o czyimś kaprysie a o konieczności. Jeśli chodzi o rzeczy już mniej codzienne – nie zawsze można nazwać to taką koniecznością. Nierzadko też nie można tego nawet nazwać czymś rozsądnym. Dlaczego? Bo często rodzice po pojawieniu się maleństwa, nie mają najmniejszego nawet zamiaru rezygnować ze swoich przyzwyczajeń czy planów.

I w ten oto sposób często kilkutygodniowe brzdące są  już  upychane w samolocie, następnie smażą się w nieludzkim upale – bo rodzice chcieli wyjechać na Teneryfę czy do innej Chorwacji a dziecko przecież zbyt małe by je zostawić  z kimkolwiek na tydzień czy dwa. To nie tak, że krytykuję. Absolutnie nie. Po prostu uważam, że  z pewnymi atrakcjami można zwyczajnie poczekać. Unikniemy w ten sposób męczarni nie tylko dla dziecka, również dla siebie. Bo taki wyjazd z niemowlęciem to przede wszystkim trud i stres, nijak mający się  do pięknych migawek na Instagramie. Pierdyliard rzeczy do zabrania, mnóstwo rzeczy do obmyślenia, jeszcze więcej  do wcześniejszego dokładnego zaplanowania. To jest dopiero ogromne wyzwanie! Czasami odnoszę wrażenie, że przyszło nam żyć w czasach, w których wymusza się na nas korzystanie z życia za wszelką cenę. M u s i m y brać z niego garściami, m u s i m y i koniec kropka. Jeśli tego nie robimy – jesteśmy jacyś tacy nudni, nijacy, szkoda w ogóle gadać… 

Jak wyglądało moje życie przed dzieckiem…? Ojej! Wstawałam rano do pracy, w drodze powrotnej jakieś małe zakupy, czasem i nie, wieczorami książka, film, jakieś wyjście – kawa z koleżankami czy seans komediowy na mojej kanapie. W weekend mogłam wsiąść w pociąg i sobie wyruszyć, gdzie chciałam. Po galerii handlowej mogłam chodzić godzinami by znaleźć jedną, jedyną sukienkę idealną. Nawet w środku nocy mogłam wskoczyć w dres i pójść pobiegać. Książki mogły leżeć gdziekolwiek, nie musiałam stawiać kubka z kawą możliwie najwyżej a prysznic mógł trwać i pół godziny i godzinę. Wszystko było inne, bardziej swobodne, bardziej… nieograniczone. A teraz? Jak wygląda teraz? I czy żałuję tego, co było i chwilowo nie wraca…? 

Macierzyństwo planowałam na zdecydowane później. Teraz absolutnie nie żałuję, że przyszło mi być mamą wcześniej niż przewidywał mój plan. Co prawda swobodne wyjście o dowolnej porze dnia i nocy, ot tak – po prostu wstaję i wychodzę, nie wchodzi od ponad dwóch lat w grę. Podobnie niemożliwe jest naprawdę wiele, na pozór banalnych, rzeczy. I nie jest mi z tym jakoś szczególnie źle. Bez pewnych przyzwyczajeń można przetrwać, można je nieco zmienić, można je zastąpić innymi, można tak naprawdę wiele. Można zrobić naprawdę wiele, wystarczy trochę chęci, kreatywności i pokory. Dlaczego pokory? Bo przychodzi, prędzej czy później, taki moment, że musimy pogodzić się z jedną myślą: nic nie będzie już takie samo, nie jestem już niczym nieograniczona. A w zasadzie nikim. Mała istotka potrzebuje mnie teraz bardziej niż jakiekolwiek inne wyzwanie na świecie. To ten bobas jest moim aktualnie największym wyzwaniem. 

Pewne ograniczenia są oczywiste, z innymi możemy powalczyć. Jedna z ważniejszych kwestii do zapamiętania. Można zamknąć się w domu z dzieckiem, wyjść z nim tylko na spacer, ewentualnie po zakupy i powtarzać: jestem matką, nie mam własnego życia. Serio? Wy tak serio…?! Oczywiście nie mówię o wyczynach przytaczanych na początku tekstu. Nikt nie każe Ci pakować teraz walizek i z noworodkiem pod pachą lecieć na Hawaje. W zasadzie nikt Ci nic nie każe. Sama sobie wyznaczasz granice. I tylko i wyłącznie od Ciebie zależy, jak daleko zostaną wytyczone, bylebyś w tym wszystkim tylko nie rozpędziła się za bardzo, kosztem dobra malucha! A reszta? Reszta przyjdzie sama. Zacznij od drobnych przeszkód, które pokonasz i jeszcze drobniejszych udogodnień, które mogą Ci w tym pomóc.

Gdy na świat przyszedł mój Mały Mężczyzna, moje życie w pierwszych tygodniach jego życia było rozgrzebane. Nijakie wsparcie skądkolwiek, zaledwie krok dzielący od załamania a w tym wszystkim studia do skończenia, praca do utrzymania, nasza rzeczywistość do ogarnięcia na nowo, tylko we dwoje i mnóstwo innych, zupełnie przyziemnych spraw. Pamiętam, jakby to było wczoraj, gdy weszłam do mieszkania, w którym mieliśmy zacząć od nowa. Malutki spał w nosidełku. Nie wiedziałam, co będzie następnego dnia, za miesiąc, za rok. Przyszło mi ogarniać wszystko od nowa, zupełnie sama, z niemowlęciem pod ręką. Ale się udało. Mały człowiek mnie nie ograniczał, zabierałam go na zakupy, często do pracy, codzienne spacery stały się szansą na powrót do biegania, jego drzemki w ciągu dnia czy sen w nocy na czas dla mnie, dla pracy, dla bloga, dla nauki. Niemal wszystko było możliwe. Nie zapominajmy jednak, że mowa o zwyczajnych, przyziemnych sprawach, które w zasadzie można wykonywać bez wychodzenia z domu.

