Amelis Muki Qbiq: czyli… testowaliśmy, jeździliśmy i do 5 wniosków doszliśmy! :)

W naszej, dwuletniej już ponad przygodzie, nazywanej rodzicielstwem – wypróbowałam z Malutkim wiele naprawdę różnych akcesoriów, od tych zupełnie podstawowych i wręcz obowiązkowych po nieco bardziej wymyślne i nie do końca niezbędne. Wózków też przewinęło się przez nasze ręce kilka. Czy trafiliśmy na ideał? Podobno takie nie istnieją, chciałam jednak znaleźć jakiś przynajmniej zbliżony do niego by wózek służył nam naprawdę dobrze i długo. Pierwszym wyborem był – jak w przypadku większości chyba rodziców – model 3 w 1. Z nosidełka Mały Człowiek szybko wyrósł, z gondoli nie korzystaliśmy właściwie wcale, zaraz po tym jak zostaliśmy sami – kupiłam drugi. Oliwkowy model 2 w 1. Używany kilka miesięcy, później wróciliśmy do spacerówki z pierwotnie wybranego wózka. Tak nam minął pierwszy rok. Spacerówka była dość masywna, ciężka, wychodzenie z nią na spacer nie stanowiło problemu, zabranie jej gdziekolwiek w podróż – już tak. Wówczas do naszej małej rodzinki dołączyła tzw. parasolka. I właściwie zastąpiła spacerówkę już na stałe, Mały Mężczyzna nie chciał nawet na nią spojrzeć, trafiła do piwnicy a nowa parasolka do szafy jako nasz codzienny towarzysz, zawsze gotów do wyjścia czy wyjazdu.

Dlatego też, kiedy na Facebooku rzuciło mi się w oczy, że Amelis szuka ambasadorów do testowania ich nowego wózka 2 w 1 Muki – właściwie bez chwili zastanowienia się zgłosiłam. Wyszłam z założenia, że – o ile się uda zakwalifikować – będzie to świetna okazja do podjęcia próby przekonania małego człowieka do ponownego zakumplowania się z czterema kółkami. I tak się złożyło, że tą szansę dostaliśmy. Kilka dni później Pan Kurier zadzwonił do drzwi, taszcząc ze sobą ogromne pudło, które już samą swoją obecnością wzbudziło piski zachwytu Małego Mężczyzny. Radocha ogromna. A to tylko odrobina tektury! Zachowawczo więc postanowiliśmy z B. odłożyć szczegółowe zapoznawanie się z jego zawartością oraz złożenie części pojazdu w jedną całość. Przynajmniej takie były ustalenia. W rzeczywistości jednak wystarczyło, że dałam brzdącowi mleko by ten spokojnie odpłynął, następnie przełożyłam Go do łóżeczka, łącznie zajęło mi to z 15-20 minut. Okazało się, że nieco mniej potrzebował B. by w kuchni złożyć spacerówkę a następnie wstawić ją między stół a ścianę w naszej mini-jadalni. Byłam pod wrażeniem obu faktów! I tego, że tak sprawnie przebiega montaż – nasz poprzedni wózek składałam chyba z pół dnia. I tego, że zmieścił się w tak wąskim przesmyku, w który z trudnością – albo wcale – zmieściłaby się nasza “parasolka”, spacerówka już na pewno nie. Na pierwszy dzień obecności Muki w naszym domu wrażeń mi zdecydowanie wystarczyło. 

1

Wniosek nr 1: Złożenie, rozłożenie – żaden problem!