Później zaczęły pojawiać się szanse, wyzwania, nowe możliwości. I zaczęły się schody. Starałam się godzić wszystko możliwie najmniej inwazyjnie z macierzyństwem. Każdy proponowany wyjazd dokładnie obmyślałam, czy w ogóle dam radę, starannie planowałam. Czasami w ciągu jednego dnia pokonywałam kilkaset kilometrów by odwieźć Malutkiego pod właściwą opiekę, pojechać na dane spotkanie, szkolenie czy event i jeszcze tego samego dnia wrócić do Niego by rano razem ruszyć do domu. Bywało trudno, bywały też momenty, że coś stawało się niemożliwe. Od razu albo co gorsza – na ostatnią chwilę, gdy musiałam po prostu z czegoś rezygnować. 

Żłobek załatwiał kwestię powrotu na etat, problem przestał być odczuwalny do momentu pierwszej infekcji ale i na to mamy sposoby, jakoś to ogarniamy i funkcjonujemy. Dziecko zadowolone, w żłobku się podoba, rozwija się bez zarzutu, co rano biegnie tam z uśmiechem. Pracy przybyło ale j a k o ś do momentu odbioru Go każdego dnia, zdążam zrobić możliwie najwięcej

Jeszcze później pojawił się B. Wprowadził się w nasze życie a wraz z tym wprowadzeniem pojawił się też podział obowiązków. Ten podział teoretycznie powinien wiele zmieniać. Teoretycznie. W praktyce znów przybyło mi pracy, spraw okołoblogowych też, nauki do tego ogrom bo egzaminy dyszą za plecami i… w zasadzie jest nas dwoje a obowiązków wciąż jakby tyle samo. Co prawda dwie pary rąk to nie jedna ale pewnych spraw nawet we dwoje nie pokonamy. Już kilka razy byliśmy gotowi na jakiś bardziej lub mniej ważny wyjazd ale w ostatniej chwili musieliśmy rezygnować bo mały człowieka zasmarkany, rozgorączkowany albo wypadła nam opcja opieki kogoś nad nim, nie wszędzie też mogę go zabrać, nie zawsze termin pasuje i tak w koło Macieja. Łatwo nie jest. W kinie byliśmy we dwoje RAZ. Tak, dokładnie. Dotąd tylko raz nam się udało. Tak naprawdę trudno mi wymienić jakieś nasze spontaniczne wypady czy randki poza szalonym weekendem w lubuskim, gdy samochód zepsuł nam się w środku nocy, na drodze ekspresowej i rozpoczął tym niekończący się szereg poszukiwania lawety, hoteli w kolejnych miastach – coraz bliżej celu jakim był dom, warsztatów, wypożyczania auta i przemierzania nim tej samej trasy kilka razy – nie mieliśmy poza tą okazją tak naprawdę n i g d y czasu na nocny spacer, przerwany kawą na stacji benzynowej czy wylegiwanie się w  łóżku do południa ( bo cóż mielibyśmy robić, czekając na wypożyczony samochód…? Oczywiście, że nadrabiać zaległości senne! ).

***

Dziecko ogranicza. Jeśli jesteście zdani tylko na siebie, nie macie w pobliżu rodziny, której można by malucha podrzucać chociaż raz na dłuższy czas – sprawa się komplikuje jeszcze bardziej. Oboje mamy rodziny daleko, w dwie zupełnie różne strony i u nas zawsze będzie ten problem istniał. Oboje mamy wymagającą pracę. Ale mamy też siebie. Cały czas dopracowujemy nasze strategie oszczędzania czasu na przyziemnych sprawach by mieć go jak najwięcej dla nas. Mały człowiek jest coraz większy, można go zabierać w coraz więcej miejsc, coraz więcej rozumie, coraz lepiej można się z nim porozumieć. Są ograniczenia ale są też możliwości i lekcje, jakie daje rodzicielstwo. 

Nie szalejmy, nie wyrywajmy sobie włosów z głowy – nie musicie koniecznie wypełniać wszystkich planów “sprzed dziecka” już w pierwszych miesiącach jego życia. Macie przed sobą długą, wspólną przyszłość. Dajcie maluchowi podrosnąć nim wpadniecie w wir korzystania z życia. Wierzcie lub nie – te pierwsze lata życia dziecka mogą dać Wam wiele wspomnień, wiele cennych nauk i wiele doświadczeń, których nie dałaby Wam żadna najbardziej szalona podróż. A randki? Kino domowa, wyśmienita kolacja i kieliszek wina, gdy dziecko uśnie – też dają radę. I stroić się nie trzeba! 😉 

3 komentarze

  1. To oczywiste, że wraz z pojawieniem się dziecka (zwłaszcza pierwszego, kiedy człowiek do końca jeszcze nie wie, co go czeka), pojawiają się też pewne ograniczenia. Ja zostanę mamą już w lutym i nawet ostatnio, siedząc z mężem w restauracji rozmawialiśmy o tym, że po urodzeniu córeczki nie będziemy już tak mobilni i nie zawsze będziemy sobie mogli np. wyskoczyć do kina, wtedy gdy akurat będziemy mieli na to ochotę. Oczywiście, zawsze można dziecko zostawić z babcią, a w niektóre miejsca zabrać ze sobą nawet małego szkraba. Myślę sobie jednak, że dla mnie tego typu ograniczenia to… słodkie ograniczenia, które tak naprawdę w niczym mi nie przeszkadzają. Bo w zamian otrzymuje się coś najcenniejszego- czas ze swoim dzieckiem. Pozdrawiam:-) A w wolnej chwili zapraszam do mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top