***

Następnego dnia mały człowiek był w żłobku, postanowiłam więc przed odebraniem go dokładnie obejrzeć sobie Muki i posprawdzać wszelkie jego funkcje i gadżety. Przede wszystkim to wózek 2 w 1 – gondola w naszym przypadku trafiła do szafy, nie zmienia to jednak faktu, że z czystej ciekawości właściwie, dokładnie się jej przyjrzałam. I z bólem serca ogromnym dostrzegłam te cechy, których brakowało swego czasu naszej. Po pierwsze: długość. Prawie 80 cm! Byłaby zbawieniem dwa lata temu, gdy Mały Mężczyzna, który już od początku był sporej długości, w naszej przestał się dość prędko komfortowo ruszać aż w końcu zupełnie mieścić. Po drugie: uchwyty. Można gondolę wyjąć ze stelaża i swobodnie przenosić. Ideał! Nie trzeba kombinować: jak to chwycić?! Po trzecie: płozy. Ktoś by powiedział, że to przecież nie sanki. Jakaż to by była ignorancja! Te płozy to absolutnie świetny pomysł, dzięki nim można położyć gondolę na podłodze i… malucha bujać. 😉 Czyż nie genialne? W zestawie znajdziemy i blendę przeciwsłoneczną i pokrowiec przeciwdeszczowy, nie trzeba szukać ich gdzieś dodatkowo do kupienia. Jednak te trzy wymienione wcześniej argumenty wystarczyłyby mi by wybrać Muki w przypadku zakupu gondoli teraz. Póki co nie mamy takiej potrzeby, na uwadze ten model jednak w przyszłości mieć zapewne będziemy. Idźmy dalej.

Spacerówka ma lekki stelaż, pompowane koła i co dla mnie najważniejsze: możliwość montowania siedziska zarówno przodem jak i tyłem do kierunku jazdy. Tej ostatniej funkcji najbardziej brakowało mi w naszej, niestety. Pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa idealne dla małych uciekinierów jak nasz. Bezpieczeństwo to podstawa. Duża budka z okienkiem dla małych psotników. Trzeba mieć oko na wszystko! Mięciutka wkładka będąca miłym zaskoczeniem. Zazwyczaj takową trzeba sobie dokupić, zazwyczaj zresztą zamawiać szytą na wymiar a tu mamy już idealnie dopasowaną w zestawie. Barierka z opcją demontażu. Geniusz sam w sobie. W naszym wcześniejszym wózku Malutki po prostu ją wyłamał, tak bardzo jej nie znosił. Dotąd kombinował i się rozpychał aż w końcu barierka pękła i zwyczajnie odpadła. Ta pokryta jest eko-skórą, możemy ją ponadto wypiąć i przypiąć według uznania. Pokrowiec na nóżki. Oczywista oczywistość. Wzór dopasowany do wkładki i torby z zestawu. Regulowany podnóżek i oparcie. W drugim przypadku – aż do pozycji leżącej. Idealne rozwiązanie w przypadku drzemki na spacerze. Kosz. Pojemny i fajnie wygląda. Czego chcieć więcej? Torba. Celowo zostawiłam ją na sam koniec – to mój absolutny faworyt! Piękny wzór, dopasowany do elementów wózka. Regulowany długi pasek, co lepsze – odpinany! Wygodne w trzymaniu, porządne rączki. W zestawie przenośny przewijak. P o j e m n a bardziej od mojej shopper bag, torby na laptop i na zakupy razem wziętych chyba! Wewnątrz małe kieszonki, można włożyć telefon, portfel, klucze i nie przekopywać później się do samego dna by je znaleźć. Jest naprawdę idealna. Można ją nosić na co dzień i wygląda tak dobrze, że trudno by było komuś zgadnąć, że to torba od zestawu z wózkiem. Tyle w temacie teorii.

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

Wniosek nr 2: Funkcjonalność i szyk w parze z niebanalnością!

***

Kilka dni później nadszedł moment wyjścia na spacer. Korzystając z wolnego weekendu – wybraliśmy się na niego we troje. Matka wskoczyła w dresy, dziecko wzięło swoich przyjaciół, spakowaliśmy torbę i już! Pierwsze zaskoczenie – lekkość. Bez problemu można znieść go po naszych kilku stopniach dzielących parter z ulicą. B. załatwił to jedną ręką, twierdzi przy tym, że również bez problemu bym to zrobiła. Pozostaje więc Jemu wierzyć. Drugie zaskoczenie – koła. Radzą sobie na absolutnie każdej nawierzchni, pokonują nierówności. Nie mam co do tego żadnych zastrzeżeń. Trzecie zaskoczenie – łatwość prowadzenia. W naszym bywało różnie, czasem gdy prowadziłam go jedną ręką, lekko zjeżdżał na boki, przestawał jechać równo, tutaj nie ma z tym żadnych problemów. Prowadzi się łatwo i lekko. Hamuje też porządnie, jeśli chcemy się na chwilę zatrzymać i pozostawić go bez ruchu, żeby np. poszukać dzwoniącego w torbie telefonu. 😉 Czwarte zaskoczenie – pojemny i głęboki kosz. W pewnym momencie wylądowała w nim torba i pokrowiec na nóżki, mój szalik, butelka wody, już od początku leżał w nim kocyk. I pewnie jeszcze coś by się bez problemu zmieściło. Piąte zaskoczenie – zgrabny i powabny wózek z niego jest! Podczas gdy wcześniej były problemy w niektórych sklepach – bo się nie mieściliśmy albo mieściliśmy z trudem, tutaj o takich problemach można raz na zawsze zapomnieć. Normalnie idealny pomocnik w codzienności z dzieckiem. Zwłaszcza, że złożony zmieści się nawet do mniejszego bagażnika i można go zabrać ze sobą wszędzie. A to dla nas bardzo istotne przy ewentualnym wyborze, zresztą jak i dla wielu rodziców. 

13

14

15

20161203_130115

20161203_130038

20161203_130051

16

Wniosek nr 3: Wszędzie się zmieści, wszędzie podjedzie, każdy go podniesie… 🙂

***

Wózek Amelis Muki posiada również funkcje, o których nie śniło się zapewne samym jego projektantom. Bo spacer czy zakupy to jedno. Ale gdyby tak przyjrzeć się jego zastosowaniom w domowym zaciszu – można ich całkiem sporo znaleźć. Nasza spacerówka zanim trafiła do piwnicy – zwykle stała w przedpokoju, tuż przy drzwiach wejściowych. Mały Mężczyzna zwykle wrzucał coś sporadycznie do kosza, jeszcze rzadziej jeździł nim  tu czy tam. W większości przypadków jednak zupełnie go ignorował. Również i w tej kwestii z Muki było zupełnie inaczej. Mały człowiek po prostu… przyprowadzał wózek do salonu, pod pachą trzymając swoich dwóch najlepszych pluszowych kumpli i tłumaczył – mniej lub bardziej zrozumiale – aby go w tym wózku usadzić. I tak siedział. Czasem pół godziny a czasem i dwie. W ten sposób oglądał bajki, bawił się ze swoją Świnką i Psem, przeglądał książeczki czy drzemał sobie. Nie wierzyłam własnym oczom. Moje dziecko, które nawet chodzić w zasadzie nie umie a jedynie biegać jak szalone, nagle siedzi w miejscu i z zachwytem ogląda bajkę, na którą wcześniej patrzył zwykle w biegu. Magia!

17

18

Wniosek nr 4: Niezastąpiony na zakupach, na spacerze i… w domu!

***

Uff. To zaledwie 1/100 tego, co by się chciało powiedzieć ale ile można mówić…? Mimo że Mały Mężczyzna skończył już dwa lata, jakiś czas z wózka korzystał niechętnie – w tej kwestii odrodziliśmy się niemal na nowo. Jedno wiem na pewno – gdybyśmy w przyszłości potrzebowali wózka 2 w 1 a w zasadzie to i 3 w 1 ( kupując Muki, możemy również dokupić nosidełko do zestawu ), na pewno jednym z faworytów przy wyborze będzie ten właśnie wózek.

Wniosek nr 5 : Polecamy Amelis Muki każdemu, kto stoi przed wyborem wózka! ?

amelis-facebook

Biorę udział w kampanii #BeMUKI #ambasadorzyMUKI #zostańambasadorem #AmelisColour

Napisane teksty 282

3 thoughts on “Amelis Muki Qbiq: czyli… testowaliśmy, jeździliśmy i do 5 wniosków doszliśmy! :)

  1. Testy zawsze w cenie. Ostatnio szwagier testował 4 materace, które były w promocji w jusku. Zakupił 4, a po pewnym czasie oddał 3 i zwrócono pieniądze. A pozostawił ten najlepszy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: